Pokój Sukcesów

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Go down

Pokój Sukcesów

Pisanie by Catherine Farvardin on Wto Cze 16, 2009 6:54 am

***
avatar
Catherine Farvardin
Administrator

Age : 26
Liczba postów : 136
Join date : 13/06/2009

http://beauxbatons.withme.us

Powrót do góry Go down

Re: Pokój Sukcesów

Pisanie by Lilianne Moore on Nie Lis 01, 2009 4:32 am

Lilianne spacerując różnymi kątami jakże starej francuskiej, ale jakże magicznej szkoły. W wielu miejscach jeszcze nie była, a więc nadarzyła się okazja spaceru w samotności i zgłębiania wiedzy o tajnych zakątkach szkoły. No, bo przecież taka wiedza bardziej się przydaje niż dajmy na to wróżbiarstwo albo numerologia. Blond włosa, delikatna i szczupła dziewczyna, ubrana w szkolny mundurek, z rozwianymi włosami, idąc w rytm szpilek, stukających o kamienną posadzkę holu doszła do Pokoju w którym nigdy wcześniej nie była, ba! Nawet o nim nie słyszała! Weszła do środka zainteresowana poznaniem nowego. Rozglądając się na boki lustrowała pomieszczenie czekoladowym wzrokiem. Jej myśli całkowicie zajęło to miejsce. Tak ciche, tajemnicze. Usiadła na zakurzonym fotelu rozmyślając. Jak ona dawno się z nim nie widziała, jak była stęskniona, ostatni raz wtedy. Kiedy zrobiła tę cudowną głupotę. Miło wspominała ten upojny, namiętny i dziki wieczór z paniczem Veilem. Jedyną i chyba pierwszą miłością blondynki. Póki co, chyba bez wzajemności. Bo przecież była Maxwell... przyjaciółka, a zarazem konkurentka. Felix zdecydowanie mieszał w życiu Lilki, niczym tornado obrócił jej życie do góry nogami.

_________________
A bad woman is the sort of woman
a man never gets tired of.

***

***
Elita:Raymond De Noir, Gaspard Williams,
Felix Veil, Laurent De Noir, Marguerite Delgado,
Michelle Maxwell.
avatar
Lilianne Moore
Ave Shatan!

Age : 25
Liczba postów : 73
Join date : 17/06/2009

http://www.pronrzek.deviantart.com

Powrót do góry Go down

Re: Pokój Sukcesów

Pisanie by Felix Veil on Wto Lis 03, 2009 10:23 am

Gasparda gdzieś wywiało, Laurent okupywał bibliotekę, reszta przysypiała w szkolnej kuchni nad kanapkami i esejami z zielarstwa, a Felix od kilku godzin kręcił się bez celu po korytarzach Beauxbatons, nie mogąc odnależć ani miejsca dla siebie, ani spokoju ducha. Nigdy nie należał do tego typu ludzi, którzy cierpieli, gdy ich poziom emocji podnosił się niebezpiecznie do góry, siejąc spustoszenie wśród innych uczniów, jednak mimo wszystko tego wieczora chłopak miał wrażenie, że szala się przelała. Dlatego więc, znużony kopaniem po raz setny spotykanych po drodze zbroi oraz barierek, sięgnął do klamki najbliższych drzwi, otwierając je i wchodząc do środka.
Z zaskoczeniem odkrył, że znajduje się w pokoju sukcesów, miejscu bardzo często przez niego odwiedzanym, głównie ze względu na dziesiątki szlabanów, jakie tutaj odbywał, gdy wraz z Gaspardem za karę czyścił setki pucharów oraz odznaczeń. Przesunął wzrokiem po ciemnych oknach i roztaczających się za nimi błoniach, aż wreszcie ze znudzeniem ziewnął lekko i zamknął drzwi za sobą. Wcisnął dłonie do kieszeni, wyczuwając w nich kilkanaście jak najbardziej zbędnych, acz potrzebnych mu śmieci typu sznurek, połamane pióro, liściki z ostatniej lekcji transmutacji oraz - nie wiedzieć dlaczego - czyjąś dziewczęcą spinkę, zapewne znalezioną lub po prostu zwędzoną z pokoju wspólnego. Albo i nie.
Felix przez chwilę obserwował jej chropowatą fakturę niebieskiego kamienia otoczonego złotą otoczką, macając dość ostre zapięcie i zastanawiając się, do kogo mogłaby należeć oraz do czego ewentualnie mogłaby mu się przydać, aż wreszcie ze zrezygnowaniem wzruszył ramionami i wsunął ją do tylnej kieszeni spodni, kątem oka zauważając coś jeszcze.
Lilianne.
Super, po prostu super.
- Eee... - mruknął szybko, szukając w głowie jakiegoś śmiesznego i błyskotliwego powitania, równie szybko ponosząc sromotną klęskę. Dzisiejszego wieczoru zdecydowanie nie potrafił zaliczać się do osób uśmiechniętych oraz tryskających optymizmem. - No ten, cześć - bąknął w końcu, na powrót wciskając dłonie do kieszeni i uciekając wzrokiem gdzieś w bok. Bo co miałby powiedzieć: "Cześć, maleńka, dawno się nie widzieliśmy, odkąd przeleciałem cię na błoniach"? Absurd.
avatar
Felix Veil
Prefekt

Age : 26
Liczba postów : 75
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Pokój Sukcesów

Pisanie by Lilianne Moore on Wto Lis 03, 2009 11:24 am

Dziewczyna całkowicie pochłonięta oglądaniem tajemniczego pokoju usłyszała jednak czyjś głos. Głos tak rozpoznawalny dla jej umysłu, tak kojący i odrzucający wszelkie troski. Odwróciła się na pięcie zerkając w stronę chłopaka. Ah, nagle wspomnienia wróciły. Było tak pięknie, dlaczego by tego nie powtórzyć? No może Felkowi się nie podobało, bo uciekł jak poparzony, ale czego się tu po nim spodziewać, przecież nie pałał do niej takim uczuciem jakim ona go darzyła, no bo w końcu dla niego ona była jedynie przyjaciółką, a na jej nieszczęście on był wyłącznie jej przyjacielem. Przez chwilę lustrowała go wzrokiem aż w końcu coś bezczelnie przerwało ciszę. Karcący głos odezwał się w rozmarzonej głowie Lilianne.
-Uspokój się napalona idiotko! - warknęło coś jakby wprost do jej ucha, przez chwilę myślała, że to Felix ale przecież cały czas miała go na oku. I był boski, jak zawsze.
-Hę?
-Zamknij buzie, bo ślina wycieka ci bokami- odruchowo zacisnęła wargi ale okolice ust były suche, na szczęście.
-Obudź się śpiąca królewno od siedmiu boleści!...
-Zamilcz nieszczęsna, teraz ja przemówię... - głos już się nie odezwał a Lilianne wydobyła z siebie dźwięk.
- Cześć Felix... - próbowała wyglądać na wyluzowaną.
- Oj coś nie w humorze, Gaspard odbił ci jakaś dziewczynę? - uśmiechnęła się sztucznie, aktorsko.

_________________
A bad woman is the sort of woman
a man never gets tired of.

***

***
Elita:Raymond De Noir, Gaspard Williams,
Felix Veil, Laurent De Noir, Marguerite Delgado,
Michelle Maxwell.
avatar
Lilianne Moore
Ave Shatan!

Age : 25
Liczba postów : 73
Join date : 17/06/2009

http://www.pronrzek.deviantart.com

Powrót do góry Go down

Re: Pokój Sukcesów

Pisanie by Felix Veil on Wto Lis 03, 2009 11:45 am

- Z tego co wiem, aktualnie po porażce z Margarytką przerzucił się na chłopaków - odparł Felix, uśmiechając się nieporadnie. Przez chwilę przyglądał się jej ślicznym, uśmiechniętym oczom, nie mogąc zrozumieć, jakim sposobem w zamku ktoś może być tak wesoły i zrelaksowany, kiedy on przeżywał katusze w postaci dołów i nerwów z byle powodu. Jesienna chandra? Nie, niemożliwe. Takie pojęcie pasowało do Felixa Veila jak stary wełniany sweter Laurenta do nowych seksownych slipek Gasparda. A jednak gdzieś tam orbitowało dookoła niego, co chwilę zderzając się z jego nastrojem i wykolejając mu nerwy na sześć kierunków świata. Miał tego dość.
Szurnął butami, odrywając się od podłogi i podchodząc nieco bliżej dziewczyny - sam nie wiedział, dlaczego w sumie to zrobił. Może to jej niesamowity uśmiech i nadzieja na to, że gdy tylko Felix popatrzy na niego nieco dłużej, i jemu on się udzieli? Albo nieumiejętność stania w miejscu przez chociażby sekundę? Lub chęć przerwania panującej dookoła ciszy? Miał w głowie pustkę, mimo że jeszcze moment temu, kiedy przemierzał szkolne korytarze, nie potrafił opanować korowodu myśli. Podrapał się po nieco zarośniętym już jak na nastolatka policzku, odrywając wzrok od ust Liliane i zerkając gdzieś w kąt ponad jej ramieniem. "Dla Marcusa Quechici, najlepszego ścigającego w latach 24-29", głosił napis na jednej z najbliższych odznak na ozdobnej srebrnej półce tuż przy oknie.
- Więc... - zaczął, próbując się uśmiechnąć, i chyba nawet dość dobrze poradził sobie z tym zadaniem, ku jego własnemu zaskoczeniu. Może to na myśl o Quidditchu? - Co tu robisz? Znów dostałaś jakąś nagrodę, czy w całym zamku zabrakło luster i korzystasz z pucharów? - spytał, dość umiejętnie pomijając pytanie pod tytułem "Co u ciebie?". Inaczej mógłby usłyszeć coś, na co niekoniecznie miał dziś ochotę.
Jesteś pacanem, przeszło mu przez myśl. Świrujesz przez Lilianne i Michelle jak jakaś panienka, przecież to jednorazowy pocałunek i jednorazowy numerek na błoniach, a ty robisz z siebie idiotę. Pewnie już dawno o tym zapomniały, skrzywił się.
avatar
Felix Veil
Prefekt

Age : 26
Liczba postów : 75
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Pokój Sukcesów

Pisanie by Lilianne Moore on Sro Lis 04, 2009 12:14 am

- Po porażce z Margarytką? A myślałam, że wszystko sobie wyjaśnili - powiedziała niczym wyrwana z zamyślenia, głosem wciąż rozmarzonym.
-Litości! Opanuj się! - cichu głos jęknął w jej głowie, a ona zdała sobie sprawę z tego, że zachowuje się trochę dziwnie. Odkaszlnęła jakby chcąc przywrócić swoje ciało do życia i przejechała ręką po koszulce mundurka, poprawiając ją niedbale.
A więc to tutaj była Sala Sukcesów, gdzie wieszano wszystkie nagrody, medale itp. Oj głupia Głupia Lileczko! Widzisz jakby interesowało cię coś innego poza wygodnym fotelem do rozmyślań zauważyłabyś stertę pucharów i medali. Spojrzała w tył próbując wzrokiem wyszukać tego, na co patrzył Felix, ale bez zadowalających rezultatów.
- Tak, zbiłam lusterko...i szukając Marguerite dotarłam aż tu, ale w pucharach wyglądam trochę gorzej niż w rzeczywistości - westchnęła teatralnie po czym uśmiechnęła się szeroko i klepnęła go w ramię.
- Oj jesteś coś zamyślony, może ci przeszkadzam? - spytała po czym puściła mu perskie oko i schowała ręce splatając je za plecami. Przechyliła głowę w bok, a jej złote włosy zalały jedno z ramion, niektóre zwisały w powietrzu. Chyba jedyne co w Lilce nie zmieniało się przez wszystkie te lata to te włosy, długie, jasne blond fale, z których mogła być dumna. Zdrowe, zadbane. A Felix? Felix chyba wydoroślał od ostatniego spotkania... I zdecydowanie odwiedził fryzjera. Gdzie moje kręcone włoski? No gdzie? Zastąpiłą je dzika czupryna...,która wcale nie jest taka zła. Dzika i nieopanowana dżungla ciemnych włosów widniałą na głowie chłopaka, co dodawało mu pewnego rodzaju uroku, o ile Felix potrzebował go w ogóle, no bo przyznajcie, że sam w sobie był uroczy.
- A propos, naszego ostatniego spotkania... - a może to źle, że się przypomniała? Oj głupia ty głupia! Czemu myślisz dopiero po tym kiedy otworzysz buzię?!
-..ymm.... zgubiłam pierścionek- wymamrotała odwracając wzrok od towarzysza.
- Może nie usłyszał?
- Tak, bo jest idiotą... może nic już nie mów?
- No... allleeee to taaak nie wypaaada ...
- Znalazłeś go może? - spytała ponownie patrząc na Felixa, by nie wzbudzić jakichkolwiek podejrzeń zakłopotania czy czegoś w tym stylu. Sam przecież mówił, że to nic nie znaczący numerek, o tak po przyjacielsku zaspokojenie pragnienia i zniszczenie nudy. Pragnienie zaspokoiło owszem, ale i dało chęć na jeszcze... OCH ZAMILCZ GŁUPIA!

_________________
A bad woman is the sort of woman
a man never gets tired of.

***

***
Elita:Raymond De Noir, Gaspard Williams,
Felix Veil, Laurent De Noir, Marguerite Delgado,
Michelle Maxwell.
avatar
Lilianne Moore
Ave Shatan!

Age : 25
Liczba postów : 73
Join date : 17/06/2009

http://www.pronrzek.deviantart.com

Powrót do góry Go down

Re: Pokój Sukcesów

Pisanie by Felix Veil on Czw Lis 05, 2009 9:06 am

Felix pogładził się po nosie, przez dłuższą chwilę wpatrując w ciemność za oknami i zastanawiając, co właściwie miałby jej teraz powiedzieć. Miał w głowie kompletną pustkę. Z jednej strony chciał przemóc w sobie niechęć i porozmawiać o zajściu na błoniach, z drugiej pragnął zmienić temat na jakiś weselszy, na oderwanie się od nieustającej od kilu dni chandry, a z trzeciej... Z trzeciej sam nie wiedział, czego tak właściwie chce.
- Nie, nie przeszkadzasz mi - odparł tylko, uśmiechając się do Lilianne delikatnie i na powrót przenosząc na nią swój wzrok. Jej piękne, wielkie oczy błyszczały w półmroku, włosy kaskadami spływały po ramionach, tak bardzo za nią tęsknił. A jednak przez cały ten czas nie umiał podejść do niej ani na krok, unikał ją jak tylko się dawało, zmierzając na lekcje i kolacje tajnymi skrytkami, o których nie mogła mieć pojęcia, nawet mimo że kilka lat temu pokazał jej ich całkiem sporo. Obawiał się tego; być może za sprawą wieczornych rozmów z Laurentem, czy też żartów Gasparda. Nie chciał kończyć tej przyjaźni wbrew wróżbom Williamsa, dlatego unikał kontaktu z nią jak tylko się dawało, zapobiegając choćby najmniejszym pretekstom do sady endu - wszakże zawsze porzucał dziewczyny, gdy tylko spędzały z nim noc. Nie zauważył nawet, jak szybko zabrnął w błędne koło: unikał Lilki, bo bał się, że już nigdy nie będzie między nimi takiej więzi, a tym samym sam niszczył tą więź jeszcze bardziej, ignorując dziewczynę i uciekając od niej. Absurd.
Jak tchórz.
I do tego Michelle, która nagle zniknęła gdzieś w tłumie innych uczniów - nie widział jej od tak dawna, od tak dawna chciał z nią porozmawiać, potrzebował jej, aby ośmieszyć się najgłupszymi z najgłupszych żartów, a gdzieś po drodze wyżalić na cały zły świat. Jak zawsze. Tymczasem teraz zamiast Michelle obok niego stała Lilianne i Felix pierwszy raz od dłuższego czasu przyłapał się na tym, że zastanawia się, czy powinien z tego powodu płakać, czy też może cieszyć. Suma sumarum pomimo ostatnich wydarzeń nadal pozostawała jego przyjaciółką - przecież o to właśnie mu chodziło. Powinien mieć do niej zaufanie, powinien móc jej o tym wszystkim powiedzieć. Ba! Chcieć jej o tym powiedzieć! A on wciąż stał w miejscu.
- Jestem tak nienormalny i głupi, że bardziej się już nie da... - mruknął do siebie cicho, po czym wzruszył ramionami i wcisnął dłonie do kieszeni, po raz kolejny od kilkunastu minut starając się uśmiechnąć. - Nie, nie przeszkadzasz mi. Dobrze, że na ciebie trafiłem - odparł spokojnie i z troską pogładził ją po blond czuprynie, przyciągając do siebie w geście powitania; brakowało mu jej. - Że wreszcie na ciebie trafiłem. A co do pierścionka... Użyj Accio. Pewnie nie ty jedna zgubiłaś tam swoje skarby, więc przy okazji pościągasz zaklęciem cały majątek z okolicy. Będziemy bogaci, co ty na to? - zachichotał gdzieś ponad jej uchem.
avatar
Felix Veil
Prefekt

Age : 26
Liczba postów : 75
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Pokój Sukcesów

Pisanie by Lilianne Moore on Czw Lis 05, 2009 11:47 am

Zerwanie kontaktu z Lilką to byłoby najgorsze z jego strony posunięcie, bo Lileczka dorosła i nie splamiłaby jego osoby żadnym "brzydkim" wierszykiem, wręcz przeciwnie, ponownie włożyłaby swoją maskę i udawała, że wszystko jest okej, a z Felixem nigdy nie łączyła ich żadna więź. Po jakimś czasie wpadłaby w dołek, z tęsknoty za jego widokiem, śmiechem i głupawymi żartami, za jego obecnością, bo mijanie się na korytarzu do spotkań nie można zaliczyć, a gdyby można było chodziłaby w tę i z powrotem by mijać go tysiące razy dziennie i choć przez sekundę móc ujrzeć uśmiech na jego twarzy Kochała gdy się śmiał, choć nie było to nic nadzwyczajnego, bo robił to bardzo często, to wyglądał wtedy niesamowicie, pięknie, nie śmiały się tylko jego usta, śmiał się on cały. "Nie, nie przeszkadzasz mi" i co i już? I tylko tyle? Jedno zdanie, z jednym czasownikiem na tyle minut milczenia z jego strony? Nie przesadzajmy, coś musiało być nie tak, a jeśli to nie wina Moore to wina kogoś innego, no powiedz tylko który lub która to, a zaraz skopię mu zad jakąś poetycką rymowanką!
- To dobrze, bo wcale nie miałam zamiaru sobie iść - uśmiechnęła się szeroko i wyprostowała po czym rozejrzała dookoła i westchnęła.
- Widzę, że coś cię trapi, ale nie jestem świetną znawczynią Felix'owych humorków i nie za bardzo wiem jaka jest tego przyczyna. Może mnie oświecisz? - spytała wesoło, choć ostatnie zdanie wypowiedziane było z większą powagą i zainteresowaniem. Wsłuchała się w jego słowa, które wymamrotał pod nosem, wyłapała część z nich, resztę dopisała według znanego powiedzenia "Czego głuchy nie usłyszy to zmyśli". Nie Felu, nie jesteś nienormalny, w Beauxbatons jesteś jak najbardziej normalny pod względem zachowania, a głupi, no cóż, jeśli patrzeć na oceny to nie, a jeśli patrzeć na co innego to może ociupinkę. Gdy pogłaskał ja po włosach delikatnie zmrużyła oczy ale szybko opanowała się i otworzyła je by nie zauważył jaką sprawiło jej to przyjemność. Opanowanie przede wszystkim. Gdy przyciągnął ją do siebie w środku cieszyła się jak głupia idiotka. Jak nienormalna. Jak psychicznie chora. Przejdzie... musi przejść. W końcu to tylko przyjacielski gest, gest na powianie, z każdym się tak obchodzi... to znaczy z każdą.
- Masz rację, dawno się nie widzieliśmy, a jeśli już to siedziałeś gdzieś tam daleko otoczony tą całą swoją hałastrą wielbicielek. - zaśmiała się i wzruszyła ramionami. Co do bogactwa, och jaki świetny plan. Kupiłaby sobie zamek i pegaza i i i... i nadmuchiwaną Margarytke by móc się komu zwierzać, bo zamek nie miał by drzwi, i zapuściła by włosy i uplotła z nich warkoczyk i i i.... i książę na tym białym pegazie uratowałby ją! Och tak... taki ciemno włosy, boski i w ogóle. Kojarzysz bajkę?
Przysunęła się do niego bliżej, niemal przylegając do jego ciała, wspięła się delikatnie na palcach, by dosięgnąć do jego ucha, położyła dłoń na jego klatce piersiowej i szepnęła.
- Być bogatą? Z tobą... nawet nie wiesz jaka to kusząca propozycja... - zaśmiała się cicho i wlepiając w niego swoje czekoladowe oczęta "wróciła w dół" i znów była od niego trochę niższa... trochę Smile

_________________
A bad woman is the sort of woman
a man never gets tired of.

***

***
Elita:Raymond De Noir, Gaspard Williams,
Felix Veil, Laurent De Noir, Marguerite Delgado,
Michelle Maxwell.
avatar
Lilianne Moore
Ave Shatan!

Age : 25
Liczba postów : 73
Join date : 17/06/2009

http://www.pronrzek.deviantart.com

Powrót do góry Go down

Re: Pokój Sukcesów

Pisanie by Felix Veil on Czw Lis 05, 2009 12:46 pm

- Oczywiście, że ze mną! - odparł, uśmiechając się szeroko. - Przecież nie pozwoliłbym ci pławić się samej w luksusie, skoro to ja wymyśliłem całą tą akcję na błoniach, mającą na celu podbój świata oraz zostanie bogaczem, prawda? No i poza tym wiesz, ile kobiet by do mnie przylgnęło, gdyby tylko zauważyło na mej klacie nowy złoty łańcuch za galeonów tysiąc czterysta pięć? - dodał wesoło, mrugnąwszy do Lilianne łobuzersko okiem. Przez chwilę trzymał ją jeszcze w objęciach, ciesząc się jej obecnością i możliwością patrzenia na nią, słuchania jej, oddychania z nią tym samym powietrzem. Była mu potrzebna, niezależnie od tego, że nie chciał dzielić się z nią swymi problemami; była mu potrzebna, właśnie to zrozumiał, kiedy pojął, że przez ten krótki moment niemalże zapomniał, że jeszcze dzień wcześniej unikał ją jak ognia. Że jeszcze dzień temu bał się do niej mówić. Teraz mówił, mówił to, co tylko ślina przyniosła mu na język, i czuł się z tym doskonale. Przez cały ostatni miesiąc nie czuł się lepiej, niż teraz, podczas tych kilka minut, kiedy tak stali.
Uśmiechnął się do siebie, zupełnie ignorując jej wcześniejsze pytanie i obserwując dogasającą tuż obok jedyną w pomieszczeniu pochodnię. Czerwony ognik zamigotał, malejąc coraz bardziej, aż wreszcie znikł, by w ułamku sekundy na jego miejscu pojawił się nowy, pomarańczowy. Magia była czymś cudownym, zdecydowanie. Felix wiedział od dawna, że Beauxbatons jest najszczęśliwszym, co do tej pory mogło mu się trafić. I pomyśleć, że jego ukochany wuj porzucił taką szkołę na konto hodowli robali... Co prawda młody Veil nie narzekał, mogąc dzięki temu podrzucać je do śniadań swych ofiar, ale... Nie, nocne spacery zamkowymi korytarzami, libacje w kuchni, żarty Gasparda, żarciki Marcela oraz inteligencja Laurenta były czymś ponad wszystko. Częścią jego życia, zdecydowanie. Tak jak Michelle. I... I Lilianne, tak.
Przez chwilę była tak blisko, że mógł policzyć ilość jej rzęs, mógł poczuć w nozdrzach jej słodki oddech i po prostu pocałować, tak najzwyczajniej w świecie, nad czym zastanawiał się przez dłuższy moment. Ale była tak blisko tylko przez chwilę, zbyt krótką, by Felix zdążył się zdecydować. Pomyślawszy, że dzięki hipogryfom niebiańskim Merlin ma go jeszcze w opiece, strzegąc przed niepowołanymi skutkami niepowołanych działań, chłopak odsunął się na bezpieczną odległość i wcisnął zmarznięte dłonie do kieszeni spodni, znów odwracając wzrok od swej towarzyszki. W przeciwieństwie do niej, uparcie wwiercającej się w niego swoim czekoladowym, pięknym spojrzeniem.
Merlinie...
avatar
Felix Veil
Prefekt

Age : 26
Liczba postów : 75
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Pokój Sukcesów

Pisanie by Lilianne Moore on Pią Lis 06, 2009 10:35 am

- Sądzisz, że pomoże ci zwykły wisiorek? Oj nie mój drogi, ostatnio strasznie się zapuściłeś. O tu. - powiedziała i poczochrała go zawadiackim gestem po ciemnej czuprynie powodując iż jego włosy wyglądały na jeszcze bardziej rozczochrane.
- I tu...- przejechała ręką po jego policzku, delikatnie, czule, badając palcami jego powłokę. Rozkoszując się fakturą z jakiej został wykonany Felix'owy policzek. Nie był on gładki, pokrywał go zarost, dodający męskości. O dziwo przyjemny w dotyku, nie szorstki, ale nie aksamitny... inny. Uśmiechnęła się delikatnie, nieśmiało po czym zabrała rękę z jego policzka i odkaszlnęła. Nieśmiałość w wykonaniu Lilki była bardzo rzadka, a jednak była. O dziwo prawie nie różniła się od każdego uśmiechu posyłanego Felix'owi w chwilach ciszy, ale jednak coś w nim było, coś co wyróżniało go spośród innych. Jakby czegoś chciała...
- Wyobrażasz sobie chłopaków z Beauxbatons widzących mnie w sukience wyszywanej koronką ze złota i mnóstwem drogocennych kamieni....? Poszaleli by! Ahh... - westchnęła teatralnie udając rozmarzenie i dumę. Okręciła się z gracją wokół własnej osi po czym z zawrotem głowy stanęła w miejscu.
Zaśmiała się krótko po czym zerknęła na ogień i znów przeniosła wzrok na towarzysza. Widziała, że nad czymś się zastanawiał, a potem odsunął się od niej pozostawiając lukę pomiędzy nimi. Spojrzała na wolne miejsce i podniosła wzrok na Felix'a.
- Oj nie przejmuj się tak! Sądzę, że gdy już będziemy bogaci to stać nas będzie na porządnego fryzjera, który upora się z twoim bałaganem na głowie... - uśmiechnęła się po czym pocałowała go delikatnie w policzek, nie mogąc się już dłużej powstrzymać.
- ... wtedy nie będziesz mógł odpędzić się od dziewcząt. - powiedziała cicho jakby wyobrażając sobie swojego ulubieńca okrążonego stadem dziewcząt. Uśmiechniętego, dumnego, spełnionego. Bo w końcu czym jest taka Lilianka w porównaniu z całą masą pięknych dziewcząt, tam miałby wybór, w tym przypadku ma jedynie wychudzoną blondynę zupełnie najzwyklejszą, zwyczajną, normalną, i nie nadzwyczajną. Spojrzała na niego spod wachlarza ciemnych rzęs i przygryzła delikatnie wargę, a kącik jej ust uniósł się nieco w górę.

_________________
A bad woman is the sort of woman
a man never gets tired of.

***

***
Elita:Raymond De Noir, Gaspard Williams,
Felix Veil, Laurent De Noir, Marguerite Delgado,
Michelle Maxwell.
avatar
Lilianne Moore
Ave Shatan!

Age : 25
Liczba postów : 73
Join date : 17/06/2009

http://www.pronrzek.deviantart.com

Powrót do góry Go down

Re: Pokój Sukcesów

Pisanie by Felix Veil on Pią Lis 06, 2009 11:51 am

- Szczerze mówiąc, wyobrażam sobie ciebie bez sukienki - odparł Felix z rozbrajającą szczerością, jak na siebie samego przystało. Nigdy nie miał dłuższych kłopotów z bezpośredniością, nawet podczas sezonowych depresji oraz zagubień między tym, czego chce, a czego nie chce. Taki sam brak problemów z bezpośredniością musiała odczuwać także i Lilianne, w tej chwili zajęta mruczeniem mu do ucha i gładzeniem go po policzku. Najwyraźniej nic sobie nie robiła z filixowych prób odsunięcia się i pozostania z nią na stopie czystoprzyjacielskiej. Ale czy musiała? Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie. Mimo jego długiej nieobecności w jej szkolnym życiu, kiedy tak starał się uciekać przed nią i unikać jej, Lilianne ani razu nie miała powodów, aby zwątpić w to, że Felix niczego do niej nie czuje. Zwłaszcza, że od tak dawna byli przyjaciółmi, od tak dawna dziesiątki razy kończyli swą przyjaźń, by spróbować czegoś więcej, tak na przemian, na przemian. Musiała wiedzieć, że nigdy jej nie odtrąci. Nie potrafił. Dlaczego więc nie miałaby szeptać mu do ucha i gładzić jego zarośniętych policzków? No właśnie.
A on tymczasem z każdą chwilą coraz mniej był pewien tego, czy chce ją pocałować, czy odsunąć, rzucić się na nią, albo może wyjść z sali, tak po prostu. Gdzieś na dole lub górze zegar wybił którąś w nocy, w zamku zapanowała względna cisza, większość uczniów zmierzała w stronę swoich dormitoriów, a on słyszał jedynie szept Lilianne i jej cichy oddech. Prawa dłoń wydostała mu się z kieszeni, by po chwili wylądować gdzieś na jej karku, kiedy przybliżył się do niej i uśmiechnął, najzwyczajniej w świecie uśmiechnął, patrząc w te jej czekoladowe oczy, takie błyszczące, duże, znajome. Kiedy po chwili ciepłe usta musnęły go w policzek - tak bardzo to lubił - poczuł, że zaraz wybuchnie i rzuci się na nią, nawet mimo prób odsunięcia się, nie zepsucia tego, co od kilkunastu minut mozolnie budował.
- Od dziewcząt? - spytał nieco nieprzytomnie; jej bliskość działała na niego jak jakiś cholerny narkotyk, otępiający i ogłupiający. Uzależniający: więcej, więcej, więcej! - Na razie nie mogę odpędzić się od ciebie, Kochanie...
Powiedziałem to.
Kaplica.
avatar
Felix Veil
Prefekt

Age : 26
Liczba postów : 75
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Pokój Sukcesów

Pisanie by Lilianne Moore on Pią Lis 06, 2009 12:36 pm

Blondynka uśmiechnęła się delikatnie na wyjaw jego myśli i wyobrażeń bez sukienki. Przyzwyczajona była do takich zdań z ust Felixa. Szczery i mówiący to co ślina na język przyniesie, to co myśli. I to między innymi ceniła. Rzadko który facet mówi to co myśli, nie owija w bawełnę, nie zwodzi. Lilianne nie miała powodu sądzić, że może jednak podoba się Felix'owi. Pod względem jej kobiecości...tak jakby nie byli przyjaciółmi. Raczej nie dawał jej takich pretekstów, ale ta głupia nadzieja snująca się w jej głowie była dla niej marzeniem tak realnym, że aż bliskim spełnienia. W końcu próbowali kilka razy, a i tak pozostało na przyjaźni. Felixowi pisana była pewnie inna..., a Lilianne, jeśli nie Felix to z pewnością, ktoś kogo nie chciała... a może i nikt.
Bicie zegara wytrąciło ją z przemyśleń i powróciła do świata żywych. Gdy położył rękę na jej karku przeszedł aż do jej szyi przyjemny dreszcz, a by poczuć dreszcz jeszcze bardziej przymknęła delikatnie oczy. "Na razie nie mogę odpędzić się od ciebie kochanie"... słowa zabębniły w jej uszach i automatycznie otworzyła oczy przyglądając mu się badawczo. Zdanie powracało jak echem wciąż i wciąż, i mogłoby tak jeszcze długo. A w szczególności jedno słowo, które powodowało radość w sercu dziewczyny. "Kochanie...". Choć mogła je zrozumieć dwuznacznie jednego znaczenia w ogóle nie brała pod uwagę. Tego, że było to powiedziane żartem jak na Felix'a przystało. Nie, nie, nie. Wykluczała to całkowicie. Bardziej pasowało jej to drugie, bliższe sercu znaczenie.
- A przeszkadza ci to...? - powiedziała cicho, byli tak blisko, że nie musiał się nawet wysilać by usłyszeć jej szept wyraźnie.
No chłopie, Lilka nie jest tak wytrzymała jak Felix. Nie da rady... długo już się powstrzymywała, a teraz dodatkowo podjudziłeś płomyczek nadziei w jej głowie.
Nie czekając na odpowiedź Veila przysunęła twarz bliżej, czując jego oddech czuła się jak zahipnotyzowana. Słodki, delikatny, ciepły, przyciągający. Pragnęła poczuć go jeszcze mocniej. Bez zastanowienie wpiła usta w usta chłopaka.

_________________
A bad woman is the sort of woman
a man never gets tired of.

***

***
Elita:Raymond De Noir, Gaspard Williams,
Felix Veil, Laurent De Noir, Marguerite Delgado,
Michelle Maxwell.
avatar
Lilianne Moore
Ave Shatan!

Age : 25
Liczba postów : 73
Join date : 17/06/2009

http://www.pronrzek.deviantart.com

Powrót do góry Go down

Re: Pokój Sukcesów

Pisanie by Felix Veil on Pią Lis 06, 2009 1:04 pm

Nie potrafił jej odepchnąć, po prostu nie potrafił. Stała obok, tak blisko, nie pozwalając odetchnąć ani na chwilę, nie pozwalając na to, aby ją odsunął, czy też zostawił na kolejnych kilkanaście długich dni. Cały czas w całym jego życiu przewijała się blisko niego, będąc jak jakiś wyjątkowo natarczywy, rażący w oczy entuzjazmem, ale przyjemny w swym pięknie świetlik. Taki maleńki świetliczek oświetlający mu drogę i nakierowujący na właściwe zakręty, zawsze bezpieczne i najlepsze dla niego, mimo że sam nigdy by w nie nie skręcił. Właściwie, gdyby się teraz nad tym zastanowił - a nie zastanawiał się wcale, zbyt pochłonięty całowaniem jej i przysuwaniem do siebie - nigdy się na niej nie zawiódł, zawsze mógł na nią liczyć. O ile on niekiedy bywał świnią i kretynem bawiącym się cudzymi uczuciami w myśl dobrej zabawy, o tyle ona ani razu nie zostawiła go samego. Bywała przyjaciółką niełatwą, wiele razy w ciągu minuty potrafiła wzbudzić w nim tyle emocji, ile wszyscy uczniowie w ciągu jednego roku szkolnego, czy też sama Michelle podczas półgodzinnej kolacji, a jednak nawet mimo echa kroków oddalającej się ze złością dziewczyny Felix zawsze miał tą pewność, że Lilianne wróci.
A ta pewność była mu potrzebna, nawet jak na chłopaka słynącego ze swoich spektakularnych ucieczek przed woźnym, czy też porzucaniem dziewcząt po kilku chwilach uniesień. Kilka godzin temu też tak robił - uciekał, unikał, wariował. Teraz jednak, kiedy znów miał ją koło siebie... Wciąż gubił się w myślach, jak zwykle nie umiejąc radzić sobie ze swoimi emocjami, lecz... Tak, potrzebował tej pewności. Patrzenia w jej oczy i widzenia, że jej zależy. Wszystkim zależało, wszystkie obiecywały - ale żadna z nich nie była Lilianne, tą dziwną, nerwową, zmienną i kochającą Lilianne. Kimś tak niesamowitym.
- Wcale mi to nie przeszkadza! - zapewnił nagle z uśmiechem, odrywając się od niej i mierzwiąc jej łobuzersko czuprynę niczym starszy brat, który chciałby powiedzieć siostrze, że urosła od ich ostatniego spotkania. - Życie jest pokręcone, wiesz? - dodał cicho po długiej chwili, bawiąc się kosmykiem jej jasnych włosów i zastanawiając, czy nie będzie tego wszystkiego żałował. Serce podpowiadało jedno, rozum drugie. Ale wciąż przecież pozostawał tym samym Felixem, starym dobrym Felixem. No, może nieco starszym i doroślejszym od ostatniego razu, z rozchwianą psychiką oraz chorobą umysłowo-sercowo-krążeniową, ale zawsze.
- A tobie?
avatar
Felix Veil
Prefekt

Age : 26
Liczba postów : 75
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Pokój Sukcesów

Pisanie by Lilianne Moore on Pią Lis 06, 2009 1:25 pm

I dobrze zrobił, że jej nie odepchnął. Przynajmniej nie zgasił kolejnego płomyka nadziei, którego to poprzedników potrafił gasić kilka razy wciągu dnia. Lilianne wcale nie miała mu tego za złe, sądziła, że ma racje i tyle, i że to on jest tym mądrym rozsądnym (hahaha), a nie ona. I, że po prostu nie ma na co liczyć. A jednak, wciąż nie mogła pogodzić się z myślą bycia z dala od niego. Felix zawsze mógł liczyć na Lilkę, liczył, liczy i będzie mógł liczyć, bo ona zostanie mu wierna do końca swoich dni. A może nawet kiedyś wyjawi mu sekret wszystkich swoich miłości i wyborów o którym nie wie nikt inny prócz blondynki i głosu z którym ostatnio często prowadzi rozmowy w swojej głowie. O tym sekrecie nie wiedziała nawet Marguerite, tak bliska przyjaciółka, a tym bardziej Michelle, którą sekret mógłby nawet zranić. Wyłączyła swój mózg całkowicie skupiając się na rozkosznej czynności dla dwojga. Przyjemna czynność pochłonęła ją całkowicie, a kiedy oderwał się od niej przygryzła wargę jakby chcąc poczuj jeszcze smak jego ust.
- To dobrze, że ci nie przeszkadza, bo przynajmniej nie muszę robić nic na siłę - przyznała ze szczerym szerokim i sympatycznym uśmiechem na jasnej twarzy. Oczy świeciły się jak dwa radosne ogniki, a iskierki odbijające się w jej oczach tańczyły w rytm jakiejś radosnej i skocznej melodii. Gdy poczochrał ją po włosach zaśmiała się niemal bezgłośnie wyciągając rękę by poprawić swoją i tak rozczochraną blond czuprynę. Splotła ręce za jego szyją, jeżdżąc palcem po jego karku i malując jakieś znaczki, prawdopodobnie było to pismo.
- Wiem Felix, wiem... - westchnęła niby na poważnie - Ale ja tam lubię niespodzianki - wyszczerzyła się omijając jego pytanie, na które niechcący odpowiedziała już wcześniej. Nie chciała go do niczego zmuszać, było o wiele lepiej gdy robił coś z własnej nie wymuszonej woli. Choć może i go zmusiła? Nawet jeśli to zupełnie niechcący. Felix choć zmieniał się z wyglądu wciąż był ten sam, niezmienny i stały... w pewnym sensie. I chyba nie dałby się tak po prostu omamić jakiejś zwyczajnej dziewczynie dziewczynie. Zdecydowanie.
- Felix... - zaczęła cicho patrząc na swoje ręce splecione za jego głową.
- Wiesz... ja nie chcę cię .... zmuszać do niczego... - zerknęła na niego ukradkiem.

_________________
A bad woman is the sort of woman
a man never gets tired of.

***

***
Elita:Raymond De Noir, Gaspard Williams,
Felix Veil, Laurent De Noir, Marguerite Delgado,
Michelle Maxwell.
avatar
Lilianne Moore
Ave Shatan!

Age : 25
Liczba postów : 73
Join date : 17/06/2009

http://www.pronrzek.deviantart.com

Powrót do góry Go down

Re: Pokój Sukcesów

Pisanie by Felix Veil on Pią Lis 06, 2009 2:09 pm

- "Nie chcę cię zmuszać do niczego"? Lilianne, wygłaszasz kwestie, które to facet powinien powiedzieć dziewczynie, a nie na odwrót - odparł z szerokim uśmiechem Felix, uderzając ją delikatnie palcem w nos, tak dla zabawy. - Chyba, że wątpisz w moją płeć? A co do niespodzianek... Masz ochotę na jakąś konkretną? - spytał całkiem niewinnie, i tylko niegrzeczne iskierki w jego oczach zdradzały, że udaje, jak na huncwota przystało. Co prawda nie miał pojęcia, jaką niespodziankę mógłby jej sprawić, jednak mimo wszystko postanowił się tym nie przejmować, ufając swojej intuicji oraz improwizować. To była jedna z najcudowniejszych chwil od ostatniego czasu, warto było wykorzystać ją w pełni. Lilianne stała obok niego, tak blisko, czuł zapach jej włosów - nie wiedział jaki, nie znał sie na aromatach, jednak był pewien, że gdyby ktoś kazał mu teraz uwarzyć Amortencję, tak właśnie by ona pachniała: pachniała Lilianne. Oraz piwem kremowym, z pewnością. Wariował, bzikował, zachowywał sie jak człowiek nienormalny. Jak stęskniony za dziewczyną wariat, desperat. W głowie nagle pojawiło się tysiąc myśli, każda dotyczyła czegoś innego, zaczął rozmyślać o tęsknocie i eliksirach miłosnych; nienormalny. Ale wcale mu to nie przeszkadzało.
Przejechał dłońmi po jej ramionach i talii, zatrzymując się na poziomie pasa, a jego dłonie zawędrowały pod cienką bluzkę Lilianne, badając niespiesznie aksamitną fakturę pleców dziewczyny. Niby niechcący jeden z palców zahaczył o ciasne zapięcie stanika, niby niechcący rozległ się trzask materiału uderzającego o skórę, to nic. Chcąc się opanować - a przyjemnie drażniące mu kark paznokcie dziewczyny wcale nie ułatwiały tego zadania - zabrał dłonie i spróbował zaczesać włosy do tyłu, jednak natrafił na pustkę. Przypomniawszy sobie swoją ostatnią wizytę u fryzjera imieniem Gaspard, zachichotał. Długie kłaki zniknęły wraz z pierwszym cięciem nożyczek kilka dni temu. Wciąż trzymał je jednak w swym kufrze obok słoja z robalami, tak na wszelki wypadek, z sentymentu, pamiętając o opowieściach Laurenta na temat laleczek voodu oraz tęsknych spojrzeniach nielicznych desperatek, chcących spać z puklem jego włosów pod poduszką. Uśmiechnął się pod nosem, zastanawiając, czy i Lilianne nie chciałaby kiedyś obudzić się z czymś takim pod prześcieradłem, jednak postanowiwszy nie wystawiać jej cierpliwości na próbę - dobrze wiedział, że dość już sobie u niej nagrabił po ostatnim ukrywaniu się - po prostu pocałował ją w czoło, oczekując na odpowiedź na przynajmniej jedno z wcześniej zadanych pytań.
I tak, był w tej chwili szczęśliwy.
Dziwne, nie?
avatar
Felix Veil
Prefekt

Age : 26
Liczba postów : 75
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Pokój Sukcesów

Pisanie by Lilianne Moore on Sob Lis 07, 2009 4:45 am

Oj głupia ty głupia, przejmujesz inicjatywę moja droga, nie ładnie tak, panowie powinni mówić w ten sposób. A ty? Stawiasz Felix'a w niezręczne sytuacji. Czy wątpi w jego męskość? Ależ nie! Po ostatniej wspólnie spędzonej nocy na błoniach zdecydowanie nie. I można być pewnym, że nikt by nie wątpił.
- A wiesz, marzyło mi się kiedyś zobaczyć cię w różowych boxekach Gasparda... ale raczej nie masz ich na sobie - zerknęła w dół jakby chcąc przebić wzrokiem jego spodnie i zobaczyć co ma pod spodem. Zaśmiała się wesoło po czym zerknęła na Felix'a tajemniczym wzrokiem. Wędrujące ciepłe palce chłopaka nie pozwalały skupić się Lilianne. Zamknęła oczy delektując się przyjemnymi dreszczami przechodzącymi jej ciało, a do porządku doprowadził ją odgłos strzelającej gumki i delikatne szczypanie w okolicach zapięcia stanika.
- Au... - mruknęła cicho po czym zaśmiała się melodyjnie i z szerokim uśmiechem spojrzała na wyczyny Veila. Brak włosów chyba go zmienił. Gdzie się podziały te loki, loki do których palce same się przyciągały, by gładzić je delikatnie i rozkoszować się ich delikatnością. Zniknęły... I to przez kogo? Przez Williams'a! Zabiję drania pryz pierwszym spotkaniu! Kiedy pocałował ją w czoło z błogi uśmiechem zmrużyła oczy.
- Brak mi... tych twoich włosów, ale powoli się przyzwyczajam - zagadnęła by nie stać cicho jak ten kołek. Co do niespodzianki, można sprawdzić jak zareagowałaby gdyby kładąc się do łózka zastała w nim Feliksowe pukle.

_________________
A bad woman is the sort of woman
a man never gets tired of.

***

***
Elita:Raymond De Noir, Gaspard Williams,
Felix Veil, Laurent De Noir, Marguerite Delgado,
Michelle Maxwell.
avatar
Lilianne Moore
Ave Shatan!

Age : 25
Liczba postów : 73
Join date : 17/06/2009

http://www.pronrzek.deviantart.com

Powrót do góry Go down

Re: Pokój Sukcesów

Pisanie by Felix Veil on Sob Lis 07, 2009 5:07 am

"Co do niespodzianki, można sprawdzić jak zareagowałaby gdyby kładąc się do łózka zastała w nim Feliksowe pukle." A jak zareagowałaby, gdyby znalazła w nim po prostu Felixa?
Nie, nie odbiegajmy zbytnio od tematu, dopiero co spotkali się i pocałowali po kilku tygodniach rozłąki, dajmy im nacieszyć się swoją obecnością i przytulaniem się do siebie jak jakiejś słodkiej parce z iście romantycznych dramatów, tak, tak. Niegrzecznie od razu kazać iść im spać, kiedy młoda godzina, zaledwie kilkanaście minut po dziesiątej w nocy. Prawda? Właśnie.
Felix zaśmiał się na jej słowa odnośnie jego włosów. Sam jeszcze nie potrafił do końca przyzwyczaić się do ich braku, co chwila próbując zaczesać wyimaginowane loczki za ucho, jak zwykł zaczesywać je przez ostatnich osiem, dziewięć lat, odkąd tylko zaczęły sięgać mu okolic brody. Zamiast tego potarmosił nieco swą nową, krótką, rozwichrzoną czuprynę, powodując na głowie jeszcze większy chaos, niż wcześniej. Mimo wszystko musiał jednak przyznać, ta koncepcja wydawała mu sie o wiele bardziej wygodna i praktyczna od poprzedniej - przynajmniej nie musiał bawić się w szampony i grzebienie, teraz wystarczył jedynie żel pod prysznic i od czasu do czasu podkradziony Marcelowi grzebień, o tak. Żyć nie umierać, prawda?
- Ludzie się zmieniają - skwitował tylko, uśmiechając się do dziewczyny nieco i wzruszył ramionami, po czym odsunął się od niej i przysiadł na najbliższej komodzie, zapewne służącej skrzatom domowym jako przechowalnia środków czyszczących dla dziesiątek pucharów znajdujących się dookoła. Felix dokładnie pamiętał te wszystkie godziny szlabanów, jakie spędził tutaj pod okiem woźnego, starając się wypolerować wszystkie tutejsze śmieci i odznaki, a przy okazji próbując oszukać go za pomocą czarów, co niemal zawsze kończyło się gromkim krzykiem i przedłużaniem kary o kolejne pół godziny. Tak, tutejszy woźny bywał człowiekiem surowym i niezwykle samotnym, więc jemu - w przeciwieństwie do psotnego nastolatka spieszącego się na następną 'akcję' tudzież randkę - nie robił różnicy, czy spędzi w pokoju sukcesów pół, czy całą godzinę.
Nie mając co zrobić z rękoma, chłopak podrapał się po karku, rozglądając dookoła i uśmiechnął, zauważając, że w panującym zewsząd półmroku niemal zupełnie nie widać stojącej gdzieś obok Lilianne. Jedynie jej głośny oddech zdradzał, że dziewczyna znajduje się w sali, w dodatku gdzieś po prawej stronie. Niemal w tym samym momencie wisząca nieopodal pochodnia zamigotała, gasnąc.
- Oho, chyba mamy awarię magiczną - odparł wesoło Felix, zupełnie niezrażony ciemnością. - I albo ktoś to za chwilę naprawi, albo mamy w zamku wyjątkowo psotne przeciągi - dodał, wzruszając ramionami. Tyle razy spacerował ciemnymi, nocnymi korytarzami Beauxbatons, że zupełnie nie robiło mu różnicy to, czy siedzi teraz w blasku piętnastu tysięcy świec, czy w mroku.
avatar
Felix Veil
Prefekt

Age : 26
Liczba postów : 75
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Pokój Sukcesów

Pisanie by Lilianne Moore on Sob Lis 07, 2009 6:12 am

Sądzę, że byłaby zaskoczona ale jednocześnie zadowolona i szybko by go z niego nie wypuściła...
Po raz pierwszy widzę, że chcesz się bawić w scenariusze z książek takich jak Przeminęło z Wiatrem czy Romeo i Julia... no proszę, proszę, chyba rzeczywiście zmiana fryzury zmieniła też nieco w ogóle panicza Veila. Bo od kiedy on jest grzecznym chłopcem. Pierwsze słyszę, jestem zszokowana. W ogóle epitet "grzeczny chłopiec" nie pasuje do imienia Felix Veil, za nic. Na jego słowa wzruszyła jedynie ramionami i przytaknęła porozumiewawczo zaczesując włosy za ucho. Niesforny kosmyk uciekł i znów spadł na jej czoło łaskocząc końcówką w czubek Lilkowego nosa. Zaczęło korcić ją w osie, otworzyła buzię i złapała powietrze i.... kichnęła powodując hałas w już nie cichym pomieszczeniu. Zaraz po jej kichnięciu zgasło światło, a Lian pocierając grzbietem dłoni o czubek nosa spojrzała w stronę, w której jeszcze przed chwilą widziała Felix'a.
- Łuh! - westchnęła jakby kichnięcie odebrało jej wszystkie siły.
- Z naprawą wcale nie muszą się spieszyć, i tak większość uczniów śpi... - uśmiechnęła się po kryjomu po czym przeniosła ciężar z jednej nogi na drugą. Niby zmęczona klapnęła na podłodze osłoniętej dywanem. Siedząc po turecku wpatrywała się w górę, ciągle w jedno miejsce, domniemane położenie towarzysza.

_________________
A bad woman is the sort of woman
a man never gets tired of.

***

***
Elita:Raymond De Noir, Gaspard Williams,
Felix Veil, Laurent De Noir, Marguerite Delgado,
Michelle Maxwell.
avatar
Lilianne Moore
Ave Shatan!

Age : 25
Liczba postów : 73
Join date : 17/06/2009

http://www.pronrzek.deviantart.com

Powrót do góry Go down

Re: Pokój Sukcesów

Pisanie by Felix Veil on Sob Lis 07, 2009 6:30 am

- Na zdrowie, smoku - powiedział, chichocząc pod nosem. Wiedział, że Lilianne miała pojemne płuca, o czym świadczyły dwie śliczne wypukłości na wysokości jej klatki piersiowej, jednak nigdy nie przypuszczał, że dane mu będzie usłyszeć coś tak głośnego. Uśmiechnął się szeroko, kręcąc głową w niedowierzaniu. Zaskakiwała go na każdym kroku. - To co teraz robimy? - spytał po chwili zupełnie niewinnie, rozsiadając się wygodniej na swojej komodzie i strącając z niej niechcący nogą kilka buteleczek ze środkami czyszczącymi. Szklane pojemniczki uderzyły o miękki dywan, na szczęście nie pękając, lecz jeden z nich najwyraźniej otworzył się, bo po momencie w powietrzu wyczuć można było zapach mięty. Nigdy nie lubił tej woni, kojarzyła mu się ze szpitalnymi korytarzami, starymi kawiarniami i strychem dziadka, na którym kiedyś zatrzasnął się w wielkiej skrzyni podczas zabawy w chowanego.
Mimo że wciąż niewiele widział, jego oczy powoli zaczynały przyzwyczajać się do ciemności. Kontury znajdujących się dookoła mebli niespiesznie nabrały ostrości, teraz Felix dostrzegał ramę okna, półki na ścianie, stojącą przy drzwiach zbroję, a także siedzącą na podłodze Lilianne, gdzieś pośrodku tego wszystkiego. Uśmiechnął się, spostrzegając, że od tylu lat ani razu nie zmieniła swych starych nawyków: wciąż siadała po turecku, zupełnie tak, jakby chłopak miał za chwilę przysiąść się do niej z pudełkiem gargulków i stoczyć z nią ciężki bój o ostatni kawałek ciasta. Czując, jak coś gniecie go we włożoną na powrót do kieszeni dłoń, wymacał kawałek papierka i wyciągnął go z ciekawością, mimo niemożliwości przeczytania w tej ciemności tego, co się na nim znajdowało. Po chwili jednak wzruszył ramionami i szeleszcząc, wyrzucił gdzieś przed siebie. Jakiś śmieć lub liścik z lekcji transmutacji, nic więcej.
- Widziałaś się z Michelle? - spytał spokojnie, przenosząc wzrok na ciemną, nieruchomą postać Lilianne. Nie było w tym ani śladu ciekawości, ani niepewności, po prostu zwykłe, przyjacielskie pytanie. - Laurent miał do niej ostatnio jakąś sprawę i jej szukał, to pytam, bo się kumplujecie - dodał, wzruszając ramionami. W sumie sam z chęcią poszedłby z nim na takie poszukiwania, jednak w danym momencie zbyt zajęty był przeżywaniem huśtawek nastrojów oraz wymyślaniem z Gaspardem jakże szczytnych planów podbicia świata podczas następnego meczu quidditcha. Życie.
avatar
Felix Veil
Prefekt

Age : 26
Liczba postów : 75
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Pokój Sukcesów

Pisanie by Lilianne Moore on Sob Lis 07, 2009 8:49 am

- Od dziś nazywaj mnie Lilianne Rogogon z Beauxbatons - zachichotała cicho niczym chochlik. Pojemne płuca? Być może, ale piersi Lilianne wcale nie były aż tak dorodne, bo z Marguerite równać się nie mogła. Jak na chudzielca były dość spore. Co do zaskakiwania, to bardzo mi miło, bo Lian lubi zaskakiwać, a i być zaskakiwana.
- Nie mam zielonego pojęcia, ale sądzę, że zaraz coś wymyślimy. - zamilkła na chwilę przyglądając się ciemnemu zarysowi Felixa. Coś uderzyło o podłogę, ale nie narobiło zbytniego huku. Przyjemny zapach dobiegł nosa blondynki przyjemnie łaskocząc nozdrza. Zapach, który Lilianne lubiła, no może nie zupełnie Lilianne ale jej drugie, dzikie ja.
- Kocham zapach mięty... - wymruczała zadowolona. Bez namysłu rozłożyła się na dywanie podkulając nogi niemal pod samą brodę. Blond włosy rozlały się po miękkim dywanie, a czekoladowe oczy mierzyły wzrokiem chłopaka.
- Jest taki delikatny... kojący...świeży i słodki. - dodała po krótkiej chwili milczenia. Zapach mięty towarzyszył bardzo często jej kompielom, w połączeniu z cytrusami, za którymi dziewczyna wprost przepadała dawał wymarzony i upragniony efekt. Delikatny uśmiech nie znikał z twarzy Lilianne. Niemal cały czas w obecności chłopaka uśmiechała się, czy śmiała. To dobrze, brakowało jej tego. Ostatnio jakoś nie miała powodów do uśmiechu, ale nie użalała się nad sobą. W końcu zawsze może być gorzej. Prawda?
Na pytanie o Maxwell trochę się zmieszała, ale nie dała tego po sobie poznać. Elle ostatnio nie należała do tematów o których blondynka lubiłaby mówić.
- Szczerze mówiąc, ostatnio niemal jej nie widuję, jakby gdzieś zniknęła wśród tłumu uczniów Beauxbatons - powiedziała.
- A może to dlatego, że nie mamy razem dormitorium. To zdecydowany minus tego całego podziału na domy. Bo miło by było spotykać się wieczorami w Pokoju Wspólnym przy cieple kominka, smacznym kremowym piwie, żartów i śmiechów. - zagadnęła rozmarzonym tonem po czym położyła się na plecach prostując nogi.

_________________
A bad woman is the sort of woman
a man never gets tired of.

***

***
Elita:Raymond De Noir, Gaspard Williams,
Felix Veil, Laurent De Noir, Marguerite Delgado,
Michelle Maxwell.
avatar
Lilianne Moore
Ave Shatan!

Age : 25
Liczba postów : 73
Join date : 17/06/2009

http://www.pronrzek.deviantart.com

Powrót do góry Go down

Re: Pokój Sukcesów

Pisanie by Felix Veil on Nie Lis 08, 2009 3:04 am

- Mięta to zło - odparł Felix, krzywiąc się i wzruszając ramionami, jakby ostatecznie zakończył tym samym dyskusję i przeciągnął się leniwie, by po chwili wstać ze swojego siedziska i podejść do majaczącej gdzieś w ciemności zbroi. Przez dłuższy moment przyglądał jej się z zainteresowaniem, zastanawiając, kiedy została tutaj przyniesiona i czy to nie ta sama, którą kilka tygodni temu przyozdobili wraz z Gaspardem eliksirem na porost mchów. Uśmiechnął się do siebie pod nosem, próbując wymacać dłonią zagłębienie pod nałokietnikiem i sprawdzić, czy znajdzie tam jeszcze jeszcze pozostałości po zielonej materii, jednak nie natrafiwszy na nic, zabrał rękę i odwrócił się w stronę Lilki, nieco skonsternowany.
- Co ćwiczysz? - spytał z uśmiechem, obserwując jej zmiany pozycji z siadu na leżenie, podginanie i zaginanie rąk oraz słysząc ten niesamowicie rozmarzony głos, który tak bardzo działał mu na wyobraźnię, nawet jeśli pomimo wszystko wolał Lilianne w wersji drapieżnej. - Czyżbyś podkradła Margarynie jedną z niegrzecznych gazetek Gasparda? Albo jakąś moją? - dodał po chwili, zajmując miejsce obok niej i rozsiadając się wygodnie na miękkim dywanie. Przez chwilę obserwował ciemność za oknem, jakby zastanawiając się, gdzie u Merlina podział się księżyc oraz gwiazdy, jednak nie chcąc tracić czasu na bezsensowne romantyczne dumania nad wyglądem nieba nocą, przeniósł wzrok brązowych tęczówek na swą towarzyszkę. Jego dłoń niby niechcący wplotła się w jej włosy, lecz po chwili zabrał ją; "Niech i Lilka wykaże się inicjatywą", pomyślał, uśmiechając się łobuzersko i ponownie przeciągając. Była niemalże jedenasta w nocy, a on czuł się tak cudownie zrelaksowany i otępiały, że w sumie mógłby stąd nie wychodzić przez najbliższe dziesięć dni. A może i dwadzieścia. O ile szanowny pan woźny nie zechce patrolować korytarzy, Merlinie...


O fak, jakie krótkie... o.O
avatar
Felix Veil
Prefekt

Age : 26
Liczba postów : 75
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Pokój Sukcesów

Pisanie by Lilianne Moore on Nie Lis 08, 2009 12:15 pm

Zamknęła oczy. O gustach przecież się nie rozmawia. Ale i tak nie zmieni zdania na temat cudownie pachnącej i smakującej rośliny. Kiedy je otworzyła Felix znajdował się w zupełnie innym miejscu niż przedtem. Beztrosko macał sobie zbroję.
- Skarbie... to już ja ci nie wystarczam? - zażartowała odchylając głowę w tył by widzieć Felix'a całego choć do góry nogami. Uśmiechnęła się po czym wróciła do poprzedniej pozycji grzebiąc w paznokciach.
- Och! Przyznam się! Musiałam wypróbować kilka pozycji z Margarytkowej gazetki. Kamasutra wcale nie jest taka łatwa... - wyszczerzyła się po czym zawadiacko wystawiła mu język by po chwili przewrócić się na bok i ręką podtrzymać niezwykle ciężką Lilkową głowę. Gdy Felix wplótł rękę w jej włosy miała to jakoś skomentować, ale nie dał jej szansy zabierając ją z powrotem. Finito. Gdy odłożył rękę opierając ją o dywan Lileczka niby to przypadkiem rozłożyła na jego dłoni swoją rękę i rysując kwiatuszki na grzbiecie jego dłoni, niczym henną, uśmiechała się sama do siebie.
Zastanawiało ją tylko jedno. A mianowicie: dlaczego Felix siedział z nią teraz tu zamiast pić kremowe z Gaspardem czy Laurentem, albo wykorzystywać kolejną biedną niewinną owieczkę, albo chociażby spać? Może wcale nie nie było nadziei na to by on ją kiedyś pokochał tak jak ona kocha go, może istniała jakaś szansa? Nie dobra, jestem śpiąca, nie bawmy się w romantyków, Lilunia nie jest romantyczna, a przynajmniej tak sądzi. Odkaszlnęła sobie nie przestając bazgrać domyślnych znaczków na dłoni Veila. Kwiatki, gwiazdki, plątaniny, serduszka przebite strzałą... wszystko to widziała wyobraźnią Moore.
- Zagrajmy ..... w pytanie czy wyzwanie.... co ty na to? - spytała po czym uniosła wzrok na Felixa wyczekując odpowiedzi.

_________________
A bad woman is the sort of woman
a man never gets tired of.

***

***
Elita:Raymond De Noir, Gaspard Williams,
Felix Veil, Laurent De Noir, Marguerite Delgado,
Michelle Maxwell.
avatar
Lilianne Moore
Ave Shatan!

Age : 25
Liczba postów : 73
Join date : 17/06/2009

http://www.pronrzek.deviantart.com

Powrót do góry Go down

Re: Pokój Sukcesów

Pisanie by Felix Veil on Nie Lis 08, 2009 12:38 pm

- Zawsze mogę cię nauczyć - odparł z uśmiechem Felix, wzruszając beztrosko ramionami, podczas gdy dziewczyna co rusz kreśliła mu na dłoni jakieś zygzaki, rysunki i inne stwory. Musiał jednak przyznać, że było to dość przyjemne uczucie, o ile nie ma się w tym miejscu łaskotek i jest się facetem - dłoń, ucho, kark, najbardziej erogenne miejsca każdego samca, o tak. - Pytanie czy wyzwanie? - spytał z zaskoczeniem, zerkając na Lilianne z zaciekawieniem i ponownie uśmiechając się, tym razem o wiele bardziej łobuzersko, niż dotychczas. - Dobra, ale idę na pierwszy ogień i biorę wyzwanie. Raz się żyje!
Przekręcił się na bok, tak, że teraz leżał, a nie siedział na dywanie, wygodnie opierając głowę o wolną dłoń, w każdej chwili gotowy do działania, jak na czołowego huncowta Beauxbatons przystało. Felix, jak zwykle skory do podejmowania ryzykownych wyzwań oraz żyjący chwilą, uwielbiał takie zabawy - zwłaszcza, kiedy grał w nie z osobami tak nieobliczalnymi i zaskakującymi, jak Lilianne. Dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że w danym momencie może być poproszony o dziesiątki różnych rzeczy, tak dziwnych, iż nie potrafiłby sobie tego nawet wyobrazić - od zatańczenia tanga ze zbroją, po striptiz na komodzie stojącej obok i oświadczeniu się woźnemu. Swego czasu, nudząc się październikowymi wieczorami i grając w to z kolegami, przeżył już wiele 'wyzwań', toteż mimo wszystko nie obawiał się tych lilkowych - Gaspard oraz Marcel potrafili godzinami zamęczać go wydumanymi poleceniami z pierwszego zdarzenia, często tak głupimi i zabijającymi swą pomysłowością, że Felix w pierwszych chwilach nie wiedział, czy ma się śmiać, płakać, czy może uciekać, gdzie pieprz rośnie.
Oczekując więc pierwszego ciosu, leniwie przejechał dłonią po talii Lilianne, niby niechcący podwijając jej cienką bluzkę i zahaczając palcem o pępek.
- Och, no i wiesz... - dodał po chwili, przypominając sobie wcześniejsze słowa dziewczyny odnośnie zbroi i błyskawicznie podrywając z miejsca, by, podpierając się na rękach, pochylić nad jej wątłą sylwetką, z głową o cale od jej głowy. - Oczywiście, że mi wystarczasz. Tylko wiesz, troszkę się stęskniłem, hm...
avatar
Felix Veil
Prefekt

Age : 26
Liczba postów : 75
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Pokój Sukcesów

Pisanie by Lilianne Moore on Nie Lis 08, 2009 1:01 pm

Lilianne uśmiechnęła się tajemniczo w stronę chłopaka po czym powiedziała jak najbardziej poważnym tonem.
- No to kiedy masz czas? - uśmiechnęła się dopiero po chwili i zerknęła gdzieś w bok opuszczając głowę na dywan i dając chwilę odpoczynku nieco zdrętwiałej dłoni. Zamrugała dwukrotnie w stronę Felix'a, nawiązując kontakt wzrokowy. Kiedy chłopak pytająco powtórzył nazwę gry przerwała mu mówiąc dziwnym, zaskoczonym tonem
- Nie mów mi, że się boisz... - uśmiechnęła się diabelsko. O i proszę, nawet nie dał szansy Lilianne na wykazanie się odwagą. Bezczelność, po prostu szczyt bezczelności. Kobiety mają pierwszeństwo. No ale czego wymagać od Felix'a, kiedy nie był gentlemanem. No może i był, ale tylko wtedy kiedy miał do tego powody. A czy teraz miał? Nie sądzę. Odkaszlnęła po czym zaczęła coś mamrotać, dając znak, że zastanawia się nad zadaniem.
- To moooooooooożeeeeeeeee..... - powiedziała przeciągając literki. Co by tu wymyślić? Przecież, co by nie wymyśliła Felix nie dałby za wygraną i jakimś sposobem wykonał zadanie, a zadanie typu " urwij sobie nogę" byłoby nieco nie humanitarne. Tak, więc Lilianne musiała postawić na wyobraźnię i kreatywność, której często miała aż nadmiar. Felix przeszkodził jej w myśleniu przesuwając ręką po jej talii i sprawiając dziwne drażniące uczucie zahaczając o pępek. Wysłuchała go z ciekawskim i łobuzerskim uśmiechem.
- Skoro tak lubisz tą nieszczęsną zbroję, to nie mogę zabronić okazywania jej uczuć... - uniosła brew w górę, jakby pytając czy aby na pewno rozumie o co jej chodzi.
- Jeśli znasz zaklęcie ożywiania użyj go i powiedź co czujesz rycerzowi zakutej pale. - zaczęła się śmiać po czym położyła się na brzuchu by mieć lepszy widok na zbroję i by sprawdzić czy Felix aby na pewno dobrze wykonał zadanie.

_________________
A bad woman is the sort of woman
a man never gets tired of.

***

***
Elita:Raymond De Noir, Gaspard Williams,
Felix Veil, Laurent De Noir, Marguerite Delgado,
Michelle Maxwell.
avatar
Lilianne Moore
Ave Shatan!

Age : 25
Liczba postów : 73
Join date : 17/06/2009

http://www.pronrzek.deviantart.com

Powrót do góry Go down

Re: Pokój Sukcesów

Pisanie by Felix Veil on Pon Lis 09, 2009 12:58 pm

- Jesteś potworem - westchnął, ze zrezygnowaniem odsuwając się od Lilianne i powracając do pozycji siedzącej, by moment później wstać z dywanu i ruszyć niespiesznie w stronę zbroi. Klap, klap, klap, krok za krokiem, dookoła cisza, ciemno, zamek śpi, a on musi wyznawać miłość kupie żelastwa stojącej przy drzwiach. Tak, taką zemstę za wszystko mogła wymyślić jedynie ona. - No bo dobrze wiesz, że mam zadowalający z zaklęć tylko dzięki piszącym za mnie wypracowania koleżankom - dodał. - Nie umiem jej ożywić. Ale mogę udać, że to ty, co ty na to? - spytał po chwili z łobuzerskim uśmieszkiem, bardzo wrednym zresztą. Musiał przecież jakoś odpłacić się za nadobne, prawda? - Czasem też jesteś taką kłodą jak ona - zachichotał i odwrócił się, by przyklęknąć przed kupą blachy, rozewrzeć przed nią ramiona i wyznać czule: - O miłości moja! Codziennie, gdy tylko wrzucam Gaspardowi do owsianki żuki myślę o tobie, a gdy piorę gacie wyobrażam sobie, że stoisz obok i pierzesz ze mną, zaprawdę powiadam ci. Błagam cię, pokochaj i ty mnie, bo bez ciebie mój świat nie ma sensu. Szaleję za tobą już od pierwszego razu, gdy czyściłem ci hełm podczas szlabanu w pierwszej klasie. Miałaś taki gładki metal...
Zarechotał radośnie i powstał z klęczek, ocierając wyimaginowane łzy. Przez chwilę jeszcze stał przy żelastwie, zastanawiając się, jak mógłby się odpłacić Lilianne za to jakże cudowne wyzwanie, po czym powrócił na swoje stałe miejsce, przyciągając ją do siebie i całując gdzieś w okolice skroni, tak po prostu, automatycznie; impulsywnie.
- Nie byłaś zazdrosna? - spytał wesoło z nosem w jej jasnych włosach, tak ślicznie pachnących czymś słodkim, że aż zakręciło mu się w głowie. - Bo pamiętaj: to nie to, co myślisz! To tylko moja koleżanka, nic więcej... - dodał z uśmiechem. - Co i tak nie zmienia faktu, że teraz twoja kolej, Skarbku. Co sobie życzysz: pytanie, czy wyzwanie?
Tak naprawdę nie miał zielonego pojęcia, co mógłby jej zadać. W obecnej chwili nie posiadał w głowie żadnego lepszego pomysłu, niż taki, aby w trybie natychmiastowym zedrzeć z niej i siebie ubranie oraz nie zakładać ich aż do następnego wieczora, zwłaszcza teraz, kiedy leżała tak blisko, kusząco pachnąc, mówiąc i opierając się o niego, kiedy ją do siebie przyciągnął. Wszak był tylko napalonym bogiem seksu, czego więc innego się po nim spodziewać? I tak podziwiał się w duchu za to, że wytrzymał... Hm, trzy tygodnie? Brawo, panie Veil! Felix domyślał się jednak, że Lilianne ma co do niego nieco inne plany, zapewne zażyczy sobie jakieś wyzwanie lub pytanie, a on zmuszony będzie wymyślić je w trybie natychmiastowym - najlepiej od razu jakieś kompromitujące oraz zmuszające do bezwzględnej szczerości; przecież o to chodzi w tej grze. Przygryzł wargę, wysilając mózg i szukając w głowie jakichś wspomnień, zdarzeń, czegoś, co tylko mógłby wykorzystać. Michelle, Laurent, Margaryna, w co uderzyć..?
Bój się, Lilianne!
Albo nie, i tak mam w głowie pustkę.


Shuffling the cards of your game
And just in time
In the right place
Suddenly I will play my ace
avatar
Felix Veil
Prefekt

Age : 26
Liczba postów : 75
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Pokój Sukcesów

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach