Sala z kominkiem

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Go down

Sala z kominkiem

Pisanie by Catherine Farvardin on Wto Cze 16, 2009 6:58 am

Przytulna, zalana blaskiem kominkowego ognia sala, zawsze pełna uczniów, szczególnie zimą. Nie ma wspanialszego miejsca, gdy za oknami śnieg i deszcz, a korytarze straszą niskimi temperaturami, typowymi dla tak starych zamków jak nasza szkoła. Czy potrafisz więc wyobrazić sobie bardziej przytulne miejsce, zaraz po Twoim własnym łóżku?
Kominek znajduje się naprzeciw drzwi wejściowych, zaraz pomiędzy licznymi regałami (chronionymi zaklęciami przeciwpożarowymi, aby nie wywoływać testrali z lasu!), w których można znaleźć naprawdę wiele ciekawych różności. O ile umie się ich szukać, oczywiście. Naprzeciw kominka stoi wielki narożnik, w każdej chwili gotów pomieścić przynajmniej kilkunastu uczniów. Tuż za nim ustawiono stoliki z krzesłami. Usiądź, proszę, dołącz do naszej rozmowy.

by Felix
avatar
Catherine Farvardin
Administrator

Age : 25
Liczba postów : 136
Join date : 13/06/2009

http://beauxbatons.withme.us

Powrót do góry Go down

Re: Sala z kominkiem

Pisanie by Raphael Catel on Sro Cze 24, 2009 10:07 am

Ze znalezieniem bardziej ustronnego miejsca większych problemów raczej nie było. Dla tej dwójki? To bułka z masłem! Obydwoje znali zamek jak własną kieszeń, a jeśli chodziło o to, by zapewnić sobie jak najwięcej spokoju, a przy tym i przyjemności... Idealnie na taką sytuację nadawała się jakże piękna i urocza sala z kominkiem. I ciepło będzie, i odpowiednia atmosfera... Żyć, nie umierać!
Raphael, przypomniawszy sobie nagle niedokończoną rozmowę z balu, uniósł brew, stając pośrodku pomieszczenia ze skrzyżowanymi na piersi rękoma. Ton, jakim powiedziała, że już dawno straciła wiarę w ludzi, bardzo go zainteresował. Podczas ich krótkiej znajomości jeszcze go nie słyszał. A był taki... Inny. Było w nim tyle goryczy i bólu, że przez chwilę panicz Catel miał wrażenie, że rozmawia z zupełnie inną osobą.
- Kto cię tak skrzywdził? - spytał się z kpiącym uśmieszkiem na twarzy.
Kiedy Jennifer opadła wygodnie na kanapę w rogu pomieszczenia, Raphael westchnął głęboko, podchodząc do niej. Oczy zamglone miał pożądaniem, co wcale mu się nie podobało. Co go tak ciągnęło do tej dziewuchy? Jeszcze rano przecież był na nią wściekły, a teraz?
Wyciągnął z kieszeni opróżnioną do połowy butelkę z Ognistą i pociągnął z niej kilka solidnych łyków, podając ją następnie panience Vanora. Nie chciał jej upić. Co to za frajda kochać się po pijaku? I to z taką dziewczyną? Co prawda miał nadzieję, wielką nadzieję, trzeba dodać, że uda mu się uwieść siostrę Jennifer, ale na razie po co psuć klimat? Eee, ale jakiś w ogóle jest? No, nieważne, nieistotne.
- Uśmiechnij się, skarbie. Z tym grymasem ci nie do twarzy. - A gdzie się podział sarkazm?
avatar
Raphael Catel

Age : 25
Liczba postów : 27
Join date : 21/06/2009

http://mors-ianua-vitae.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Sala z kominkiem

Pisanie by Jennifer Vanora on Sro Cze 24, 2009 10:48 am

O tak. Sala z kominkiem była idealnym miejscem, do dokończenia „rozmowy”. Gdy tylko przekroczyłam próg pokoju, poczułam falę ciepła uderzającą w moje policzki. Jakby nie było mi wystarczająco gorąco. „Powachlowałam” sobie dłonią przed twarzą, wzdychając cicho. Chociaż i tak to pomieszczenie było o niebo lepsze niż zatłoczona sala balowa. Jednak jedna rzecz sprawiała, iż owy pokój był lepszy- brak ludzi. Tylko ja i Raphael. Och i ach! Czego chcieć wiecej?
Opadłam na kanapę, poczym jak najszybciej pozbyłam się butów. Nawet nie wiecie, jaką ulgę poczułam. Rzuciłam obuwie daleko w kąt, nie zwracający uwagi na to, czy przy okazji czegoś nie rozbiję. Nieładnie. Powinnam się lepiej zachowywać, nieprawdaż? Ale niby jak miałabym patrzeć, gdzie rzucam swe buty, skoro wzrok utkwiony miałam w Raphael’u? Och, to, że nie miałam zamiaru mu się, jakby to ujął pewien znajomy, oddawać, nie oznaczało, ze nie wolno było mi się pogapić na panicza Catel. A, i go trochę wykorzystać. Niedobra Jen, niedobra!-Och, wiesz. Znalazło się paru gburów- odparłam, wzruszając ramionami. Smutek? Żal? Chyba ci się przesłyszało, panie Catel! Jennifer Vanora nigdy się nie smuciła, czy użalała nad swoim losem. A to, że ludzie to beznadziejne stworzenia (och, oczywiście z wyjątkiem mnie), to nie nowość.
Butelkę przyjęłam z uśmiechem na twarzy. Napiłam się, chociaż łyków pociągnęłam trochę mniej. Mimo, że miałam twardą głowę, nie miałam ochoty dzisiaj się upijać. Fakt, rzadko kiedy traciłam kontrolę nad sobą, jednak poco tak ryzykować? A co do mojej kochanej siostrzyczki- na miejscu Raphael’a nie liczyłabym na miłą noc spędzoną w objęciach Elisee. Co? Że niby jestem zazdrosna? Proszę was! Ela opierała się zalotom lepszych chłopaków, niż panicz Catel. Dlatego też dziwił mnie fakt, iż moja siostra przyszła na bal w towarzystwie chłopaka. Niecodzienny widok, wierzcie mi.- Tak lepiej?- spytałam, uśmiechając się złośliwie. Znów napiłam się Ognistej, jednak w mniejszej ilości. Oddałam butelkę Raphael’owi, poczym spojrzałam na niego z kpiącym uśmiechem. No, co teraz, panie Catel?

_________________
avatar
Jennifer Vanora

Age : 25
Liczba postów : 28
Join date : 20/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala z kominkiem

Pisanie by Raphael Catel on Sro Cze 24, 2009 11:25 am

Co teraz? Teraz czas na to... Raphael wyciągnął z kieszeni różdżkę i, jakby od niechcenia, machnął nią w kierunku drzwi, zamykając je. Trzeba przecież uchronić te biedne dzieciaczki przed perwersyjnym widokiem, prawda? Trauma do końca życia i o jeden dzień dłużej! A tego takie aniołki, jakimi była ta dwójka, na pewno by nie chciały!
- Posuń się - powiedział, opadając na miejsce obok Jennifer z czarującym uśmiechem.
Było paru gburów - to nic. Skoro nie wspomniała nic o nim, to jest dobrze. Teraz trzeba zająć się czymś zgoła innym. bardziej ambitnym, zajmującym więcej czasu i wprawy... Bo nie potrzeba wielkiej wprawy, a już na pewno bardzo mało czasu, żeby spaprać życie tej dziewczynie.
Ręka Raphaela znowuż powędrowała na plecy dziewczyny, tym razem błyskawicznie uporawszy się z przeszkoda w postaci wstrętnego, podłego zamka! Teraz wystarczyło poczekać, aż Vanora zechce łaskawie zdjąć tą okropną sukienkę! Nie, żeby była brzydka, ale tak bardzo przeszkadzała mu w bardzo ważnej czynności. I jej zapewne też, ale cii.
- Oczywiście... - wymruczał, wplatając jej palce we włosy.
Hu hu, i gdzie się podział ten macho? Co, na tym poprzestaniemy? Czy może boimy się, jak zareaguje Jennifer? Czyżbyśmy tak bardzo się bali o swoją skórę? I dlaczego pisze w liczbie mnogiej? Nieistotne.
avatar
Raphael Catel

Age : 25
Liczba postów : 27
Join date : 21/06/2009

http://mors-ianua-vitae.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Sala z kominkiem

Pisanie by Jennifer Vanora on Sro Cze 24, 2009 11:54 am

Biedne dzieci! Przecież takie widoki nie były stworzone dla ich delikatnych, dziecięcych oczu. Tak, zamknięcie drzwi było dobrym pomysłem. Chociaż i tak przeszedł mnie dreszcz. Och, czyżbym straciła właśnie jedyną drogę ucieczki? O to się nie martwiłam. Zawsze znajdzie się jakiś sposób, prawda? Spojrzałam na chłopaka, klękając na kanapie. Uśmiechnęłam się zawadiacko, ręką odgarniając włosy z twarzy.-A jakieś proszę?- mruknęłam, robiąc chłopakowi miejsce. Przecież trzeba zachowywać się kulturalnie w towarzystwie damy, prawda? A co do zachowania… Wystarczyła chwila, a zamek mojej sukienki został zgrabnie rozpięty. No cóż, Raphael nie próżnował. Spojrzałam na niego z kpiącym uśmieszkiem, mimowolnie unosząc brwi do góry. Och, czyżby panicz Catel spodziewał się, iż sama będę się rozbierać? Niedoczekanie! Położyłam ręce na jego ramionach, jakby nigdy nic, przysuwając się bliżej. Nie mogłam powstrzymać się od złośliwego uśmieszku. Kto by się spodziewał, ze pójdzie mi aż tak łatwo? Powoli, jakby od niechcenia, zaczęłam rozpinać guziki od koszuli Raphael’a.
W odpowiedzi zamruczałam cicho, zupełnie jak kot. Ach te nawyki! Wystarczy tylko czasami pobyć w postaci kota, a człowiek zaczyna zachowywać się jak zwierze. Ale mniejsza o to.
A gdzie podziała się cała gra wstępna, typu pocałunki i inne takie? Nieładnie, bardzo nieładnie! Spojrzałam na chłopaka, przysuwając się jeszcze bliżej. Skoro Raphael nie chciał dać mi tego, czego chciała, sama to sobie wezmę. Wpiłam się w wargi chłopaka, jedną dłonią obejmując go za kark .Druga, oczywiście, nadal mocowała się przy guzikach. I kto by się spodziewał takiego zakończenia dnia?

_________________
avatar
Jennifer Vanora

Age : 25
Liczba postów : 28
Join date : 20/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala z kominkiem

Pisanie by Jacques Fallacieux on Sro Cze 24, 2009 12:18 pm

Jacques Fallacieux generalnie należał do tego typu ludzi - a tym bardziej nauczycieli! - którzy uwielbiali uprzykrzać życie młodzieży, co też robił z wielką chęcią przy okazji każdego patrolu po szkole. Nie było inaczej i tym razem, niestety, Amorki, muszę popsuć Wam plany. Ale robię to tylko i wyłącznie w trosce o Wasze dobro, ponieważ powinniście znać zasady panujące w Beauxbatons oraz stosować się do nich, nieprawdaż? A poza tym szkoda by mi Was było, gdyby do ogólnodostępnej Sali Kominkowej wparował teraz jakiś uczeń, nakrywając swoich znajomych na tym i owym, rozmiecie. Tylko by się panienka najadła wstydu, paradując ze swoja golizną, a i panicz z pewnością zaróżowiłby się na wieść, że został młodocianym ojcem, czy coś.
A tak tylko zaczerwienicie się przed swoim ukochanym profesorem, znanym, lubianym, bo jakże inaczej. Oraz kochającym wymierzać kary wszelkiego rodzaju, to też warto dodać na wstępie, żeby wszystko było jasne. Może nie tak jasne jak gulusieńki brzuch Venory, ale zawsze. A żeby nie było znów tak niesprawiedliwie, Fallacieux również się zaczerwieni, tym razem jednak ze złości o oburzenia, o czym zaraz się przekonacie. Bo to skandal, bo to niedopuszczalne, bo w życiu nie widział bardziej bezczelnej młodzieży, bo to nie przystoi ludziom z tak dobrych domów, z taką dobrą opinią. Ludziom bez opinii również nie przystoi, ale Wam szczególnie!
- Co tu się do diaska dzieje? - zapytał więc lodowato, tłumiąc w sobie falę szoku oraz złości. Ciężkie drewniane drzwi zaskrzypiały, kiedy zamknął je za sobą, a puszysty dywan stłumił odgłos jego kroków, gdy podszedł bliżej kanapy, przyglądając się ze wstrętem dwójce uczniów. Po chwili odkleili się od siebie, łaskawie zauważając jego obecność, no proszę, a jednak można, brawo, brawo, puchary przyślemy jutro, proszę tylko oczekiwać sowy w godzianch popołudniowych, dziękujemy. - Czy ktoś może mi to wytłumaczyć, uprzednio się ubierając? - Uniósł ironicznie jedną z brwi, oczekując na jakiekolwiek wyjaśnienia. W jego oczach byli już skończeni, jednak każdemu należą się prawa do wyjaśnień, Fallacieux wiedział o tym i nawet wyjątkowo obdarzył ich tym prawem, bardzo wspaniałomyślnie, warto dodać. Chociaż, z drugiej strony... Czy tutaj trzeba jakichkolwiek wyjaśnień? Parka kopulująca na kanapie w Sali Kominkowej, to wyraża więcej niż tysiąc słów. Uśmiechnął się złośliwie, och, jakże mu było ich teraz szkoda, no naprawdę...
- Venora, miejże trochę godności i bój się Boga, na Merlina.
avatar
Jacques Fallacieux

Age : 79
Liczba postów : 6
Join date : 18/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala z kominkiem

Pisanie by Raphael Catel on Czw Cze 25, 2009 12:28 am

Kultura. Wszędzie i na każdym kroku ktoś wymaga od niego kultury! A to takie niepraktyczne. Za dużo gadania, za dużo wysiłku. W ogóle po co komu kultura? jasne, ukulturalniać się można. Chodzenie do kina, no teatru, do biblioteki (o jeżu betlejemski!) czy Bór wie gdzie jeszcze. To takie fajne... Pooddychać świeżym powietrzem można. I znaleźć nową ofiarę. Prawie same plusy. A zasady sawuar-wiwru? Eee, za dużo ich jest. I są męczące. Tyle!
Jednak wracając do naszej kochanej, słodziutkiej parki gołąbeczków... Raphael przeżył głęboki, jednakowoż bardzo przyjemny szok. Ho, ho! Już się miał brać do roboty, a tutaj proszę - Jennifer sama go wyręczyła. I kto z tej dwójki jest bardziej napalony, jak sądzicie moi mili?
Kolejny szok przeżył, kiedy to drzwi Sali Kominkowej zostały otworzone. Bo niby jakim cudem? Zabezpieczył je bardzo silnym zaklęciem, na które zwykła alohomora nie działa. Ot, zaklęcie praktycznie zapomniane. I naprawdę niemożliwe, ażeby szanowny pan profesor tak szybko wpadł na pomysł, że jakiś uczniak go użył. Ale cóż. Profesor to profesor - z gronem pedagogicznym się nie dyskutuje. Chociaż panicz Catel ma co do tego zupełnie odmienne zdanie...
Łapczywie wpijając się w wargi rudowłosej z niezadowoleniem stwierdził, że ta bezceremonialnie go odpycha. Kiedy w końcu dotarło do niego, iż w pomieszczeniu nie są sami, przytrzymał ją jeszcze troszkę dłużej, by niezauważalnym ruchem zapiąć jej sukienkę. O, i już nie świeci golizną pleców! Bo o brzuchu to nawet mowy nie było. Zabawa się dopiero rozkręcała...
- Vanora - poprawił odruchowy Raphael z iście szatańskim błyskiem w oczkach. Zapowiadała się niezwykle miła pogawędka. Bo on tak bardzo lubił Jacquesa Fallacieux! - Wyjaśnienia będą, ale najpierw proszę mi uprzejmie wytłumaczyć jak, na Merlina, zorientował się pan profesor, jakiego zaklęcia użyłem?!
Szukamy dziury w całym, Raphaelu? Ojej, jak miło!
avatar
Raphael Catel

Age : 25
Liczba postów : 27
Join date : 21/06/2009

http://mors-ianua-vitae.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Sala z kominkiem

Pisanie by Jennifer Vanora on Czw Cze 25, 2009 3:02 am

Ależ jaki brak kultury? Przecież my kulturalnie okazywaliśmy sobie jakże płomienne uczucia. To raczej pana profesora można byłoby osądzać o brak kultury- wejść tak do pokoju, bez pukania? I w dodatku przerywać komuś rozmowę (och, jasne, że rozmowę. Gdybyście uważali zauważylibyście, że jeszcze minutę temu Raphael coś do mnie mówił). Ale mniejsza o to.
Odepchnęłam od siebie chłopaka, odruchowo odgarniając włosy z twarzy. Chwała Bogu, iż postanowił zapiąć moją sukienkę. Sama miałabym z tym Nielaba problem. Mimo, iż profesor nakrył nas w takiej chwili i prawdopodobnie mieliśmy problem, miałam niepohamowaną ochotę roześmiania się. Och, a nie było to śmiesz? Możliwe. Ale niektórych odruchów nie da się powstrzymać. Zwłaszcza tych, które przychodzą bez większego powodu. Ale nie myślcie, że byłam taka głupia- zacisnęłam szczękę, nie pozwalając, aby chichot wydobył się z moich ust. Mimo to kąciki moich warg mimowolnie powędrowały delikatnie w górę.
I znowu na mnie, prawda? Jakże ten świat był niesprawiedliwy! Vanora, miejże trochę godności, bla bla bla. Westchnęłam cicho, mierząc profesora och jakże skruszonym spojrzeniem. Teraz będziemy udawać niewiniątko, prawda? Miałam straszną ochotę, by odgryźć się profesorowi. Oczywiście, zachowałam odrobinę rozsądku. Tak więc siedziałam cicho (Jennifer Vanora chyba po raz pierwszy umilkła!) na kanapie, obok Raphael’a, kompletnie nie wiedząc co zrobić. No tak. Kto by się spodziewał TAKIEGO zakończenia dnia.

_________________
avatar
Jennifer Vanora

Age : 25
Liczba postów : 28
Join date : 20/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala z kominkiem

Pisanie by Jacques Fallacieux on Czw Cze 25, 2009 4:32 am

Och tak, Merlinie, Wy sobie tutaj kopulacje urządzacie, ale to stary Jacques Fallacieux ma Wam się tłumaczyć z wszystkiego?! I z tego, że wszedł bez pukania, i że w ogóle wszedł, mimo iż zablokowaliście drzwi czarami, oui? I jeszcze ma opowiadać jakim to cudem rozpoznał czer, którego użyto? On, nauczyciel zaklęć i uroków, którego kształcił sam
Verch Maître?! Nie, to się stało jakąś szopką, jakąś farsą, czymś tak bezczelnym i śmiesznym, że Jacques nie myślał w tej chwili o niczym innym, tylko o zamienieniu czegoś w proch oraz wytatuowaniu na czole (oj, on to już znał na to zaklęcia!) regulaminu szkolnego wszystkim tym, którzy dopuściliby się jego złamania. A lista takich rzezimieszków byłaby (jest!) naprawdę długa, wszyscy zdajemy sobie z tego doskonale sprawę. Ach, chyba trzeba będzie założyć jakiś klub z woźnym, vraiment. Jednak to już wtedy, kiedy Vanora i Catel zostaną ukarani.
Na Merlina, bójcie się Boga! Takie zachowanie jest niedopuszczalne, jest hańbą dla Was i dla szkoły, jak śmieliście w ogóle do tego dopuścić? I cieszcie się, cieszcie się na stary nos Fallacieux, że profesor miał już swoje lata i węch nie ten, więc nie wyczuł zapachu alkoholu. Bo trzeźwi tego nie robiliście, prawda? Prawda, nawet nie próbujcie zaprzeczać, bo i tak wystarczająco sobie nagrabiliście. Na Merlina, pierwszy tydzień szkoły i coś takiego, Fallacieux mógłby się spodziewać dosłownie wszystkiego, ale żeby od razu atakować go takimi łajnobombami, to już jest przesada. Jacques odetchnął głęboko swoimi pobielałymi od gniewu nozdrzami, wodząc wzrokiem od jednego przestępcy do drugiego. Był wściekły, tego możecie być pewni. Zresztą... Chyba widać, nawet pomimo jego stoickiej postawy i braku okazywania jakiejkolwiek agresji (nie)kontrolowanej.
Dłonie mimowolnie zacisnęły się na różdżce, Jacques miał już dość tej szkoły, tych uczniów, tego łamania regulaminu, och, oberwie im się za to, zostaną ukarani torturami straszliwymi i okrutnymi, które zapamiętają do końca świata. I swojego marnego życia. Nie, to nie są żarty. Bo czy ktoś tu się w ogóle śmieje? Prócz panny Venory. Vanory. Nieważne.
- Catel, na Merlina, czy nie wydaje ci się przypadkiem, że w tej chwili jedynymi osobami, które muszą się tu tłumaczyć, jesteście wy? - zapytał ironicznie, unosząc do kompletu drugą brew, a po chwili zmarszczył obie, wyraźnie zdegustowany postawą swoich uczniów. - Chociaż z drugiej strony wątpię, aby mogło ci się wydawać cokolwiek, skoro zadajesz tak głupie pytania nauczycielowi zaklęć. Starasz się zyskać na czasie? Spokojnie, mamy dużo czasu. Więc?
Uśmiechnął się do nich serdecznym, zakłamanym uśmiechem i usiadł na fotelu obok, oczekując na potok wyjaśnień, który powinien wypłynąć teraz z ust chłopaka i dziewczyny. Ach, życie, życie... Czasem naprawdę potrafi zaskakiwać.
avatar
Jacques Fallacieux

Age : 79
Liczba postów : 6
Join date : 18/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala z kominkiem

Pisanie by Raphael Catel on Czw Cze 25, 2009 7:16 am

Ho, ho! Uwaga, bo Raphael zacznie zaraz w gacie robić. Jaki groźny wzrok, jaka groźna postawa! Tylko dlaczego niby miałby się bać starego Jacquesa Fallacieux? Bo, co? Bo niby jest profesorem zaklęć? No proszę, litości, moi drodzy! Panicz Catel nie zamierzał robić wyjątku dla żadnego z nauczycieli - wszystkich miał w głębokim poważaniu. Szlaban? Jakaś gorsza kara? A co go to obchodzi? W życiu trzeba przecież przejść wszystko.
Szkoda tylko, że Varona stwierdziła, iż będzie tylko chichotać obok niego, nie odzywając się ani słowem. to taaakie romantyczne! Rzygać się chce, kiedy widzi się podobne postępowanie tej, jakże okropnej i wrednej, dziewuchy.
- Głupie pytania? Zyskać na czasie? Ależ skądże panie profesorze! I, niech szanowny pan profesor uwierzy, z niczego nie musimy się tłumaczyć. Czy okazywanie płomiennych uczuć pięknej damie to grzech i przestępstwo? Nie sądzę! - odparł z niezwykle czarującym uśmiechem, który zwykle działa na profesora zaklęć.
No, chyba, że plotki dochodzą również do zacnego grona pedagogicznego i Jacques Fallacieux stwierdzi, iż tym razem Raphael również chce tylko wykorzystać biedną, Boru ducha winną panienkę Vanorę. Która, bądź, co bądź, też wcale taka święta nie jest. Ale i tak wszystko odbije się na Catelu. W końcu dżentelmen musi brać na siebie winę. tak wypada, nie? A od Jennifer i tak nie usłyszy nawet durnego "przepraszam". Bo i dlaczego? Sam się w to przecież wpakował. Ojej!
avatar
Raphael Catel

Age : 25
Liczba postów : 27
Join date : 21/06/2009

http://mors-ianua-vitae.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Sala z kominkiem

Pisanie by Jennifer Vanora on Czw Cze 25, 2009 12:25 pm

Taak, ta sytuacja była wielce romantyczna. Bo kto z was nie marzył, by nakrył was nauczyciel w trakcie jakże „niewinnej zabawy”. Chwała Bogu, iż przyszedł teraz, a nie pięć minut później. Wtedy mogłabym pożegnać się ze wszelkimi marzeniami dotyczącymi ukończenia szkoły. A w sprawie zasad- kto napisał ten głupi regulamin szkoły? A z resztą, mniejsza o to. Nie mogłam zrozumieć, co złego ludzie widzieli w fakcie okazywania sobie uczuć? Och, wątpiliście, ażebym nie darzyła Raphael’a uczuciem? Oczywiście, że tak! Nie mówię, iż jestem w nim zakochana. O nie, panna Vanora nikogo nigdy nie kochała. Lubić panicza Catel również się nie da. Tak więc, aby nie przedłużać tego jakże interesującego tematu, skończmy na tym, iż po prostu czuję coś do Raphael’a.
Wystarczyła chwila, abym się przysłowiowo, „ogarnęła”. Przestałam się uśmiechać, patrząc na profesora. Oczywiście ukradkiem spoglądałam na Raphael’a. Nie spodziewałam się takiego zachowania. Byłam pewna, iż chłopak zwali cała winę na mnie, a ja zaraz będę musiała wymyślać niestworzone historyjki. Nie to, by sprawiło mi to większy kłopot, no ale…
Spojrzałam na profesora teatralnie przygryzając wargę, oraz nerwowo splatając dłonie. Trzeba przecież pokazać skruchę, prawda? Skoro Catel starał się jakoś wyciągnąć nas z tarapatów, może lepiej mu w tym nie przeszkadzać. Chociaż, co mi szkodziło dodać trzy grosze od siebie? Kiedy tylko chłopak zamilkł, spojrzałam na profesora robiąc jakże smutną minę.-Przepraszam, to moja wina- zaczęłam, starając się, aby mój głos brzmiał, jakbym miała zaraz się rozpłakać. Spojrzałam na swoje dłonie. Zapamiętajcie ten dzień- Jennifer Vanora po raz pierwszy w życiu kogoś przepraszała.-Raphael wcale nie chciał tutaj przyjść. To z mojej winy doszło do takiej sytuacji- powiedziałam, uciekając wzrokiem na boki. Przez chwilę miałam ochotę zwymiotować- opowiadanie czegoś takiego było poniżej moich standardów. A było trzeba siedzieć cicho i pozwolić chłopakowi wziąć winę na siebie! Wyglądało na to, iż w moim wrednym sercu została odrobina miejsca na litość. Czy jak to tam nazwiecie.-Po prostu ostatnio miałam ciężkie chwilę… Może wcale tak nie wyglądam, ale pan profesor powinien to zrozumieć. A Raphael starał się mnie jakoś pocieszyć. Ale to i tak z mojej winy tu jesteśmy- zaczęłam nieskładnie mówić. Może aktorka ze mnie marna, ale granie niewiniątek szło mi bardzo dobrze. A z resztą, poco o tym mówię? Wracając do tematu, spojrzałam na profesora, wyginając usta w podkówkę. Och, czyżby łza zakręciła się w moich oku?
To chyba jest lepsze, niż głupie „przepraszam”. Prawda, paniczu Catel?

_________________
avatar
Jennifer Vanora

Age : 25
Liczba postów : 28
Join date : 20/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala z kominkiem

Pisanie by Jacques Fallacieux on Czw Cze 25, 2009 1:57 pm

Ich teksty były tak dziecinne i śmieszne, że stary Jacques Fallacieux z trudem opanował parsknięcie. Bynajmniej jednak nie ze śmiechu, a irytacji. Bo, Merlinie, niech oni boją się Boga, naprawdę. Nie dość, że nauczyciel przyłapał ich na takim przewinieniu, to oni - mając łaskawą możliwość wytłumaczenia się - nie potrafili wykorzystać swojej szansy, bredząc coś o winach i przepraszaniu. A przecież można było powiedzieć wprost, że przyłapano ich na tym i owym i obiecać poprawę. Ale nie. Uczniowie Beauxbatons mieli już to do siebie (ba! mieli to już we krwi!), iż kombinowali jak tylko się da, wybierając zawsze najbardziej śmieszną i pokrętną drogę ze wszystkich, mając naiwne nadzieje, że kłamstwo coś da, że kłamstwo się popłaci. Zabawne, nic bardziej mylnego.
- Vanora, wyglądasz mi na pojętną dziewczynę - odrzekł znad złożonych pod brodą dłoni, uważnie przyglądając się mieszkance domu Vanité, tego najgrzeczniejszego i najporządniejszego. Tak przynajmniej się utarło, wiadomo, stereotypy: dziewczęta są miłe, mądre i potulne, a chłopcy źli, niedobrzy. O ile nie wliczać w to Veila, Williamsa, De Noira i paru innych, Fallacieux mógłby z zadowoleniem stwierdzić, że udało mu się obalić kolejny ze szkolnych mitów, wymierzając płci dyndającej mniej kar, niż płci niedyndającej. Zresztą nieważne, zasadniczo nie o tym tu teraz mowa. Teraz nadszedł czas na wygłoszenie kazania, Fallacieux to uwielbiał. - Racja, jesteś krnąbrna i czasem bezczelna, ale mądra z ciebie dziewczyna, bardzo dobrze o tym wiesz. Spodziewałbym się więc po tobie pełnej odpowiedzialności, a jeśli już nie pełnej, to przynajmniej częściowej. Nie muszę cię chyba uświadamiać, że TAKI sposób "okazywania płomiennych uczuć pięknej damie", jak to delikatnie określił pan Catel, może zakończyć się dość nieprzewidywanie, racja? I bynajmniej nie chodzi mi tu o nieprzewidywalne odwiedziny profesora od zaklęć. Zapewniam cię, że zarówno dyrekcja Beauxbatons jak i twoi rodzice nie ucieszyliby się wizją niańczenia bachora nastoletnich rodziców, niezależnie od tego, czy masz dobre dni, czy depresję i myśli samobójcze. Chyba, że nie macie jeszcze pojęcia jak się robi dzieci i chcielibyście porozmawiać o tym ze szkolną pielęgniarką, dzieciaczki? Pani Sophie z pewnością bardzo się ucieszy, uświadamiając was, że pszczółki i kwiatuszki to mit, a tym samym mogąc zapobiec kilku nieszczęśliwym wypadkom, uwierzcie mi.
Fallacieux uśmiechnął się chłodno, być może był bezczelny i niemiły, mimo że zawsze starał się zachować fason, klasę, jednak tym razem wiedział, że nie ma sensu owijać w bawełnę. Jakkolwiek to nie wyglądało, lepiej zapobiegać niż leczyć, jak na stare, dziadkowe sposoby przystało. Przez chwilę obserwował swoich wychowanków, jakby zastanawiając się nad czymś głęboko, wkrótce jednak spojrzał na zegarek, zdecydowanie powinien już udać się do gabinetu dyrekcji, miał przecież na głowie tyle spraw, tyle spraw, a i jeszcze czekał go kilkudniowy wyjazd do Paryża. Nie będzie poświęcał całego dnia na niańczenie jakichś bachorów, którzy w feromonowym szale o mało nie spowodowali kopulacji! Jakie to bezczelne i nieodpowiedzialne, Merlinie, dlaczego jeszcze mam do nich cierpliwość? Fallacieux westchnął ciężko, mimo że naprawdę lubił karać za nieposłuszeństwo i tym samym uczyć dzieciaków porządku (no cóż, każdy ma swoje metody!), dziś zdecydowanie nie miał do tego najmniejszej ochoty, ani tym bardziej czasu. Potarł dłonią czoło, zastanawiając się nad sankcjami dla Vanory i Catela.
- Odejmuję waszym domom po trzydzieści punktów. I cieszcie się, że tylko tyle, bo gdybym przyszedł pięć minut później, z pewnością skończyłoby się to o wiele groźniej. Poza tym macie jeszcze do wyboru: albo przepiszecie podczas szlabanu w moim gabinecie mugolskimi długopisami, oczywiście zabezpieczonymi czarami, żebyście nie mogli przy nich majstrować i znów mnie oszukiwać, tak jak tym razem, wszystkie szesnaście wersji regulaminu Beauxbatons, albo nauczycie się na pamięć sześciu ostatnich, albo wykonacie sto dwadzieścia plakatów o sierotach porozrzucanych w domach dziecka po całej Francji, których rodzicami są nastoletni gówniarze tacy jak wy. Oczywiście również moimi mugolskimi długopisami - odrzekł chłodno, zmęczony i zrezygnowany. Nie tego się spodziewał, nie takich odpowiedzi oczekiwał, nawet jak na nastoletnie dzieciaki. Niech choć raz wezmą odpowiedzialność za swoje czyny i dokonają właściwego wyboru, na Merlina. - Waszej odpowiedzi oczekuję do tej soboty, nie obchodzi mnie kiedy i jak ją dostarczycie, bo wyjeżdżam na kilka dni, ale jeśli jej nie otrzymam, srogo za to zapłacicie. Cieszcie się, że wasz występek zostanie potraktowany tak łagodnie oraz zostanie tylko i wyłącznie między nami. Catel, robię to tylko ze względu na przyjaźń z twoim ojcem, bo to porządny i dobry człowiek, szkoda by mi było zadręczać go ekscesami jego syna, uwierz mi. Ma już za dużo spraw na głowie, żebyś przysparzał mu kolejnych. Zastanów się dobrze, czy ciotka Anaïs byłaby dumna z twojej postawy. A i ty, Vanora, bój się Boga, dobrze ci radzę.
To powiedziawszy, jeszcze raz westchnął głęboko, po czym podniósł się ciężko z fotela. Puszysty dywan kolejny raz stłumił odgłos jego kroków, tym razem kierujących się do drzwi. Jeszcze chwila, a zamek zaskrzypiał i profesora nie było.

_________________

Potrzebuję winnego.
W końcu co on może sam zrobić...
Wierzysz tylko w to, co widzisz.
Otrzymujesz tylko to, co dajesz.
avatar
Jacques Fallacieux

Age : 79
Liczba postów : 6
Join date : 18/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala z kominkiem

Pisanie by Raphael Catel on Pią Cze 26, 2009 2:34 am

Rapahel nie chciał przyjść. Raphael przynosi wstyd i hańbę swojej rodzinie. Raphael jest zły! Czarny charakter, wypisz, wymaluj! Czyli wygląda na to, że remont ma dużo racji. Jakie to słodkie, prawda?
Chłopaczyna siedział z założonymi rękoma, przysłuchując się najpierw wyjaśnieniom Jennifer, a następnie kazaniu pana profesora. Urocze, jak panna Vanora zaczęła bronić Catela. I pomyśleć, że robiła to z własnej, nieprzymuszonej woli. Będzie trzeba z niej wyciągnąć jeszcze kilka wyjaśnień na temat swojego postępowania. czyżby myślała, że będzie miała z tej okazji jakieś fory? No, zobaczymy, zobaczymy...
Kiedy szanowny Jacques Fallacieux raczył w końcu wyjść z Sali Kominkowej, brunet odwrócił się do Dżeni, poprawiając przy okazji okulary na nosie. Zmarszczył brwi i usta ściągnął w wąską linię. Oj, szykuje się bardzo poważna rozmowa.
- A teraz proszę o wyjaśnienia - zażądał, przechylając głowę na bok. Utkwił wyczekujące spojrzenie w rudowłosej.
Bo czas na ustalenie, jaką karę wybiorą, będzie potem. Do końca tygodnia! To naprawdę duuużo czasu. Nie ma się czym martwić. Ot, zero problemów i zmartwień przynajmniej przez kilka dni. Cieszmy się i radujmy tym faktem!
- No, Jennifer... Ja czekam! - Ponaglił ją, przysuwając się bliżej niej.
O, a to się tak dało? Myślała, że siedzieli już wystarczająco blisko siebie...
avatar
Raphael Catel

Age : 25
Liczba postów : 27
Join date : 21/06/2009

http://mors-ianua-vitae.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Sala z kominkiem

Pisanie by Jennifer Vanora on Pią Cze 26, 2009 3:06 am

Patrzyłam na Fallacieux’a beznamiętnym wzrokiem, zaciskając szczękę. Tak mnie korciło, ażeby mu się odgryźć. Pewnie gdyby nie Raphael, już dawno bym to zrobiła, jeszcze bardziej się wkopując. Albo uciekłabym pod postacią kota, by nie musieć wysłuchiwać jego kazania. Miałam głęboko w poważaniu karę, którą nam wymyślił. Trzydzieści punktów? Niezły początek roku. Ale przecież panna idealna (w dodatku prefekt) zaraz to nadrobi. Myślenie o Elisee nie było najlepszym pomysłem- czułam, jak wszystko się we mnie gotuje. No patrzcie państwo! Jennifer Vanora jest wkurzona i poirytowana! Jakieś święto? Gdy tylko nauczyciel wyszedł z sali, prychnęłam cicho.-Bóg nie istnieje- warknęłam i to wcale nie tak cicho. Spojrzałam na Raphael’a, mrużąc oczy.-Jakie wyjaśnienia?- spytałam. Czyżby miał na myśli to, iż stanęłam w jego obronie? Oj tak, nigdy więcej się to nie zdarzy. Tego Raphael mógł być pewny. Gorszy dzień, tak to nazwijmy. Raz jeszcze spojrzałam na chłopaka, poczym wstałam z kanapy. Podeszłam do kąta, w którym leżały moje buty. Jak miło, iż wreszcie sobie o nich przypomniałam. Schyliłam się po nie, jednocześnie odgarniając włosy za ucho. W jednej chwili było małe pyk i zaczęła się „zabawa”. Przywarłam ręce do klatki piersiowej, jednocześnie zaciskając oczy. Poczułam ból. Nie taki, jak potykasz się na chodniku czy uderzasz o kant szafki. O nie, ten był o wiele gorszy. Miałam wrażenie, jakby moje serce starało się wyjść na zewnątrz, torując sobie drogę przez żebra. Usiadłam na dywanie, przeklinając siarczyście. Dobrze wiedziałam, co się działo. I wcale nie byłam z tego zadowolona. Boże! A kto by się cieszył w takiej chwili?! Może to z winy Ognistej? Jeżeli tak, Raphael miał przechlapane, delikatnie mówiąc. Ale mniejsza o to. Raczej ważniejszy był fakt, jak miałabym teraz dostać się do dormitorium by zażyć leki, niżeli kto był winowajcą. Ból trochę zmalał, jednak nie na tyle, abym mogła wstać. Znów przeklęłam, otwierając oczy.

_________________
avatar
Jennifer Vanora

Age : 25
Liczba postów : 28
Join date : 20/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala z kominkiem

Pisanie by Raphael Catel on Pią Cze 26, 2009 4:20 am

Bóg nie istnieje? Raphael by z tym polemizował, ale nie miał w tej chwili na to najmniejszej ochoty, a tym bardziej chęci. W ogóle nie miał ochoty na dyskusje. Żadne. Wystarczyło, że nauczyciel zaklęć go poirytował. I to jak jeszcze nigdy wcześniej! Oczywiście, kara karą. Przepisywanie szesnastu wersji regulaminu? Litości, to miałaby być taka straszna kara? Hihihi, panicz Catel miał już w tym niezłą wprawę i regulamin znał niemal na pamięć, co bardzo mu się przydawało - wiedział jakiego punktu jeszcze nie złamał (o, a takie jeszcze istnieją?) i co zrobić, by bardziej wkurzyć woźnego i pielęgniarkę. Jakież to słodkie i urocze! Mały geniusz, planujący roznieść Beauxbatons! Patrzcie i podziwiajcie!
- Jak to jakie? Jeszcze się głupio pytasz?! - zawołał, wodząc za nią wzrokiem. Groźnym wzrokiem. - Co to niby miało znaczyć? Myślałaś, że sam sobie rady nie dam?!
Kiedy dziewczę nagle osunęlo się na podłogę, Raphael na początku wcale się tym nie przejął. Ot, za dużo Ognistej i za dużo wrażeń jak na jeden dzień. Ale to nic, to nic. Przejdzie jej zaraz. Lecz kiedy Jennifer zaczęła kląć na wszystko i wszystkich, chłopak zaczął mieć wątpliwości. Vanora na pewno tak bez przyczyny by się nie zachowała. Coś było nie tak. I to bardzo nie tak.
Podniósł z kanapy swój leniwy tyłek, podchodząc do Rudej. Uklęknął obok niej, odgarniając jej włosy z twarzy.
- Ej, ej, co się dzieje? - Oho, jaki troskliwy, jaki opiekuńczy!
Patrzcie państwo, rośnie nowy pielęgniarz Beauxbatons! I to jaki przystojny! A przed chwilą był jeszcze małym geniuszem. Świat jest dziwny...
avatar
Raphael Catel

Age : 25
Liczba postów : 27
Join date : 21/06/2009

http://mors-ianua-vitae.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Sala z kominkiem

Pisanie by Jennifer Vanora on Pią Cze 26, 2009 4:26 am

Prawdopodobnie gdybym za karę wzięła te sto ileś tam plakatów, po wykonaniu jej, dostałabym kolejny szlaban. Nie wierzycie w moja umiejętność wkopywania się w jeszcze większe tarapaty? Och, moje plakaty byłyby tak piękne, iż od razu wylądowałyby w koszu. O ile nasz kochany profesor nie byłby na tyle wściekły, aby je spalić. Nieładnie Jen, nieładnie.-Łatwo ci mówić, bo nie ty musiałeś robić z siebie kretyna- warknęłam, nawet na niego nie patrząc. Po raz pierwszy w życiu miałam naprawdę wszystkiego serdecznie dość. Marzyłam tylko o tym, by pozbyć się bólu. Jednak wyglądało na to, że nie obejdzie się bez pomocy Raphael’a. Syknęłam cicho, znowu zaciskając oczy. Ale ludzie uważają, że to zwykłe skaleczenia cholernie bolą. Jakie to się wydawało teraz śmieszne! Śmieszne? Chyba raczej żałosne.
Kiedy tylko poczułam ciepłą dłoń chłopaka przy twarzy, otworzyłam oczy. Spojrzałam na niego, z trudem łapiąc powietrze. Opuściłam głowę, wpatrując się pustym wzrokiem w swoje ręce. Raphael opiekuńczy? Ten ton głosu w ogóle do niego nie pasował.-Nic takiego- powiedziałam półgłosem. Sytuacja była dość żenująca, chociaż szczerze mówiąc cieszyłam się, iż Raphael był przy mnie. Dojście do dormitorium bez pomocy mogło mi zająć całą noc i nie miałam na to większej ochoty. Egoistka? No oczywiście!-Serce… mnie boli- powiedziałam niepewnie. Znów spojrzałam na chłopaka. Co za beznadziejna sytuacja. Teraz jednak bardziej przejmowałam się bólem niż tym, co o mnie myśli ten stary piernik, czy nawet Catel. Już tak dawno nie czułam tak mocnego bólu. Głupia Ognista. Chociaż zazwyczaj po alkoholu tak nie bolało. Westchnęłam cicho, starając się podnieść z podłogi. Głupi pomysł- zabolało jeszcze mocniej. Syknęłam, przy okazji siarczyście przeklinając.-Muszę iść do dormitorium- warknęłam zła. A miałam być w dobrym humorze? Dziękuję bardzo! Skoro jesteście takimi optymistami sami skaczcie z radości, czując się, jakby ktos wbijał wam szpilki w serce. Baaardzo przyjemne uczucie.

_________________
avatar
Jennifer Vanora

Age : 25
Liczba postów : 28
Join date : 20/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala z kominkiem

Pisanie by Raphael Catel on Pią Cze 26, 2009 5:00 am

Sytuacja wcale, a wcale nie była ciekawa. Ani tym bardziej śmieszna. Skakać z radości? Raphael byłby do tego zdolny tylko wtedy, kiedy dowiedziałby się, że nie musi więcej znajdować się w murach tej placówki. Nie, żeby jakoś mu to specjalnie przeszkadzało. Ładne dziewczęta, duże pole do popisu... Żyć, nie umierać! Tylko, że miał już serdecznie dość tej monotonii. Ciągle tylko chodzenie z sali do sali, nic się nie zmienia. Na balach znowu widzi te same twarze. Już niemal wszystkie dziewczęta pozaliczane. Gdzie tutaj czerpać więcej rozrywki?
- No to faktycznie nic takiego! - warknął, chwytając ją w ostatniej chwili i tym samym chroniąc przed upadkiem. Żenujące... - I po co do dormitorium? Nie lepiej ci iść do pielęgn... - Urwał widząc piorunujący wzrok rudowłosej.
tak, sam nigdy by się nie wybrał do tej kobiety. Zbyt opiekuńcza, przesłodzony ton głosu. I, co najważniejsze, nie było na co popatrzeć i na czym wzroku zawiesić! A więc skoro sam by się tam nie wybrał, tym bardziej nie będzie wysyłał Jennifer do paszczy potwora. Chce iść do dormitorium, okej - odprowadzi ją. Może znajdzie się w środku jakaś życzliwa duszyczka, która zaprowadzi tą pannicę do jej sypialni. I jakoś pomoże. Co prawda Catel szczerze wątpił, by panna Vanora zechciała przyjąć jakąkolwiek pomoc, ale to akurat nie było najważniejsze...
- W takim razie gdzie mam iść? - zapytał rzeczowo, kierując się wraz z opierająca się na jego ramieniu Dżeni w stronę drzwi.
Bo przecież jakoś mu nigdy do głowy nie przyszło, żeby dowiedzieć się, gdzie dormitorium mają mieszkanki Vanité. jakie to dziwne, nieprawdaż? Tutaj robi za nowego Casanovę, a nie wie takiej podstawowej rzeczy!
avatar
Raphael Catel

Age : 25
Liczba postów : 27
Join date : 21/06/2009

http://mors-ianua-vitae.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Sala z kominkiem

Pisanie by Jennifer Vanora on Pią Cze 26, 2009 6:19 am

Czasami życie w szkole stawało się aż nadto monotonne i przytłaczające. Ile to razy miałam ochotę rzucić wszystko w cholerę i zrobić sobie jedne, wielkie wakacje. Odrobina wolności w końcu nikomu jeszcze nie zaszkodziła. A w końcu mężczyźni (kobiety- jeżeli chodzi o raphael’a) znajdowali się przecież również w innych miejscach. Ale mniejsza o to. Spojrzałam na chłopaka, nabierając łapczywie powietrza w płuca. Tak było o wiele lepiej. I łatwiej.-Przejdzie mi. Za jakiś czas- powiedziałam spokojnie, chociaż daleko było mi do takiego stanu. Jak bardzo żałowałam, iż nie było tutaj profesora. Nawet jeżeli to nie przez niego rozbolało mnie serce, to widok poczucia winy w jego oczach byłby niezmiernie satysfakcjonujący. Uśmiechnęłam się pod nosem do tej wizji.
Zadrżałam. Ja miałabym iść do pielęgniarki? Prędzej śnieg spadnie w Afryce. Spojrzałam na Raphel’a, robiąc groźną minę. Sala szpitalna wraz z tą przesłodzoną landryną w pielęgniarskim wdzianku przerażała mnie bardziej, niżeli spotkanie z Voldemort’em. Trauma z dzieciństwa? Możliwe- po dzień dzisiejszy źle wspominałam wizytę u pielęgniarki. Och, to nic takiego, ze pomyliła lekarstwa, gdyż była zbyt zajęta rozmową z profesorem. Jednakże wolałam tym razem nie ryzykować, iż jakieś drzewo cytrynowe miałoby wyrosnąć na mojej głowie. Westchnęłam cicho, opierając się na chłopaku.-Moje dormitorium jest w wieżach- powiedziałam zmęczonym głosem. W całej ten beznadziejnej sytuacji był jeden plus. Nie zostałam „zaliczona” przez Raphael’a. Boże, takie to było żałosne. Nawet, gdyby profesor wtedy nie wszedł do pokoju, nie miałam najmniejszego zamiaru, jak to mówią pewne błyskotliwe panie, mu się oddawać. Że niby wcale tak nie było? Może rzeczywiście przez chwilę pożądanie górowało nade mną, ale mniejsza o to. Zostawmy już ten temat w spokoju.

_________________
avatar
Jennifer Vanora

Age : 25
Liczba postów : 28
Join date : 20/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala z kominkiem

Pisanie by Raphael Catel on Pią Cze 26, 2009 6:36 am

Och, na pewno za jakiś czas przejdzie, to pewne. Tak jak to, że woda jest mokra, a słońce jest gorące. Ot, najoczywistsza oczywistość z oczywistości, proszę państwa! Problem w tym, że Rapcio jest przezorny i woli, by dama, nawet jeśli jest nią Jennifer Vanora, poczuła się lepiej znacznie szybciej, niż to byłoby do przewidzenia. Ale skoro ona nie chce, nie będzie zmuszał i namawiał. Szkoda sobie język strzępić, ot co!
Mruknął coś pod nosem, słysząc, w którą stronę ma się udać. I poszedł. Ha! A panienka Vanora nawet nie musiała narzekać. Bo Raphael starał się, jak tylko mógł, bez żadnych złośliwości, najbezpieczniej i najspokojniej doprowadzić dziewczynę pod dormitorium. Zostawił ją pod ścianą, żeby mogła w jakże wielkiej tajemnicy dostać się do środka. Co było potem? tego chłopak nie wie. Znaczy, nie wie, co się stało z Dżeni, gdyż iż ponieważ nie miał po prostu z nią potem kontaktu, prawda? Bardzo logiczne.
Poszedł, pogwizdując pod nosem, w stronę własnego dormitorium. W końcu należy się wyspać, czyż nie?
avatar
Raphael Catel

Age : 25
Liczba postów : 27
Join date : 21/06/2009

http://mors-ianua-vitae.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Sala z kominkiem

Pisanie by Gérard Fiddler on Sob Lip 04, 2009 10:20 am

Szczerze mówiąc sala z kominkiem miała więcej sensu zimną niż latem, kiedy można było ogrzać zdrętwiałe od mrozu członki przy ciepłym blasku ognia. Latem uczniowie wybierali raczej błonia pełne drzew dających cień, fontannę rozpryskującą orzeźwiającą bryzę lub szkolne korytarze, do których nie docierało słońce. Mimo to, wbrew jakiejkolwiek logice pokój z kominkiem był okupowany przez wychowanków Beauxbatons nawet przy 30 stopniowym upale.
Gérard zaliczał się właśnie do tych 'bezsensownych' uczniów zwiniętych na wygodnych fotelach ustawionych przed pustym paleniskiem. Schronił się do sali bez konkretnego powodu. Upał go męczył, to też wolał pozostać w zamku. Żadnego uczulenia na pyłki, strachu przed osami. Doprawdy Gérard czasem potrafił być nudny. Nie zwracając specjalnie niczyjej uwagi zajął jedno z pojedynczych siedzisk w głębi komnaty. Było tam sporo cienia, ale raczej niewiele spokoju. Lata praktyki nauczyły młodego Fiddlera sypiać w najbardziej ekstremalnych warunkach, gdyż prawda była taka, że Gérard był strasznym śpiochem. Często można go było spotkać drzemiącego w najróżniejszych zakamarkach szkoły. Dziś, jakimś cudem, zachowywał przytomność od rana. Warto jednak wspomnieć, że jego dzień zaczynał się około godziny 11, kiedy młody pan Fiddler raczył otworzyć swoje zielonoszare oczęta. Oczywiście śmiesznym byłby ten, kto sądziłby, że chłopak zamiast spać, znajdzie sobie jakieś pożyteczne zajęcie. Bzdura. Gérard był marzycielem,a skoro zostawił senne fantazje, pozostawało mu tylko pogrążyć się w rozmyślaniach. Wzrok utkwił w jakimś punkcie za oknem i płynnie przeszedł w stań 'zawieszenia'. Czasem tylko mrugnął, dając jakiś znak życia. Od tych przemyśleń oczy szatyna przybierały nowego wyrazu jakiegoś nieziemskiego zamyślenia. Niekiedy spoglądały one gdzieś ponad ludzi i poza świat.
avatar
Gérard Fiddler

Age : 25
Liczba postów : 12
Join date : 23/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala z kominkiem

Pisanie by Marguerite Delgado on Sob Lip 04, 2009 11:21 am

Cóż, rok szkolny dopiero się rozpoczął toteż ‘litościwi’ profesorowie nie pastwili się nad swymi uczniami i zadawali im jako pracę poza lekcyjną przeczytanie rozdziału w podręczniku bądź też napisanie kilku zdaniowej notatki, a to naprawdę bardzo niewiele w porównaniu z ich umiejętnościami w środku roku, kiedy jest naprawdę ‘gorąco’. Mar należała do osób kolokwialnie mówiąc olewających szkolne obowiązki. Wszystko zostawiała na wieczór i zazwyczaj kończyło się to tak, że albo w ogóle nie wykonywała zadania albo przesiadywała do późnych godzin nocnych i wysilała swój zmęczony mózg by coś wytworzyć. Dziś jednak nie czeka ją kolejna nieprzespana noc. Dlaczego? Leniwa Margaritka opuściła zajęcia dzisiejszego dnia i to nawet ze słusznego powodu! Dopadła ją mugolska grypa i rano zamiast wyruszyć z torbą do Sali Eliksirów poczłapała do Skrzydła Szpitalnego. Pielęgniarka widząc jej stan z rozmachu wypisała jej zwolnienie do końca tygodnia, wmuszając w nią ohydne eliksiry i rozkazując leżeć w łóżku.
Dziewczyna jej posłuchała, oczywiście, ale ile można leżeć w jednym miejscu!? Postanowiła, że jeśli spędzi choćby pół godziny w Sali Kominkowej, to jej nie zaszkodzi. Przecież tu jest tak ciepło i miło. Może ktoś nawet pokusi się o dostarczenie jej gorącej czekolady? O nie, do kuchni wolała nie iść, bo musiałaby przechodzić obok gabinetu pielęgniarki, a to jest przecież jaskinia bazyliszka! Weszła do pomieszczenia i usiadła na jednym z niewielu wolnych fotelów. Podkurczyła nogi i oparła się wygodnie o jeden z boków fotela. Obok siebie ułożyła pudełko chusteczek higienicznych. Tęsknym wzrokiem spojrzała za dużą okiennice. Wszyscy jej znajomi korzystają z ciepłego dnia, a Ona? Została brutalnie zamknięta w zamku.
avatar
Marguerite Delgado

Age : 25
Liczba postów : 57
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala z kominkiem

Pisanie by Gérard Fiddler on Sob Lip 04, 2009 11:55 am

Ileż to razy filozofowie porzucali sławę, miłość, tytuły i majątki, aby móc spokojnie rozmyślać w jakieś pustelni lub na innym odludziu? Niestety, w XXI wieku wszystko to jakoś się zmieniło. Wystarczyło jedno skrzypnięcie drzwi, aby ściągnąć Gérarda z powrotem na ziemię. Chłopak odruchowo zerknął w kierunku nowoprzybyłej i odprowadził ją wzrokiem aż do samego fotela, gdzie po chwili zasiadła.
Marguetire Delgado, szóstoklasistka z Vanité. To wszystko dałoby się odczytać ze zwykłego dziennika, ale nawet na pierwszy rzut oka każdy mężczyzna mógł stwierdzić, iż dziewczyna była odpowiedzą na pytanie "co by było, gdyby", była spełnieniem męskich snów i marzeń. Gérard również wpadł w sidła matki natury, która stworzyła Marguerite tak niebezpiecznie piękną. Szczęście w nieszczęściu chłopak był na tyle nieśmiały, że jego miłość pozostawała jak dotąd nieodwzajemniona. Właściwie jego wybranka nie zdawała sobie sprawy z istnienia cichego wielbiciela,a romantyczna dusza młodego Fiddlera cierpiała podwójnie w imię fatalnej miłości. Rzecz jasna nie on jeden wzdychał po kątach do panienki Delgado. Ona jednak miała dar do wybierania tych niewłaściwych facetów, przynajmniej w opinii Gérarda. Przyjaciele chłopaka doradzali mu, aby wybił sobie tą femme fatale z głowy. Nie od dziś wiadomo było, że Marguerite ma charakterek. Często bywała wyniosła w stosunku do innych, czasem nawet arogancka. Poza tym łatwo dawała się ponieść emocjom lub wrodzonej złośliwości. Młody Fiddler miał swoją własną teorię. W końcu ktoś tak piękny, nie mógł być zły.
Z takim przekonaniem Gérard mógł spokojnie przyglądać się wychowance domu Vanité z kąta sali kominkowej. Korzystając z okazji odnotował, że że ma błyszczące oczy, przypominające kształtem migdały, oraz cudownie skrojone lekko wydęte usta. Aż się prosiła by chwycić za ołówek i przerysować ją na papier.
avatar
Gérard Fiddler

Age : 25
Liczba postów : 12
Join date : 23/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala z kominkiem

Pisanie by Marguerite Delgado on Sob Lip 04, 2009 12:48 pm

Marguerite starała zachowywać się jak najciszej by nie przeszkodzić nikomu w popołudniowym odpoczynku. Nie raz, nie dwa widziała tutaj zakochane pary, które uroczo przysypiały w swych objęciach na czerwonej kanapie w rogu. Był to niezwykle chwytający za serce widok. Bynajmniej pannę Delgado. Nie ma czego ukrywać – dziewczyna mimo mnóstwo przyjaciół, znajomych jest uczuciową kaleką. Czy przez ostatni rok ktoś widział ją z jakimś chłopakiem trzymających się za ręce czy przytulających pod salą lekcyjną? Nie. Być może jej charakterek wymagał wiele do poprawy, ale puszczalska wcale nie była.
Cóż, Mar doskonale zdawała sobie sprawę, jakie jest jej położenie w świecie społeczności szkolnej, zwłaszcza tej męskiej. Od uczennic często odbierała nieprzyjacielskie sygnały, często zarzucano jej, że uwodzi cudzego chłopaka. Nawet nie siliła się by to tłumaczyć, wyjaśnić. Wystarczyło jedno przepełnione ironią spojrzenie, a owa oskarżycielka wiedziała, gdzie jej miejsce – jak najdalej od Mar, ponieważ jeśli zechce wdać się z nią w dalszą dyskusję to prędzej czy później zostanie zrównana z ziemią, łagodnie mówiąc. Natomiast szkolni mężczyźni jak łatwo można się domyślać posyłali w stronę Mar znaczące spojrzenia, puszczali oczko czy po prostu na przerwach proponowali niemoralne rzeczy. Tak, tego nie lubiła najbardziej. Wtedy od razu skreślała takowego delikwenta z listy przyszłościowych znajomości.
Dar do wybierania niewłaściwych facetów? Oczywiście, że się zgodzę. Kto normalny wybiera szkolnego lowelasa, który ma na celu tylko miłość cielesną z każdą osobniczą płci żeńskiej? Oczywiście, Marguerite! Gdyby tylko wiedziała, że dosłownie pod nosem ma spokojnego, nieśmiałego, romantyka, ach…
Widząc utkwione w niej spojrzenie Gérarda uśmiechnęła się delikatnie i pomachała mu przyjacielsko dłonią. Kto wie, być może poznali się podczas jakiejś imprezy? Nie chciałaby go urazić tym, że go nie pamięta, choć tak było – nawet go nie kojarzyła. W innym przypadku spiorunowałaby go spojrzeniem, że nawet śmie się w nią wpatrywać, lecz obecny stan zdrowia Mar jej na to nie pozwalał. Cóż, wstrętne choróbko jest czasem przydatne, czyż nie? Ułożyła głowę na oparciu fotela i lekko przymknęła oczy całkiem nieświadoma niecnych zamiarów Gérard czyt. stworzenia jej portretu.
avatar
Marguerite Delgado

Age : 25
Liczba postów : 57
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala z kominkiem

Pisanie by Gérard Fiddler on Sob Lip 04, 2009 1:07 pm

To w żadnym wypadku nie był niecny zamiar, ale raczej pokorne życzenie zuchwałego artysty. Niestety piękna Marguerite nie dało się od tak odtworzyć na papierze. Panienka Delgado była niepospolitą kobietą. Wszystko w niej było oryginalne. Wzrost więcej niż średni, bardzo kształtna figura, bujne ciemne włosy z odcieniem hebanu, nosek prosty, usta trochę odchylone i perłowe zęby. Szczególne wrażenie robiły jednak oczy, niekiedy ciemne i rozmarzone, niekiedy pełne iskier wesołości, czasem zimne jak lód. Kiedy mówiła, mówiły jej usta, brwi, nozdrza, ręce, cała postawa, a nade wszystko oczy,które umiały tulić, pieścić, płakać bez łez, palić i mrozić.
Gérard poległ już po pierwszym spojrzeniu. Właściwie dla żeńskiej części ludzkości dawno został spisany na straty. Jego skryta miłostka zbytnio go zajmowała, by miał czas zauważyć inne. Sytuacja była beznadziejna, ale jak dotąd chłopak nic z tym nie zrobił. Bał się odtrącenia. W niczym nie przypominał kolesi, na których Marguerite zwracała jakąkolwiek uwagę.
Zerknęła na niego, a jej wzrok był niemal hipnotyzujący. Błyszczące oczy zdawały się wciągać umysł w niezmierzoną głębię najsłodszych obietnic. Gérard nie miał w zwyczaju się rumienić, dlatego pozbawił panienkę Delgado widoku dziewiczego rumieńca na jego policzkach. Zamiast tego, wyraźne spłoszony spuścił wzrok. Uśmiechał się przy tym, nie wierząc we własne szczęście. Dziewczyna podarowała mu jeden jedyny uśmiech, ale wcześniej nawet o tyle nie śmiał prosić. Gdyby Gérard umarł w tej właśnie chwili, to umarłby szczęśliwy.
avatar
Gérard Fiddler

Age : 25
Liczba postów : 12
Join date : 23/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala z kominkiem

Pisanie by Marguerite Delgado on Sob Lip 04, 2009 1:37 pm

Hmm… Swoją drogą ciekawe jakby zareagowała Marguerite, gdyby dowiedziała się, że w tym właśnie momencie ma zostać przerysowana na papier? Na pewno nie zapieczętowałaby tego zbyt wielkim entuzjazmem. Zaczęłaby panikować, że w takim stanie nie ma mowy, że ewentualnie musiałaby pobiec do łazienki i zaklinować się tam na godzinę by odpowiednio się przygotować, ale w końcu i tak skończyłoby się na marudzeniu i przełożeniu całej akcji na dzień następny.
Mar całkowicie przyzwyczaiła się do swej można by rzec, odmienności. Była jedyną hiszpańską czarownicą w tejże szkole, co powodowało, że niemal każdy ją znał, kojarzył. Początkowo bardzo jej się to podobało, gdyż świeciła opalenizną o każdej porze roku, nie musiała męczyć się co ranek by jej włosy się podkręcały, bo po prostu takie były, ale z czasem ta sława stała się męcząca i momentami chętnie by to rzuciła.
Z tego wszystkiego wynika, że Gérard musiał nie raz obserwować Marguerite. Widać, że znał każdy skrawek jej ciała doskonale, umiał odczytać każdą emocje choćby z oczu. Odczytywanie emocji to bardzo trudne zadanie, zwłaszcza z Marguerite, która jest tajemniczą osóbką i pod zwyczajnym uśmiechem potrafi ukryć dosłownie wszystko, począwszy od żalu, a kończąc na zawstydzeniu.
Co by było gdyby chłopak postanowił zdradzić Mar ukrywane od… (?) uczucie? Odtrąciłaby go? Czy też spokojnie próbowałaby wytłumaczyć, że to nie jest to, czego szuka w życiu? Istnieje jeszcze jedna opcja. Odpowiedziałaby na to wyznanie również językiem miłości. Szkoda by było, żeby chłopak całe życie wzdychał do jednej jedynej kobiety. Jest młody, powinien korzystać z życia, a nie rozmyślać jakby to wszystko zmienić, jak zdobyć zimne serce Mar.
Widząc reakcje chłopaka została całkowicie zbita z pantałyku. Najpierw patrzy się na nią jak gdyby byli starymi znajomymi, a potem… Nic! No właśnie. Spuszcza wzrok i nie odpowiada na jej dialog, który rozpoczęła. Zaintrygował ją. Jego nieśmiałość… Nie, na pewno się nie znali. Jej znajomi, to ludzie otwarci. Gdyby do nich należał na pewno już od dawna rozmawiałby z nią, śmiał się, lecz Gérard tego nie zrobił. Wstała z fotela i powoli, szurając puchatymi kapciami o podłogę, podeszła do niego. Gdy znalazła się już w odpowiedniej odległości, przystanęła z rękoma założonymi na piersi:
– Dlaczego tak mi się przyglądasz? Czyżbym coś przeoczyła? – zapytała, mierząc całą posturę chłopaka przenikliwym wzrokiem. Może była brudna, albo się rozmazała?
avatar
Marguerite Delgado

Age : 25
Liczba postów : 57
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala z kominkiem

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach