Sala z kominkiem

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Go down

Re: Sala z kominkiem

Pisanie by Gérard Fiddler on Sob Lip 04, 2009 2:45 pm

Zapewne przywykła też do tych natarczywych męskich spojrzeń. Być może nawet sprawiały jej one jakąś przyjemność. Szczęście w nieszczęściu (Gérard nie był pewien, jaka powinna być kolejność) uwagę Marguerite zwrócił jeden niewinny, ukradkowy i pełen uwielbienia wzrok. Los lubił płatać takie figle. Chwila uwagi, spojrzenie, uśmiech, to w zupełności wystarczyło młodemu Fiddlerowi. Wydarzenia dnia dzisiejszego miały jednak przejść jego najśmielsze oczekiwania. Widocznie Fortuna postanowiła ulitować się nad nieszczęśliwym kochankiem. Szkoda tylko, że on nie był gotów przyjąć jej hojnych darów.
Widząc podnosząca się z fotela dziewczynę ,Gérard z początku nieco się zasmucił. Już samo przebywanie z nią w jednym pomieszczeniu było czymś niezwykłym. Tymczasem sądził, że Marguerite postanowiła wrócić do Dormitorium. Nic dziwnego, że zdziwił się, gdy dziewczyna minęła czerwoną kanapę i dalej zmierzała w jego kierunku. Gérard gotów był spanikować. Oczywiście, wiele razy wyobrażał sobie rozmowę z dziewczyną, ale w rzeczywistości rzecz nie była taka prosta. Mimo to podświadomie cieszył się widząc, że jego obiekt westchnień, bo to określenie pasowało idealnie, jest coraz bliżej. Tylko raz miał okazję jej dotknąć, kiedy uczniowie stłoczyli się na korytarzu, hamując przejście. Stał wtedy napięty jak struna, ale inni napierali z tyłu. Serce, podobnie jak w tamtej sytuacji, waliło mu jak młotem. Dla odmiany jednak młody Fiddler, zamiast nabrać kolorów, pobladł nieco wbijając cielęcy wzrok w Marguerite, która zatrzymała się przed jego fotelem.
- Ja..-zaczął, ale głos załamał mu się ze zdenerwowania. Ukrył to pod chrząknięciem - Ja przepraszam..-wydusił w końcu. Piękna, wysmukła, otulona płaszczem gęstych ciemnych włosów. Widział teraz tylko jej niezwykłe błyszczące oczy, które wciągały niczym otchłań i tak jak w otchłani, nie mógł w nich dostrzec własnego odbicia.
avatar
Gérard Fiddler

Age : 25
Liczba postów : 12
Join date : 23/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala z kominkiem

Pisanie by Marguerite Delgado on Nie Lip 05, 2009 2:24 am

Ależ nie. Marguerite nie tolerowała zwłaszcza tych natarczywych spojrzeń, bo czego może oczekiwać od niej właściciel owego wzroku? Ba, oczywiście, że wspólnie spędzonej, upojnej nocy. Reszta tłumaczeń jest zbędna, prawda? Wspomnę jednak tylko, że w tym przypadku charakterek Mar sprawdzał się niemal idealnie. Arogancja i cynizm potrafiły idealnie spławić niechcianego adoratora, tak, że dawał jej spokój po wieczne czasy.
Taki Gérard był całkiem, a nawet bardzo w porządku. Nie nalegał na spotkanie, nie chodził za Mar krok w krok, nie rzucał w jej kierunku wyzywających propozycji i to właśnie jest wspaniałe. Potrafi delektować się swym uczuciem w samotności i nie wyjawiać go na światło dzienne przez długi okres czasu, a jednak wciąż czuje to samo, wcale nie słabiej, a śmiem przypuszczać, że o wiele mocniej.
Cóż, po dzisiejszym dniu śmiało będzie mógł ‘pochwalić się’ swoim przyjaciołom, którzy twierdzą, że Mar jest złem i nie warto zawracać sobie nią głowę, że nie tyle, co się do niego uśmiechnęła, ale nawet odbyła się krótka wymiana zdań. Co najlepsze, była dla niego po prostu miła, a w jej tonie głosu nie dało się wyczuć żadnej ironii.
Kiedyś musiała nadejść pora, gdy zostaną zmuszeni by ze sobą porozmawiać i takowa nadeszła właśnie teraz. Wszystko zależy teraz od Gérarda, lecz należy zadać jedno podstawowe pytanie: ośmieli się czy też nie?
Gdyby uciekł chyba nie zdziwiłby się, że Mar by go wyśmiała? Każda dziewczyna postąpiłaby podobnie widząc faceta uciekającego z przerażeniem w oczach na swój widok. Tak, oczywiście należy wziąć pod uwagę, że mógłby uciec, bo owa przedstawicielka płci żeńskiej była tak brzydka, że nie mógł znieść jej widoku. Zdarza się, lecz widząc pełne uwielbienia spojrzenie Gérarda to chyba nie dotyczy Mar, prawda? Tutaj ucieczka byłaby związana z czymś zupełnie innym. Z czym? Mogłaby zapytać Mar. Gérard wie, lecz Ona nie.
Miał okazje jej dotknąć? To tak niewiele. Zwykłe przepychanie na korytarzu, każdy uczeń ociera się o każdego i żaden z nich nie zwraca zbyt wielkiej wagi na to, że akurat ktoś dotknął jego plecy. Choć jeśli dla Gerarda było to tak wiele… W każdym razie Mar to nie przeszkadzało, więc mógł w ten sposób dotykać ją do woli.
– Ależ nie masz za co mnie przepraszać. – uniosła jeden kącik ust, a jedna brew automatycznie powędrowała ku górze choć wyraz jej twarzy był zanadto zszokowany i zagubiony. Przecież Ona wcale nie przyszłą tutaj by na niego nakrzyczeć, że śmie na nią patrzeć! Przyszła, by wyjaśnić, na jakim szczeblu stoi ich znajomość. Cóż, jak wszyscy wiedzą, Mar nie jest abstynentką i jakieś tam luki w pamięci ma. Kto wie czy czasem mu czegoś nie obiecała pewnego razu, a chłopak się tego domaga?
– Można? – wskazała podbródkiem na miejsce obok chłopaka. Może w ten sposób uda jej się coś wybadać?
avatar
Marguerite Delgado

Age : 25
Liczba postów : 57
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala z kominkiem

Pisanie by Gérard Fiddler on Nie Lip 05, 2009 4:01 am

Faktycznie. Ona nie miała zamiaru na niego krzyczeć,a on pozoronie nie miał za co jej przepraszać. Słowa chłopaka posiadały jednak drugie dno. Gérard owszem, przepraszał ją za swoje nieco natarczywe spojrzenie, ale jednocześnie czuł się winny z innego powodu. choć nie nagabywał nigdy Margeurite,a nawet nie zamienił z nią w życiu słowa, to jednak i tak czuł się jak jakiś podglądacz naruszający jej prywatność. Para szarozielonych oczu śledziła dziewczynę, kiedy tylko pojawiała się w zasięgu wzroku. Myśli Gérarda również niejednokrotnie krążyły wokół osoby panienki Delgado. To właśnie za to ją przepraszał.
Ośmieli się, czy się nie ośmieli? Sądzę, że znajdzie w sobie dość odwagi, aby jakoś przebrnąć przez wrażenie, jakie czyniła na nim bliskość Marguerite. Bywał nieśmiały, ale w granicach normy. Pokłady testosteronu powinny z czasem przywrócić mu, choć częściowo, pewność z siebie. "Ogarnij się Gérard, taka szansa nie trafia się często. Zrób na niej dobre wrażenie" skarcił się w myślach młody Fiddler. Nie miał jednak wiele czasu na rozmyślania, gdyż dziewczyna postanowiła wdać się z nim w pogawędkę. I znów pojawiła się ochota ucieczki, lecz jednocześnie Gérard nie mógł się ruszyć z miejsca, kiedy pomyślał, że dane mu będzie spędzić kilka minut na rozmowie z ukochaną. Ciągnęło go do niej jak ćmę do światła, jednak musiał nad sobą panować.
- Jasne, usiądź..-powiedział. Zabrzmiało już nieco bardziej naturalnie, chociaż nadal chaotycznie. Nim dziewczyna zdołała wsunąć się na miejsce obok, Gérard ułożył tam kilka poduszek dla jej wygody. Kiedy usiadła, młody Fiddler cofnął się nieco, zachowując rozsądną odległość. Korzystając z chwili nieuwagi, chłopak omiótł krótkim spojrzeniem całą postać Marguerite. Zarumienione policzki oraz błyszczące oczy jednoznacznie przesądzały o tym, że panienka Delgado ma lekką gorączkę. Gérard rozejrzał się po sali, wyciągając z kieszeni różdżkę.
-Accio koc-mruknął,a puchate okrycie wpadło mu w ręce. Zaraz też podał je dziewczynie.
- Chyba nie czujesz się najlepiej..-zdołał dodać.
avatar
Gérard Fiddler

Age : 25
Liczba postów : 12
Join date : 23/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala z kominkiem

Pisanie by Marguerite Delgado on Nie Lip 05, 2009 5:36 am

Nadal jestem zdania, że Gérard nie zasłużył na jakąkolwiek naganę ze strony Mar. Wszystkie zabiegi miłosne przeprowadzał w nad wyraz kulturalny sposób, więc nawet nie ma się do czego przyczepić. Czy to nie o tym marzy każda kobieta? By poczuć się niczym księżniczka, która ma swego adoratora? Biorąc pod uwagę fakt, że adorator się nie ujawnia tylko ukradkiem wzdycha do swej białogłowej powoduje, że wszystko jest jeszcze bardziej bajkowe.
Cóż, pierwsze wrażenie, zwłaszcza to dobre miał już za sobą. Jeśli ktoś aż do tego stopnia zaintrygował Marguerite, że sama decyduje się podejść i rozpocząć dialog, to owy ktoś jest już jak najbardziej na dobrej drodze. Dodatkowo incydent z opiekuńczością, zapewnieniem jak najlepszej wygody Mar powoduje, że chłopak nie powinien się zamartwiać tylko pójść całkowicie na żywioł, rozmawiać z nią spontanicznie, pokazać swą prawdziwą osobowość.
I tak, zdecydowanie powinien nad sobą panować. Gdyby nagle zaczął się do niej przystawiać czy Bóg wie, co robić dobre wrażenia prysłoby jak bańka mydlana, a cała miła pogawędką skończyłaby się awanturą bądź też znanym uderzeniem w twarz. Mar zniknęłaby stąd tak szybko jak się pojawiła, a z uczucia panicza Fiddlera nici.
Słysząc przyzwolenie chłopaka usiadła tuż obok niego opierając się o przygotowane przez Fiddlera poduszki.
– Widzę, że można tutaj liczyć na fachową opiekę i wszelakie wygody? – wyciągła nogi na kanapę i podkurczyła je tak by chłopak miał miejsce by też wygodnie usiąść, a nie gnieść się gdzieś na brzegu, zwłaszcza, że usilnie chciał zachować bezpieczną odległość.
Po raz kolejny dzisiejszego dnia zaintrygowało ją zachowanie Gérarda. Niby w ogóle się nie znają, niby nigdy ze sobą nie rozmawiali, a On obdarowywuje ją taką solidną dawką opiekuńczości? Oczywiście nie mamy nic a nic przeciwko, to bardzo miłe z jego strony. Tylko Mar jest tym zaskoczona, gdyż bardzo rzadko ktoś tak zachowuje się wobec niej. Ze strony męskiej części swych przyjaciół nawet nie może śnic o takowym geście. Oni zapewne oblaliby ją kubłem zimnej wody argumentując to tym, że chcieli ugasić gorączkę i zmniejszyć temperaturę.
– Dziękuje. - przejęła koc od Gérarda i okryła się nim począwszy od stóp a kończąc na szyi, tak, że spod grubego materiału wystawała tylko głowa dziewczyny spowita burzą ciemnych włosów. Jedną dłonią przerzuciła je na lewe ramię.
– Tak jest, Panie doktorze. – zaśmiała się jak to Marguerite – czuła się luźno i swobodnie w niemal każdym towarzystwie. Nie miewała problemów z zdobywaniem przyjaciół ani z zaaklimatyzowaniem się wśród ludzi. – Wyglądam aż tak tragicznie? – wyjęła dłoń spod ciepłego koca i dotknęła nią czoła, a po upływie dwóch sekund jęknęła zawiedziona. – Znowu! – oczywiście miała na myśli, że znów pojawiła się temperatura i znów będzie musiała pić ohydne, zielone eliksiry. Fuj!
avatar
Marguerite Delgado

Age : 25
Liczba postów : 57
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala z kominkiem

Pisanie by Gérard Fiddler on Nie Lip 05, 2009 7:51 am

Nawet jeśli ona była skłonna mu wybaczyć, to Gérard nadal czuł, że robi coś nieodpowiedniego. Oczywiście nie powstrzymywało go to przed kontynuowaniem swoich praktyk. Mimo wszystko cierpienie z powodu miłości było najlepszym rodzajem bólu, jakiego miał kiedykolwiek okazję doświadczyć. Romantycy jak widać nie umarli w latach czterdziestych XIX wieku,a przynajmniej nie wszyscy.
- Mężczyzna zawsze staje przed wyborem: stać się tyranem czy niewolnikiem kobiety...Mi widocznie pasuje bardziej druga opcja..-powiedział na swoje usprawiedliwienie, uśmiechając się ostrożnie. Wcale nie zrobił wiele,a dla Marguerite gotów był zrobić dużo więcej. Ułożenie poduszek oraz koc to był dopiero wierzchołek góry lodowej i opieki, jaką Gérard mógłby otoczyć dziewczynę. Niestety, w życiu, jak w scenariuszu mugolskiego filmu, to Ci źli chłopcy zawsze byli górą. Dobrze wychowany oraz miły z natury Fiddler od początku był na straconej pozycji. Latynoska bynajmniej nie dawała mu zbytnich nadziei, gdyż sama wybierała raczej łobuzów lub drani. Gérard pocieszał się jedynie tym, że w ostatecznym rozrachunku kobiety wolały związać się z chłopakami takimi, jak on. Z kimś, kto mógłby być ojcem ich dzieci oraz ulubieńcem teściów.
- Wyglądasz pięknie..- w głosie było tyle przekonania, że nie sposób było mu nie uwierzyć. Nawet gorączka nie była w stanie zakłócić harmonijnych rysów oraz kształtów dziewczyny, które ukryła pod puchatym kocem. Gérard szybko uświadomił sobie, że nieco dał się ponieść. Szybka zmiana tematu mogła uratować sytuację.
- Coś się stało? Chcesz pójść do gabinetu medycznego? Może Pan Corentin powinien Cię obejrzeć?
avatar
Gérard Fiddler

Age : 25
Liczba postów : 12
Join date : 23/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala z kominkiem

Pisanie by Marguerite Delgado on Nie Lip 05, 2009 12:59 pm

Najbardziej nieodpowiednią rzeczą w zachowaniu panicza Fiddlera była to, że wciąż ukrywa się ze swoim uczuciem zamiast wykrzyczeć to i owo prosto w twarz Mar. Chociaż nie, może w obecnym położeniu dziewczyny to nie jest zbyt genialny pomysł. Właśnie oczekiwała na odpowiedź od swojego prawdopodobnie przyszłego chłopaka. Ja już wiem, że On nim nie będzie, lecz Mar jeszcze tego nie wie, więc mogłaby bez żadnych ogródek powiedzieć mu po prostu ‘nie’, co równałoby się z tym, że nie odwzajemni jego uczuć i nigdy nie będą razem. Szkoda by było tak odrzucić chłopaka bez żadnych przemyśleć, dłuższego zastanowienia i wypisania na kartce pergaminu plusów i minusów bycia parą.
– Och, myślałam, że poduszki i koc był całkiem niezobowiązujące, a Ty już nazywasz siebie moim niewolnikiem? – Mar była jaka była. Traktowała słabszych, gorszych od siebie z wyższością, z pogardą, lecz nikogo nie śmiałaby nazwać swym niewolnikiem. Chyba, że niewolnikiem serca – tak, Gerard jest wtedy idealnym kandydatem.
W jego mniemaniu nie zrobił wiele, lecz jeśli, na co dzień przebywa się z wybrankami tej pierwszej opcji, czyli tyranami, to to naprawdę dużo, za co była mu wdzięczna. Jeśli Gerard twierdzi, że to dopiero początek całkiem skutecznie może ją zauroczyć swa osobowością.
Co do ostatecznego rozrachunku oczywiście w pełni się zgadzam. Co takiej Mar po mężu, który gdzie popadnie zdradza ją z jej przyjaciółkami i płaci ogromne alimenty byleby pozbyć się ich dzieci? Zdecydowanie lepiej mieć męża, który codziennie rano będzie budził ją z pachnącą kawą w ręku, po pracy witał z czerwoną różą,, a i znajdzie czas by w weekend zabrać dzieci do parku rozrywki.
– To bardzo miłe, że tak mówisz. Naprawdę. Dziękuje. – poklepała czarnowłosego po ramieniu i posłała mu serdeczny uśmiech. Gdyby tylko wiedziała jak reaguje na takie drobne, bynajmniej dla niej, nic nieznaczące gesty, na pewno by tego nie zrobiła. W końcu nie chcemy przyprawić chłopaka o zawał, a w ostateczności śmierć, prawda? Choć, gdyby miała być Ona ze szczęścia? To chyba najpiękniejszy koniec, jaki może spotkać człowieka. Niektórzy umierają w bólu, cierpieniu, a On zakończyłby swą krótką egzystencję z błogim uśmiechem i łomoczącym sercem. Tak, to zdecydowanie wymarzona śmierć. O ile śmierć jest przez kogoś pożądana.
– Nic strasznego. Po prostu znów mam temperaturę. – machnęła na to ręka. Wciąż uśmiechnięta i ożywiona mimo choróbska, usiadła w siadzie tureckim pozbawiając się kocyka. – Pan Corentin już mnie obejrzał. Odwiedziłam go w nocy. – cóż, odpowiedz bynajmniej dwuznaczna, lecz Gerard nie wyglądał na chłopaka, który myśli-tylko-o-jednym toteż nie powinien sobie pomyśleć Bóg wie czego. Mar oczywiście miała na myśli to, że w nocy źle się poczuła i poczłapała do gabinetu pana Corentina by skontrolować z nim swój stan zdrowia, nic poza tym.
avatar
Marguerite Delgado

Age : 25
Liczba postów : 57
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala z kominkiem

Pisanie by Gérard Fiddler on Nie Lip 05, 2009 1:21 pm

Mam taką nadzieję, bo biednemu Gérardowi pękłoby serduszko. Mógł zrozumieć, dlaczego Marguerite zadaje się z kimś takim, jak Gaspard, jednak podstarzały pan Corentin przechodził jego pojęcie.
Młody Williams nie był jedynym powodem, dla którego szatyn ukrywał swoje uczucia. Nie wierzył w happy endy. Gdyby wyznał Marguerite swoją miłość, to czy zmieniłoby to cokolwiek? Wątpił, aby dziewczyna z miejsca padła mu w ramiona. Taka deklaracja uczuć mogłaby jedynie całą sprawę pogorszyć. Wychowanka domu Vanité zapewne czuła by wyrzuty sumienia, iż nie jest w stanie odwzajemnić uczuć młodego Fiddlera. Gérard mógłby nie znieść słów:"Niestety nic z tego nie będzie, ale zostańmy przyjaciółmi". Siedząc cicho, miał chociaż nadzieję oraz swoje marzenia.
- Czasem gadam głupoty, nie zwracaj uwagi..- spuścił na moment oczy, a potem rzucił jej niby błagalne spojrzenie zza wachlarza czarnych rzęs. Potrafił być czarujący. Miał jasną karnację albinosa, długie rzęsy, dołek w policzku, wyglądał jak ucieleśnienie niewinności. Jednocześnie w jego oczach kryło się tyle niewypowiedzianych emocji, że trudno było je wszystkie ogarnąć. Na krótką chwilę zerknął w bok,a Marguerite wykorzystała jego nieuwagę i dotknęła jego ramienia. Gérard mimowolnie wstrzymał oddech. Sam był dosyć otwarty, nie bał się fizycznego kontaktu, wszystko jednak zmieniało się, gdy w grę wchodziła panienka Delgado. Nie powinna tego robić. Ktoś bujający w obłokach tak, jak chłopak mógł źle odczytać ten gest. Zrobić sobie wielkie nadzieje, a potem przeżyć spory zawód. Gérard zachował spokój, ale w jego głowie rozpętał się chaos. Czy Marguerite z nim flirtowała? Czy ten dotyk mógł oznaczać, iż szatyn nie jest jej do końca obojętny? No bo w końcu wiele razy widział rozmawiające ze sobą pary. Patrzyły sobie głęboko w oczy, uśmiechając się i muskając swoje dłonie. Świat stanął na głowie.
- Powinnaś się wygrzać, skoro jesteś chora..-najprościej było się czymś zająć. Gérard ryzykował, ale nie myśląc wiele chwycił koc i okrył nim dziewczynę. Nie miał odwagi zerknąć jej w oczy.
avatar
Gérard Fiddler

Age : 25
Liczba postów : 12
Join date : 23/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala z kominkiem

Pisanie by Marguerite Delgado on Nie Lip 05, 2009 3:11 pm

Jeśli nawet Gerard zdołał sobie pomyśleć, że Mar mogłaby Bóg wie, co z panem Corentinem to niech jak najszybciej pozbędzie się tej bzdurnej myśli z szufladki w swej pamięci, bo jeszcze okaże się, że Mar potrafi… czytać w myślach? Gdyby przypadkiem ujrzała taką tezę w głowie chłopaka byłaby wściekła, z zarazem bardzo smutna, że wziął ją za puszczalską panienkę, która byłaby zdolna do uprawiania miłości nawet z pięćdziesięciolatkiem. Otóż nie, szanowała siebie, szanowała swoje ciało i jak wszyscy doskonale wiedzą wcale nie jest ‘łatwa’.
Cóż, jeśli Gerard rozumiał, dlaczego Mar przyjaźni się z Gaspardem śmiało można ochrzcić go mianem człowieka genialnego, gdyż Ona wcale nie miała pojęcia, dlaczego tak jest. Na zdrowy rozum, co ten chłopak miał takiego w sobie prócz idealnego wyglądu? Nic. Jego charakter, osobowość, była równie podła, co Marguerite. Choć tak, Gerard może to rozumieć, ponieważ sam pokochał dziewczynę, która anielica nie jest, a wręcz przeciwnie – istną diablicą.
Lecz Gaspard był jednym z powodów, dla których Gerard postanowił nie wychodzić z cienia, tak? Niby dlaczego? Mar była tylko i wyłącznie jego przyjaciółką i też jego własnością nie była, więc spokojnie, Gasparda nie należy się obawiać. Williams doskonale zdawał sobie sprawę, że nie warto wtrącać się w życie czarnowłosej, bo to zazwyczaj kończy się rozbitymi przedmiotami, trzaskaniem drzwi i spontanicznym „Wal się od mojego życia!”, łagodnie mówiąc.
Zapewne w chwili obecnej dokładnie tak brzmiałaby odpowiedź na wyznanie Gerarda, ale może to nawet i dobrze? Może oduczyłby się tej miłości póki jest jeszcze na to czas? W końcu kochać kogoś takiego jak Mar, to w większym stopniu kara niż nagroda. Gerard mógłby na nowo ułożyć swe życie towarzyskie, które zmarnował na godziny wlepiania swych oczu w postać Marguerite i wzdychania do niej ukradkiem.
– O nie, słodkie oczka i trzepotanie rzęsami wcale na mnie nie działa! – z jej gardła wydobył się dźwięczny, radosny śmiech, po czym pochwyciła za poduszkę i nie zbyt mocno uderzyła go w czarną czuprynę. – A masz, wstrętny złoczyńco! – by nie stwierdził, że Mar tak łatwo ustępuje i się poddaje oddała jeszcze jeden strzał, prosto w klatkę piersiową chłopaka.
Cóż, gest Marguerite na pewno nie powinien zostać odebrany jako próba flirtu. Po prostu bardzo dobrze czuła się w towarzystwie nowo poznanego chłopaka toteż pozwoliła sobie na przyjacielskie poklepanie po ramieniu, nic poza tym. Dla Hiszpanki flirtem było coś o wiele bardziej odważnego, choćby czułe dotknięcia dłoni. Czy był jej obojętny? Bardzo trudne pytanie. Może gdyby nagle stracił przytomność, to szarpnęłaby się i odwiedziła go w szkolnymi Skrzydle Szpitalnym. O innych znaczeniach tego słowa nie wspominam, bo przecież zna go tak krótko.
– Nie chce się wygrzewać! – obrzuciła go spojrzeniem rozkapryszonej pięciolatki i zwinnym ruchem ponownie zdarła z siebie cały koc. Uniosła jedną brew z zadziornym uśmieszkiem czekając na dalsze posunięcie panicza Fiddlera. Oho, wystawiamy jego opiekuńczość na próbę? Nie, to po prostu okazja by wreszcie przekonał się, że Mar nie gryzie i nie ma wzroku Bazyliszka.
avatar
Marguerite Delgado

Age : 25
Liczba postów : 57
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala z kominkiem

Pisanie by Gérard Fiddler on Pon Lip 06, 2009 11:15 am

Powodów mogło być wiele. Gaspard był marzeniem wielu uczennic szkoły Beauxbatons, widocznie Marguerite należała do tego grona. To wiele razy dręczyło Gerarda. Oczywiście w żadnym wypadku nie czuł się od Williamsa gorszy, pod żadnym względem. Nie mógł jednak zaprzeczyć, że obydwoje bardzo się między sobą różnią i nie chodziło tylko o kolor włosów. W tym wypadku czy mógł liczyć na zainteresowanie ze strony dziewczyny? Czy mogłaby się zakochać w kimś takim, jak on? Cóż, Gerard raz na jakiś czas dopuszczał do siebie piękną myśl, iż mogliby kiedyś z Marguerite stanowić parę. Naiwne, ale za nadzieję się nie płaci, więc mógł bujać w obłokach do woli.
Czy naprawdę sądzisz, że taka odpowiedź byłaby w stanie unicestwić uczucia Gerarda? Swoją miłość zawsze traktował jako nieodwzajemnioną i raczej nieszczęśliwą. Propozycja zostania przyjaciółmi z pewnością zraniłaby go głęboko, jednak pomimo całej swojej niepozorności, młodego Fiddlera porażki niezwykle motywowały. Raczej nie zapomniałby o Marguerite,a jedynie poczuł bojowego ducha.
Słodkie oczka? Wypraszam sobie. To dziewczyny zwykły wykorzystywać zalotne spojrzenia, półuśmiechy i trzepotanie rzęsami do zwrócenia uwagi płci przeciwnej. Jeśli zdarzyło się to Gerardowi, to nieświadomie. Pewnie, chciał ją oczarować, ale udawanie kogoś, kim nie był, nie wchodziło w grę.
- Symulantka!-zarzucił jej rozbawiony, osłaniając się łokciami przed poduszką. Zadziwiające, skąd ktoś z gorączką znalazł siły na podobne zabawy. Widocznie dziewczyna nie była aż tak chora, na jaką wyglądała.
- Geruś, zostaw tą biedną niewiastę!-rzucił ktoś z drugiego końca pokoju. Do sali z kominkiem właśnie weszli znajomi chłopaka. Nie mieli jednak zamiaru przeszkadzać,a tylko się przywitać. Zajęli jakąś kanapę. Gerard zerknął w ich kierunku, ale zaraz wrócił do bardziej interesującej panienki Delgado
- W takim razie znam kilka zaklęć, które przygwożdżą Cię do łóżka, jako alternatywa oczywiście-zaproponował, odpowiadając równie zuchwałym spojrzeniem. Faktycznie, Mar nie gryzła. Na moment był nawet w stanie zapomnieć, że dla niego jest tylko niedostępną fantazję. Od razu poczuł się lżej, jednak nie trwało to długo.
avatar
Gérard Fiddler

Age : 25
Liczba postów : 12
Join date : 23/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala z kominkiem

Pisanie by Marguerite Delgado on Pon Lip 06, 2009 1:59 pm

Warto się jednak zastanowić, dlaczego Gass był marzeniem wielu uczennic. Każdej potencjalnej kochance na wstępie uświadamiał, że to jest tylko i wyłącznie jeden raz, gdy są ‘razem’ i żadnego kolejnego nie będzie. Cóż, rzecz naturalnie powodujące niechęć, odtrącenie, ale nie, w przypadku tych ślepych, nieszczęśliwych dziewczyn, nie. One oczywiście chciały brnąć w to dalej. W takim razie, co je tak przyciągało, co powodowało, że myśl, że nazajutrz będą płakać w poduszkę nie spowodowała zaprzestania realizacji czynów? Odpowiedz jest prosta, wręcz banalna. Gaspard był genialnym kochankiem, ściślej mówiąc był po prostu bardzo dobry w sprawach łóżkowych. Cała mieszanka urody chłopaka z owymi umiejętnościami tworzyła silny magnes i niepohamowaną chęć zdobycia go. To właśnie jest cała prawda o Gaspardzie Williamsie. Nie warto sobie mylić oczu, że w chłopaku znajduje się, choć krzta romantyzmu i uczucia.
Bardzo dobry wybór. Gerard nie powinien nabawiać się żadnych kompleksów pod wpływem postaci panicza Williamsa. Dlaczego? Ponieważ miał do zaoferowania o wiele więcej niż silne doznania. On potrafił dać drugiej osobie swe serce, a to naprawdę bardzo, bardzo wiele. To, w jaki sposób patrzył na Mar, jak się do niej zwracał, jak ją traktował było czymś niezwykłym. Czymś, czego nigdy nawet nie oczekiwała od swojego przyjaciela z domu Morgue.
Jeśli Gerard myśli, że Marguerite mimo swej arogancji i wrednością nie marzy o prawdziwej, przede wszystkim odwzajemnionej miłości, to jest w błędzie. Gdzieś, w głębi jej zlodowaciałego serca kryje się potrzeba kochania i bycia kochanym, a przede wszystkim spokojnego życia u boku tego jedynego mężczyzny.
Cóż, unicestwienie jego uczuć byłoby marzeniem Mar. Nie łatwo jest żyć ze świadomością, że ktoś przez Ciebie dotkliwie cierpi, dlatego jak najbardziej, z całych sił chciałaby tym cierpieniom załagodzić. Jeśli nie mogłaby zaoferować mu wspólnego życia, to cóż innego miałaby w zanadrzu jak nie przyjaźń? Gdyby dostał przysłowiowego kosza, a Mar ułożyłaby sobie życie, to cóż mógłby zrobić? Sytuacja przedstawia się nieco dramatycznie, ale raczej nic.
– Wiesz, że ja też tak potrafię? – chwilowo opanowywując falę śmiechu spowodowała, że mimika jej twarzy zmieniła się diametralnie. Na dotychczas roześmianej twarzy pojawiła się niepozorna, emanująca niewinnością mina. Usta nieznacznie się wydęły, a Hiszpanka dla dopełnienia całokształtu zamrugała kilkakrotnie oczami, zalotnie trzepocząc rzęsami.
– Wcale nie udaję! – rzekła obrażona, wojowniczo zakładając ręce na piersi i obrzucając panicza Gerarda spojrzeniem rasowego mordercy. – Widzisz, nawet mam gorączkę. – delikatnie pochwyciła jego dłoń i przyłożyła ją do swojego czoła, a następnie do malinowych policzków by udowodnić mu, że wcale nie próbuje wymigać się od zajęć szkolnych.
– Twoi przyjaciele, tak? – wychyliła się z nad oparcia wąskiej kanapy by przyjrzeć się przybywającym. Ach, gdzie Oni wszyscy ukrywali się przez te wszystkie lata, że w ogóle ich nie poznała?!
– Pójdziesz ze mną na gorącą czekoladę do kuchni? – uśmiechnęła się błagalnie by zapomniał o swych okrutnych planach przygwożdżenia jej do łóżka, a zgodził się jej potowarzyszyć w popołudniowej uczcie.
avatar
Marguerite Delgado

Age : 25
Liczba postów : 57
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala z kominkiem

Pisanie by Felix Veil on Sob Sie 01, 2009 7:43 am

Sala z kominkiem była miejscem idealnym na dzisiejszą zabawę, jaką szykowała niekoniecznie-w-kompletnym-komplecie paczka Felixa, a zarazem jednym z ulubionych przez uczniów pomieszczeniem. Jego również. Nic więc dziwnego, że zaraz po przebudzeniu, krótkiej kłótni z chłopakami z dormitorium i zwędzeniu z Pokoju Wspólnego butelki oranżady, chłopak udał się właśnie tutaj.
Ciężkie dębowe drzwi skrzypnęły, kiedy wchodził do środka. Nic dziwnego, otwierano je setki razy w ciągu dnia, pomieszczenie zawsze było pełne ludzi - zwłaszcza zimą, kiedy każdy, kto tylko miał dość Pokoju Wspólnego i chęci na spotkanie przyjaciół z innych domów, chciał ogrzać się przy blasku kominka. Dziś co prawda pokój nie zdumiewał tłokiem, jedynie cztery pierwszoklasistki odrabiały zadania domowe przy stoliku pod oknem (pod zaciekawionym spojrzeniem Felixa zarumieniły się i spuściły wzrok, chichocząc) oraz kilku trzecioklasistów rozmawiało przy kominku. Rozpoznał ich od razu, należeli do domu Morgue, a jeden chyba nawet dzielił dormitorium z Gaspardem. Drugi natomiast był kompletnym bubkiem, z którym w tamtym roku się pojedynkowali po ostatnim meczu rozgrywek Quidditcha, jakie dom Felixa przegrał. Veil skinął im głową z uśmiechem i zajął miejsce obok. Przez chwilę sączył leniwie oranżadę, przysłuchując się ich rozmowie.
- Nie wiem, Max, ale chyba pojechali na ten weekend na jakiś kongres czarodziejów - odparł nagle Ernie, najwyższy z nich, czarnoskóry Francuz o miękkim akcencie i talencie do zielarstwa, dzięki czemu lubili go wszyscy z Beauxbatons - zarówno łase na maseczki dziewczęta, jak i lubiący od czasu do czasu popalić chłopcy. Także Huncwoci korzystali niekiedy z jego usług, kiedy akurat szykowali jakąś większą akcję.
- Mówisz o nauczycielach? - ożywił się nagle Felix, rzucając mu zaskoczone spojrzenie.
- No - odparł Max, jasny blondyn o flegmatycznym sposobie bycia. Ten, z którym się pojedynkowali. Jego niebieskie oczy błysnęły. - Chodzą słuchy, że zostanie z nami tylko Fallacieux. Wiesz, on podobno sam da sobie z nami radę...
- Nie wątpię - wyszczerzył się Ernie. - Pamiętacie, jak ostatnio narozdawał szlabanów? Pół szkoły to chyba było, nie?
- Tępak - mruknął Felix. - Usadził mnie na dwa tygodnie po tej aferze z robalami.
- Ale to było akurat mega! - wykrzyknął ze śmiechem rudowłosy Victor. - Kurcze, wszystkie stoły w jadalni do wymiany, hahahha. a mała Jeanette aż się poryczła, jak je zobaczyła w swojej owsiance.
- Przez was to w ogóle ryczą dziewczyny - mruknął złośliwie Ernie, a Felix zachichotał. - Ostatnio widziałem tą, no, jak jej tam...
- Marguerite? - spytał Max.
- Marguerite Delgado w to nie mieszaj - mruknął od razu Felix, choć jego ton głosu nie był niemiły. - Aż strach pomyśleć, dziecinko, jakby się Gasp o tym dowiedział, rozumiesz...
- A co, oni razem, tak? - ożywił się nagle Victor, rzucając mu zaskoczone spojrzenie. - Fajna z niej laska - dodał po chwili namysłu.
- Nie, kurcze, nie pamiętam imienia, ale jakaś blondynka - skapitulował wreszcie Ernie, przestając najwyraźniej przeczesywać pamięć w poszukiwaniu imienia jakiejś niewiasty. - W każdym razie ryczała okropnie, a przyjaciółki pocieszały ją, że Felix coś tam, coś tam.
- Peszek - odparł Felix, wzruszając ramionami, a jednocześnie zastanawiając się, czy chodzi o Michelle, Lilianne, Mathę, Cloe, czy jeszcze jakąś inną. Odprowadził wzrokiem grupkę pierwszoklasistek zmierzających do wyjścia. - Ale tak to jest, jak się jest bogiem, dodam nieskromnie. A ten, będziecie dziś na imprezie? Bo szykuje się niemała biba i tak sobie myślę, czy aby nie wcielić w życie mojego słodkiego, mrocznego jak rodzynki w czekoladzie planu podboju świata.
- To znaczy? - zainteresowali się.
- Zobaczycie - uśmiechnął się tajemniczo. - Ale coś lepszego od robali. To jak, będziecie?
- Chyba tak. Nawet widziałem jakieś ulotki, czego te dzieciaki z pierwszej klasy nie wymyślą... - mruknął Victor.
- Grunt, że nie będzie psorów - zaważył Felix, po czym dopił oranżadę do końca i wrzucił butelkę do zgaszonego kominka. - Cała nocka nasza.
Tak, to brzmiało naprawdę zachęcająco. Cała noc bez nauczycieli - ot, wystarczy tylko jakoś odwrócić uwagę starego Fallacieuxa, nic strasznego. Felix i reszta Huncwotów mieli w tej sprawie niebywałą wręcz wprawę i doświadczenie. Oraz trzeba jeszcze przemycić prowiant z kuchni. Chłopak uśmiechnął się do siebie i wybuchnął śmiechem na dowcip Erniego. Po chwili cała czwórka zajęła się beztroską rozmową, jeszcze bardziej beztroskiego oczekując wieczora.

.//nudzi mnie się, wiem xd
avatar
Felix Veil
Prefekt

Age : 26
Liczba postów : 75
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala z kominkiem

Pisanie by Gaspard Williams on Sob Sie 01, 2009 11:56 am

Był zimny wieczór, przez mury zamku przebijał się chłód, który przenikał Gasparda, wywołując na jego ciele nieprzyjemne dreszcze. Może dlatego zmienił kierunek trasy i zamiast dotrzeć do Pokoju Sukcesów, ruszył w stronę Sali z kominkiem. Idąc ciemnym korytarzem rozmyślał o nowym zadaniu z eliksirów. W pewnym momencie zaczął mu przeszkadzać rytmiczny stukot. Blondyn stanął i spojrzał pod nogi. Nie ma to jak wiecznie rozwiązujące się sznurówki.
- Fuck - westchnął, schylając się i pochwycił sznurki ze zrezygnowaniem.
Mrucząc pod nosem przekleństwa pod adresem firm, produkujących obuwie, kiedy do jego uszu dotarł znajomy głos. Chłopak zmarszczył brwi i podniósł się i podszedł do uchylonych drzwi. Przez niewielką szparę można było zobaczyć naprawdę wiele. W Sali z kominkiem, pośrodku pokoju, siedziała ciemnowłosa dziewczyna z szerokim uśmiechem na ustach. Tuż obok siedział czarnowłosy młodzik.
- Co do... - zaczął cicho, po czym odwrócił się i ruszył przyspieszonym krokiem w dalszą drogę.
Dlaczego? Hmm... Czyżby coś go rozzłościło? A może zrobiło mu się niezwykle zimno? O tym wie chyba sam zainteresowany...
avatar
Gaspard Williams

Age : 26
Liczba postów : 34
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala z kominkiem

Pisanie by Madeline De La Cuesta on Nie Sie 02, 2009 4:36 am

Po tym niezbyt miłym spotkaniu z Pierrem Madlenka nie wiedziała co ze sobą zrobić. Zajrzała na chwilę do dormitorium Vanite mając nadzieję, że znajdzie tam kogoś z kim mogłaby szczerze porozmawiać. Niestety w pokoju wspólnym natrafiła tylko na grupkę rozchichotanych pierwszoklasistek i jakieś dwie dziewczyny z trzeciego roku pochłonięte nauką. Madeline naszła ochota by pogadać z Elise, nie widziały się kawał czasu, a przynajmniej tak się De La Cueście wydawało. Dziewczyna błądziła korytarzami rozglądając się tu i tam mając cichą nadzieję, że gdzieś natknie się na rudowłosą. Dała sobie jednak spokój uznając, że o tek późnej porze szybciej załapie szlaban niż odnajdzie koleżankę. Mad była teraz prawdopodobnie gdzieś na pierwszym piętrze. Wyglądała bardzo nieswojo snując się jak duch z ponurą miną i deską w ręku zamiast pod stopami. Intrygujący był fakt, że te dziwne przygnębienie wzięło się niewiadomo skąd. Madeline oparła się o zimną, marmurową ścianę wsłuchując się dobijającą ciszę. Miała dziwne wrażenie, że zamek Beauxbatons zupełnie opustoszał i, że od pewnego czasu jest tu zupełnie sama ze swoimi problemami. Nagle jej uszu doszły jakiś szmery, które po chwili przekształciły się w rozmowę. Były to wyraźnie męskie głosy. Madi mimowolnie poszła w ich kierunku. Znalazła się w przytulnym pomieszczeniu z kominkiem. Dziewczyna stanęła w drzwiach jak wryta spoglądając na postacie znajdujące się pokoju. Jedną z nich rozpoznała od razu. Był to Felix Veil chłopak z którym niedawno spotkała się na pomoście kiedy to prawie wpadła do jeziora. Zmierzyła wzrokiem pozostałych. Znała ich jedynie z widzenia. Przez chwilę panowała cisza, która dla Mad wydała się dziwnie krępująca. Najchętniej odwróciła by się teraz i wyszła było by to jednak dość niegrzeczne.
- e… cześć - bąknęła w końcu podchodząc trochę bliżej.
Miała zamiar powiedzieć coś jeszcze ale jakoś nie wiedziała co. Gdyby miała dziś choć odrobinę lepszy humor z pewnością zachowała by się zupełnie inaczej.

_________________
...WHO?...ME?...

...Shut up!...
avatar
Madeline De La Cuesta

Age : 25
Liczba postów : 21
Join date : 17/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala z kominkiem

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach