Jezioro

Go down

Jezioro

Pisanie by Gaspard Williams on Pią Sie 14, 2009 12:59 pm




***

Zapadł zmrok. Francja w październiku bywała naprawdę chłodna. Tak też zdarzyło się tego wieczora, kiedy panicz Williams wymknął się z zamku o późnej porze i ruszył przez błonia w stronę jeziora. Nie bywał zbyt często w tych rejonach, a mianowicie tylko wtedy, gdy było mu naprawdę źle i nie miał pojęcia, co ze sobą zrobić.
Szedł pod osłoną nocy, przemykając tuż pod szerokimi koronami drzew, by pozostać pod całunem, by nie zmuszać siebie do narażenia się na księżycowe światło. Ubrany w swój zwyczajowy, niezbyt regulaminowy strój, złożony z prostych, czarnych spodni i nieco wymiętej koszuli z rękawami podwiniętyi do łokci i rozpiętymi kilkoma górnymi guzikami, szedł z pochyloną głową i rękoma wciśniętymi głęboko w kieszenie spodni. Blond czupryna tkwiła w wiecznym nieładzie, opadając nieznacznie na czoło nastolatka. Wyglądał jak kupka siedmiu nieszczęść i tak też się czuł - niczym wrak człowieka. A to wszystko za sprawą krótkich scenek, które dnia dzisiejszego i w kilku poprzednich mignęły mu przed oczami - roześmiana kasztanowowłosa dziewczyna w barwach żeńskiego domu Vanite. Obok niej równie uśmiechnięty chłopak, którego przysiągł nienawidzić od tamtego momentu do grobowej deski. Oboje tacy radośni, tacy szczęśliwi. Ich gesty i spojrzenia wskazywały tylko na jedno, a Gaspard do perfekcji opanował rozpoznawanie tejże sytuacji młodzieńczego zauroczenia. Cóż, nie będzie się pchał tam, gdzie go nie chcą. W gruncie rzeczy, to sam jest sobie winien. W kilka dni po pamiętnej nocy, spędzonej z Marguerite w ogrodowej altance wziął ją na stronę i powiedział jej wprost, że nic z tego nie będzie. Jasno określił, że nie widzi w niej nikogo ponad przyjaciółkę, i że nie chce, by zmarnowała się u boku notorycznego łamacza niewieścich serc, u jego boku. Gaspard jakoś tego bardziej nie przeżywał, zaś po początkowym zachowaniu panny Delgado widział, że nieco się przejęła. Nieco, gdyż wkrótce po tym zajściu znalazła pocieszenie u boku tego skurkowańca, o którym była mowa jakiś czas wstecz.
Dotarłwszy do jeziora, Gaspard ukrył się w cieniu jednego z większych drzew, które jeszcze nie zdążyło pozbyć się wszystkich liści. Przykucnął pod pniem i westchnął ciężko, opierając tył głowy o korę. Czuł się strasznie, było mu ciężko. Nigdy wcześniej nie miał takiego wrażenia. Niby wcześniej był już przybity, miewał gorsze dni, ale nigdy nie zdawał sobie sprawy, że może być coś gorszego od jednej na milion bani z eliksirów, czy zgubionej paczki słodyczy. Blondyn pokręcił głową z niedowierzaniem, ubolewając nad swoją głupotą i cieżkim losem, który sobie sam zgotowałi podniósł swoje cztery litery, kierując się w stronę jeziora. Stanął na skraju brzegu, wpatrując się pustym wzrokiem w błyszczącą taflę jeziora i powoli usadowił się na miękkiej trawie. Po dłuższej chwili Williams doszedł do wniosku, że robi mu się chłodno i nie jest to spowodowane obniżeniem temperatury - jego ubranie zaczęło nasiąkać wodą. Ciężkie krople deszczu leniwie sypały się z ciemnych chmur ponad głową młodzieńca.
- Nienawidzę tej szkoły - mruknął cicho, nabierając w dłonie kamyków, rozrzuconych gęsto na brzegu jeziora.
Zacisnął mocno pięści, aż pobielały mu kłykcie i cisnął z całej siły wszystkimi kamykami w stronę wody, mącąc taflę. Na gęstych rzęsach chłopaka pojawiły się wilgotne krople, wcale nie należące do potężnej, deszczowej armii. Gaspard już nie miał sił zacierać śladów tego niesamowicie niemęskiego aktu. Miał po prostu wszystkiego dosyć.
avatar
Gaspard Williams

Age : 26
Liczba postów : 34
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Jezioro

Pisanie by Marguerite Delgado on Sob Sie 15, 2009 1:19 pm

Kimże była Marquerite Delgado? Uczennica prestiżowej szkoły magii Beauxbatons, gdzie niemalże każdy, łącznie z gronem pedagogicznym potrafił wskazać ją palcem na szkolnym korytarzu (czyżby mamusia Was nie nauczyła, że palcem się nie pokazuje?). Skąd ta sława? Przede wszystkim dziewczyna została hojnie obdarzona urodą przez Matkę Naturę. Ciemna karnacja z racji jej narodowości, która także była czymś, co wyróżniało ją z tłumu; intensywnie czarne, gęste włosy, zazwyczaj delikatnie zakręcone zgodnie z tym, co mówi miesięcznik „Czarownica”; niebieskie oczy, które były doskonałym odzwierciedleniem emocji targających jej wnętrzem; pełne, malinowe usta, na których każdego dnia gościł uśmiech ujawniający perłowe uzębienie Hiszpanki; kobiece kształty, które nie jednego ucznia płci męskiej, oczywiście, przyprawiały o ślinotok. Ważny aspekt, to także fakt, iż przyjaźniła się z osobami, które były dokładnie takie, jak Ona: sławne, rozpoznawalne, piękne bądź przystojne, ale i nienagannie bystre, inteligentne, mądre. Felix, Gaspard, Laurent – uważani za Huncwotów na miarę naszych czasów. Perfidni łamacze kobiecych serc, wielbiciele dzikich orgii, alkoholu i dobrej zabawy (prócz Laurenta, oczywiście). Lilianne, Michelle – najlepsze przyjaciółki Marquerite. Zawsze znajdzie wśród nich ramie do wypłakania, uszko do wysłuchania, przełyk do wspólnego picia piwa kremowego bądź innych trunków wysokoprocentowych czy gardełko do odśpiewywania idiotycznych piosenek w stanie upojenia alkoholowego. Nie wyobrażała sobie swojego życia, gdyby któregokolwiek z nich zabrakło, kochała ich wszystkich, lecz jednego za bardzo, nie taka miłością, jaką powinna go obdarzyć. Dlatego też słowo użyte na samym początku, a mianowicie ‘była’ jest bardzo istotne. Po Marquerite opisanej powyżej nie pozostał nawet najmniejszy ślad. Jej idealne, jakby mogło się na samym początku wydawać, życie, stało się istną ruiną, gorszą niż sklep Zonka po wybuchu tajemniczych, nikomu nieznanych petard.
Kilkadziesiąt dni temu czas się zatrzymał, wszystko stanęło w miejscu. To tak jakby nagle zgasło słońce – cały świat pogrąża się w nicości i wiecznej ciemności. Nic nie sprawiało jej przyjemności – żyła, jadła, spała, chodziła na lekcje, ponieważ musiała. Zachowywała się niczym robot. Jedyny powód, dla którego udawało jej się wstać o poranku to to, że za paręnaście godzin znów nadejdzie upragniony wieczór i już jako stały rytuał, będzie mogła płakać w poduszkę aż do rana. Ci, którzy mawiają, że mężczyźni, to podłe stworzenia maja absolutną rację. Niby bez nich ten świat by nie istniał, lecz, gdy są przynoszą tylko ból, cierpienie i łzy. Dlaczego ‘On’ tak postąpił (‘On’, ponieważ odkąd Gaspard postąpił jak postąpił w dormitorium panuje zakaz wymawiania imienia ‘Gass’ bądź ‘Gaspard’)? Dlaczego tak dotkliwie ją skrzywdził? Zamiast rozpaczać teraz mogliby razem spacerować po błoniach, trzymając się za ręce i tkwić w swoich ramionach. Nie, Głupia! Gass Cię nie kocha!
Przez ostatnie kilka dni każdego wieczoru wymykała się ze szkoły i przychodziła właśnie tutaj – nad jezioro. Miała serdecznie dosyć pytań i pocieszeń współlokatorek – ‘Co się stało?’, ‘Dlaczego płaczesz?’, ‘Gdzie idziesz?’, ‘Powinnaś coś zjeść!’, ‘Powinnaś wreszcie pójść na randkę i zapomnieć!’. W pewnym sensie sama była sobie winna – tylko Lilianne i Michelle poznały całą prawdę. Cała reszta po prostu sądziła, że Gass bezczelnie wykorzystał Marguerite, zaciągając ją do łóżka na jedną noc. Czy to był powód by brać ja za psychopatkę i prześladować krok w krok czy aby na pewno nie zrobiła sobie krzywdy? Nie. Tylko tutaj miała wszystko, czego potrzebowała – samotność, ciszę, spokój i widok na gwieździste niebo.
Dziś było dokładnie tak samo. Po raz kolejny się z nimi pokłóciła. O co poszło tym razem? Margaritka odmówiła zejścia na kolacje argumentując to stwierdzeniem, że wcale nie jest głodna. Opuściła sypialnię trzaskając drzwiami, gdyż nie mogła dłużej znieść krzyków i zarzutów kierowanych do jej osoby. Najciszej jak potrafiła zamknęła ogromne, drewniane drzwi w kolorze mahoniu, które dzieliły budynek szkoły od terenów zielonych i z gracja baletnicy zbiegła po kilku marmurowych schodach. Tuż przed nią otworzył się nocny krajobraz niosący ze sobą nutkę grozy, ale i tajemnicy. Niepewnym krokiem ruszyła przez błonia, a wilgotna trawa nieprzyjemnie moczyła jej buty. Wybór trampek jako idealnego kompana na spacer wcale nie okazał się być słuszny. Ależ nie mogła się powstrzymać, ponieważ był to jej najnowszy zakup w mugolskiej Galerii Handlowej, jeszcze przed powrotem do Beauxbatons. Proszę nie marudzić, to bardzo dobry znak świadczący o tym, że nasza czarnowłosa znów zaczęła o siebie dbać. Jej strój, fryzura jak i makijaż wyglądały dokładnie tak jak za starych dobrych czasów. Skąd ta zmiana? Za sprawą pewnego trzecioklasisty z domu Équilibre. Chłopak zjawił się w najbardziej odpowiednim momencie jej życia i okazał się lekarstwem na zranione serce Marquerite. Oczywiście ich stosunki nie zaszły tak daleko jak uważał Gaspard, o nie. Przyjaźnili się, jak najbardziej. Gerard doskonale potrafił ją zrozumieć, rozmawiać, wysłuchać i sprawić, że choć na chwilę zapominała o brutalnej rzeczywistości. To właśnie dlatego spędzała z nim tak wiele czasu, gdyż był dla niej pomocą, tak długo nawoływaną i wyczekiwaną. Czy to nie automatyczny powód, że Gass już powinien go lubić i obdarzyć szacunkiem? Przebywał z nią, lecz niczego w zamian nie żądał. To niespotykane w dzisiejszych czasach. Zajęta intensywnymi rozmyślaniami nawet się nie spostrzegła, że już dochodziła nad jezioro. Tak, ten charakterystyczny zapach wody rozpozna niemalże wszędzie. Chłopaka o blond włosach, który zajął jej stałe miejsce także rozpozna wszędzie… Gaspard! To Ci dopiero niespodzianka! Zaraz, zaraz… Czy powinna tak po prostu do niego podejść? Przecież od pamiętnej sceny w bibliotece nie rozmawiali ze sobą praktycznie w ogóle, prócz powitań i pogawędek w większym towarzystwie, podczas których zresztą Marquerite cały czas milczała. Ach, przecież nie ma nic do stracenia! Być może los dał im sposobność ku utrzymaniu choćby tej dobrej przyjaźni. Cichutko, na paluszkach podeszła ku miłości swojego życia i przystanęła tuż za jego plecami. Zero reakcji. Czyżby nie wyczuwał, że ktoś stoi tuż za nim? Jak najprędzej trzeba to zmienić! Pochyliła się nad postacią chłopaka umiejscawiając obie dłonie na jego ramionach i znienacka wychyliła roześmiana twarz tuż obok jego gładkiego policzka.
– Dobry wieczór! – powiedziała energicznie, przepełnionym radością głosem. Musnęła jego policzek, tak, że pozostawiła na nim lekki ślad różowego błyszczyka. Oczywiście był to pocałunek, jakim obdarzają się nawzajem przyjaciel i przyjaciółka, bez wątpienia.
– Nie masz nic przeciwko, że się dosiądę? - usadowiła się obok niego pod pewnym kątem by mieć widok na całokształt jego osoby. Tak bardzo za nim tęskniła, a możliwość jakiegokolwiek porozumienia była niczym upragniona gwiazdka z nieba. Uniosła głowę i wbiła ciemne ślepia, pełne wesołych iskierek w oczy Gass’a, tak wyraźne jak na nocną porę. Zbyt wyraźne…
– Gass? – wykrztusiła zszokowana Marquerite. – Co się stało? – z pozycji siedzące znalazła się w tej klęczącej. Ponownie się nad nim pochyliła, tak, że brakowało dosłownie dwóch, może trzech centymetrów by stykali się twarzami. Przymknęła powieki i z ogromną delikatnością naznaczyła pocałunkiem miejsca, w którym pojawiły się słone łzy. – Dlaczego płaczesz? – wyszeptała, przytulając ciepły policzek do jego, tyle, że chłodnego. Objęła go rękoma, które splotła na plecach Gass’a. Od czasu do czasu głaskała je dłonią. Jakieś wątpliwości, że ta dziewczyna nie jest w nim zakochana?

_________________
avatar
Marguerite Delgado

Age : 25
Liczba postów : 57
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Jezioro

Pisanie by Gaspard Williams on Nie Lis 01, 2009 1:32 am

Gaspard zaciągnął ją do łóżka. Jakie to proste. I jakie prawdziwe! Ta wzmianka chyba raczej nie nadszarpnęła jakoś poważnie jego opinii publicznej, w końcu już od dłuższego czasu był za takiego uznawany - zły, bezczelny, babiarz, ale i rewelacyjny kochanek! W końcu która zgodziłaby się z nim być, gdyby nie miała pewności, że będzie miała z tego jakąś korzyść.
A skąd panienka Delgado może wiedzieć, o czym myślał panicz Williams? W jego chorej główce krząta się wiele myśli, spostrzeżeń, wniosków i większość raczej się ze sobą miesza, czy nawet przeczy.
Czy Gass powinien lubić ucznia Équilibre? Może i "zajął się" Marguerite, tak jak prosił, by się zmieniła i dziewczyna stała się szczęśliwa... tylko czy na pewno?
Niczego od niej nie chciał?! Błagam, Marge, ty zaślepiona gąsko, przecież nikt nie jest bezinteresowny! Nie, nie wnikamy w zamierzenia Gerarda, ale i nie pozwalamy, by Hiszpanka tkwiła w nieświadomości. Tak już było, jest i będzie, ot!
Nie, nie usłyszał nadchodzących kroków. A może tylko wmawiał sobie, że ich nie ma? Siedział w bezruchu, wciąż bezwiednie wpatrując się w czarną, acz błyszczącą taflę jeziora. Jednak kiedy na jego ramionach spoczęły nagle czyjeś dłonie, nie odskoczył zaskoczony, po prostu siedział, jak gdyby nigdy nic. Gdy zaś przy jego policzku poczuł czyjś ciepły policzek, przesunął nań wzrok. I wtedy jego źrenice automatycznie powiększyły się, a obdarowany pocałunkiem policzek palił.
- Eee... cześć - odparł nieco zachrypłym głosem. Nie spodziewał się jej tutaj, miał ochotę siedzieć i nic nie robić do rana, tylko czasem zastanawiając się nad kwintesencją życia. A tu masz ci los - taka akcja!
Kiedy Marguerite usadowiła się obok, oplatając go swymi ramionami ze smutną buźką, blondyn uniósł brwi.
- Płaczę? - spytał zaskoczony. - Przecież pada - odparł beznamiętnie i westchnął cicho.
Każdy dotyk, każdy szept, to wszystko wywoływało u Gasparda dziwne odruchy. Tu jakiś przebiegający dreszcz, tam skurcz w okolicy podbrzusza, skąd to się wszystko, u licha brało?! Przecież nic takiego nie zrobił, czy to wyrzuty sumienia?
avatar
Gaspard Williams

Age : 26
Liczba postów : 34
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Jezioro

Pisanie by Marguerite Delgado on Wto Lis 10, 2009 1:45 pm

Niejako stanę tu w obronie Gasparda, ponieważ to Marguerite sprawiła, że wydarzenia w pamiętnej altanie nabrały nieco erotycznego wyrazu. Przypomnij sobie tylko tę scenę… Najpierw oznajmiła mu, kim tak naprawdę dla niej jest i wystarczył jeden czuły gest Gassa by zapomniała o całym bożym świecie, a oddała się bezwiednym pocałunkom prowadzącym na kompletne bezdroża, z jedną latarnią na krzyż! Dopiero w tym momencie można mieć wielkie pretensje do panicza Williamsa. Na pewno zdawał sobie sprawę, że Hiszpanka robi to z miłości, a On… Nie koniecznie. To dokładnie tak samo jakby wykorzystał pierwszą lepszą dziewuchę, która posłała mu znaczące spojrzenie na szkolnym korytarzu. Toteż wielkim bólem dla Marguerite było kiedy usłyszała ‘nie’, ponieważ było to jednoznaczne, że jej dotychczasowy sposób myślenia był błędny. Myślała, że jest dla niego kimś ważnym, kimś, bez kogo jego życie w jakimś sensie straciłoby sens. Przeliczyłaś się, kochanie.
Pfi, tu nawet nie ma, o czym mówić! Już na wstępie można mu przykleić karteczkę ‘Gaspard mnie nie lubi’. Jeśli tylko celem wyprawy zbrojnej jest kobieta, mężczyźni nie są wobec siebie tolerancyjni ani zbytnio się ze sobą nie patyczkują. Zapewne tak będzie już zawsze, że gdy tylko Gaspard ujrzy ‘przeciwnika’ choćby w Walentynki prowadząc Margie za rękę, to mimo to obrzuci go groźnym spojrzeniem, a przecież Gerard był tylko zakochany. Nie zawsze obdarzamy silnym uczuciem te osoby, które na to zasługują. Czarnowłosy akurat źle trafił: nie dość, że serce Marguerite było już zajęte, to w dodatku uchodziła za niestałą w uczuciach, często zmieniająca parterów.
Prosimy nie obrażać ciemnowłosej! Jedynym argumentem przemawiającym za tym, że jest ‘zaślepioną gąską’ mogłoby być to, że wierzy w to, że Gaspard się zmieni i ją pokocha, a jeżeli ostatnimi czasy ta wiara stała się jakby zbędna i spadła do kompletnego minimum, to dlaczego by nie ułożyć życia na nowo?
– Skoro pada. – wzruszyła ramionami nie chcąc dalej drążyć tematu. Przecież Gass, to typ twardziela. Nie byłby skłonny przyznać się do własnych słabości. Czyżby miał ją za idiotkę, a w dodatku za ślepą idiotkę? Ten niby zaskoczony ton, który próbował naśladować i westchnienie finalizujące krótka wypowiedź wyjaśniało wszystko – stało się coś strasznego. Gdyby był to zwyczajny, chwilowy dołek nie zachowywałby się tak. Wtedy wściekał się na cały świat, a teraz nawet na nią nie nakrzyczał, że przerywa mu samotne obcowanie z naturą. Delikatnie zgięła rękę i wystawiła dłoń by skontrolować ilość opadów. Krople spadały z coraz większą częstotliwością, a i ich wielkość była pokaźniejsza. Jeszcze parę minut i rozpada się na dobre.
– Wiesz, ostatnio Gerard pożyczył mi świetną książkę. – usiadła tuż obok niemal stykając się z blondynem bocznymi partiami ciała i rzekła energicznie by nieco rozluźnić i tak już napiętą atmosferę. – Wprawdzie mugolska, ale taka prawdziwa. – uśmiechnęła się promiennie by jakimś cudem rozchmurzyć nasze słoneczko. – Chcesz wiedzieć o czym jest? – spytała by się upewnić, że nie męczy ani nie nudzi go swoim towarzystwem. W końcu może być nieproszonym gościem, prawda?
Jeśli rozmawia, przebywa z nią tylko dlatego, ponieważ gryzie go sumienie, to równie dobrze może sobie stąd iść w tym właśnie momencie.

_________________
avatar
Marguerite Delgado

Age : 25
Liczba postów : 57
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Jezioro

Pisanie by Gaspard Williams on Pon Lis 23, 2009 1:57 pm

Skrzywdził ją, czy nie, wina leży po mat stronach i nie mów, że nie. Tak więc lepiej zostawić tę sprawę bez doszukiwania się drobnych przewinień z każdej strony. On jej nie wykorzystał, bo sama chciała. Ona czuje się skrzywdzona, bo on nie wziął do siebie jej uczuć.
Oczywiście, że była, jest i zapewne będzie ważną osobą w jego życiu. Jej jednej mógł wyspowiadać się ze wszystkiego (no, może prawie) i jako takiego lania nie otrzymywał. Oczywiście, byli jeszcze chłopcy. Laurent i Felix, jego najlepsi przyjaciele. Fakt, kiedy coś się działo, do nich szedł na samym początku. Ale nie w tej sprawie. Zwykły podryw? Oczywiście, wtedy potrafił wszystko wyśpiewać. Lecz teraz było inaczej. Teraz to on został zraniony, głównie przez swoją ignorancję i głupotę.
Tylko zakochany? Dziewczyno, czy Ty wiesz, o czym mówisz? Miłość to na prawdę silne uczucie, którym nie można obrzucać wszystkich dookoła. Można kochać mamę, tatę, czy drugą połówkę, ale także muzykę, zwierzę, przedmiot. Są różne rodzaje miłości, których nie wolno lekceważyć, bo właśnie na tych obiektach zwykle skupia się całą swoją uwagę.
Jej serce było zajęte, a wszyscy wiedzą, przez kogo. Gaspard jednak był tak ślepy, że nigdy nie potrafił tego dostrzec. Aż wreszcie się poślizgnął. Jak to było? Nie lekceważymy miłości!
Bez przesady, wszyscy się zmieniają, taki Williams również, ale trzeba najpierw go odpowiednio stymulować, bo wyjdą różne dziwne rzeczy. Ty w jedną, on w drugą stronę. Z nim trzeba stanowczo i silną ręką. Ułożyć sobie nowe życie? Niestety, bez udziału Gasparda się nie da. On potrafi się wcisnąć wszędzie nieproszony. Zwłaszcza nieproszony.
Faktycznie, chłopaki nie płaczą. Facet jest świnią, to on zmusza do łez. Żaden mężczyzna się może mieć chwili słabości, bo to zszarga jego reputację. Wspaniałe rozumowanie, brawo, Marge.
Gdy w ustach Marguerite pojawiło się pewne imię, dłoni Gasparda niczym automat zacisnęły się w pięści. Jego szczęki zaczęły niemal zgrzytać, a oczy zamknęły się, kiedy w głowie chłopaka rozpoczęło się ujemne odliczanie.
"Chcesz wiedzieć, o czym jest?"
Wszystkie mięśnie blondyna rozluźniły się. Dziewczyna zadała pytanie, wypada odpowiedzieć.
- Nie jestem zainteresowany - odparł sucho. Odwrócił wzrok na swoją rozmówczynię i spojrzał na nią z chłodną wyższością. - I nie wymawiaj przy mnie imienia swojego fagasa - warknął, podnosząc się gwałtownie z zamiarem odejścia. Niemal natychmiast jednak zmienił zdanie i odwrócił się do panny Delgado. - Wiesz, na czym polega twój problem? Nie potrafisz dobierać sobie znajomych! - Stał z palcem wycelowanym w stronę Hiszpanki i ze zmrużonymi powiekami. Był zły. - Ciekawe, akt już miałaś od momentu, kiedy się pokłóciliśmy. Dwóch, pięciu, ośmiu?! - Jego ton stawał się coraz głośniejszy i bardziej oskarżycielski. - Ze wstrętem obserwuję, jak się bawisz uczuciami, jesteś wręcz okropna, powinnaś mieć kogoś równego sobie!
Szczerze mówiąc, to w tym momencie akurat nie myślał o sobie. Tak po prostu mu się wymsknęło.
avatar
Gaspard Williams

Age : 26
Liczba postów : 34
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Jezioro

Pisanie by Marguerite Delgado on Sro Gru 02, 2009 5:35 am

Gaspard dzisiejszego dnia, a właściwie wieczoru zachowywał się naprawdę dziwnie. Po pierwsze, zastała go samego, w nocy, nad jeziorem wpatrzonego w gwieździste niebo. Zazwyczaj o tej porze przesiadywał w altanie w towarzystwie reszty szkolnych Huncwotów. Następnie, zauważyła na policzkach blondyna łzy, których oczywiście się wyparł, lecz mimo to Margie była pewna, że… Płakał? Relacja z ostatniej chwili. Rozmawiała z nim o głupiej książce, a On zareagował tak agresywnie. Dlaczego? Marguerite przyglądała mu się z wysoko uniesionymi brwiami i pytającym wzrokiem oczekującym natychmiastowych wyjaśnień. Ba, nawet nie musiała prosić.
– Dobrze. Jeśli nie chcesz możemy porozmawiać o czymś zupełnie innym. – uśmiechnęła się zachęcająco odgarniając kosmyk włosów za ucho. Czy Gaspard nie widział, że przychodzi do niego z wydartym sercem na dłoni? Wolał widzieć ją smutną, rozpaczającą właśnie przez niego aniżeli wesołą i uśmiechniętą?
Hiszpanka siedziała wręcz osłupiała. Pozwoliła dokończyć Gassowi każde następne zdanie, które padło z jego ust, lecz przyszedł czas na kontratak.
– Nie mów tak o nim! Nie masz prawa obrażać kogoś, kogo w ogóle nie poznałeś, Gass. Kiedy powiedziałeś mi, że mnie nie kochasz, to właśnie Gerard mi pomógł. Słyszałam od wszystkich ‘będzie dobrze’, ‘znajdziesz sobie innego faceta’, a Ja nie chciałam innego… On tego nie mówił tylko po prostu starał się mnie od odciągnąć od zwykłego życia. Sprawił, że przez godzinę czy dwie w ogóle nie zaprzątałam sobie tym głowy. Ani razu nie zapytałeś jak się czuje, czy wszystko w porządku. W ogóle się mną nie interesowałeś. Gdy nie przychodziłam na lekcje również do mnie nie zajrzałeś, a uwierz mi, że cholernie tego potrzebowałam. – powiedziała gorzko spoglądając na niego czarnymi oczyma, które były bardziej rozjuszone niż smutne.
– Tak, masz racje. Nie potrafię dobierać sobie znajomych. Największym błędem było zaliczenie do nich Gasparda Williamsa, nieprawdaż? – uśmiechnęła się cynicznie. – Ty egoisto! Najpierw mówisz bym się wynosiła i dała Ci święty spokój, a potem zabraniasz mi posiadania innych znajomych prócz Ciebie? Nie chciałeś mnie Gass, a ja już nie chcę Ciebie, nie potrzebuje litości i niech tak pozostanie. – Marguerite również wstała. Nie mogła dłużej bezczynnie siedzieć i ignorować jego zaczepki. Hiszpanka znana była ze swojej kłótliwości więc cudem jest, że wytrzymała tak długo i obeszło się bez ślady ręki na policzku.
Przez kilka minut milczała, a uciążliwą ciszę przerywał dudniący o liście deszcz.
– Ani jednego. – odpowiedziała cicho, niemal szeptem utkwiwszy wzrok w korze drzewa. – Jesteś takim kretynem, że tego nie dostrzegasz?! Kocham Cię! Przez cały czas! Perspektywa kilku dni bez Ciebie wcale nie zmieniła moich uczuć! Szaleje za Tobą i nie mogę się pogodzić, że nie jesteś mój! Wystarczy?! Czy mam przepłakać kolejne noce byś zrozumiał?! – przestała nad sobą panować, krzycząc w niebogłosy. Jak tak dalej pójdzie przywołają tu jakiegoś nauczyciela.
– W tym momencie stwierdziłeś, że jestem dziwką więc… Nie mamy o czym rozmawiać. – odchrząknęła, unosząc dumnie głowę.
– Chciałam by to wszystko wyglądało normalnie, dokładnie tak samo jak przed tym, gdy wyznałam Ci miłość, ale widzę, że po prostu tak nie może być. Mam dość. Poddaje się. – uniosła ręce w obronnym geście, które chwilę później opadły wzdłuż tułowia z trzaskiem rozbijając się o uda czarnowłosej. Odeszła. Wykonała zaledwie kilka kroków, a zdawać by się mogło, że przeszła kilkanaście kilometrów. Każde postawienie stopy na mokrej trawie obrazowało jak z dnia na dzień oddalają się od siebie z Gaspardem. Nie da się ukryć, że był to definitywny koniec długiej przyjaźni. Wiadomo – będą skazani na swoją obecność ze względu na innych członków słynnej paczki, ale to nie oznacza, że zamienią ze sobą choćby słowo. Słowa Gassa okazały się być zbyt wielkim ciosem. Ach, ludzie manipulujący uczuciami nie mają przyjaciół, a przecież Marguerite, zdaniem Gasparda, do takowych należała. Deszcz rozpadał się na dobre, a grube krople obmywały twarze dwojga uczniów przebywających na błoniach, podczas, gdy w budynku wszyscy zasypiali w objęciach Morfeusza.

_________________
avatar
Marguerite Delgado

Age : 25
Liczba postów : 57
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Jezioro

Pisanie by Gaspard Williams on Nie Sty 17, 2010 6:09 am

Ależ oczywiście, mogli rozmawiać o czymś innym. O pogodzie na przykład! Albo o spadającej wartości kursu franka! Cokolwiek, byleby nie były to sprawy związane z nimi. Przychodzi z sercem na dłoni, jasne... Tylko czyha na moment, aż znajdzie się odpowiednia chwila i wtedy będzie mogła go brutalnie pogrążyć, bezwiednie dobić, a następnie odejść do tych swoich wszystkich cudownych facetów, którzy pozwalają jej zapomnieć o Williamsie choć na chwilę. Skoro aż tyle przykrości jej sprawia, to dlaczego tu przychodzi, rozmawia z nim, dlaczego? Czy musi być aż taką masochistką i jednocześnie sadystką? Przecież to kompletnie nieetyczne!
No i się zaczęło... Litania, jaki to on piękny, wspaniały, idealny, a jaki to Gaspard nie jest. Tak, Williams, jesteś nic nie wartym śmieciem, po prostu wyjdź. Nie zasługujesz nawet na to, by w nocy, w ciemnościach, z dala od wszystkich posiedzieć w samotności i porozkwilać się nad swoim nędznym żywotem.
Scysja, och, jak pięknie! Wzajemne rekryminacje, przekleństwa, tylko czekać na rękoczyny!
Chłopak wsłuchiwał się w kolejne oskarżenia Marguerite i czuł że to wszystko robi się coraz głupsze, że coraz bardziej zniżają się do poziomu piaskownicy. Zaraz zaczną się jeszcze licytować która mama jest ładniejsza i będą posyłać na siebie swoje rodzeństwo!
Kiedy dziewczyna podniosła się i ruszyła w stronę zamku, blondyn zamknął oczy i nabrał kilka głębszych oddechów, licząc do dziesięciu.
Une, deux, trois, quatre, cinq...
Koniec. A przynajmniej tak mogło się wydawać. Tak, jeszcze go pogrąż, jeszcze kilka słów, o, bardzo ładnie! A teraz siedź cicho i słuchaj!
I trzask. Jeden, drugi. Bóstwa się zdenerwowały, uderzając w boski bęben. Z wielkiej misy zaczęły wysypywać się łzy rozpaczy, złości, bólu. Ciężkie, pojedyncze krople zaczęły z wolna siec szkolny trawnik, padając również na ciała śmiałków, którzy wydarli się z zamku w tę ciemną noc. Gaspard nagle wstał i odwrócił się do Hiszpanki.
- Marge! To nie tak miało być! - zawołał za nią. Co miał powiedzieć? Nic nie wiedział, w głowie kompletna pustka. Nic.
avatar
Gaspard Williams

Age : 26
Liczba postów : 34
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Jezioro

Pisanie by Marguerite Delgado on Nie Sty 17, 2010 8:08 am

Rozmawiała z nim, ponieważ mimo wszystko, mimo, że podjął inną decyzję niż tą, której oczekiwała, to wciąż miał wolne prawo wyboru, nieuzależnione od wpływu innych ludzi. Zrozumiała, informację ‘Nie kocham Cię i nigdy z Tobą nie będę, Marguerite!’, przez cały czas przechowywała ją w odpowiedniej szufladzie, którą od czasu do czasu otwierała by przypomnieć sobie jak bardzo jest głupia i łatwowierna, by przejrzeć stary, zakurzony album i podziwiać bolesne fotografie. Czasami miała sobie za złe, że wszystko tak się potoczyło, z jej własnej, nieprzymuszonej woli. Gdyby cofnąć się o kilka tygodni, miesięcy wcześniej możnaby ujrzeć dwójkę, z pozoru nielubiących się młodych ludzi, którzy starali się dokuczyć sobie na niemal każdym kroku. Jednak w docinkach i bystrych ripostach dało się dojrzeć ogromną tęsknotę i potrzebę obecności drugiej osoby. Miałaby go do końca szkolnych dni w Hogwarcie. Wciąż mogłaby ciągnąć Gasparda za ucho, bezczelnie wrzucać do zaspy śnieżnej czy kraść piwo kremowe spod łóżka jasnowłosego. Teraz straciła go już na zawsze. Nigdy sobie tego nie wybaczy. Nigdy.
Szła, choć chód Hiszpanki przypominał szybki trucht aniżeli spokojny, melancholijny spacer. Tak bardzo chciała się zatrzymać i zostać tu z nim, tylko dla niego, lecz nogi odmawiały posłuszeństwa buntując się i uparcie pnąc dalej, w kierunku zamku. Duma, ogromne pokłady tejże momentami złej cechy, to uniemożliwiały. Kimże byłaby panna Delgado, gdyby od czasu do czasu kogoś nie spoliczkowała albo nie uciekła, kiedy trzeba było zostać jak jeszcze nigdy? Nie czuła nic prócz niemiłosiernego, piekącego bólu w okolicach mostka i bynajmniej nie był to zawał wieku młodzieńczego. Serce Marguerite pękało na milion kawałeczków niczym roztłuczona szklanka, którą właśnie upuściła z rąk. To wszystko wymknęło się spod kontroli.
Usłyszała swoje imię, lecz nie wiedziała czy to tylko błędne złudzenie, szum wiatru, a może spadające krople? Słony deszcz rozpadał się na dobre mocząc wszystko dookoła, co tylko napotkał na swojej drodze. Ubranie Marge było w fatalnym stanie – bluzka, spodnie kleiły się do śniadego ciała młodej Hiszpanki wywołując tzw. gęsią skórkę i nieprzyjemne dreszcze. Podobnie było z idealnie ułożonymi włosami, nad którymi spędziła całe pół godziny podczas porannej toalety. Nieistotne. Co jej zostało po czarnych, lśniących włosach skoro jej życie było gorsze niż to, które wiódł bezdomny mieszkający w kartonie. Tak, Marguerite. Kiedy mówili o duchowym aspekcie duszy człowieka, to Ty mizdżyłas się z Kevinem pod ławką!
Dochodząc do wniosku, że to jednak był głos Gassa odwróciła się i prócz tego nie zrobiła kompletnie nic. Stała i patrzyła na niego, ale za to jak. Z miłością, z uczuciem, ale też tak jakby miała mu coś za złe.
- Lubisz mnie? – zapytała, dziwiąc się samej sobie. Pytanie na pozór żałosne, ale był to jedyny sposób by dowiedzieć się co tak naprawdę kryło się w niedostępnym sercu Gasparda. Odpowiedział nie używając słów. Pokręcił przecząco głową.
- Myślisz, że jestem ładna? – postanowiła brnąć w to dalej, lecz to co ujrzała spowodowało, że zacisnęła drobne piąstki w silny uścisk aż do tego stopnia, że pobielały jej knykcie. Jeszcze raz, na powrót zrobił to samo. Odpowiedź brzmiała – nie.
- Jestem w Twoim sercu? – głos czarnowłosej z każdą kolejną literą brzmiał coraz bardziej niepewnie. Na jej twarz spadały kolejne krople deszczu i spływały począwszy od policzków, a kończąc na podbródku. Nie dało się odgadnąć czy były to łzy, czy też nie… Nie,, nie jesteś w moim sercu.
- Gdybym odeszła, to płakałbyś za mną? – postanowiła spróbować po raz ostatni, lecz nic się nie zmieniło. Odpowiedział ‘nie’. Odeszła przed siebie, zostawiając go zupełnie samego.

_________________
avatar
Marguerite Delgado

Age : 25
Liczba postów : 57
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Jezioro

Pisanie by Gaspard Williams on Nie Sty 17, 2010 9:20 am

Zatrzymała się. Zrobiła to, o co ją poprosił. Prawdopodobnie po raz ostatni. Zapewne po tym wszystkim, co się między nimi wydarzyło i miało jeszcze wydarzyć tegoż wieczoru, zapisze krzyżyk na ich znajomości raz na zawsze. Już więcej nie będą musieli siebie znosić.
Gaspard już rozchylił usta, by powiedzieć, co mu leży na wątrobie, kiedy napotkał spojrzeniem ten ciepły i czuły wzrok Hiszpanki. W mgnieniu oka zapomniał o wszystkim, co miał powiedzieć, w głowie kompletna pustka, na języku i w ogóle wszędzie. Serducho zaczęło bić coraz szybciej, a przez to jej spojrzenie wydawało mu się, że zmniejsza się do miniaturowych rozmiarów i zostaje rozebrany do naga, niczym uroczy putto. Właśnie, putto jest uroczy, a Gass?
Pytania, zadawane przez ciemnowłosą zaczęły napełniać go obrzydzeniem. Jakże on mógłby ją lubić?! Gaspard Wiliams ma lubić Marguerite Delgado? Dobre sobie. Chciał odpowiedzieć, a jakże. Niestety z jego gardła nie wydarł się żaden dźwięk. A może to i lepiej? Słowa potrafią ranić. Blondyn ledwie pokręcił głową przecząco. Kolejne idiotyczne pytania budziły w nim repulsję. Przecież te słowa - lubić, być ładnym, płakać - nie pokazywały prawdziwego oblicza uczuć Gasparda. W tym momencie chyba był zwykłym utopistą, miał chyba zbyt wygórowane wyobrażenia odnośnie panny Delgado, 'lubił' ją za bardzo.
I odeszła. Odwróciła się i ruszyła w stronę zamku. Głupi, jak mogłeś jej na to pozwolić!
- Nie lubię cię! - zawołał nagle, a jego głos potoczył się dźwięcznym echem po całych błoniach. Ten ton mógłby zbudzić nawet zmarłego, a u żywego doprowadzić do zejścia śmiertelnego. Marge zaś zatrzymała się. Nie, nie odwróciła. Po prostu dała mu szansę. Pewnie pomyślała sobie 'a niech się wygada!'. - Nie lubię, tylko cię kocham - odparł, zaznaczając dobitnie ostatnie słowo. - Dla mnie nie jesteś ładna, tylko piękna, cudowna, wspaniała! - Jego ton stawał się coraz głośniejszy, wyższy. - Nie jesteś w moim sercu, jesteś moim sercem. - Co miał jej jeszcze powiedzieć? Prawda, sama prawda. - Nie płakałbym za tobą, tylko umarłbym z tęsknoty.
Chłopak zrobił kilka kroków w przód i znalazł się tuż za Marge. Nie chciał jej skrzywdzić dodatkowo. Zrobił już wystarczająco złego. Jednak uniósł lewą rękę i ogarnął mokre włosy z szyi brunetki. Nieco pochylił się nad nią i zostawił delikatny, dyskretny pocałunek na jej karku.
avatar
Gaspard Williams

Age : 26
Liczba postów : 34
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Jezioro

Pisanie by Marguerite Delgado on Nie Sty 17, 2010 11:55 am

Czy Gaspard był bestią bez serca? Po co powtarzał po raz drugi to samo dobijając ją jeszcze bardziej? Marguerite miała ochotę podejść i strzelić go w tą durną, wypindżoną główkę by wreszcie się opamiętał. Przez te jego wrzaski ktoś ich tu znajdzie, dostaną szlaban i tyle będzie z ich nocnej eskapady!
Poprawił się, przyprawiając pannę Delgado o zawał serca i możliwą jego utratę, ponieważ zaraz miało wyskoczyć z jej piersi i uciec daleko stąd.
Doskonale wyczuwała, że chłopak jest obecny tuż obok, nieopodal. Pannie Delgado zabrakło odwagi by się odwrócić, a w jej głowie rozszalało się niszczycielskie tornado i potężne tsunami. Czuły dotyk chłopaka rozwiał wszelakie wątpliwości. Gdy palce Gasparda tak zmysłowo krążyła po szyi brunetki, Ona przeżywała najcudowniejsze doznanie, jakie miała okazje poznać w krótkim życiu. Westchnęła cicho, lecz zupełnie słyszalnie dla uszu człowieka. Pocałunek sprawił, że jej ciało automatycznie zadrżało, domagając się więcej i więcej. Nie potrafiła dłużej ukrywać wzruszenia. Spod przymkniętych powiek wypłynęły dwie drobne łzy zaznaczające swoją własną ścieżkę na rumianych policzkach dziewczyny. Wiedziała, co powinna zrobić.
Natychmiast się odwróciła, tak, że stała przodem do niego i wcale nie odeszła, jak przypuszczał. Całkiem nieśmiało uniosła czarne ślepia chcąc dopatrzyć się w oczach Gassa czy kłamie czy też nie. Wszystko układało się w jedną całość. Samotna wyprawa nad jezioro, łzy, odrzucenie pomocy Marge, krzyki, wrzaski, a przede wszystkim sprowadzenie wszystkiego do osoby Gerarda. Williams był zazdrosny! O nią! Cóż, najważniejsze, że dotarło do niego najważniejsze przesłanie.
- Ja Ciebie też… Bardzo… Kocham. – wypowiedziała z krótkimi przerwami podczas których uniosła się na palcach by znaleźć się na równi z ustami jasnowłosego. Jedną rękę objęła szyję Gasparda, a zimne palce wplotła we włosy nastolatka – tak gęste, miękkie, wiecznie rozwichrzone. Natomiast druga dłoń powędrowała na jego policzek, delikatnie i jakże subtelnie go gładząc. Kilkakrotnie musnęła usta ukochanego aż po chwili, która zdawała się być wiecznością, pocałowała go przymknąwszy oczy. Nie pospiesznie, starannie, dokładnie, spijając całe uczucie i namiętność z ust Gassa. Ktoś, kto nigdy nie zaznał straty bliskiej osoby nie zrozumie, co w tym momencie działo się z Hiszpanką. Drobne, rozbite kawałki szkła zaczęły cudownie łączyć się w jedną, spójną całość. Cały obrazek prezentował się niezwykle zmysłowo i apetycznie. Słone krople deszczu, które namnażały się z każdą sekundą spadały prosto na dwoje uczniów splecionych w miłosnym uścisku.
Błogi uśmiech na twarzy Marguerite aż krzyczał, że jest w… Niebie.

_________________
avatar
Marguerite Delgado

Age : 25
Liczba postów : 57
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Jezioro

Pisanie by Gaspard Williams on Czw Maj 20, 2010 4:38 pm

W mgnieniu oka cały świat Gasparda wywrócił się do góry nogami. Intensywny ścisk w brzuchu przestał być już dla chłopaka tajemnicą. Wielokrotnie słyszał o fizycznych aspektach miłości, doskonale zdawał sobie sprawę o mitach, które krążyły w tym temacie, jednak dla niego zawsze pozostawały w sferze rzeczy dziwnych, niewytłumaczalnych. Był przekonany, że jego nigdy coś takiego nie trafi, że zawsze będzie tym samym cholernym Williamsem, na którego po prostu nie było bata - ścierpieć drania i tyle.
Francuz oddał Marguerite pocałunek, równie niespiesznie, czule, objął ją ciasno, oddając się chwili. To wszystko było niczym piękny sen, mający się nigdy nie skończyć. Oby się nie skończył.
- Wybacz, że byłem ślepy przez ten cały czas - powiedział, na moment odsuwając od siebie ich usta, zetknął ich za to czołami.
Rękoma błądził po jej plecach, a serce triumfalnie krzyczało, rozkazując nabuzowanej krwi dąć w fanfary. Wbrew wszystkim domysłom, w tym momencie panicz Williams nawet nie myślał o typowym przeleceniu kolejnej laski. Rozkoszował się samą jej bliskością, cieszył się z obecności Hiszpanki, możliwości dotyku jej, pocałowania, przytulenia.

buhahaha, długością nie grzeszę ^^
avatar
Gaspard Williams

Age : 26
Liczba postów : 34
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Jezioro

Pisanie by Marguerite Delgado on Pon Maj 24, 2010 9:16 am

Wydawać by się mogło, że z każdą sekundą krople deszczu nabierały na sile jak i zwiększały swą objętość. Do tej pory cichy, spokojny opad atmosferyczny rozszalał się na dobre zapalczywie uderzając w ciemną, wręcz czarną taflę tutejszego jeziora, w którym to także przepięknie odwzorowywał się księżyc tkwiący wysoko na nieodkrytym, nieopanowanym niebie, a swoim kształtem przypominał czekoladowego rogalika, ulubione śniadanie Marguarite. Budził on aurę melancholii jak i zarówno potrafiłby skutecznie utulić do snu, a wszystko to sprzyjało romantycznej atmosferze tak potrzebnej dwojgu wychowankom szkoły Beauxbatons. Chłodne krople, co rusz rozbijały się o postać to młodej Hiszpanki, to Francuza doszczętnie mocząc ich cienkie ubrania aż do tego stopnia, że niemal przykleiły się one do ich rozgrzanych, mimo niesprzyjającej pogody, ciał. Marguarite jednym, wyuczonym ruchem dłoni odgarnęła kruczoczarne włosy na tył głowy, co dodało jej więcej zadziorności i spowodowało, że stała się jeszcze bardziej niebezpieczna i seksowna.
- To nic, to naprawdę nic. – pokręciła głową przecząco z wciąż nie niknącym z twarzy delikatnym, a jednak promiennym uśmiechem. Gołym okiem widać było, że bije od niej wielkie szczęście.
- Tak bardzo się bałam, że nigdy mnie nie dostrzeżesz, że nigdy nie zechcesz. – dodała wciąż wpatrując się w błękitne oczy ukochanego. Jedna z dłoni, która przez cały czas tkwiła na karku chłopaka cofnęła się na jego gładki policzek by lada moment delikatnie i z czułością pogładzić go kciukiem. Jeszcze raz stanęła na samych czubkach palców i przelotnie, ledwo wyczuwalnie musnęła nabrzmiałe od pocałunków usta jasnowłosego.
- Kochaj mnie, Gass. – powiedziała cichym, kuszącym głosem niemalże wpadającym w szept wciąż będąc tak blisko Gaspard jak jeszcze nigdy, ponieważ do ponownego zetknięcia ich ust brakowało zaledwie kilka milimetrów. Ręka czarnowłosej zsunęła się na wysokość białej koszuli panicza Williamsa by zwinnym ruchem palców rozpiąć pierwszy guzik.

_________________
avatar
Marguerite Delgado

Age : 25
Liczba postów : 57
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Jezioro

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach