Klapa w podłodze

Go down

Klapa w podłodze

Pisanie by Catherine Farvardin on Sro Cze 17, 2009 11:11 am

Klapę nie łatwo znaleźć, gdyż jedynie uchwyt od niej wystaje spod dużego posągu przedstawiającego trytona z mocno zaciśniętymi palcami na trójzębie. Mimo twardego materiału z jakiego jest wykonany, nie jest zbyt trudno go przesunąć.
Małe i kręte schodki prowadzą do małego pomieszczenia z długim korytarem prowadzącym w zachodnią część zamku. To przejście zapewne nie raz przyda się, kiedy podczas patrolowanych korytarzy zdarzy Ci się opuścić swoje dormitorium. Posąg trytona wróci na swoje miejsce, dzięki czemu nie musisz sie martwić o dostrzeżenie klapy przez jednego z prefektów.
avatar
Catherine Farvardin
Administrator

Age : 25
Liczba postów : 136
Join date : 13/06/2009

http://beauxbatons.withme.us

Powrót do góry Go down

Re: Klapa w podłodze

Pisanie by Catherine Farvardin on Pon Cze 22, 2009 1:07 pm

Najpierw przyszło im pokonać odcinek rozpoczynający się przy drzwiach od dormitorium aż do zamkowych wrót. Tak, dla niepoinformowanych, dormitorium Équilibre znajdował się w budynku na zewnątrz wśród soczystych traw. Niby bardziej intymnie a jednak do zamku dalej. Omijając wystające z ziemi korzenie, dreptały teraz po brukowanym dziedzińcu. Krwistoczerwona sukienka Catherine, delikatnie uniesiona do góry, nie zamiatała już podłoża, choć kilka listków trawy i tak zdążyło się do niej przyczepić kilka ździebeł trawy.
Wysunęła rękę do przodu, chcąc popchnąć drzwi, te jednak rozwarły się nie spotykając jej dotyku. Uniosła sukienkę nieco wyżej przestępując próg, co nie było łatwe w kilkucentymetrowych szpileczkach. Zazwyczaj nie miała okazji pokazywać się w takich butach, mimo że radziła sobie już co raz lepiej. Jak szczęście dopisze to zminimalizuje się częstotliwość upadków. Położyła rękę na torebeczce przewieszoną przez ramie ruszając dalej w głąb zamku.
Dziewczyny, jedna obok drugiej, pokonując zgiełk na sali balowej, schodziły teraz po wysokich stopniach zmierzając ku posągowi przedstawiającego trytona z mocno zaciśniętymi palcami na trójzębie. Tu, na dole było jeszcze bardziej wilgotno niż w całym zamku. Pochodnie przymocowane do ścian i płonący w nich pomarańczowo-żółto-czerwony ogień rzucały na ścianę dziwne, podłużne cienie, wciąż ulegające zmianie. Pchnęła lodowaty marmur, który ustąpił niezwykle łatwo. No i zaczęły się schody i to prawie dosłownie. Dziewczyna schyliła się ostrożnie uważając, aby przypadkowo nie stracić równowagi i nie zaznać chłodu jej kafelków. Pociągnęła w końcu za uchwyt od klapy, ukazując rząd schodów i pomieszczenie w dole. Powoli zeszła tam widząc jak Mélanie D'Artagnan podąża za nią, również unikając bliskiego kontaktu ze ścianą pokrytą grubą warstwą kurzu. Catherine nawet nie chciała sobie wyobrażać w jakim stanie przyjdą na bal, jeśli w ogóle tam dotrą.
Otworzyła małą torebeczkę, słysząc jak uprzednio klapa się zamyka i posąg wraca na swoje miejsce. Uśmiechnęła się szeroko wyjmując szklaną lufkę i drugą podając dziewczynie. Przez chwilę zastanowiła się co dalej, po czym wyjęła mała folijke w którym znalazła się sproszkowana roślina. Nabiła nią włożoną do ust fifkę, po czym przyłożyła do niej różdżkę. Zrobiła głęboki wdech, wciągając dym do płuc. Kiwnęła porozumiewawczo głową do dziewczyny obok, dopiero chwilę później wypuszczając szary obłok z ust. Miała nadzieje, że nikt nie pofatyguje się zajrzeć to tego, jakże ustronnego miejsca. Westchnęła głęboko z uśmiechem na ustach.

_________________
avatar
Catherine Farvardin
Administrator

Age : 25
Liczba postów : 136
Join date : 13/06/2009

http://beauxbatons.withme.us

Powrót do góry Go down

Re: Klapa w podłodze

Pisanie by Blaise Crebillon on Pon Cze 22, 2009 2:12 pm

Przedzierając się przez tereny zielone, blondynka zastanawiała się nad tym, co robi. Właśnie miała przekreślić całe swoje dotychczasowe życie, cały swój poukładany świat. Panna D'Artagnan pali i ćpa?! Nie, to się stanowczo wykluczało. I to z kim miała to zrobić? Z notoryczną degeneratką i pustelniczką. Dziewczyną, o której wszyscy słyszeli, ale tak naprawdę nikt jej nie znał. Ale cóż, zawsze musi być ten pierwszy raz.
Brnąc przez długi, zakurzony korytarz, pedantyczna Mélanie miała tylko nadzieję, że aż tak się nie uwali. Że jej idealnie niebieska sukienka nie stanie się nagle szara, tylko wciąż będzie przyciągać wzrok swoim intensywnym kolorem.
Dotarłwszy do miejsca, gdzie zamyka się klapa w podłodze, zlustrowała spojrzeniem swoją kreację. No, niby nikt nie będzie zwracał na nią uwagi, ale... Ona będzie widziała!
Obserwując poczynania panny Catherine Farvardin ze swoją lufką, pochwyciła tą, podaną przez współlokatorkę i sięgnęła do swojej torebeczki. Wyciągnęła z niej woreczek foliowy, wypełniony zielonym chwastem, uprzednio odpowiednio zmiażdżonym i posiekanym. Wetknęła dwie szczypty w szerszą część lufki, chowając resztę zioła do torebki i zapaliła wystające z fifki elementy maryśki. Co do narkotyków, to jej organizm o wiele bardziej przyswajał majkę, ale przecież nie będzie teraz kombinować ze strzykawkami. Zaciągnęła się, przytrzymując przez moment błogi dym w płucach, po czym wypuściła go powoli ustami, tworząc kółka.
- O której zaczęła się impreza? - spytała po chwili, spoglądając na współlokatorkę przez okulary w grubych, czarnych oprawach i ponownie przytknęła sobie lufkę do ust.
avatar
Blaise Crebillon

Age : 25
Liczba postów : 42
Join date : 21/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Klapa w podłodze

Pisanie by Catherine Farvardin on Wto Cze 23, 2009 4:28 am

Cóż za paradoks, doprawdy - dwie wystrojone dziewczyny z lufka w ustach. Kolejna niekontrolowana salwa śmiechu, poprzedzona dawka spalającej się w szklanej rurce rośliny. Trzeba przyznać, że Catherine do szczęścia dużo nie potrzebowała. Może dobrze, może nie... Świat z biegiem czasu stawał się co raz piękniejszy, nawet pomieszczenie nabierało kolorów. Zza wachlarza rzęs uważnie śledziła ruchy towarzyszki. Ta radziła sobie nie najgorzej i ku zdziwieniu panny Farvardin miała własną torebeczkę. Coś czuła, że nie one jedne w tej szkole popalają i to nie tylko papierosy, rozpowszechnione za skalę światową. Była pewna, że w tej szkole nie paliło jedynie kilka osób. Laurent i...? No właśnie. Zresztą dowodów było dużo, a przede wszystkim leżących w wysokiej trawie na błoniach.
- Bal? Z tego co wiem już się zaczął... - mruknęła z błogim uśmiechem na ustach, poprawiając sukienkę kilkoma ruchami dłoni Wiedziała, że leży idealnie, ale mimo to nie mogła się powstrzymać. W powietrzu unosił się delikatny słodki zapach, a ona czuła, że jest co raz bardziej głodna. Miała nadzieje, że na sali balowej jest jakiś stolik zapełniony przepysznym jedzenia. Oparła się o zakurzoną ścianę, przecierając oczy i kolejny raz przykładając różdżkę do końca fifki. Zaraz, zaraz czy to nie zapasy, które dostała od znajomej mieszkającej w Holandii? Czy mimo wszystko to co było w torebce zawdzięczała małemu ogródkowi w rodzinnym miasteczku Lyon, o którym wiedziała tylko Catherine.
Hebanowe oczy zwrócone były teraz ku jednej z pochodni. Jej kształt przypominał dziewczynie wafelek wypełniony orzeźwiającymi lodami, których w tej chwili zapragnęła dziewczyna.

_________________
avatar
Catherine Farvardin
Administrator

Age : 25
Liczba postów : 136
Join date : 13/06/2009

http://beauxbatons.withme.us

Powrót do góry Go down

Re: Klapa w podłodze

Pisanie by Blaise Crebillon on Wto Cze 23, 2009 7:14 am

Właśnie, czy ktoś jeszcze, prócz Laurenta w tej szkole nie szarpnął się na jakąkolwiek używkę? Z pewnością kilkoro osób takich było. Gdyby nie ostatnie wakacje, Mel również należałaby do grona osób 'czystych'. Swoją drogą, Laurent to taki chłopiec niczego sobie, może by się koło niego zakręcić? Blondynka zaśmiała się cicho i potrząsnęła głową. Ona i chłopcy? Dziękuję, postoję.
Bal już się zaczął? Jak to, impreza bez nich? Ach, no tak, kiedy wejdą, wszscy zorientują się, że bez nich żadna impreza nie jest prawdziwą imprezą. Co do jedzenia, po paleniu Mel nigdy nie była w stanie niczego przełknąć. No, chyba że mówimy o alkoholu. O jego sporej ilości. Panna D'Artagnan, z racji tego, iż nie była w pełni człowiekiem, miała nieco skomplikowany metabolizm i po większej ilości alkoholu w postaci połowy butelki wina nie była w stanie normalnie myśleć. Od razu odpływała, nie było z niej żadnego pożytku. Dlatego wolała się ograniczać do maryśki i majki.
Lody, lody, lody... Nie, Mel teraz nic w siebie nie wciśnie. Powinna wrócić do pokoju i zasnąć, o tak! Dziś już raczej nie powie nic sensownego. Chociaż... Kto ją tam wie.
Blondynka zaciągnęła się po raz kolejny, po czym żar zgasł. Normalka. Jednak dziewczyna nie sięgnęła do torebki po różdżkę, by zapalić ponownie, była już w odpowiednim stanie. Na tyle odpowiednim, by o swoich siłach przebrnąć przez kolejne elementy tego wieczoru.
- Idziemy? - spytała, rzucając wzrokiem na swoją współlokatorkę.
Po raz ęty tego wieczoru przesunęła dłonią po swojej sukience, pozbywając się rzekomego kurzu i ruszyła przed siebie, kierując się w stronę sali balowej.
avatar
Blaise Crebillon

Age : 25
Liczba postów : 42
Join date : 21/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Klapa w podłodze

Pisanie by Go?? on Sob Cze 27, 2009 12:51 pm

Cordell pewnie jako jeden z niewielu uczniów nie był na tegorocznym balu z okazji rozpoczęcia nowego roku szkolnego, gdyż uważał, że jeden więcej czy jeden mniej uczeń nie robił przecież żadnej różnicy, a zresztą nie lubił takich uroczystości. Zamiast podrygiwania w rytm drętwej muzyki granej przez francuską orkiestrą spotkał się ze swoim kolegą w ich tajnym miejscu, gdzie sobie troche popili. A teraz chciał zacząć czytać książkę pod tytułem „Jak opanować świat w miesiąc?” autorstwa Louisa Vessera, będącego jego dalekim krewnym. Księga była bardzo stara, w czarodziejskim świecie egzemplarzy nie było zbyt wiele, a szczęśliwym posiadaczem jednego z nich był właśnie panicz Delacroix. Trzymając owy przedmiot w ręku oraz podręczną torbę szedł wolnym krokiem w stronę najchłodniejszego, a zarazem najzimniejszego miejsca w całej szkole, mianowicie suterny, gdzie właśnie Morgue mieli swoje dormitorium. Droga jak to droga. Podczas niej spotkał wielu uczniów, którzy właśnie próbowali porozmawiać bądź zaciągnąć swoje partnerki w jakieś ciche i bezludne miejsce. A przynajmniej tak chłopakowi się wydawało. Zboczeńcy. Wzruszywszy swoimi kościstymi ramionami otworzył klapę w podłodze, rozglądając się jeszcze za sobą czy czasem nikt go tym razem nie śledzi, a może i napotka jeszcze jakiegoś prefekta? Rozsiadł się wygodnie opierając o wilgotną ścianę i zdejmując z nosa okulary. Nie, on wcale nie miał żadnej wady wzroku, po prostu tak mu się podobało i co najważniejsze wyglądał w tych okularach odrobinę starzej od innych rówieśników. Oto chodziło! Wyciągnął swoją różdżkę stworzoną z dębu oraz włosa testrala i westchnął.
- Lumos - wyszeptał, a na końcu różdżki pojawił się mały płomyczek. Czas zabrać się za czytanie, a później knucie nikczemnego planu w samotności! Dlaczego w samotności? Bo jak na razie nikt nie był wystarczająco odważny by współpracować z pomysłowym i uroczym Cordellem - przyszłym geniuszem zła.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Klapa w podłodze

Pisanie by Elisée Maudit on Sob Cze 27, 2009 2:09 pm

Z błoni udała się powolnym krokiem do zamku. Miała ochotę zdjąć buty, bo szczerze mówiąc, mimo iż wygodne, trochę ciążyły na małych stopkach Elisée Vanory. No, ale przecież nie będzie chodzić po zamku na boso! Nie dość, że nie w jej stylu, to na dodatek nie wypada. No, ale dzisiejszy wieczór mogła zaliczyć do udanych. Podpierała chwilę kolumny, ubrudziła sobie sukienkę, poznała Gaspard’a, zatańczyła na balu, i trochę się napiła. Jeden kieliszek, dla uściślenia. Tak więc wędrowała do zamku, przeczesując co chwila swoje rude włosy. Dzisiaj były wyjątkowo gładkie i proste, bo miała je zaczesane wcześniej w kok. Czemu zawędrowała do lochów – nie miała pojęcia. Kiedyś w końcu przydałoby się odwiedzić pokój prefektów. I załóżmy, że teraz patrolowała korytarz, o. Zauważyła świecące okrągłe cośi przystanęła na chwilę. Oj, czyżby nawinęła się nam tu jakaś ofiara? A skądże znowu! Jest bal, nie ma zamiaru się Elis na nikogo wydzierać. A już zwłaszcza, jeśli to przedstawiciel brzydkiej płci. Zagładziła spokojnie suknię, i uśmiechnęła się delikatnie. Podeszła bliżej chłopaka, zaglądając mu ukradkiem na książkę.
- Co takiego ciekawego jest do czytania, że na bal nie poszedłeś?
Spytała, pierwsze patrząc na okładkę, a później przeniosła wzrok na twarz chłopaka. Ale to było pewne, że pewna część szkoły nie przyjdzie na tegoroczny bal. A dlaczego? Z lenistwa! Ale nie ma to jak zwalić na nie umiejętność tańca. Cóż. Posłała chłopakowi jeszcze jeden uśmiech, po czym poprawiła po raz kolejny włosy. W końcu ktoś musiał przeszkodzić naszemu geniuszowi zła. Załóżmy, że to przyszła Geniuszka zła.

_________________

Porcelanowy uśmiech
Na porcelanowej twarzy
Tak nie wiele potrafi wyrazić.
Porcelanowa lalka z pełnymi radości porcelanowymi oczami
Z pięknego materiału sukienka z falbankami
Blond włosy ze sztucznego tworzywa sprawiają, że lalka wygląda jak żywa
Nikt nie wie jednak co czuje porcelanowe serce,
Zamknięte jak w szklanej butelce
...
avatar
Elisée Maudit
Prefekt naczelny

Age : 24
Liczba postów : 95
Join date : 21/06/2009

http://corka-ciemnego-zla.blog.onet.pl/

Powrót do góry Go down

Re: Klapa w podłodze

Pisanie by Go?? on Sob Cze 27, 2009 2:48 pm

Cordell doskonale słyszał zbliżające się kroki właśnie do tego odludnego miejsca. Szybko wypowiedział formułkę przeciwną do zaklęcia Lumos, a mianowicie Nox. Doprawdy miła niespodzianka spotkać jedną z sióstr Vanora, a w dodatku jeszcze oryginalną wersje! Młodzieniec zmierzył uważnie złośliwym wzrokiem panienkę z Vanité, starając się wychwycić jakieś ważne szczegóły, których niestety było bardzo mało. Od młodszej Jennifer nie różniła się zbyt wiele z wyglądu - ta sama bladziuteńka cera, podobna sylwetka i nawet styl ubierania, tylko jedna z dziewcząt miała szmaragdowozielone oczy, a druga brązowe.
- Dużo jest ciekawych książek do czytania, wierz mi. Już po tym całym zamieszaniu? - przymknął na krótką chwile powieki, przekrzywiając głowę delikatnie na bok. Oczywiście miał na myśli ten cały tegoroczny bal, na którym nie był, bo wolał sobie popić ognistą whisky z wiernym kolegą. Dobrze, że żaden prefekt czy też nauczyciel ich nie przyłapał, gdyż wtedy byłoby kiepsko i punktacja domu wynosząca w tej chwili aż zero spadałaby do minusa. Ale przecież to nie było aż takie ważne, prawda?
- Słońce, gratuluje zasłużonego awansu! - mruknął z małym zadowoleniem. Tak, teraz trzeba być miłym wobec nowiutkiej pani prefekt, w końcu jeszcze na niego naniesie za nieładne zachowanie. Zresztą czytanie książek o czarnej magii było surowo zabronione. Ba! Jeszcze mu skonfiskuje jego księgę autorstwa Louisa Vessera i co wtedy będzie? Płacz i zgrzytanie zębów! Rzecz jasna nie panicza Delacroix, tylko Vanory. Niezauważalnie wsunął przedmiot do podręcznej brązowej torby, w której znajdowała się jeszcze jedna książka (tym razem o eliksirach), opróżniona do połowy butelka ognistej, mugolskie papierosy… I w tym momencie chłopak miałby nieźle przerąbane u grona pedagogicznego, krótko mówiąc.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Klapa w podłodze

Pisanie by Jennifer Vanora on Nie Cze 28, 2009 4:54 am

Bardzo mi przykro, ale pewna małpa postanowiła popsuć sielankę. A czego można było się po mnie spodziewać? W końcu jako ta zła i niedobra zawsze wszystko musiałam psuć. Co gorsza, przynosiło mi to niesamowitą frajdę. Och, tak mi przykro, że się urodziłam. Gdybym miała wybór? Cóż za głupie pytanie. Przecież świat beze mnie byłby niczym. Ale już dość o tym.
Z cienia wyłoniła się (ha! Tu was zaskoczę) zwierzęcia postać. A dokładniej- kocia. Jennifer Vanora chyba po raz pierwszy ukazała się w zwierzęcej postaci na terenie szkoły. Nie, to by było kłamstwem. Raczej- w towarzystwie. Planując przyjście tutaj nie spodziewałam się kogokolwiek spotkać. A tu niespodzianka! Moja idealna siostrzyczka gawędziła sobie z Cordell’em. Machnęłam ogonem, przybliżając się do nich.
Oto zaleta utrzymywania swoich mocy w sekrecie- moja droga siostrzyczka nie miała pojęcia, iż potrafię zamienić się w kota. W przeciwieństwie do Cordell’a. Uznaliśmy, iż zachowanie tajemnicy przyda nam się w podboju świata. Ale cii, nie będziemy teraz o tym rozmawiać, prawda? Bo jeszcze się wyda!
Podeszłam do chłopaka, mrucząc cicho. Nie raczyłam spojrzeć na swoją siostrę. Przecież musiałam patrzeć na nią przez większą część życia. Tak więc otarłam się kocia głową o rękę Cordell’a, ignorując Elisee. Nie muszę mówić, iż jej towarzystwo bardzo, ale to bardzo mi się nie podobało, prawda?

_________________
avatar
Jennifer Vanora

Age : 25
Liczba postów : 28
Join date : 20/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Klapa w podłodze

Pisanie by Elisée Maudit on Nie Cze 28, 2009 4:59 am

Delikatnie zamrugała oczami, ponieważ zrobiło się po chwili ciemno. Ale mówić, że Elisée Vanora jest taka sama jak siostra, to po prostu jest dla niej nic innego jak ubliżanie. No cóż, miłe to niezbyt było, ale to prawda. Elis była dużo ładniejsza od siostry. Trochę niższa, włosy jaśniejsze, rysy twarzy łagodniejsze. O, nawet nie ma na niej piegów! I na dodatek bardziej kobieca sylwetka. No, ale przecież zaś tak nie można besztać Jennifer. Ona też ma swoje plusy, chociaż niektóre z nich głęboko ukryte. A oczy i cera, to się zgodzę. Na jej twarzy pojawił się „jedno - kącikowy” uśmiech.
- O, wierzę ci. Sama lubię czytać. I raczej już się zaczyna przerzedzać Sala Balowa. Ale jakoś mi się dziwnie wydaje, że nie wszyscy udali się do swoich dormitoriów – Odpowiedziała, próbując coś zobaczyć w ciemności. Cóż, ale jeśli chodzi o prefektów, to większość pewnie samych popiło i zabalowało. No, oprócz Elisi oczywiście. Ona wypiła tylko jeden kieliszek. Po chwili wywróciła delikatnie oczami i wyciągnęła różdżkę, po czym delikatnie nią machnęła. Nie minął ułamek sekundy, a pochodnia, która znajdowała się kawałek za paniczem Delacroix’em zapłonęła ciepłym, pomarańczowożółtym ogniem. Na słowa chłopaka uniosła jedną brew wysoko do góry, a ręce splątała pod biustem.
- A dziękuję. Ale tak czy tak, widziałam, co czytasz – Odparła patrząc prosto w oczyska chłopaka. A milutkim wcale zaś nie trzeba być. A zresztą, do Elis możesz się podlizywać, szkoda tylko, że jej to nie wzruszy! Ale jednego milszego pana więcej nie sprawi najmniejszego kłopotu. Ale nie ma się co bać! Na razie. Nie skonfiskuje mu książki. Ale na razie. Zobaczymy, jak dalej się wszystko potoczy, o. Och, ależ ja nie mam na myśli czegoś zboczonego! Nie ma mowy. Toć to dziewczę jeszcze nikomu nie dało dotknąć swoich ust, to co dopiero coś innego. Poflirtować? Owszem. Pocałować w policzek? Czemu nie. Ale jak do tej pory jest jakby to nazwać ... nietknięta, nawet po ustach. Och, czyżbym wydała największy sekret naszej pani Prefekt? Być może, ale wszyscy już o tym zapomnieli. Zgrzytanie zębów panny Vanory? Niedoczekanie! Ale faktycznie. Gdyby ktoś zobaczył, jakie „skarby” skryte sąw torbie panicza Delacroix’a, niezbyt dobra byłaby jego sytuacja. Po chwili zauważyła coś takiego, co to się nazywa kot. Przekrzywiła delikatnie głowę, i nie wiadomo jakim cudem, to coś włochate wydało się jej znajome. Ale tylko delikatnie wzruszyła ramionami i znów skierowała wzrok na Cordell’a.

_________________

Porcelanowy uśmiech
Na porcelanowej twarzy
Tak nie wiele potrafi wyrazić.
Porcelanowa lalka z pełnymi radości porcelanowymi oczami
Z pięknego materiału sukienka z falbankami
Blond włosy ze sztucznego tworzywa sprawiają, że lalka wygląda jak żywa
Nikt nie wie jednak co czuje porcelanowe serce,
Zamknięte jak w szklanej butelce
...
avatar
Elisée Maudit
Prefekt naczelny

Age : 24
Liczba postów : 95
Join date : 21/06/2009

http://corka-ciemnego-zla.blog.onet.pl/

Powrót do góry Go down

Re: Klapa w podłodze

Pisanie by Go?? on Nie Cze 28, 2009 6:48 am

Cordell wiedział dużo, zdecydowanie więcej niż taki przeciętny szary uczeń tejże szkoły. Może nie znał tajemnic tego starego budynku, jednak tak szczerze mówiąc to strasznie chciał odkryć wszystkie ukryte pomieszczenia czy też zagubione legendarne artefakty. Panicz Delacroix nie przepadał specjalnie za kotami, które były symbolem złych czarodziejów i czarownic, ale przecież można zrobić jeden wyjątek, prawda? W końcu to była jego koleżanka Jennifer Vanora, będąca animagiem. Chyba nawet od niedawna.
- Nietrzeźwe umysły robią swoje - i kto to mówi! On też nie był do końca trzeźwy, ale po nim to nawet nie było tego widać. Tak czy siak zachowywał się normalnie, nawet bardzo. I po co ona zapaliła tę pochodnię, która żarzyła się teraz na pomarańczowo. Lepsza była ciemność, zdecydowanie! I wtedy nikt by go nie oskarżył, że robi to specjalnie, ale oczywiście panienka prefekt musiała wszystko popsuć.
- Wiem, że widziałaś - mruknął. Właśnie trzeba być miłym w takich sytuacjach. Może niekoniecznie szczerze miłym, ale kultura wymaga. Czasami. I dobrze, że rudowłosa nie zamierzała jak na razie mu skonfiskować książki, teraz w każdym momencie może od niej uciec i już go nie zastanie tutaj. Co do flirtu… Zobaczymy. Pocałowanie panienki Vanory w usta było wykonalne, wystarczy przecież podać jej eliksir albo rzucić na nią zaklęcie i po sprawie, co nie? Jedynie Jennifer tutaj przeszkadzała w jego niecnym planie, ale da się coś z tym zrobić. Na pewno. Cordell wziął kota na kolana, uśmiechając się delikatnie sam do siebie.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Klapa w podłodze

Pisanie by Elisée Maudit on Nie Cze 28, 2009 7:15 am

Och, nikt w to nie wątpi, że panicz Delacroix wie więcej niż inni uczniowie. Ale prawda, nawet nauczyciele nie znali dobrze tego budynku, to co dopiero uczeń. Prychnęła cicho i znów wbiła spojrzenie w kota.
- Taa. Nawet za dużo robią – Mruknęła cicho. A po naszym Cordell’u nic a nic nie było widać. No, może odrobinę. A pochodnia, po to, ponieważ ciemność mimo iż lepsza, bardziej krępująca. Bóg wie, co mogłoby się stać! O, i teraz przez ciało Elis przeleciał dreszcz. I oczywiście! Ktoś musi psuć, ktoś musi być czasami tym fe i niegrzecznym. Jeśli nie ma w pobliżu Jennifer. Teraz na usta naszej ślicznej pani Prefekt wstąpił złośliwy uśmiech. Oj, czyżby za dużo spędzonych chwil z rodziną? Och, możliwe. I to nawet za bardzo.
- Ale nie wezmę Ci tej książki – Odparła, nie zmieniając ani miny, ani „położenia” swojego ciała. Cóż, miłym można być, ale już wspomniałam, Elis to nie wzrusza. Można być miłym, ba , nawet powinno się być miłym, ale nie na wszystkich zawsze to działa. Och, czyżby panicz Cordell coś knuł? A zresztą w ogóle, nasza panna Vanora musiałaby pierwsze wypić ten eliksir, a na to by się nie zgodziła. A co do rzucenia zaklęcia, też by łatwo nie było. Jak już wspominałam, nasza dziewucha była dość silną wiedźmą, miała niemały refleks i była metamorfomagiem, więc jakby już kiedyś planował coś zrobić, pierwsze musiałby zidentyfikować jej osobę. A to z jej umiejętnością na pewno nie było łatwe. I, o zgrozo, była prefektem! I wyczyn takiego kalibru{chodzi o eliksir} nie byłby dla Delacroix’a czymś przyjemnym. Spojrzała na kota.
- Wiesz, czyj to kot? – Spytała, ale tak po prostu, żeby wypełnić panującą tu ciszę. Praktycznie w ogóle jej ten zwierz nie interesował.
Oj, czyżby miał on oczy takie jak nasza Jennifer? Co prawda, ona kiedyś wspominała, że jest animagiem, ale ona zawsze gada dużo i bardzo rzadko jest to prawdą. Cóż, rodzina. Jakimś dziwnym przypadkiem wolała na razie nie dotykać owego stworzenia. Stała jeszcze tak chwilę, a później po prostu zagładziła spódnicę.
- No, to ja już się będę zbierać. Służba czeka - Powiedziała, tłumiąc śmiech i odeszła, jak to się mówi, siną dal.


Ostatnio zmieniony przez Elisée Vanora dnia Sob Lip 25, 2009 11:40 am, w całości zmieniany 2 razy

_________________

Porcelanowy uśmiech
Na porcelanowej twarzy
Tak nie wiele potrafi wyrazić.
Porcelanowa lalka z pełnymi radości porcelanowymi oczami
Z pięknego materiału sukienka z falbankami
Blond włosy ze sztucznego tworzywa sprawiają, że lalka wygląda jak żywa
Nikt nie wie jednak co czuje porcelanowe serce,
Zamknięte jak w szklanej butelce
...
avatar
Elisée Maudit
Prefekt naczelny

Age : 24
Liczba postów : 95
Join date : 21/06/2009

http://corka-ciemnego-zla.blog.onet.pl/

Powrót do góry Go down

Re: Klapa w podłodze

Pisanie by Jennifer Vanora on Nie Cze 28, 2009 9:18 am

Strasznie dużo gadacie, a dzisiaj jest taki upał, więc cała wena i chęć gdzieś się zapodziały. No ale cóż, trzeba coś powiedzieć! Tak wiec do dzieła. Cordell musiał znać te wszystkie miejsca. W końcu niektóre świetnie nadawały się na kryjówkę. Zwłaszcza te, których nie znali nauczyciele (mogłam o tym pomyśleć i nie pchać się z Raphael’em do sali z kominkiem). Przecież takie miejsca idealnie nadawały się do knucia podstępów oraz spisków. A ja miałam pewną przewagę- jako kot mogłam przeciskać się przez mniejsze przejścia, w których ktoś taki jak Cordell by utknął. Ba! On by nawet się tam nie zmieścił.
Prychnęłam cicho, patrząc na Elisee. Kto wymyślił, aby akurat ona została prefektem? Od tej chwili cokolwiek bym nie robiła, będę miała jej oddech na karku. I niech ktoś powie, że dziewczyna nie jest idealna, to zastrzelę. O, Elisee starała się być wredna? Czyżbym trafiła do jakiegoś równoległego świata? Albo ten stanął na głowie.
Zamruczałam cicho, kiedy wylądowałam na kolanach Cordell’a. Bycie kotem czasami naprawdę sprawiało mi radość. Mogłabym przebywać w zwierzęcej postaci przez cały czas, gdybym miała na to wystarczająco dużo siły. Ale te parę naście minut też nie było złe. Znów zaczęłam mruczeć, jednocześnie się przeciągając. Najgorszy był fakt, iż ze względu na Elisee musiałam udawać, iż nic nie rozumiem. Dlatego właśnie kiedy spytała o mojego właściciela (o zgrozo, jak to brzmi), zamiast spojrzeć na nią, położyłam się na kolanach Cordell’a, patrząc na przeciwległą ścianę. Ciekawa byłam, o czym rozmawiali przed moim przyjściem.

_________________
avatar
Jennifer Vanora

Age : 25
Liczba postów : 28
Join date : 20/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Klapa w podłodze

Pisanie by Madeline De La Cuesta on Sro Lip 22, 2009 8:48 am

Po jakże pechowym wypadzie nad jezioro Madeline postanowiła zatopić swe smutki w czymś mocniejszym. Jej spodnie zdążyły już zupełnie wyschnąć. Dziewczyna minęła wejście do dormitorium swojego domu. Nie miała zamiaru przesiadywać w towarzystwie lalusiowatych nastolatek, których rozmowy sprowadzały się tylko do pudru, lakieru do paznokci i szpilek. Mad nie zajrzała nawet do środka żeby zostawić tam swoją przemoczoną deskę. Szła korytarzami z nadąsaną miną. Szukała jakiegoś ustronnego miejsca gdzie mogłaby spokojnie pomyśleć. Przypomniała sobie o klapie w podłodze, którą odkryła pewnej niezapomnianej nocy kiedy to po ciągu niefortunnych wydarzeń musiała zwiewać od prefekta. Zeszła po marmurowych schodach i znalazła się w sutenerach. Rzuciła tęskne spojrzenie na wejście do dormitorium męskiego domu i ruszyła dalej korytarzem. Nareszcie zatrzymała się naprzeciwko dużego posągu przedstawiającego trytona. Chociaż już wiele razy widziała tą statuę ten trójząb cały czas wywoływał u dziewczyny nieprzyjemny dreszcz. W jej wyobraźni pojawiło się kilka nieprzyjemnych obrazków. Natychmiast potrząsnęła głową żeby pozbyć się ich z umysłu i zabrała się do przesuwania posągu. Wydawało by się, że taka drobna istotka jak ona nie poradzi sobie z pomnikiem takich rozmiarów jednak wykonała tą czynność bez większych problemów. Na posadzce ukazała się znajoma drewniana klapa. Madeline obejrzała się przez ramię sprawdzając czy nikt jej nie obserwuje, zauważyła jednak tylko długą linię wody zostawioną przez przemoczoną deskę. Mad pociągnęła za okrągły uchwyt i powoli zeszła po krętych schodkach. Na szczęście w środku nie było nikogo. Usiadła na drewnianej ławeczce rozglądając się dookoła. Ostatnim razem zostawiła tutaj butelkę smoczej łyski. Zanurzyła rękę pod ławkę i po chwili wyciągnęła pusty do połowy pojemnik z trunkiem. Nie miała tylko kieliszka...
avatar
Madeline De La Cuesta

Age : 25
Liczba postów : 21
Join date : 17/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Klapa w podłodze

Pisanie by Pierre Le Brun on Sro Lip 22, 2009 9:04 am

Panicz Pierre szedł korytarzem szukając jakiejśtam zbroji. Podsłuchał ostatnio, że pod zbroją jakiegoś gościa znajduje sie fajne, spokojne miejsce. Wziął więc gitarę, i wsadził ją do futerału i nie zważając, że jest tam coś po za nią wyruszył na poszukiwanie owej kryjówki. Bez problemu znalazł to miejsce i bez żadnego wysiłku przesunął zbroję. Otworzył klapę i ruszył małymi schodkami do środka. Miał wrażenie, że zwymiotuje po zjedzeniu takich ilości przekąsek różnej maści. Gdy doszedł do pomieszczenia i zobaczył tam jego partnerkę w tańcu upadł. Po prostu przewrócił się na schody siadając na twardm, kamiennym stopniu. Speszony z lekka wstał masował chwilkę obolałe pośladki i starając się nie zwracać uwagi na towarzyszkę wyjął gitarę i usiadł na futerale. Było mu niewygodnie. Wstał i pomyślał
-To pewnie dostrajacz
Po dokładnym sprawdzeniu futerału znalazł tam... niewielką butelkę rumu
Panicz Le Brun wytrzeszczył oczy i o mało nie wypuścił gitary z ręki. Zdążył się jednak opanować i na jego twarzy zagościł uśmiech. Usiadł znowu na futerał, oparł plecy o ścianę, przy lewej ręce postawił rum, w prawą wziął gitarę i zanim zaczął grać przypomniał sobie o obecności ''tej drugiej''. Powiedział więc
-Znów się spotykamy. Przy pierwszym spotkaniu zapomniałem zapytać o imię. Patrzył na nią jeszcze chwilkę, po czym opuścił lekko głowę do gitary i jeszcze raz spojrzał na nią czekając na odpowiedź. Niegrzecznie jest grać i zagłuszać czyjeś słowa.
avatar
Pierre Le Brun

Age : 26
Liczba postów : 11
Join date : 22/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Klapa w podłodze

Pisanie by Madeline De La Cuesta on Czw Lip 23, 2009 3:59 am

Mad właśnie miała upić łyk ognistej łyski, kiedy usłyszała głośny huk, który potoczył się po małym pokoiku i odbił od marmurowych ścian. Zdezorientowana dziewczyna wypuściła z rąk butelkę wywołując tym samym jeszcze większy hałas. Cała jej zawartość rozlała się na posadzkę. Madeline diabelskim spojrzeniem zmierzyła chłopaka, który właśnie wparował zakłócając jej samotność. Zazwyczaj to ona robiła największą rozróbę. Czegoś takiego można się było spodziewać tylko po nim. Pierre Le Brun te facet, z którym pomimo jego działającego na nerwy charakteru przetańczyła niemal cały bal.
- Mówi się dzień dobry - syknęła
Do czego to doszło żeby ona Madeline robiła ludziom uwagi na temat dobrego wychowania! Podczas ostatniego spotkania z Pierrem zauważyła, że jest nowy, arogancki, a zarazem niezwykle czarujący.
- Madeline De La Cuesta - przedstawiła się w końcu, a na jej twarzy znów pojawił się uśmiech na widok butelki z rumem, którą przyniósł ze sobą chłopak.
avatar
Madeline De La Cuesta

Age : 25
Liczba postów : 21
Join date : 17/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Klapa w podłodze

Pisanie by Pierre Le Brun on Czw Lip 23, 2009 4:23 am

Chłopak nagle podniósł głowę. Uniósł brwi i powiedział
-Nazwisko hiszpańskie, ale już nie uroda...
Przypomniał sobie nagle, że w końcu on sam się nie przedstawił.
- Ja jestem Le Brun. -powiedział- Pierre- dodał szybko.
Był dziś taki roztargniony. Nagle dopatrzył się deski. Spojrzał na nowo poznaną. Potem znów na deskę. Zaraz, czy ona była mokra?! O, nie tego już za wiele. Dotychczas uważał pannę Madelaine czy jak jej tam za arogancką, to jednak była zniewaga! Opanował się jednak w porę.
- Nie sądzisz, że lepiej będzie działać, lub w ogóle będzie działać jeśli ją osuszysz zaklęciem? Inaczej zardzewieje. A szkoda, bo to dobry sprzęt.
Tym zdaniem zakończył rozmowę. I zaczął grać. Na początku gapił się na struny grając jakąś spokojną melodię, potem zaczął w końcu rozglądać się po pokoju. Widząc rozlane whisky odezwał się znowu.
-Widzę, że przerwałem imprezę. Nie martw się mam własny trunek- tu przestał grać lewą ręką chwycił butelke i po otworzeniu zębami wypił kilka łyków. Na twarzy Le Bruna szybko zagościły lekkie rumieńce. Poprawił się lekko na futerale i grał dalej znów patrząc na struny.
avatar
Pierre Le Brun

Age : 26
Liczba postów : 11
Join date : 22/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Klapa w podłodze

Pisanie by Madeline De La Cuesta on Czw Lip 23, 2009 7:09 am

Panicz Le Brun widocznie nie miał zamiaru poczęstować jej trunkiem więc usiadła na ławce i założyła ręce na piersiach po czym niczym nadąsana pięciolatka wystawiła w jego stronę język. Pierre nie mógł tego niestety tego zobaczyć gdyż usiadł do Madelinki tyłem co bardzo się jej nie spodobało. Miała ochotę podnieść z ziemi szklaną butelkę i cisnąć nią w ten pusty pierogowy łeb.
- i tak nic już z niej nie będzie - burknęła. - poza tym to nie twoja sprawa - dodała mierząc plecy Pierra diabelskim spojrzeniem.
Nie mogła już wytrzymać. Wstała podnosząc z ziemi deskę. Obeszła chłopaka dookoła i usiadła naprzeciwko niego wsłuchując się w uspakajającą melodię. Zaczęła przyglądać się jego nie brzydkiej twarzy. Kiedy jednak doszła do ust i malującego się na nich szelmowskiego uśmiech zerwała się nagle z ziemi i ruszyła w stronę krętych schodków. Nie wiedziała gdzie się uda. Może zaszyje się w jakimś zapomnianym korytarzu... byle najdalej od tego irytującego młodzieńca.
avatar
Madeline De La Cuesta

Age : 25
Liczba postów : 21
Join date : 17/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Klapa w podłodze

Pisanie by Pierre Le Brun on Czw Lip 23, 2009 9:11 am

Pierre nie przerwał grania. Nawet za bardzo tej panienki nie lubił. Chociaż... A co tam! Nie wahając się zarzucił futerał na plecy, chwycił gitarę w jedną rękę, a drugą wrzucił rum do futerału. Pobiegł za Madelaine. Złapał ją za rękę i przytrzymał uścisk, żeby się nie wyrwała. Przynajmniej ją zatrzymał. Teraz najgorsze- przeprosiny.
- Pardon. Yyyyyy, to, znaczy przepraszam, Madelaine, ja zachowałem się jak idiota. Wiem, jestem arogancki, iytujący i bezczelny, ale jestem tu nowy i dzięki temu nie tracę pewności siebie.
-Idioto, i co, uwierzy Ci w to?.- pomyślał.- Co zawsze robisz na przeprosiny? Śpiewasz!
-Madi, żeby Ci udowodnić, że mi przykro, zachowam się jak prawdziwy francuz. Wyjął gitarę, spojrzał w oczy Madelaine i zaśpiewał jej piosenkę Madonny ''Sorry''. Uśmiechał się przy tym diabelsko. Nie oczekiwał, że mu wybaczy, mogła go jeszcze bardziej znienawidzić, ale piosenkę zaśpiewać musi. Już od kilku tygodni miał ochotę zaśpiewać komuś ten kawałek. Zaśpiewał 1 zwrotkę i refen więcej nie umiał, niestety. I spojrzał nieśmiało na wkurzoną pannę
-Słodko wyglądasz kiedy jesteś taka naburmuszona- powiedział. Pod wpływem jej spojrzenia czuł się jak mały chłopczyk który ukradł zabawkę. To nic. Spodziewał się różnych reakcji. Mogłaby spłonąć rumieńcem (byłoby tak słodko), walnąć go z liścia za arogancję ( to się często zdarza), lub uśmiechnąć się w geście że przeprasza (sprawa załatwiona). Jednak znając odmienny typ charakteru, jakim była Madi pewnie zrobi coś zupełnie innego.
avatar
Pierre Le Brun

Age : 26
Liczba postów : 11
Join date : 22/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Klapa w podłodze

Pisanie by Madeline De La Cuesta on Czw Lip 23, 2009 10:44 am

Pierwszy promyczek słońca wydostał się przez uchyloną klapę w podłodze, kiedy Madeline została nagle złapana za rękę i tym samym unieruchomiona. Odwróciła się w stronę Pieroga i wytrzeszczyła na niego oczy. Co on w ogóle robi. Z wrażenia usiadła na schodku z takim impetem, że zabolały ją cztery litery. Wlepiła wzrok w Pierra, który właśnie zaczął odgrywać na swej gitarze jakiś kawałek zupełnie dla Madelajny nieznany. Mówiąc szczerze nawet wpadł jej w ucho. Kiedy tylko chłopak skończył swą jakże poruszającą serenadę dziewczyna wstała i walnęła go po pustym łebku pierwszą rzeczą jaka się jej nawinęła pod rękę, a była to niestety ważąca całkiem sporo deskorolka. Nie za to, że tak zawodził ale za ten tekst "Słodko wyglądasz jak jesteś taka naburmuszona". Madi nie była jednak taka podła na jaką wyglądała. Uśmiechnęła się diabelsko i obdarowała go krótkim ale jakże słodkim pocałunkiem po czym usiadła na ziemi na przeciwko niego i przyglądała mu się szczerząc się od do ucha.
- głupi jesteś wiesz - wyparowała.
Stwierdziła z niesamowitą satysfakcją, że zdezorientowany chłopak ma bardzo głupią minę. Madi zaczęła nagle śmiać się stanowczo zbyt głośno i pokładać na zimnej, marmurowej posadzce. Mimo wszystko ta arogancka, irytująca i bezczelna istota poprawiła jej humor zepsuty przez Felixa i tą głupią zepsutą deskę. Dziewczyna czuła się teraz tak jakby to wszystko wydarzyło się w jakiejś bardzo dalekiej przeszłości...
avatar
Madeline De La Cuesta

Age : 25
Liczba postów : 21
Join date : 17/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Klapa w podłodze

Pisanie by Pierre Le Brun on Czw Lip 23, 2009 12:28 pm

Pierre po skończeniu swego utworu oberwał. Tak, tak po prostu oberwał. No tak czasami obrywał od dziewczyn, ale zwykle to była torebka. Ale nigdy deska. Cios był trochę bolesny, oj był! Panicz Le Brun zachwiał się żeby nie paść na twarz, ( och, szkoda buźki, szkoda) ukląkł. Kręciło mu się w głowie. Widział gwiazdy. I widział Madi (kiedy oni przeszli na Ty?). Kiedy usłyszał cmoknięcie zorientował się, że to do niego. Uśmiechnął się lekko. Jakoś usiadł, oparł głowę o ścianę i zamknął oczy. Powiedział do panienki
- Wcześniej zachowałem się niegrzecznie, Rumu? To ostatnie powiedział z trudem. Nie czuł się najlepiej. Wszystko wirowało, i czuł, że zaraz te wszystkie przekąski, które zjadł mogą wrócić. Nie lubił wymiotować, oj nie lubił. Modlił się, żeby nie zwymiotował. Nie przy De La Cueście. Otworzł wreszcie oczy. Spojrzał na dziewczynę. Już nie kręciło mu się w głowie, ale wciąż był na nią trochę zły. Jakby czytając w jej myślach powiedział.
- To Madonna. Ma kilka fajnych kawałków.- usmiechnął się lekko, jakby przepraszająco- już nie jesteś na mnie zła?- zapytał z nadzieją.
Ciekawiła go ta jego taneczna partnerka. Niby jej nie znał, a gadają jak starzy przyjaciele. Bo co właściwie o niej wiedział? Właściwie nic. Nawet czy ma chłopaka nie wiedział. Albo chociaż czy ma bliską koleżankę bez chłopaka?
avatar
Pierre Le Brun

Age : 26
Liczba postów : 11
Join date : 22/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Klapa w podłodze

Pisanie by Madeline De La Cuesta on Czw Lip 23, 2009 3:06 pm

Dziewczyna wreszcie przestała się śmiać i usiadła spokojnie na swoim miejscu. Chyba za mocno przywaliła Pierrowi tą deską bo wyglądał jakby zaraz miał zwymiotować. Trudno zasłużył sobie - pomyślała i uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- Nic ci nie jest? - spytała widząc, że chłopak zaczął się niebezpiecznie chwiać.
Po chwili jednak odetchnęła z ulgą. Twarz panicza Le Brun odzyskała powrotem dawny kolor. Spojrzała na butelkę z rumem. Chciała zapytać o kieliszki, ale kto normalny nosi w futerale od gitary szklane przedmioty. Madeline przenosiła wzrok z butelki na Pierra i jeszcze raz z butelki na Pierra. W końcu chwyciła trunek i upiła niewielki łyk. Jakoś przeszła ją ochota by upić się w trupa i paść niczym żul pod sklepem. Poza tym wolała znosić te piekielne bule głowy rano, po ognistej łyski niż po rumie. Brakowało jej tego przyjemnego szczypania w gardle po wypiciu tego jakże wybornego trunku. Oddała butelkę Pierrowi obdarzając go przesłodkim uśmiechem jako podziękowanie.
- Padnij do mych stup i błagaj o przebaczenie ty... ty... - odpowiedziała wyniosłym tonem na pytanie chłopaka - no dobra wybaczam ci - powiedziała i jej głos znów wrócił do normalnego.
Teraz wypadało by żeby to ona spytała się go czy nie dąsa się na nią ale jakoś się jej o tym zapomniało. Cała Madi. Nie można było mieć jej tego za złe.
avatar
Madeline De La Cuesta

Age : 25
Liczba postów : 21
Join date : 17/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Klapa w podłodze

Pisanie by Pierre Le Brun on Pon Lip 27, 2009 12:37 pm

A jednak panicz miał to Madelaine za złe. Ta dziewczyna zupełnie nie była taka, w guście jego, Pierre'a Le Bruna, jaka powinna być. Odpowiednia dziewczyna powinna być dziewczęca, słodka, uprzejma i grzeczna. Mimo, że chłopak był skatem, to pochodził z dobrej rodziny, i miał w sobie coś, jakby to wyrazić coś szlacheckiego. Nie przeszkadzałoby mu chodzenie we frakach, na dworskich przyjęciach zadzierając nosa, tęskniłby tylko za deskorolką, a gitarę zastąpiłby mandoliną. Dlatego też, nie spodobała mu się Madi. Do niej pasowało mu określenie, które kiedyś słyszał: babochłop. Bo ta dziewczyna zdecydowanie była babochłopem. Miała w sobie urok, ale ukrywała go przed światem i przed sobą. I to nie było LeBrunowe. Najchętniej powiedział by, to co teraz myślał, ale to nieeleganckie. Miał ochotę powiedzieć
- Zadziwiasz mnie, droga Madelaine. Bo widzisz, jesteś dziewczyną z którą nie poszedłbym na randkę, ale gadam z Tobą. Dziwne, nie?
O tak, z jaką chęcią by to powiedział. Ale nie. Musiał mu się trafić dzień, w którym ma być dystyngowany. Zamiast powiedzieć jeden z taklich zwrotów, które miał w głowie rzekł z lekkim ukłonem
- Nie sądzisz, że skoro już mi wybaczyłaś to lepiej będzie usiąść w wygodniejszym miejscu?
Miał ochotę dodać jeszcze
-Okropna byłaby to strata gdybyś ''złapała wilka''-ale to również było niegrzeczne. Zaraz czy Pierre Le Brun to powiedział?! O tak, chyba własnie powiedział na głos co myśli! Zrobił głupią minę, udał, że wcale to nie miało miejsca i podprowadził De La Cuestę schodami w dół, jakby to ona przed chwilą prawie zwymiotowała. Miał nadzieję, że panienka przemilczy i wybaczy mu tę uwagę. W końcu nie widział nawet jak De La Cuesta zasuwa na desce...
avatar
Pierre Le Brun

Age : 26
Liczba postów : 11
Join date : 22/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Klapa w podłodze

Pisanie by Madeline De La Cuesta on Pon Lip 27, 2009 1:41 pm

Panicz Le Brun miał niesamowite szczęście, że nie powiedział na głos tego co o Madlence pomyślał. To, że De La Cuesta miała odmienny od większości dziewczyn w tej szkole styl nie znaczyło, że od razu była babochłopem, o nie. Ona po prostu lubiła luźne spodnie długie T - shirty i deskę. Potrafiła mimo wszystko ubrać się bardzo dziewczęco o czym świadczyła zawartość jej szafy, niestety Pierog nie mógł o tym wiedzieć gdyż nigdy tam nie zaglądał.
- Ja już chyba pójdę - powiedziała dziwnie poważnym tonem.
Nagle powrócił jej zły humor. Musiała teraz pobyć sama. Mad popchnęła ręką klapę w podłodze i przelazła przez nią z niewielkim trudem. Nawet się nie odwróciła. Rzuciła się biegiem przez korytarz a w jej oczach zabłysły łzy. Dla czego? O tym wie tylko ona...

_________________
...WHO?...ME?...

...Shut up!...
avatar
Madeline De La Cuesta

Age : 25
Liczba postów : 21
Join date : 17/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Klapa w podłodze

Pisanie by Pierre Le Brun on Wto Lip 28, 2009 5:39 am

Pierre podrapał się za głową. On to chyba nigdy nie zrozumie kobiet. Westchnął i zastanawiał się co robić dalej. Przeszła mu ochota na samotność. Może wymieni gitarę na deskę i trochę poszaleje? Gdyby się tylko znalazło odpowiednie miejsce, porobiłby trochę back flipów. A gdyby jeszcze była jakaś słodka dziewczyna, to byłby w niebie. No, ale narazie musi się skupić na znalezieniu sobie odpowiedniego miejsca. Może błonia?
-No, to już mam plan na dziś- mruknął do siebie- Więc niech się dzieje co ma się dziać i byle dalej od De La Cuesty, dziś nie jest w nastroju.
No właśnie, Madelaine. Czy ona naprawdę musi był taka niezrozumiała- zapytał sam siebie
-Najwidoczniej tak- mruknął znowu.
Schował gitarę do pokrowca, wypił resztkę rumu, a pustą butelkę ukrył w mało widocznym miejscu. Ziewnął lekko i wyszedł szybkim krokiem po schodach, kierując się do Dormitorium.
avatar
Pierre Le Brun

Age : 26
Liczba postów : 11
Join date : 22/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Klapa w podłodze

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach