Sowiarnia

Go down

Sowiarnia

Pisanie by Catherine Farvardin on Wto Cze 16, 2009 2:53 am

Jak sama nazwa wskazuje jest to miejsce gdzie przechowywane są sowy należące do mieszkańców zamku. Wiadomo, w takich pomieszczeniach mimo usilnych starań unosi się nieprzyjemny dla nozdrzy zapach, jest brudno, szczególnie na podłodze, i panuje ogólny nieporządek. Wszędzie walają się pióra i ptasie kupy. Do dwóch przeciwległych sobie ścian przymocowane są kilku metrowe żerdzie, przeznaczone dla sów. Warto zaznaczyć, iż sowiarnia jest miejscem łączności uczniów z rodzinami, przyjaciółmi i całą resztą bliskich osób.
avatar
Catherine Farvardin
Administrator

Age : 25
Liczba postów : 136
Join date : 13/06/2009

http://beauxbatons.withme.us

Powrót do góry Go down

Re: Sowiarnia

Pisanie by Christian Delacroix on Pią Cze 26, 2009 10:47 am

Mugolska poczta. Christian dowiedział się o niej od ojca, kiedy zastanawiał się, jak radzą sobie ludzie niemagiczni z przekazywaniem informacji. Pan Delacroix twierdził, że listy roznoszone są przez specjalnych ludzi zwanych 'nosicielami listów'. Wrzucają je oni do skrzynek, gdzie znajdują je mugole.Bezsens, skwitował już wtedy kilkunastoletni Christian. Sowy były znacznie prostszym sposobem, choć te ptaszyska potrafiły być równie niewdzięczne co ludzie. Zawsze istniało ryzyko, że twój posłannik zostanie zaatakowany przez drapieżnika, ale przynajmniej nie trzeba było chodzić na na pocztę, ani do skrzynki. List przylatywał do Ciebie sam,a żeby go wysłać, wystarczyło otworzyć klatkę.
Kingston, puchacz najstarszego z rodzeństwa Delacroix był istotą pazerną. Christian wielokrotnie myślał o zmianie sowy, jednak nigdy nie znalazł na to czasu. W tym wypadku zmuszony był użerać się z ptaszyskiem. Przez lata współżycia chłopak wyrobił sobie kilka sprawdzonych metod wysyłania listów. Kawałek padliny w kieszeni powinien załatwić sprawę. Pomarańczowe oczy błysnęły gdzieś nad głową chłopaka i po chwili pstrokate ptaszysko przysiadło na jego ramieniu.
-Pora zrobić coś pożytecznego Kingston..-mruknął uszczypliwie Christian. Dwie lotki nad oczami puchacza nastroszyły się ostrzegawczo.
- Zaniesiesz to rodzicom..-ciągnął swoje, ściągając ptaka z ramienia. Z kieszeni szkolnego mundurka szatyn wyciągnął zwinięty pergamin, który zaraz przywiązał do nóżki skrzydlatego. Następnie, dla ułaskawienia zwierzaka Christian podsunął mu pod dziób pasek czerwonawej padliny. Sowa porwała go natychmiast.
- Wiesz, jesteś pazerny..-zarzucił Kingstonowi, ale zaraz dodał- Jak dobrze się spiszesz, dostaniesz więcej..-tak zakończyła się ich rozmowa. Ptak zerwał się z ręki chłopaka, wylatując przez kamienny łuk. Christian przez jakiś czas obserwował lot pupila. List nie był szczególnie ważny. Po prostu rodzicom od czasu do czasu należało donieść, co też wyprawiają ich pociechy. Jako, że Charlotte, Valentine i Violette miał zapewne tysiąc ważniejszych spraw, to ich bratu przypadł obowiązek pisania do rodziców.
avatar
Christian Delacroix

Age : 27
Liczba postów : 3
Join date : 26/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sowiarnia

Pisanie by Charlotte Delacroix on Pią Cze 26, 2009 12:11 pm

Rzeczywiście mugolska poczta nie należała do najlepiej zorganizowanych (zważając na częste znikanie listów oraz przesyłek o większej wartości). Poza tym wysyłanie listów poprzez sowy zdawało się być większą… zabawą? Chyba tak można to nazwać. Już samo posiadanie pupila było niesamowite, a co dopiero wysyłanie przy jego pomocy listów. Słowo „romantyczne” pasuje tutaj jak ulał. Ale jest rzecz, która łączy obydwie poczty- strach o stratę listu. Oczywiście, zazwyczaj wcale się tym nie przejmujemy, dopóki nasz list nie „zniknie” w tajemniczy sposób. Może w poczcie magicznej jest to większą stratą- Jeżeli sowa zostanie zaatakowana i (w najgorszym wypadku) zabita, tracimy tym samym pupila. Czy jak w wypadku Charlotte- przyjaciela. Dziewczyna nazwała swoją sowę Melodia, ze względu na swoje zamiłowanie do muzyki. A jako, iż zwierzę towarzyszyło jej już od małego, między nimi narodziła się bardzo silna więź. Tak więc Charlotte nie mogłaby znieść myśli, ażeby jej droga przyjaciółka miała paść ofiarą drapieżnika. Dlatego właśnie brunetka starała się zminimalizować ryzyko, wysyłając listy w nagłych przypadkach. Chociaż nie potrafię powiedzieć, czy dzisiaj również taki był. Charlotte przyszła do sowiarni z zamiarem wysłania listów do rodziców. Dzisiaj jednak nie był on wyjątkowo pilną sprawą. Ale czasem trzeba robić wyjątki od reguły, prawda?
Jaka jest zaleta tego, iż twoja sowa gości obok pupila brata? Oczywiście, możliwość spotkania go. Wystarczyła chwila, a Char dostrzegła w oddali znajomą postać. Były osoby, które potrafiła rozpoznać z dużej odległości. Co nie powinno dziwić, skoro spędzała z nimi całe życie. Tak, miałam na myśli jej rodzeństwo. Bo to właśnie Christian, starszy brat Charlotte, stał właśnie ze swoją sową. Uśmiech mimowolnie wpełzł na delikatną twarzyczkę dziewczyny.-Cześć Christian- powiedziała spokojnie. Ton jej głosu zawsze tak brzmiał- rozłoszczenie Char było naprawdę trudne, a jeżeli chodzi o radość i wszystkie inne pozytywne uczucia, z nimi było chyba jeszcze gorzej. Mimo, iż Charlotte była osobą dość wesołą, widzącą świat w barwniejszych kolorach, była naprawdę spokojna osobą. Jej głos nigdy nie zdradzał stanu ducha, w przeciwieństwie do oczu, które zawsze lśniły, gdy Char miała lepszy humor.-Też wysyłasz list do rodziców?- spytała, patrząc na odlatującego ptaka. Mimo paskudnego (no, może trochę przegięłam) charakteru, Kingston był naprawdę niesamowitym zwierzęciem. A przede wszystkim pięknym- dziewczynie zawsze kojarzył się ze starożytnymi Bogami. Ci byli idealni, nieporównywalni do ludzi. Kingston’a również nie można było porównać do innych ptaków. Te wypadały przy nim po prostu szaro. Jednak jakkolwiek ptak nie byłby piękny, najbardziej ukochanym zwierzęciem pod słońcem była Melodia. Dziewczyna spojrzała na swoją sowę z uczuciem. Pogłaskała zwierze po głowce, jednocześnie wyjmując z kieszeni małą siatkę z ziarnem.-Wiem, że to nie twoje ulubione- powiedziała półgłosem, wysypując zawartość siatki na rękę. Melodia spojrzała na Charlotte, leniwie machając skrzydłami. Tego momentu dziewczyna najbardziej nie lubiła- wszystkie obawy w sprawie możliwego ataku na jej przyjaciółkę powracały, nie dając brunetce spokoju. Ale nie mogła nic na to poradzić- nie miała innej możliwości wysłania listu. Dziewczyna westchnęła cicho, raz jeszcze gładząc Melodię po głowie. Kiedy sowa skończyła dziobać ziarna na jej ręce, Char przywiązała list do jej nogi.-Do rodziców, jak zwykle- powiedziała spokojnie. Melodia raz jeszcze spojrzała na właścicielkę, poczym wzniosła się w powietrze. Opuściła sowiarnię, pohukując cicho.
avatar
Charlotte Delacroix

Age : 24
Liczba postów : 3
Join date : 26/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sowiarnia

Pisanie by Christian Delacroix on Sob Cze 27, 2009 2:41 am

Warto jednak wspomnieć również o innym, wspaniałym wynalazku mugoli - Internecie. Większość czarodziejów o nim słyszała, ale nawet połowa nie wiedziała dokładnie do czego służy. Sam Christian również nie interesował się niemagicznymi wynalazkami. Wprawdzie kiedyś jeden z jego kolegów, który nie miał tyle szczęścia (w opinii Delacroixa) i urodził się w rodzinie mugolskiej, prosił Christiana o adres e-mail. Oczywiście chłopak nie miał pojęcia, o co mu chodzi. Kiedy natomiast kolega nakreślił mu literkę a z dziwnym zawijasem i nazwał ją 'małpą', najstarszy z rodzeństwa Delacroix spojrzał na niego, jak na szaleńca. Potem ta kwestia nie była już poruszana,a sam Christian nigdy się nad e-mailami nie zastanawiał. Cyfrowe listy były dla niego równie nieprawdopodobne, co grasujące w Bułgarii smoki dla mugoli. Coś takiego po prostu nie zmieściłoby mu się w głowie.
-Witaj Aniołku..- kroki na schodach dało się usłyszeć znacznie wcześniej, dlatego wychowanek domu Morgue nie był zaskoczony pojawieniem się dziewczyny. Za to na pewno ucieszył się, gdy niespodziewanym gościem okazała się najmłodsza z jego sióstr - Charlotte. Christian dla całej 3 rodzeństwa miał jakieś pieszczotliwe zwroty. Charlotte, z racji swojego łagodnego usposobienia oraz niewinnego wyglądu została Aniołkiem. Najmłodsza przedstawicielka rodziny Delacroix zawsze mogła liczyć na specjalne względy u starszego brata. Christian miał zwyczaj pilnować jej, jak oczka w głowie. Prawdopodobnie do chłopaka jeszcze nie dotarło, iż jego malutka siostrzyczka z czasem zamieniła się w młodą kobietę.
- Coś się stało?-spytał, kiedy Melodia poszybowała daleko, w kierunku Dinan i rodzinnego domu Delaxroixów. Siostry chłopaka przeważnie miały wiele ważniejszych spraw, niż wysyłanie listów do rodziców. Jedyny Christian jako tako poczuwał się do obowiązku informowania państwa Delacroix, co też się dzieje z ich dziećmi. Tymczasem okazało się, iż albo nie był on jedyny, albo był to jakiś nagły przypadek. Już sama myśl o tym sprawiła, że ciemne brwi szatyna ściągnęły się nad grafitowymi oczyma w wyrazie niepokoju. On nie przepadał za nagłymi wypadkami w wykonaniu swojego rodzeństwa. Zanim jego umysł zaczął podsuwać tysiące scenariuszy, każdy gorszy od poprzedniego, Charlotte wysiliła się na odpowiedź. Dzięki Bogu, bo Christian nie należał do osób cierpliwych. Od kilku lat będąc w domu Morgue dość nasłuchał się o swoich siostrach. Oczywiście, zdawał sobie sprawę, że są atrakcyjne, jednak z czasem wyrobiło się z nim przekonanie, że chłopcy czyhają tylko na okazję, aby dobrać się do 3 panienek Delacroix. Wiele razy słyszał, jak wspominano o nich w męskich dormitorium. Koledzy z nudów układali rankingi najładniejszych uczennic Beauxbatons, niektórzy chwalili się nawet swoimi podbojami. Jeden z nich, niejaki Francois, chcąc zaimponować znajomym stwierdził, że coś kiedyś wydarzyło się pomiędzy nim,a Valentine. Miał przy tym tego pecha, że Christian był w pobliżu i usłyszał jego kłamstwo. Powiedzmy tylko tyle, że tamten chłopak już nigdy więcej nie zbliżył się do żadnej z sióstr Delacroix.
avatar
Christian Delacroix

Age : 27
Liczba postów : 3
Join date : 26/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sowiarnia

Pisanie by Charlotte Delacroix on Sob Cze 27, 2009 6:00 am

Istniało jeszcze wiele innych wynalazków mugoli, które można było określić mianem: niesamowite. Kiedy czarodzieje wykonywali wszystkie obowiązki domowe (i nie tylko) z pomocą różdżek, normalni ludzie musieli zdać się na siebie. Prawie wszystko robili za pomocą swoich rąk. Oczywiście, z czasem mugole wymyślili wiele urządzeń, ułatwiające codzienne obowiązki. Te wszystkie kuchenki, mikrofalówki i inne dziwne urządzenia- wszystko to mugole sami wymyślili. A kiedy dla czarodziejów były one prymitywnymi urządzeniami (przynajmniej w porównaniu z różdzkami), dla ludzi były bardzo pomocne. Ale zakończmy już ten temat, bo Charlotte znowu „odleci”. A ściągnięcie jej na ziemie chwilami bywa naprawdę trudne.
Oto proszę państwa stało się cos nadzwyczajnego. Gdy tylko Melodia opuściła sowiarnię, Charlotte spojrzała na swojego brata. Delikatny, aczkolwiek promienny uśmiech wpełzł na jasna twarzyczkę dziewczyny. Charlotte zawsze była w dobrych stosunkach z bratem. Oczywiście, nie chcę dyskryminować nikogo z rodziny- swoje siostry kochała równie mocno. Jednak z Christian’em łączyła ją dziwna, jednakże silna więź. Ciężko było wyjaśnić, dlaczego dziewczynie łatwiej było się dogadywać z bratem, niżeli swoimi siostrami czy licznym kuzynostwem. Dlatego trzeba zaznaczyć, iż chłopak słyszał niemalże wszystkie utwory Charlotte, kiedy zaś Valentine oraz Violette mniej niż połowę.-Oczywiście, że nie- odpowiedziała ze spokojem, otrzepując ręce z resztek ziaren.-Rodzice prosili o list. Wiesz, chcieli, bym opowiedziała o balu i takie tam.
Uśmiech w jednej chwili opuścił twarz Charlotte. Jej wadą (a może właśnie zaletą) było to, iż nie potrafiła kłamać. Nawet pisząc list mówiła najszczerszą prawdę. Po prostu nie umiała kłamać. Nie i już. Dlatego właśnie pisząc list opowiedziała o rozpoczęciu roku oraz uczcie. Tu jednak pojawiał się problem. Rodzicom najbardziej zależało ona tym, aby Charlotte opowiedziała im o balu. Mimo, że znali charakter córki byli niemalże pewni na sto procent, iż dziewczyna wybierze się na uroczystość. Nic bardziej mylnego. Charlotte spędziła cały wieczór w swoim pokoju, w dormitorium (czego oczywiście nie żałowała), czytając książkę. Może dla innych ludzi było to stratą czasu, ale nie dla dziewczyny. No, ale oczywiście musiała opowiedzieć o tym rodzicom. I, chociaż nie było tego po niej widać, obawiała się ich reakcji.
avatar
Charlotte Delacroix

Age : 24
Liczba postów : 3
Join date : 26/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sowiarnia

Pisanie by Christian Delacroix on Nie Cze 28, 2009 4:04 am

Racja. Najlepszym miejscem do omawiania mugolskiego świata była klasa Mugoloznawstwa, a nie Sowiarnia. Ptakom rozmowa zdawała się nie przeszkadzać, ale zainteresowanie kwestiami niemagicznymi nie przystoiło przedstawicielom czystokrwistych rodów, którym w końcu chodziło o odseparowanie się od mugoli.
Stwierdzenie, że Christian przez wiele lat nie marzył o posiadaniu brata byłoby równie nieprawdziwe, co przypuszczenie, iż nigdy nie żałował, że ma trzy siostry. Jak w każdym rodzeństwie, tak i w tym zdarzały się konflikty. Wraz z narodzinami Violette oraz Valentine, rodzice zaczęli wpajać swojemu pierworodnemu, że ma się siostrami opiekować. Chłopak wziął to sobie do serca, całkiem nieźle wcielając się w rolę starszego brata. Oczywiście, przy swoim zamiłowaniu do dyrygowania innymi, czasem nadużywał swojej pozycji. Trwało to jednak krótko, gdyż siostry długo nie dały sobą rządzić. Bycie starszym bratem stało się mniej zabawne, jednak odpowiedzialność nie zmalała. Najgorszy był okres dojrzewania, bogaty we wszystkie fazy buntu. Życie pod jednym dachem z rodzeństwem Delacroix w pewnym momencie stało się nieznośnie. W domu spotkały się 3 silne charaktery: Christian ze swoją potrzebą dominacji, uparta Valentine oraz ciekawska Violette. Całe szczęście, że trwało to tylko przez okres wakacji. W szkole Delacroixowie nie mieli już ze sobą tak często styczności.
- Ale..przecież ty nie byłaś na balu Charlotte..-stwierdził niezwykle odkrywczo Christian. Z miny dziewczyny wyczytał, że ona sama doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Oczywiście, to nie była żadna wielka sprawa. Nie każdy musi przepadać za szkolnymi uroczystościami. Mimo to najmłodsza z sióstr Delacroix zwykła przejmować się nawet takimi błahostkami. Właśnie dlatego Christian zwracał na nią szczególną uwagę. Była najmłodsza,a w oczach chłopaka równie urocza, co nieporadna.
- Z drugiej strony, to nic wielkiego Aniołku -zapewnił ją. Sam w to wierzył, dlatego zabrzmiało szczerze.- Nie ma się czym przejmować -dodał z uśmiechem, chcąc jakoś dodać jej otuchy.
avatar
Christian Delacroix

Age : 27
Liczba postów : 3
Join date : 26/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sowiarnia

Pisanie by Charlotte Delacroix on Nie Cze 28, 2009 5:52 am

Charlotte nigdy, ale to nigdy nie zastanawiała się nad tym, jak to by było być jedynaczką. Mimo nielicznych spięć rodzeństwo było najlepszą rzeczą pod słońcem. W końcu kogo bawiłoby samotne przebywanie w wielkim domu? Nawet, jeżeli Char unikała towarzystwa, nie oznacza to, iż całe życie chciałaby spędzić w samotności. Nawet ona czasami potrzebowała bliskiej osoby. A jak wiadomo, w pewnym wieku młodzież się buntuje, a rodzice nie są im już tak bliscy. A było naprawdę sporo rzeczy, o których Charlotte nie miałaby odwagi opowiedzieć matce czy ojcu, a o których wiedział Christian. Jemu ufała najbardziej.-W tym problem- odpowiedziała. Wolnym ruchem ręki odgarnęła włosy za ucho. Zawsze tak robiła, gdy coś ją martwiło. Rodzicom bardzo zależało na tym, aby Charlotte jednak wybrała się na bal. Chcieli, aby córka wreszcie znalazła sobie jakiś znajomych, nie stała z boku. Nie mogli, a raczej nie chcieli zrozumieć tego, iż Char wcale nie chciała szukać sobie znajomych. Ale dziewczyna na razie jakoś znosiła kaprysy rodziców. W końcu nie było to takie trudne, zważając, iż większą część roku Charlotte przebywała w szkole. A listy były niczym w porównaniu z godzinnymi kazaniami rodziców. Jedynym plusem dla ojca był fakt, iż córka nie uganiała się za chłopcami. Ale zostawmy już ten temat.-Wiem o tym. Szkoda tylko, że rodzice mają inne zdanie na ten temat- powiedziała, poczym westchnęła cicho. W głowie miała obraz długiego listu od rodziców, pełnego skarg, żalu i zdań „zawiodłaś nas”. Dziewczynę niezmiernie cieszył fakt, iż rodzice nie preferowali wysyłania wyjców. A przynajmniej nie w wypadku takich błahostek. Gdyby Charlotte rozbiła szkolne okno, w czasie lekcji i przy okazji zmieniła ucznia w żabę, może wtedy. Ale dziewczyna jakoś nie miała większej ochoty rozbić zamieszania, jednocześnie zwracając na siebie uwagę. Bo przecież tego starała się unikać, prawda?
avatar
Charlotte Delacroix

Age : 24
Liczba postów : 3
Join date : 26/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sowiarnia

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach