Sala Prób

Go down

Sala Prób

Pisanie by Catherine Farvardin on Wto Cze 16, 2009 11:19 am

Pomieszczenie, o iście mugolskiej nazwie, przysporzyło uczniom nie raz wiele trosk i zmartwień, kiedy wieczorami wydobywające się dźwięki z wnętrza fortepianu rozbrzmiewały na pobliskich korytarzach. W rogu pomieszczenia widać również gitarę akustyczną i kilka krzeseł.
avatar
Catherine Farvardin
Administrator

Age : 26
Liczba postów : 136
Join date : 13/06/2009

http://beauxbatons.withme.us

Powrót do góry Go down

Re: Sala Prób

Pisanie by Felix Veil on Wto Cze 23, 2009 1:10 pm

Ciężkie drewniane drzwi skrzypnęły, kiedy do środka wpadła dwójka uczniów. Po pomieszczeniu poniósł się dogłos kroków, coraz cichszych, kiedy zwolnili swój bieg i wreszcie zatrzymali się na samym środku, tuż obok fortepianu. Przez chwilę milczeli, nasłuchując. Sekunda, dwie, minuta, pięć minut, cisza, cisza, cisza. Bezpiecznie.
- No, już myślałem, że ten stary idiota nigdy nie da nam spokoju - Felix skrzywił się i odetchnął głęboko, zmęczony dwupiętrową ucieczką przed woźnym i porwaniem po drodze sprzed grupy koleżanek Michelle ze sobą, co oczywiście nie mogło nie spotkać się z jej protestem i paru mocnych uderzeniach. Na szczęście po jakimś czasie dała sobie z tym spokój i pozwoliła pociągnąć do jakiejś klasy, jednej z dziesiątek, które przez ten czas minęli. Veil uśmiechnął się łobuzersko - co miał w zwyczaju robić zawsze wtedy, gdy tylko udało mu się kogoś przechytrzyć lub czmychnąć woźnemu, a jakże. Trzeba kontynuować rodzinną tradycję, prawda? Zwłaszcza, że Felixowi zdawało się, iż to do tej klasy właśnie jego rodzony ojciec zaciągał wszystkie te dziewczęta, na których naprawdę mu zależało - przynajmniej tak opowiadał swojemu synalkowi, instruując go uważnie co, jak, gdzie i dlaczego, żeby nie przynieść wstydu ani sobie, ani swojemu nazwisku. Chłopak uśmiechnął się jeszcze szerzej, tym razem do Michelle a nie do siebie.
- Byłaś tu już kiedyś? - zapytał, okręcając się dookoła swojej osi i rozglądając się z zaciekawieniem po pomieszczeniu, rzadko kiedy tu bywał. Ostatnim razem zaciągnął tu jakąś dziewczynę w pierwszej klasie, a do tego czasu w środku zdążyło się wiele pozmieniać, a i jemu już dawno przestało mu na niej zależeć. Teraz liczyła się tylko panienka Maxwell, tak piękna i wspaniała, tak śliczna i zabawna, tak bardzo go niecierpiąca, a przecież łączyła ich iście filmowa miłość, nieprawdaż? Zwłaszcza po ostatnim razie w Sali Kominkowej, tuż po balu, kiedy przegadali całą noc i wypili z czternaście butelek soku czereśniowego. Bo Felix tym razem naprawdę się starał, nie sięgał po alkohol, był miły, czarujący, a nawet nie rzucał się na nią z łapami, ku jej i swojemu zaskoczeniu. (Wycałował inne jeszcze przed balem, więc nie oczekujcie takiego nagłego cudu, nie, nie, ale Michelle i tak o tym nie wiedziała, wiec w jej Michellkowym mniemaniu chłopak musiał stać się nagle aniołem, naprawdę.) Trzeba być dżentelmenem, przynajmniej w tych kilku nagłych wypadkach. Bo może teraz właśnie dziewczyna przestanie patrzeć na niego jak na skończonego dupka, zakocha się w nim na zabój i tym smaym panicz Veil będzie miał pozwolenie na pozostanie tym skończonym dupkiem, megalomanem i lawelasem do końca swego życia, hm?
- Całkiem sympatyczna miejscówka - odrzekł w końcu, odwracając wzrok od pianina ("Oj, na tym to można by było pokombinować, a jakże, taki wielki blat!") i przenosząc go na piękną twarzyczkę swej towarzyszki, teraz mógłby się rozpłynąć nad tym widokiem, tak serio, serio. - I jak, udało ci się znaleźć jakieś towarzyszki do swojego dormitorium? Bo wiesz, jakby coś, to ja bardzo chętnie - mrugnął do niej zabawnie, wyraźnie uszczęśliwiony tym, że dziewczyna nadal tu stoi, i nawet za bardzo się na niego nie wścieka, to było zaskakująco przyjemne, jakieś takie... nowe. I patrzcie ludzie: sok czereśniowy działa cuda! - A co do naszej ostatniej nocy w Sali Kominkowej, to nie musisz mi oddawać tych kart, miałem w kufrze jeszcze jedną talię. I tak na marginesie... Mówiłem ci, że jesteś najśliczniejszą dziewczyną na tym świecie, Maxwell?
avatar
Felix Veil
Prefekt

Age : 26
Liczba postów : 75
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala Prób

Pisanie by Michelle Maxwell on Wto Cze 23, 2009 1:38 pm

Tak, roześmiana Michelle i równie roześmiany Felix wpadli na trzecie piętro do sali prób. Oczywiście dziewczyna na początku zaczęła się mu wyrywac, kiedy to porwał ją z grupki koleżanek, ale w miarę jak biegli jej złośc powoli zaczęła przechodzic, aż w końcu przeszła zupełnie zostawiając pannę Maxwell w iście szampańskim nastroju. Nadal miała na sobie sukienkę, w której poszła na bal. Fryzura naturalnie zdążyła się jej popsuc, ale to nic. Sala była duża, na samym środku stał fortepian. Michelle rozejrzała się.
Byłaś tu już kiedyś?
Pokręciła głową.
- Chociaż nie. Byłam, raz. - nie kłamała, ale tego razu nie wspomina zbyt dobrze. Miała wtedy chłopaka. Już nawet zapomniała jak się nazywał. Zaciągnął ją wtedy do tej klasy. Z początku podobało się jej. Był taki hmm.. bardziej dojrzały niż Veil. Po kilku minutach zdała sobie sprawę jak bardzo się pomyliła. Jemu oczywiście chodziło tylko o jedno. Ale panienka Maxwell się nie dała, o nie. Szybko stamtąd uciekła zdając sobie sprawę, że w tamtej właśnie chwili chciała byc z Felixem. Było to tak dawno, że pamiętała to zdarzenie jak przez mgłę. Przeszła parę kroków stukając obcasami. Buty strasznie ją uwierały Zdjęła ję i odrzuciła gdzieś na bok idąc boso po zimnej posadzce.
- Hmm... Trochę się tutaj zmieniło. - powiedziała bardziej do siebie niż do swojego towarzysza, którego nawiasem mówiąc coraz bardziej zaczęła lubic.
Zwłaszcza po ostatnim razie w Sali Kominkowej, tuż po balu
O tak, doskonale pamiętała tę noc. Było wtedy bardzo miło i aż się zdziwiła, że Felix potrafi taki byc. Znaczy, że potrafił się opanowac i nie kładł na niej swoich łapsk, co jej w jakimś stopniu zaimponowało. Nie miała bynajmniej zamiaru wtedy odchodzic. Wyda się to trochę dziwienie, ale przy Felixie, kiedy zostawali sam na sam było tak inaczej. Wtedy czuła się bezpiecznie, bo wiedziała, że jej nie skrzywdzi. Co do alkoholu, to dobrze, że go wtedy nie wyjął, bo od razu zostałby skreślony. Dlaczego? Otóż panna Maxwell miała wielkie uprzedzenie do alkoholu. Nie piła, nie piłe i pic nie bęzie. Za to palic. Uuuu.... z tym już trochę gorzej. Paliła, a jakże. Kopciła straszliwie, niczym komin. Ale jej to nie przeszkadzało. Po prostu lubiła to robic. Można powiedziec, że palenie w pewien sporób ją odstresowywało.
Bo wiesz, jakby coś, to ja bardzo chętnie
Roześmiała się serdecznie i uderzyła chłopaka lekko w ramię.
- Tak, mam już współlokatorki. A co do twojej propozycji, to nie miałabym nic przecwiko - uśmiechnęła się lekko. Odwróciła się do niego plecami i podeszła do okna. O patrzecie państwo, na jakie wyznania się jej nagle zebrało. Dopiero kiedy wyjżała na zewnątrz dotarł do niej sens wypowiedzianych przez nią słów i biedne dziewczę oblało się rumieńcem.
- I tak nie miałam zamiaru ci ich oddawac. - wyraziła swoje zdanie na temat kart.
Mówiłem ci, że jesteś najśliczniejszą dziewczyną na tym świecie, Maxwell
Odwróciła się i spojrzała na Felixa.
- Mówiłeś wiele razy. - uśmiechnęła się przyjaźnie.
avatar
Michelle Maxwell

Age : 25
Liczba postów : 28
Join date : 17/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala Prób

Pisanie by Felix Veil on Wto Cze 23, 2009 2:06 pm

Kiedy stała tak przy oknie, tyłem do niego, boso, w zepsutej fryzurze i balowej sukience, w której wyglądała naprawdę słodko, przez dłuższą chwilę przyszło mu na myśl, aby po prostu podejść bliżej, objąć ją od tyłu i wraz z nią oglądać krajobrazy dookoła szkoły, różowe niebo i białe obłoczki. Ach, byłoby tak miło, tak romantycznie, tak cudownie, ale i tak wiedział, że Michelle by się nie zgodziła, a i on nie chciał nagle porzucać swojego stylu łamacza damskich serc, bo i tak przecież już teraz bardzo się starał, tak naprawdę, naprawdę. Romantyczne mimozy już na nikim nie robiły wrażenia. Był więc miły, uprzejmy, kulturalny, nie startował do niej z łapskami i nawet nie próbował upoić jej alkoholem, aby zaraz przelecieć, jak to miał w swoim zwyczaju panicz Gaspard. Ale mimo to nadal chciał być sobą, po prostu sobą.
I był.
- A więc zajrzę do ciebie dzisiejszej nocy, Michelle - mrugnął do niej znacząco, po czym podszedł bliżej, by po chwili wskoczyć na parapet i obserwować dziewczynę z góry. W blasku różowego nieba i pomarańczu zachodzącego słońca wyglądała naprawdę zjawiskowo, jak jakaś piękna dama, jedna z tych, których portrety wisiały w najróżniejszych częściach szkolnych korytarzy. Wystarczyło tylko wyciągnąć rękę i przyciągnąć ją do siebie, albo po prostu coś powiedzieć, zrobić, a mogłoby być naprawdę uroczo. Była wręcz perfekcyjna, nawet z rozmazanym makijażem i zepsutą fryzurą, idealna. Ale nie za to ją sobie cenił, nie za to ją kochał. Za wyglądy kochał te wszystkie łatwe dziewczęta, które uganiały się za nim po korytarzach. Bo one miały mu dostarczyć tylko tego - wrażenia wizualnego, przygody na jedną noc. Nie były im więc potrzebne ani rozgarnięte rozumki, ani znajomość logicznej składni zdań. Felix już od dawna wiedział, że cenił sobie Michelle nie za wygląd, a za osobowość, niesamowitą osobowość. Owszem, piękna twarzyczka była wspaniałym dodatkiem, ale tak naprawdę najbardziej przyciągał go do niej jej charakter. Zadziorna, ale też i miła; uśmiechnięta, wesoła, inteligentna, umiejąca postawić na swoim. Żadna słodka mimoza. Tak, o takiej dziewczynie marzył już od dawna. Młodzi bogowie seksu potrafili czasem zmęczyć się tymi wszystkimi łatwymi towarami, tak chętnie ustawiającymi się pod drzwiami ich dormitoriów. Naprawdę. Czasem trzeba było zejść na ziemię i uganiać się za prawdziwymi dziewczynami, tymi, które się kochało. - A gdyby ktoś miał coś przeciwko temu, to zawsze możemy nocować albo tu, albo w Sali Kominkowej - odparł po dłuższej chwili, znów mrugając do Michelle znacząco, chyba wejdzie mu to w nawyk. - Jest otwarta dwadzieścia cztery godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu, odkąd gwizdnęliśmy woźnemu klucze i zrobiliśmy odlew zanim jeszcze zdążył rzucić słodkie "Accio", a jakże. Tak więc pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć, jedno twoje słowo i taszczę nam poduszki gdzie tylko będziesz chciała.
Roześmiał się wesoło, opierając o zimną szybę okna i zamykając oczy, było tak miło. Nie zawsze trzeba robić z siebie prawdziwego pajaca, aby rozmawiało się wesoło i z przyjemnością, fakt.
- Mówiłem ci to już tyle razy tylko dlatego, że to prawda. A ty w rewanżu powinnaś mi teraz odpowiedzieć, że ja również jestem najpiękniejszym mężczyzną na świecie, no dalej, Michelle, nie krępuj się - zachęcił ją szeroko uśmiechnięty Felix Veil, największy dupek w szkole, duży chłopiec, który nadal pozostawał malutkim chłopczykiem, zakochanym w Maxwell po uszy. No właśnie, Maxwell. Dlaczego on mówi do niej po imieniu?
Dziwne.
Wszystko dookoła zmienia się tak szybko.
avatar
Felix Veil
Prefekt

Age : 26
Liczba postów : 75
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala Prób

Pisanie by Michelle Maxwell on Wto Cze 23, 2009 3:16 pm

Ale przecież ona właśnie na to czekała! Odwrócona tyłem czekała, aż do niej podejdzie i obejmie. Fakt, strasznie ja irytował, ale tylko wtedy kiedy byli w większej grupie i kiedy zachowywał się jak skończony kretyn. Za to gdy zostawali sami pozwalała sobie na bardziej ludzkie odruchy wobec chłopaka.
nawet nie próbował upoić jej alkoholem
Podejrzewam, że i tak by tego nie zrobił, ponieważ nasze kochane Maxwellątko nie pija alkoholu. O nie, nigdy. Uśmiechnęła się do siebie na słowa o dzisiejszej nocy. Właściwie nie miałaby nic przeciwko. Nie no błagam! Michelle, co ty sobie myślisz? Przecież to Veil twój wróg numer jeden! Tak tak oczywiście. Wróg numer jeden, który z dnia na dzień staje się coraz bliższym przyjacielem. No cóż taka była prawda. Lubiła go i to bardzo, ale oczywście nie chciała się do tego przyznac nawet przed sobą, nie wspominając o samym zainteresowanym jak i o jej najlepszej przyjaciółce. Nawiasem mówiąc to strasznie chamskie z jej strony. Mar jest jej najlepszą przyjaciółką. Zwierzyła się jej ze swojego uczucia do Gasparda, a Ellie nie może odwdzięczyc się tym samym. Och jakież to przykre. Kiedy chłopak wskoczył na parapet podniosła głowę do góry i spojrzała na niego. Naprawdę był niesamowicie przystojny. I do tego te oczy koloru czekoladowego. Nigdy ich tak naprawdę z bliska nie widziała. Mogła je teraz podziwiac łącznie z całą twarzą chłopaka. Delikatne rysy twarzy i burza loków od razu rzucały się w oczy. Ach, dlaczego ona ciągle go odtrąca? No dlaczego? Dlaczego po prostu nie da się ponieśc uczuciu jakim darzył ją pan Veil i w któremu ona sama powoli zaczęła się poddawac? Sama nie znała odpowiedzi. Może było to związane z tym, jak Felix traktował dziewczyny? Powiedzmy sobie wprost. Chelle nie bardzo wierzyła, że uczucie Veila jest szczerze. Ktoś, kto ugania się cały czas za tobą i na każdym kroku demonsturje swoje uczucie nie może miec czystych intencji. Może bała się, że będzie tylko kolejną zabawką? Że kiedy się w nim zakocha i prześpi zostawi ją tak jak wszystkie inne? W takim razie jak nazwac to uczucie bezpieczeństwa, które zawsze jej towarzyszyło w jego obecności? Biedna panienka Maxwell sama pogubuła się w swoich uczuciach. Dlaczego życie musi byc aż tak skomplikowane?
A ty w rewanżu powinnaś mi teraz odpowiedzieć, że ja również jestem najpiękniejszym mężczyzną na świecie
Roześmiała się i usiadła obok chłopaka.
- Oj Felix, Felix. - pokręciła głową i poklepała przyjaciela po jego bujnej fryzurze. Nagle zamarał nad czymś się zastanawiając.
- Powiedziałeś do mnie Michelle. Nie po nazwisku, ale po imienu. - stiwerdziła bardzo inteligentnie i uśmiechnęła się serdecznie.
- A co do spania, to dzięki za propozycję, ale chyba bardziej wolę spac we własnym łóżku. - oparła swoją ciemną główkę o okno i zaczęła się przyglądac chłopakowi.
Wszystko się zmienia? Oj tak. I to na lepsze. Nawet obraz Felixa w oczach Michelle diametralnie się zmienił.
avatar
Michelle Maxwell

Age : 25
Liczba postów : 28
Join date : 17/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala Prób

Pisanie by Felix Veil on Wto Cze 23, 2009 5:26 pm

Było miło, naprawdę było miło. Powygłupiali się, pożartowali, porozmawiali, właściwie zachowywali się tak, jakby przyjaźnili się od lat - co rzeczywiście było faktem, ale nie oszukujmy, nigdy na taką skalę. Zupełnie jakby nagle zapomnieli o feralnym locie powozami do zamku, jakby zapomnieli o tych wszystkich szczeniackich uczynkach i zachowaniach, które towarzyszyły im niemal zawsze od tylu lat. Owszem, Felix Veil należał do tego typu chłopaków, którzy uwielbiali nagłe zmiany sytuacji i sami potrafili o nie zadbać najlepiej, kochali dreszczyk emocji oraz te wszystkie niespodziewane zwroty akcji, zaczynanie wszystkiego wciąż i od nowa, ale... No właśnie, ale. Tym razem jednak chłopiec nie należał do przeszczęśliwych. Racja, towarzystwo Michelle, w dodatku Michelle miłej i nastawionej do niego przyjaźnie, zdecydowanie mu odpowiadało, ba! w każdej chwili dałby się za nie pokroić, lecz prócz szczęścia czuł też coś innego, coś, co niesamowicie go drażniło, a także niepokoiło. Bo to wszystko działo się za szybko, zbyt gwałtownie, zbyt niespodziewanie, a przecież tak długo darł z nią koty, tak długo się nie lubili, a teraz nagle mówił do niej po imieniu, ona czochrała mu włosy i w ogóle zachowywali się jak starzy, najlepsi przyjaciele. Jak para.
I nie czuł się z tym dobrze.
Sam nie wiedział o co mu chodzi. Może tu chodziło o zwykłe gonienie króliczka, o zdobycie kolejnej panny? Może po prostu upatrzył ja sobie pośród wielu innych, a że ona akurat nie zgodziła się na szybki romans w damskiej toalecie i najzwyczajniej w świecie poczuł się urażony, poczuł, że jego męska duma została znieważona, więc postanowił zdobyć ją bez względu na wszystko? I skoro już zaczęła traktować go inaczej, postanowił ją sobie odpuścić? Hej, to niemożliwe, żeby nagle zwariował tak na punkcie jednej dziewczyny, zmieniając diametralnie całe swoje zachowanie w stosunku do niej. A może to właśnie miłość? Sam już nie wiedział, pogubił się w tym wszystkim, jakie to śmieszne, przecież nie miał w tym żadnego doświadczenia mimo tego, że obracał dotychczas kilkudziesięcioma dziewczątkami. Ale przecież żadnej nie pokochał, żadnej - i to może być wyjaśnienie. Panicz Veil nie wiedział jak obchodzić się z dziewczynami, bo wszystkie traktował jak przedmioty bez uczuć, a teraz, kiedy sam się zakochał, nagle okazał się być nowicjuszem w sprawach damsko-męskich... Ale teraz cieszył się, naprawdę się cieszył! W końcu tyle na Nią czekał, aby wreszcie zaczęła go traktować inaczej, poważniej, a przy okazji zaczęła też go tolerować - tolerować go takim, jakim był. Jakim jest. Ech, zrobiło się strasznie melodramatycznie. A przecież Felix tak bardzo chciałby być złym, niedobrym, rozstawiającym wszystkich i wszystkie po kątach. Z wyjątkiem Michelle, bo zwykle to ona rozstawiała go po tych kątach. I chyba za to właśnie ją kochał.
Chrząknął, wybudzając się z rozmyśleń nad swoją dziwną sytuacją emocjonalną i przeniósł wzrok z czarnego już nieba na ciemne włosy Michelle, a potem całą ją twarz i piękne, jasne oczy. Tak błyszczące i o miłym wyrazie, już nie wrogo do niego nastawione, ciskające błyskawice, jak to zwykle bywało w większości wypadków.
- Nie ma sprawy, śpij gdzie chcesz - wzruszył ramionami, uśmiechając się do niej wesoło z parapetu. W klasie powoli robiło się coraz ciemnej, a jasny blask wynurzającego się zza chmur księżyca powędrował ze ściany na stojący nieopodal fortepian, oświetlając go tak, jakby był on najważniejszym, centralnym meblem w tym pomieszczeniu. Nic dookoła się nie liczyło, skryte w cieniu i zapomniane, jedynie ono, jarzące się srebrzystą poświatą, jakby zachęcające do gry, do uderzenia w klawisze. Ktoś inny mógłby potraktować to jak jakiś Znak, romantyczny sygnał i podpowiedź, żeby zagrać ukochanej jedną z tych magicznych, miłosnych serenad. Jednak nie Felix. On widział w tym idealny pretekst tylko i wyłącznie do tego, aby obudzić całą szkołę i potłuc szyby w każdym z jej okien, waląc w konsolę jak opętany. Lecz nie mógł tego zrobić, nie tym razem. Z trudem więc powstrzymał się od zeskoczenia z parapetu, po czym odwrócił od pianina, opierając plecy o ścianę. - Ciekawe, czy Gaspard dorwał już Marguerite? Coś mi się wydaje, że mignęli mi za jednym z okien, kiedy biegliśmy do klasy. Ale jeśli już, to na szczęście widziałem ich we dwójkę, więc istnieje nadzieja, że oboje są żywi, nikt nie zginął, krew się nie polała, Gasp nie będzie musiał prać swoich śnieżnobiałych, arystokratycznych koszuli, och, jaże by mi było przykro! Chociaż, z drugiej strony... Wiem, że w razie czegoś mam po nim zapisany cały kufer magicznych gadżetów, więc może jednak byłoby fajnie, gdyby Marguerite mu coś tegesz szmeges, rozumiesz - Felix uśmiechnął się wrednie, wyraźnie rozbawiony sytuacją swojego przyjaciela. Och, racja: ta para była naprawdę wybuchowa i Veil mógłby spodziewać się po nich wszystkiego, od ślubu po pogrzeb i chrzciny. Ewentualnie skromne zaręczyny lub komunię ich dziecka za tydzień, życie pisze niesamowite scenariusze, wystarczy spojrzeć na Michelle i niego. - Jak znam życie, pewnie leżą gdzieś w altance i szczęśliwie kopulują, zupełnie jak te moje piękne robaczki z farmy od wuja, tyle że zamroczeni morzem alkoholu, a jutro albo spotkamy ich szczęśliwie przytuleni przy śniadanku, albo posypią się błyskawice i Upiorogacki, co myślisz? Pamiętasz ich ostatnie Walentynki? - Chłopak zachichotał radośnie, tak, wspomnienia to wspaniała rzecz.
Wcześniejszy chaos w głowie i korowód myśli? No proszę, a jednak można jakoś go pokonać. Teraz znów był tym samym, niestremowanym Felixem Veilem, nastoletnim Bogiem Seksu Francji, mimo że na swój sposób spokojniejszym i grzeczniejszym, ale zawsze. I w tej roli czuł się najlepiej.
avatar
Felix Veil
Prefekt

Age : 26
Liczba postów : 75
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala Prób

Pisanie by Michelle Maxwell on Sro Cze 24, 2009 6:55 am

No cóż, jeśli chciał znowu poczuc ten dreszczyk emocji to nie ma sprawy. Michelle znowu mogła stac się tą Michelle z powozu.
Jak para.
Czy ja wiem? Jak dla mnie to zachowywali się jak przyjaciele. Po prostu normalnie jak przyjaciele. I to wcale nie było tak, że panna Maxwell go nie lubiła i nienawidziła. Owszem może na początku ich znajomości tak było. Miała dosyc Felixa i tych jego miłosnych deklaracji. Jednak był taki czas, kiedy panicz Veil po prostu sobie ją odpuścił. Trwało to dośc długo i szczerze powiedziawszy zaczęło jej tego trochę brakowac. Ale tylko trochę. I kiedy zdawałoby się, że już nikt nigdy nie usłyszy żadnej ich kłótni, wyznań miłosnych Felixa i słodkiego głosiku Michelle kiedy wkyrzykiwała jak bardzo go nienawidzi, Veil w końcu się opanował i jazda zaczynac wszystko od początku. Co do romansu to chyba oczywiste, że się nie zgodziła. Nie była jedną z tych łatwych panienek, o nie. I wątpię, żeby zamierzała przespac się z paniczem Veilem w najbliższej przyszłości. Co do stanu emocjonalnego Felixa... No cóż Chelle nie umiała czytac w myślach, ale odczuwała całkiem podobnie. Niby straszliwie ją drażnił swoim zachowaniem i tą miłością, w którą nawiasem mówiąc panna Maxwell nadal nie wierzyła, to tak naprawdę był całkiem sympatyczny i lubiła go. Naprawdę go lubiła. A może to było coś więcej? Och sama już nie wiedziała co czuc naprawdę. Ale zawsze kiedy była blisko niego, ale tak bardzo bardzo blisko, albo gdy ją całował, oczywiście wtedy kiedy ona tego nie chciała mimowolnie czuła, że kolana jej miękły a w brzuchu pojawiają się motylki. Działo się tak tylko wtedy kiedy byli sam na sam. Natomiast w większej grupie ludzi... Uuuu z tym już gorzej. Wtedy panicz Veil zachiwywał się nad wyraz głupio i idiotycznie tylko po to, żeby się popisac przed wszystkimi. Chociaz to oczywiście jest tylko jej skromne zdanie.
Nie ma sprawy, śpij gdzie chcesz
Uśmiechnęła się lekko.
- Jesli miałabym wybierac wolałabym spac z tobą. - no pięknie. Dopiero kiedy usłyszała swój własny głos rozchodzący się echem po dużej sali zadła sobie sprawę, że wypowiedziała swoje myśli na głos. Spojrzała na Felixa i przeokropnie się zaczerwieniła.
- O Boże. Powiedziałam to na głos? - zacisnęła powieki. Głupia, głupia, głupia Michelle! Co on teraz sobie pomyśli? Że co, że chcesz się z nim przespac? Albo, co gorsza, że się w nim zakochałaś? Oj wpadłaś koleżanko, wpadłaś. Ech... No trudno stało się.
Co do budzenia całej szkoły to czemu nie? Michelle nie miałaby mu tego za złe. Może by nawet pomogła? No co? Jej także czasem zdarza się zrobic coś szalonego. A z kim robic coś szalonego jak nie z Huncwotem? Oczywiście nie wypowiedziała tego na głos. Swoje myśli wolała zachowac dla siebie.
Ciekawe, czy Gaspard dorwał już Marguerite?
Roześmiała się.
- Napewno już dawno to zrobił. I nie zgodzę się z twoim tokiem myślenia. Mar nie jest łatwa, więc albo kłócą sie w najlepsze, albo wyznają sobie nawzajem miłośc. Co do alkoholu jestem pewna, że mają tam cały magazyn. Ich ostatnie Walentynki? - zmarszczyła brwi.
- Wybacz, ale nie pamiętam. - przyznała z rozbrajającą szczerością i ciepłym uśmiechem na twarzy.
- Wiesz co. Mam ochotę zrobic coś spontanicznego. - odezwała się po chwili ciszy i spojrzała przez okno. Dzisiejsza noc była naprawdę piękna.
- Coś takiego wiesz, na miarę kawałów Huncwtów. - roześmiała się i puściła do chłopaka oczko.
Oho, dzieje się z nią coś niedobrego. Coś bardzo bardzo niedobrego. Felix coś ty z nią zrobił?
avatar
Michelle Maxwell

Age : 25
Liczba postów : 28
Join date : 17/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala Prób

Pisanie by Felix Veil on Sro Cze 24, 2009 11:53 am

- Jak to nie pamiętasz ich ostatnich walentynek? - zdziwił się, unosząc wysoko brwi, przecież cała szkoła je pamiętała! A zwłaszcza grono nauczycielskie, zapędzające później Dom Męski i Dom Żeński do wspólnego sprzątania sali zaraz po tym, jak Gasp i Margarytka porozrzucali po niej wszystko to, co tylko znaleźli pod ręką - czyli w tym przypadku jedzenie. O tak, Felix również uważał, że bitwa na jedzenie jest wspaniałym sposobem na odreagowanie złości, gdy dziewczyna odrzuca miłość chłopaka, niszcząc przy okazji jego sto dwanaście pięknych, wybuchających laurek. Które (na marginesie) stworzyli całą piątką, z Laurentem, Felixem, Raymontem i Marcelkiem, bo przecież nie zostawia się przyjaciół w potrzebie, prawda? Zwłaszcza, że oni również potrzebowali kilka takich słitaśnich karteczek, więc hurtowa produkcja w Sali Kominkowej bardzo im się wtedy przydała, bez wątpienia. Oczywiście rzesze fanek Szalonej Gromadki Łamaczy Szkolnych Serc również bardzo im pomogły, gdyż nic nie poprawia humoru tak bardzo, jak ulga dla spracowanych pisaniem "Dla jedynej" tysiąc razy dłoni. Bo jeśli umie się zamienić za pomocą magii kilka napisów "Dla Felixa", "Dla Laurenta", "Dla Raymonda", "Dla Gasparda", "Dla Marcela" na "Dla Jeanette", "Dla Helen", "Dla Marthy", "Dla Sophie", "Dla Audrey" i innych, to jest to naprawdę wielka ulga, uwierzcie. Na marginesie warto też dodać, że Felix i Gaspard zdążyli też przechwycić wszystkie walentynki dla Le Bruna, za co również im się dostało, ale kto by się tam przejmował jakimiś karami, jeśli widzi się zapłakane, zrujnowane emocjonalnie oblicze Pierre'a. Nienawidzili go. Za co? Och, nieważne, stare dzieje. W każdym razie ubiegłoroczne walentynki Gasparda i Margarytki były wydarzeniem kulturalnym roku, z pewnością. - Zresztą nieważne, że ich nie pamiętasz. Może to i nawet lepiej dla ciebie, wiesz, obyło się bez wizyty w psychiatryku i tym podobnym - odparł po chwili Felix, uśmiechając się łobuzersko i zeskakując z parapetu. Nie lubił zbyt długo siedzieć w jednym miejscu, on musiał działać, musiał coś kombinować, żyć zgodnie ze swoją naturą rozrabiaki. I jak przystało na takiego oryginała jak on, męczył się, kiedy nic nie robił. Wystarczy zresztą przypomnieć sobie jego ostatnią podróż do Beauxbatons. Sam się sobie dziwił, że wytrzymał w sali prób tak długo, siedząc w jednym miejscu i zajmując się tylko i wyłącznie rozmową oraz przemyśleniom.
Zaśmiał się szczerze i głośno na słowa Michelle, no proszę, uporządkowanej, zachowawczej pannie Maxwell zachciało się nagle spontaniczności? I spania z nim, a to dobre! Mógłby się spodziewać wszystkiego, ale chyba nie tego. Chociaż... Przecież dookoła tak wiele się pozmieniało, w tak krótkim czasie, że właściwie nie powinien zbytnio się temu dziwić, nieprawdaż? Świat ewoluuje, tak samo jak jego stosunki i przyjaźnie z innymi. Racja, nie powinien być zaskoczony chęciami Maxwell. Zdecydowanie. A skoro Michelle miała ochotę na garść spontaniczności w wykonaniu huncwotów... W jednej chwili znalazł się przy niej i przyciągnął ją do siebie, teraz dzieliły ich jedynie milimetry, liche milimetry, które w każdym momencie można było pokonać.
- Na jaki rodzaj spontaniczności masz ochotę, co? - szepnął jej do ucha i wciąż trzymając mocno w objęciach, miał ochotę ją całować, całować, całować, przycisnąć do ściany, posadzić na parapecie lub fortepianie i nie wypuszczać aż do następnego świtu, następnego tygodnia, och, mógłby spędzić z nią tu wieczność! Jej ciemne włosy zasypały mu twarz, czuł zapach jej perfum oraz skóry, który zniewalał, jego wargi zahaczyły o ucho dziewczyny, kiedy szeptał. Romantycznie, odważnie, namiętnie, tak jak potrafił. Jedna chwila, jeden moment, Michelle, mogę ci ściągnąć z nieba gwiazdkę, mogę dla ciebie podbić świat, tylko bądź, tylko bądź, bądź tutaj i teraz, pozwól się całować, nie uciekaj, nie bij, bądź. - Bo możemy albo podrzucić pod wieko fortepianu kilka moich drzewożernych robali i słuchać jak hałasują oraz zżerają mu wnętrze, strasząc innych, że to duchy, albo... albo spędzić ten czas zupełnie inaczej. Bardzo długo na to czekałem, żebyś zgodziła się na tę drugą propozycję, wiesz o tym.
Cisza, cisza dookoła, jedynie dwa szybkie oddechy, jej i jego, zupełnie ze sobą nie zsynchronizowane, ale obijające się o siebie klatkami piersiowymi. Ręka sunąca po plecach, ręka na kibici, gorący oddech na karku, cisza, cisza, cisza.
avatar
Felix Veil
Prefekt

Age : 26
Liczba postów : 75
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala Prób

Pisanie by Michelle Maxwell on Czw Cze 25, 2009 7:19 am

- No przecież mówię, że nie. - odparła nieco zażenowana.
- Ale czekaj, czekaj. Mówisz o tych walentynkach, na których rzucaliśmy się jedzeniem? - kiedy chłopak potwierdził skinieniem głowy Ellie roześmiała się głośno. Pamiętała to wydarzenie, a jakże. Jedzeniem rzucali się wszyscy, ale tylko Dom Koedukacyjny nie musiał tego wszystkiego sprzątac. Ech, jednak mieszkanie w takim domu wcale nie jest złe jak na początku uważała.
- To były chyba te same walentynki, podczas których kazałeś amorkom latac za mną i wyśpiewywac serenadę. - uśmiechnęła się lekko. Oj tak. To właśnie wtedy uciekała przed nimi przez cały zamke, aż w końcu zamknęła się w swoim dormitorium i nie chciała nikogo wpuścici twierdząc, że w tym momencie nie ufa nikomu i ktoś chce po rpostu wpuścici amorki, żeby jej przekazac miłosne wyznanie pana Veila. W końcu jednak dała za wygraną i wyszła myśląc, że bęzie to tylko jakiś krótki banalny wierszyk jak zawsze. Biedne nasze kochane Maxwellątko jednak się przeliczyło i stało tak przed dwadzieścia minut cała czerwona na twarzy. Zarówno ze złości jak i wstydu. Wtedy to właśnie po skończonym przedstawieniu zamknęła się w dormitorium na dobre. Oj obraziło się dziewcze na cały świat. Nawet na Margeritkę, która przeciez nie miała z tym nic wspólnego. Przez tydzień nie chciała wpuścici swoich współlokatorek. Nie schodziła wtedy też na lekcje ani na posiłki. W końcu stwierdziła, że zachowuje się nader dziecinnie, więc opuściła swoją twierdzę i w końcu zeszła na dół. Oczywiście została przywitana wielkimi brawami ze strony Veila. Nie odzywała się potem do niego przez okrągłe dwa miesiące. A co do Pierre'a, Michelle zupełnie nie mogła zrozumiec co Huncwoci do niego mieli. Przecież w gruncie rzeczy nie był taki zły. Nie to, co Marcellin Remy, którego wręcz nienawidziła i z wzajemnością. Dlaczego? No cóż, ona sama tego nie wie. Po prostu od kiedy pierwszy raz się zobaczyli wiedzieli, że będą zaciekłymi wrogami. A no właśnie. Po dośc długim i głębokim namyśle to chyba jednak Marcellin był wrogiem numer jeden Michelle, nie Felix.
Roześmiała się na dalsze słowa Felixa.
- Psychikę już i tak ma zrytą. W końcu zadaję się z tobą. - uśmiechnęła się szeroko ukazując swoje białe ząbki. Nie mówiła tego oczywiście na poważnie. Niech panicz Veil nie bierze sobie tych słów do serca.
Mógłby się spodziewać wszystkiego, ale chyba nie tego.
Och, a dlaczego nie. Szcerze mówiąc miała już dosyc tego jak inni ją postrzegają. Owszem była uporządkowana i przestrzegała zasad, ale właśnie tego nauczyli ją w domu i taką ją wszyscy znali. Nie wszystkim to zresztą pasowało, a ona jak zwykle każdemu chciała dogodzic. Tylko jak? Jak jest ostrożna to źle. Chce byc spontaniczna i w ogóle też źle. Ech... Nikomu nie dogodzisz, nikomu.
Kiedy znalazł się blisko niej i przyciągnął do siebie, a dzieliło ich tylko kilka milimetrów serce brunetki mimowolnie zaczęło bic szybciej. Tak szybko, że omal nie wyleciało jej z piersi. Był stanowczno za blisko. Bliskośc ta chyba z bardzo udzieliła się pannie Maxwell, ponieważ odczuła nieprzemożoną ochotę pocałowania Felixa. I nie miał byc to bynajmniej zwykły całus w usta. Chciała całowac się z nim bez końca. Jeszcze raz poczuc smak jego ust, tym razem dobrowolnie. Ich pocałunki, rzadkie ale zawsze, były wymuszane przez Felixa. Zazwyczaj po takim incydencie chłopak od razu dostałby po łbie, ale nie tym razem. Teraz to ona sama chciała. Boże dziewczyno co się z tobą dzieje?
Na jaki rodzaj spontaniczności masz ochotę, co?
Przymknęła oczy.
- Felix, chodziło mi o coś zupełnie innego. - wyszeptała cicho. O tak panno Maxwell. Jak zwykle umiesz popsuc atmosferę.
No dalej chłopie na co czekasz? Pocałuj ją wreszcie zanim zrobi coś równie głupiego.
avatar
Michelle Maxwell

Age : 25
Liczba postów : 28
Join date : 17/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala Prób

Pisanie by Felix Veil on Czw Cze 25, 2009 9:08 am

A więc całował, całował tak jak jeszcze nikogo, jak jeszcze nigdy, nie trzeba było zachęcać go do tego dwa razy. Smakował słodycz ust Michelle, jeszcze żadna dziewczyna nie smakowała tak bardzo, tak kusząco i rozkosznie, mógłby stać tu i całować ją już do końca swojego nędznego życia, do końca swego marnego życia nie wychodzić z tej klasy, po prostu tu być, żyć i całować się razem z Michelle, więcej do szczęścia nie potrzebował. Włosy dziewczyny pachniały miętą i wanilią, już sam nie wiedział co to za woń, pogubił się w tych wszystkich zmysłach, zapachach i smakach, teraz istniała tylko panienka Maxwell, tak bardzo wytęskniona, wytęskniona przez niego. Wymarzona. Idealna.
Miał wrażenie, że serce zaraz wyskoczy mu z piersi, miał przy sobie Maxwell, czuł jej oddech na nosie, jej dłonie na swojej twarzy, czuł przyspieszony oddech dziewczyny, zlewający się z jego oddechem, tym razem idealnie zsynchronizowanym. Zanim znów zamknął oczy, uśmiechnął się, widząc kilka drobnych piegów na nosie Michelle, ale zaraz potem przyciągnął ją do siebie mocniej, a zatopione w misternie ułożonym koku dłonie same powędrowały na plecy dziewczyny, gdzieś w międzyczasie zahaczając palcami o zamek, który zsunął się o kilka cali niżej, ale tylko kilka. Tym razem do szczęścia mogłyby wystarczyć mu tylko pocałunki, więcej nie potrzebował, bo kochał ją, kochał ją jak jeszcze nikogo innego, kochał ją od tak dawna, a ona stała tu teraz, oddając pocałunki i będąc z nim. Magia, magia, magia! Marzenia się spełniają?
Podniósł ją o kilka cali do góry i obrócił, przyciskając brutalnie do ściany, wciąż całując ją natarczywie, namiętnie, ale i czule, kochająco, opiekuńczo, jakby chciał jej pokazać, że mimo tego może czuć się bezpieczna, może tonąć w jego ramionach niczym bohaterka tych wszystkich romansów, że jest dla niego całym światem. Ręce Felixa błądziły po plecach, po karku, po biodrach i twarzy Michelle, już sam przestał to kontrolować, była taka śliczna, taka wspaniała, taka realna! Nie była już senną zjawą, on całował ją naprawdę, całował ją tutaj, na jawie, tak, marzenia rzeczywiście się spełniały!
Przed oczami wirował świat i wspomnienia, w życiu nie spodziewałby się takiego obrotu sprawy, był szczęśliwy, taki szczęśliwy, szczęśliwy jak jeszcze nigdy, żaden z huncwockich żartów nie przyniósł mu nigdy tyle szczęścia i radości, zapamięta to do końca życia. Zrobiło mu się jeszcze bardziej gorąco, w tej sali zdecydowanie jest zbyt duszno mimo że jest noc, musi natychmiast pozbyć się ubrań, ale jeszcze nie teraz, za chwilę, za moment.
- Boże, Michelle, coś ty ze mną zrobiła? - zapytał, sam już nie widział czy z uśmiechem czy strachem, gdzieś pomiędzy jednym pocałunkiem a drugim, wciąż przyciskając ją do siebie i smakując. - Oszalałem na twoim punkcie! Chcesz gwiazdki z nieba? Chcesz podróży dookoła świata? Chcesz kolejnego pocałunku? Chcesz pereł i diamentów? Zrobię dla ciebie wszystko! Wszytko! Wszystko! Michelle, kocham cię! - wykrzykiwał jak maniak na całą klasę, nich usłyszy ich cały świat, nieważne, nieważne, ważne, że są tu i teraz, a te pocałunki trwają już minutę, całą wieczność, że jest tu z nią, teraz. - Kocham cię jak wariat, chcę mieć z tobą ósemkę dzieci i piękny domek nad morzem, wiesz? Kocham cię! Jezu, Gaspard mi nie uwierzy, świat jest taki piękny!
Ale teraz wszystko przestało się liczyć, nawet Gaspard, nawet te słodziutkie panienki, te jego żywe trofea, przestały się liczyć żarty i wygłupy, była tylko Michelle, Michelle, Michelle, Michelle, kocham cię, kocham cię jak szalony, widzisz to, widzisz to skarbie? Zmienię się, zmienię się, obiecuję. Dla ciebie. Tylko bądź, bądź przy mnie i całuj mnie jeszcze, bo kiedy przestaniemy się całować, z pewnością nie będzie już tak miło, dobrze o tym wiesz.
avatar
Felix Veil
Prefekt

Age : 26
Liczba postów : 75
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala Prób

Pisanie by Michelle Maxwell on Pią Cze 26, 2009 6:22 am

Także Michelle oddawała pocałunki z niespotykaną jak na nią ochotą. Nie musiał się bac, że po wszystkim dostanie w pysk, bo panna Maxwell nawet o tym nie myślała. Zresztą w tej chwili nie myślała o niczym innym tylko o Felixie (nie wiem czy tak to się pisze) i jego ustach. Kiedy wcześniej się z nim całowała jakoś nie zauważyła, że może byc to takie przyjemne. Ach! Chciała, żeby ta chwila trwała wiecznie. Chciała żeby czas się zatrzymał, albo żeby nagle wszyscy zniknęli z powierzchni Ziemi i zostali tylko oni. Tacy sami i szczęśliwi. Och, dlaczego tak nie może byc już zawsze? Jak nie może? Oczywiście, że może. Tylko najpierw panna Michelle będzie musiała przełamac opory. Przestac myślec i po prostu dac się ponieśc uczuciu, Czy to naprawdę aż takie trudne? Jak widac dla panny Maxwell bardzo.
Identycznie jak pan Veil czuła, że serce zaraz wyskoczy jej z piersi, albo co gorsza dostanie zawału, tak jej waliło. Kiedy na chwilę się od siebie oderwali uśmiechnęła się lekko, ale zaraz znów zatonęła w ramionach chłopaka. Przyciągnęła go do siebie bardziej. Chciała miec go blisko, bardzo blisko.
Nie protestowała kiedy przycisnął ją do ściany. Wiedziała, że nie zrobi jej krzywdy i czuła się całkowicie bezpieczna. Co do tych bohaterek romansów to zły przykład. Nienawidziła byc księżniczką czekającą, aż ktoś ją uratuje. Chociaz teraz tak się właśnie czuła. Była księżniczką tonącą w objęciach ukochanego rycerza. Ta rola akurat bardzo się jej podobała. Jej ręce mimowolnie zaplotły się na szyi chłopaka, a potem jakby w jakimś amoku zaczęły błądzic po jego twarzy, jakby chciały zapamiętac każdy jego szczegół. Jakby bały się, że ta chwila nigdy się nie powtórzy i nie będą miały już okazji znów byc tak blisko.
Kocham cię!
Aj! Niedobrze, niedobrze! Kiedy tylko usłyszała te słowa przestała go całowac odsuwając się o kilka milimetrów. Oparła się czołem o czoło Felixa, a oczy nadal miała zamknięte.
- Felix... - westchnęła. Otworzyła oczy, które niebezpiecznie się zaszkliły i spojrzała na chłopaka.
- Ja wiem, że ty czujesz do mnie coś więcej niż tylko zwykłą przyjaźń. Niestety dla mnie jesteś tylko przyjacielem i jest mi z tym bardzo źle, uwierz mi. Musisz... dac mi trochę czasu. Czuję, że między nami coś się rodzi, ale nie chcę tego zepsuc. - znów oparła się o zimną ścianę.
- Ja sama nawet nie wiem już co czuję. - pokręciła bezradnie głową.
Tylko się nie rozpłacz Michelle, nie przy nim. No tak, Chelle nigdy nie płakała przy świadkach, więc panowało powszechne przekonanie, że nie jest do tego zdolna. A ona po prostu nauczyła się użalac nad sobą i płakac w samotności. Tak, żeby nikt nie widział.

//nie ma to ja wena -.-
avatar
Michelle Maxwell

Age : 25
Liczba postów : 28
Join date : 17/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala Prób

Pisanie by Felix Veil on Pią Cze 26, 2009 10:17 am

Uśmiechnął się gorzko, no tak, mógł się tego spodziewać. Zresztą co tu gadać, spodziewał się i już. Po prostu. Ale próbować zawsze można, prawda? I raczej nie byłoby w tej sytuacji nic złego, wszak Michelle odmówiła mu i świat nadal się kręcił, a chłopak czuł jeszcze smak jej ust, ale powiedzmy sobie szczerze: panicz Veil nie lubił i nie umiał przegrywać, zwłaszcza w sprawach dotyczących dziewcząt. A szczególnie tej jedynej. Bo ile razy za nią latał i biegał, ona zawsze go odtrącała. I nawet teraz, kiedy wszystko zaczęło się tak dobrze, kiedy nawet całowali się jakby jutro miał być koniec świata, ufał, że jednak ich przyjaźń wreszcie zakończy się czymś fajnym, czymś większym. A tutaj odmowa: nie tym razem, kolego, spadaj. Daj mi czas, jesteś tylko przyjacielem, standardowa gadka. To było gorsze niż policzek - Felix przyzwyczaił się do policzków wymierzanych mu przez Maxwell. Do odmów natomiast nie, nigdy.
Miał nadzieję, że przynajmniej jednej parze się uda, obecnie zaszytej w szkolnej altance, o czym oczywiście nie miał jeszcze pojęcia. Westchnął ciężko i zmarszczył brwi. Wbijając wzrok w ścianę, próbował opanować potok myśli, spróbować coś zrobić lub odpowiedzieć, ale nie umiał. Mimo że spodziewał się takiej odpowiedzi, do końca miał nadzieję, że jednak usłyszy coś innego. Zwłaszcza po tym, jak wykrzyczał na całą klasę swoje psychopatyczne przemyślenia. Był zły, nie umiał przegrywać. Wiedział, że Michelle miała prawo, że mogła decydować za siebie samą i właśnie zdecydowała, ale przecież dała mu jakąś nadzieję, jakąś szansę; jednak mimo wszystko czuł się zawiedziony. I przegrany. Czy mówiłam już, że Veil nie umiał przegrywać? No właśnie, nie umiał. Dlatego też zacisnął gniewnie pięści, po chwili rozluźniając je i próbując się uśmiechnąć.
- Nie ma sprawy - odpowiedział, siląc się na spokój i rozluźnienie, a sam już nie wiedział, czy dobrze mu idzie, czy nie. Obserwował twarz Michelle, biednej i zagubionej Michelle, która nie wie czego chce od życia. Zaryczanej, pogmatwanej Maxwell, która najpierw całuje, a potem odrzuca, więcej logiki by się tutaj przydało, prawda? - Mamy przecież dużo czasu, nie naciskam - dodał, ocierając łzy z oczu dziewczyny, a po chwili wzruszając ramionami, jakby naprawdę nic się nie stało, jakby naprawdę nie miała czym się przejmować, bo on jest dzielny i to rozumie, a jej odmowa jest najzwyklejszą rzeczą pod słońcem, która wcale go nie rusza, jak przystało na nastoletniego boga seksu oraz naczelnego łamacza serc dziewcząt z Beauxbatons. Na świecie jest jeszcze przecież tyle lasek, które z chęcią go pocieszą, o tak, tak, wystarczy stąd wyjść i jakiejś poszukać, same się na niego rzucą, nie ma sprawy, on sobie poczeka z nimi wszystkimi, w międzyczasie osłodzą mu smutki, a ty siedź tu sobie i myśl, myśl, myśl, przecież sama tego chciałaś, nie? Zresztą... Ty chyba sama nie wiesz czego chcesz, Maxwell. A mogłaś mieć wszystko.
Felix uśmiechnął się gorzko do swoich myśli i odsunął, podchodząc do drzwi. Po chwili ciężka klamka zaskrzypiała i odskoczyła, a do środka wlał się blask korytarzowych świec, oświetlając na chwilę wielki fortepian. - Przynajmniej dzięki za jasność sytuacji - dodał z ironicznym uśmiechem na twarzy i już go nie było.
avatar
Felix Veil
Prefekt

Age : 26
Liczba postów : 75
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Sala Prób

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach