Ogrody

Go down

Ogrody

Pisanie by Catherine Farvardin on Pią Cze 19, 2009 12:40 am

***
avatar
Catherine Farvardin
Administrator

Age : 26
Liczba postów : 136
Join date : 13/06/2009

http://beauxbatons.withme.us

Powrót do góry Go down

Re: Ogrody

Pisanie by Blaise Crebillon on Czw Cze 25, 2009 4:38 am

Zaczął się rok szkolny. Wszyscy uczniowie zabierają się do roboty, a profesorowie starają się wybić z głów swoim podopiecznym resztki wakacji, co nie było jednak takie proste. Pogoda nęciła jasno świecącym słońcem i wysoką temperaturą. Przyjemny wietrzyk muskał delikatnie twarze osób, które postanowiły wyrwać się z zamku na kilka chwil. Taką też osobą był jasnowłosy Francuz odziany w szkolny mundurek - cóż, przepisy! Trzeba o nie dbać, jeśli ma się rodzinę w kadrze nauczycielskiej, powinno się dawać dobry przykład innym, zarówno tym młodszym, jak i starszym kolegom ze szkoły, gdyż niektórzy chyba zapominali, gdzie się znajdują.
Blaise szedł spacerkiem przez trawnik - tak, bezczelność, ścieżek to już nie ma? - ze swoją ukochaną, przewieszoną na pasku przez plecy niczym samurajski miecz. Co będzie sobie nadwyrężać ręce? Te miał aktualnie zajęte. Znaczy, tkwiły właśnie w kieszeniach czarnych spodni chłopaka. Szczerze mówiąc, nie chciało mu się uczyć, ale wakacje również mu się dłużyły. Kiedy zaś ponownie trafił do tego zamku, zaczął tęsknić za wolnością. Aktualnie w jego głowie kłębiło się multum myśli. Nie potrafił przypomnieć sobie fragmentu tekstu piosenki, którą ułożył tuż przed rozpoczęciem roku, podczas jazdy.
- Na sklątkę - mruknął gniewnie pod nosem, docierając do ogrodów, miejsca rzadko odwiedzanego przez adeptów Akademii Beauxbatons. Tutaj mógł spokojnie zaszyć się pośród drzew, niezauważony i oddać się ukochanemu zajęciu - muzyce.
Jak tak coraz bardziej zagłębiał się w teren ogrodów, doszedł do wniosku, że już raczej sobie nic nie przypomni. Usiadł więc zbulwersowany na trawie, opierając się plecami o młodą jabłonkę. Mogła mieć zaledwie kilka lat, jej kora nie była tak ciemna, jak okrycia innych drzew. Crebillon pociągnął za pasek, przesuwając akustyka z pleców do przodu i odchylił głowę w tył, przymknąwszy oczy, by na moment wyciszyć umysł. W chwilę później lewą ręką natrafił na podstrunnicę, a prawą do delikatnych strun archtopa. Bezwiednie zaczął wygrywać prostą melodię popularnej, francuskiej kołysanki. Musiał trochę rozruszać palce, długo nie grał. Aż od... wczoraj?
avatar
Blaise Crebillon

Age : 26
Liczba postów : 42
Join date : 21/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Ogrody

Pisanie by Chloé Lefèvre on Czw Cze 25, 2009 5:08 am

Co za nuda. Czy w tej szkole na prawdę nic sie nie działo? No może nie licząc tego, że po raz kolejny została osaczona przez grupę pierwszoklasistów próbujących namówić ją do spędzenia z nimi choć pół godzin y swojego jakże cennego czasu. No bo był cenny. Tak na prawdę co jej szkodziło się zgodzić? Nic, a nic. No może poza tym, że na pewno pochwalili by się kolegom, który powtórzyli by z chęcią tą ' zabawę'. Bo dla nich to chyba była zabawa. Może magia roztaczająca sie dookoła dziewczyny była za silna. Lecz co ona mogła z tym zrobić? Była tą wybrakowaną. Cała wila potrafiłaby to po prostu 'wyłączyć'. Cóż matki się nie wybiera prawda?
Chloè nie przychodziła tu często. Używała togo miejsca by odizolować sie od innych. Nie nie chciała tu nikogo spotkać. Ciasny mundurek był delikatnie rozpięty u góry, a kapelusika nawet nie raczyła zabrać z szafki nocnej stojącej obok wielkiego łóżka. Jakże cudownie było mieć tylko jedną współlokatorkę. Zapewne w najbliższym czasie diametralnie się to zmieni i ponownie nastanie ciasnota. No, ale to nieuchronne, a jak można korzystać to trzeba korzystać prawda. Blondyneczka niestety do pedantek i czyścioszków nie należała więc ubrania, kosmetyki i inne bibeloty leżały na podłodze. A panienka Lefèvre zamiast zabrać się za tak zwane obowiązki co porabiała? Można powiedzieć, że uciekała od nieprzyjemności jak najdalej potrafiła.
Aktualnie przedzierała sie przez krzaki malin. Co ja podkusiło, żeby wejść w kujące krzaczory? Myślicie, że łakomstwo? Tak dziewczyna uwielbiała maliny. Ja jednak stawiam na czystą głupotę.
Rajstopy już miała podarte w jednym miejscu, a w jasnych włosach chyba spoczywała jedna z gałązek tych perfidnych roślin. Dziwne, że nie ucierpiała delikatna błękitna tkanina mundurka, ale cudem nie było na niej nawet jednej małej szparki. Właśnie kręciła się lekko dookoła własnej osi próbując wyjąć kawałek drewna z loków kiedy spojrzenie chabrowych oczu spoczęło na blondynie. Co ja podkusiło, żeby podejść bliżej? A kto to wie, ale robiła dookoła siebie tyle hałasu, że nie mogła umknąć niezauważona
avatar
Chloé Lefèvre

Age : 25
Liczba postów : 12
Join date : 21/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Ogrody

Pisanie by Blaise Crebillon on Czw Cze 25, 2009 6:06 am

Czy aby napewno w szkole panowała nuda? Nie, Blaise nigdy nie mógł narzekać na brak zajęcia - a to pobrzdęka na gitarze, poukłada książki w bibliotece, pomoże komuś z pracą domową, poobserwuje wodne zwierzęta. Tak, te ostatnie były dla Crebillona prawdziwą pasją, niemal tak wielką, jak muzyka. Mógł godzinami opowiadać zarówno o trytonach i druzgotkach, a także o kole kwintowym i skali majorowej. Ale wracając do ogrodu, malinki nie były aż tak straszne. W gruncie rzeczy zamiast iść przez kłujące krzaczory, panna Lefèvre mogła wybrać się na spacerek dróżką, o wiele bezpieczniejsza i przyjemniesza trasa. No, ewentualnie można było również szarpnąć się na zadbany trawnik, który Blaise zbeszcześcił w brutalny sposób swoimi butami.
Ubrania i kosmetyki na podłodze? O nie, panicz Crebillon nie mógłby sobie na to w życiu pozwolić! W końcu miał świecić przykładem. Czasem był pedantyczny aż do bólu, wprawiając tym samym swoich współlokatorów w napady nagłego, niepohamowanego śmiechu. Bezczelni i pozbawieni empatii, ale cóż Blise mógł na to poradzić - lubił ich i tyle.
Żadne skradanie pannie Lefèvre by nie pomogło, blondyn miał tak wyczulony słuch, że niemal słyszał ciężko opadające krople deszczu na trawnik, a następnie wsiąjakącą w spulchnioną przez dżdżownice ziemię. Szarpiąc kolejne, pojedyncze struny, upajał się wspaniałymi drganiami i dźwiękiem, wydobywającym się z jego ukochanego wiosła.
- Ach, śpij, śpij, a ty się nie chowaj, bo wiem, że tam jesteś - zaśpiewał nieco głośniej, przechylając głowę w stronę, gdzie stała dziewczyna, aby wyraźnie usłyszała jego słowa.
Nie lubił ukrytej widowni. Jeśli ktoś przychodzi, by słuchać, to niech usiądzie obok, a jak nie chce słuchać, to niech odejdzie, nikt przecież go nie zmusza do przebywania w niechcianym towarzystwie.
avatar
Blaise Crebillon

Age : 26
Liczba postów : 42
Join date : 21/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Ogrody

Pisanie by Chloé Lefèvre on Czw Cze 25, 2009 6:48 am

Dla tej oto uroczej panienki niestety wszystkie te druzgotki tudzież trytony były tak nudne jak przemówienia nowego nauczyciela. Cóż może ją chłopak przekona? Będą się dopełniać? On spokojny, ona szalona? Bla bla bla. Wszystko to bzdury. Ludzie dobierają się pod względem instynktu, atrakcyjności lub cech wrodzonych, a nie jakiegoś tam dopełniania. Ying i Yang i tym podobne duperele. Co do muzyki. Sprawa była trochę bardziej skomplikowana. Muzykalna była z niej istotka, lecz tylko pod względem praktyki. Jej zdolność kończyła się na odczytaniu nut i wygraniu tego co powinna. Co dziwne wychodziło jej to jak powinno. Może miała szczęście? Może wrodzony talent? Najprawdopodobniej robiła wszystko na czuja. Bo na fortepianie grała pięknie. Nigdy nie zdarzył jej sie błąd początkujących na 'przeskakiwaniu' z klawisza na klawisz przez co melodia nie była płynna. Nie. Chloe zdawała sie latać od dźwięku do dźwięku nigdy nie tworząc linii przerwanej. Dziwne porównanie prawda?
Blondyneczka wcale nie próbowała się skradać. Jeśli panicz Crebillon liczył na cichą wielbicielkę, która od pierwszego wejrzenia zakocha sie w 'chłopcy z gitarą' to najprawdopodobniej się mylił. "Najprawdopodobniej", bo dziewczyna go jeszcze nie widziała. Podparła jedną rękę na biodrze delikatnie wyglądając zza rośliny, która teraz była czymś w rodzaju muru, który ich oddzielał.
- Ależ ja się wcale nie chowam-odparł mu melodyjny sopran, bowiem takim właśnie rodzajem był głos wili. Wyszła, albo raczej wypłynęła zza krzaków podchodząc żwawym krokiem do chłopaka. Nie patrzyła jednak na niego. Obserwowała chmury płynące powoli po błękitnym niebie. Przeskoczyła dzielącą ich odległość i usiadła na przeciwko podkurczając nogi. Wyglądałaby trochę jakby sie modliła, gdyby nie to, że rączki zamiast być złożone, spoczywały delikatnie na spódniczce delikatnie ja przygładzając
avatar
Chloé Lefèvre

Age : 25
Liczba postów : 12
Join date : 21/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Ogrody

Pisanie by Blaise Crebillon on Czw Cze 25, 2009 9:00 am

Ludzie zwykli dobierać się właśnie według instynktu, ewentualnie ze względu na bogactwo. Niegdyś również poprzez ocenę statusu materialnego i pozycji w społeczeństwie. Jednak Blaise'a to nie dotyczyło, nie zamierzał się w żaden sposób z nikim wiązać, krzyżować, ani nic z tych rzeczy. Jedyną jego prawdziwą miłością była gitara.
Co do gry na tym instrumencie klawiszowym, to Crebillon nigdy nie próbował chociażby dotykać fortepianu. Wydawał mu się zbyt delikatny, zbyt dziewczęcy. Melodię wydobywało się poprzez naciśnięcie klawisza, to było dla blondyna zbyt banalne. Nie to, co gitara, gdzie trzeba było mieć niezłe poczucie rytmu, by dopasować bicie, wygimnastykowany nadgarstek i silne palce.
Nie, owy Francuz nawet nie myślał o żadnych fanach. Miał nadzieję o ciszy, by móc w spokoju zamknąć się w swoim mały świecie, wypełnionym muzyką. Ale po prostu denerwowało go, gdy on grał i wiedział, że ktoś jest w pobliżu, zapewne go obserwując. Przez lata przywykł do ukradkowych spojrzeń i wymienianych szeptem spostrzeżeń, które niesamowicie go irytowały.
Słysząc wysoki głosik, na moment przestał szarpać struny. Nastała cisza, dało się słyszeć tylko ciche kroki dziewczyny i wiatr, przemykający między liśćmi drzew. Kiedy blondynka wreszcie dotarła do Blaise'a, usadowiwszy się na przeciwko, chłopak leniwie uniósł jedną powiekę. Naraz jednak szybko otworzył drugą, powoli powstrzymując się przed zdumieniem. Dziewczyna była niesamowicie piękna. Jej popielate pukle, otulające bladą twarzyczkę lśniły wśród nieśmiałych promieni słońca, przedzierających się przez korony owocowych drzewek. Intensywny kolor jej oczu zdawał się posiadać hipnotyczną siłę. Na usta chłopaka wkradł się delikatny, niemal niezauważalny uśmiech.
- Jak tam wakacje? - spytał, ponownie zaczynając grać.
Nie, kompletnie nie kojarzył jasnowłosej, co w jego przypadku było dziwne, gdyż miał pamięć do twarzy, zwłaszcza, jeśli ktoś należał do tego samego domu, sądząc po zielonych obwódkach naszywki.
avatar
Blaise Crebillon

Age : 26
Liczba postów : 42
Join date : 21/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Ogrody

Pisanie by Gaspard Dearneal on Pią Cze 26, 2009 5:01 am

Przez dłuższą chwilę błąkaliśmy się po korytarzach bo jak nie jak idiota, ale jak nowy uczeń nieco się pogubiłem. Jednak po krótkim spacerku po zamku znaleźliśmy się w końcu przy głównym wrotach. Nacisnąłem klamką i popchnąłem ciężkie drzwi puszczając tym samym Elisee pierwszą. Przystanąłem na chwilę na dziedzińcu rozglądając się dookoła. Po dłuższych oględzinach skinąłem głową do rudowłosej i wolnym krokiem ruszyłem w kierunku błoni. Ostatecznym miejscem odpoczynku były ogrody. Owszem może była tu jeszcze dwójka uczniów, ale przecież tylko zw względu na nich nie będę szukać innego miejsca. Poza tym jest mi tu wygodnie. Położyłem butelki na ziemi i usiadłem gdzieś pod drzewem chwytając do dłoni tą, którą już wcześniej zdążyłem naruszyć. Jeśli o słowa dziewczyny powiedziane do mnie jeszcze na sali wzruszyłem tylko lekko ramionami. Upiłem łyk ognistej z butelki po czym zmierzchwiłem lekko włosy, które znów były roztrzepane na różne strony. Wciągnąłem mocno powietrze do płuc i uśmiechnąłem się chyba sam do siebie.
- Tak tu jest zdecydowanie lepiej.
Rzuciłem beztrosko i zerknąłem kątem oka na dziewczyną. Skinąłem tylko głową na miejsce obok mnie, ale przecież nie będę jej zmuszał by usiadła. Położyłem butelkę obok siebie i zadarłem głowę ku górze by móc przez chwilę popatrzeć na nieco zachmurzone, aczkolwiek słoneczne niebo. Dzisiejsza pogoda dopisywała. Nie było chłodno, ale też nie upalnie. W sam raz dla mnie bo taką pogodę lubiłem najbardziej. Przez dobrą dłuższą chwilą wpatrywałem się tak zupełnie bezinteresownie w niebo. Może i zauważyłem tam coś ciekawego, albo to po prostu moja dziwna swoją drogą wyobraźnia. W końcu jednak spuściłem wzrok i ponownie wlepiłem ślepia w rudą. Przez jakiś czas obydwoje milczeliśmy co dla mnie nie było zbyt interesujące. Przecież nie przyszliśmy tu po to by milczeć. Zmarszczyłem lekko brwi przez co zrobiły mi się śmieszne grudki na czole, ale to tylko na chwilę.
- Spędziłem z Tobą dużo czasu. A praktycznie nic o Tobie nie wiem.
Skwitowałem krótko i zaśmiałem się cicho. Tak rzeczywiście to było dziwne. Zazwyczaj pierwszy zadawałem jakieś pytanie. A z nią? Po prostu nie było okazji. Tylko chwilę rozmawialiśmy w bibliotece, a na mostku tyle co nic bo pognaliśmy na salę by móc się trochę pobawić. Bal, balem byliśmy zajęci tańcem. Od tego całego balu dopadło mnie lekkie zmęczenie, ale nie tak mocne by teraz tak po prostu odejść do zamku pozostawiając dziewczynę samą. Ognistą? Z pewnością zabrałbym ze sobą. Chociaż butelkę. Ona z pewnością szybko wyciągnęła by mnie ze zmęczenia. Jednakże nie o tym teraz chciałem rozmawiać bo ten temat zbyt szybko by się ze mną nie skończył. Upiłem jeszcze jednego łyka z butelki czując jak ognisty płyn podrażnia delikatnie moje gardło po czym uśmiechnąłem się z zadowoleniem.
- Powiedz mi coś osobie.
Dodałem po dłuższej chwili i oparłem się wygodnie o drzewo, z którego mogłem swobodnie spoglądać na dziewczynę, która chyba dalej nie miała zamiaru usiąść. Czy ja śmierdzę? O zgrozo. Zaśmiałem się ze swoich myśli po czym wróciłem do teraźniejszości. Czekałem wciąż na jakieś słowa dziewczyny i wodziłem za nią wzrokiem z każdym jej krokiem czy to w tę, czy w tę.
avatar
Gaspard Dearneal

Age : 25
Liczba postów : 16
Join date : 22/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Ogrody

Pisanie by Elisée Maudit on Pią Cze 26, 2009 5:52 am

No cóż, pan Dearneal mógł spytać Elis o drogę, ale skoro nie, to przecież nie będzie go do tego zmuszać. Latali po zamku a Elisse wybuchała co chwilę perlistym śmiechem. Może i zachowywała się, jakby była upita, ale tak łatwo to z jej głową nie ma. No, ale w końcu do tego wyjścia trafili. Popatrzyła znacząco na Gaspard’a i wyszła pierwsza drzwiami, a chwilę później znów przed siebie gnali. Znając życie, to wyglądali teraz niczym zakochana para z romantycznego filmu. I , o dziwo Elisia nie potykała się o perfidne korzenie, trawsko a nawet o swoją własną suknię! Przystając na chwilę, oboje omietli spojrzeniem cały dziedziniec i błonia. A później znów ruszyli przed siebie. Gdy w końcu znaleźli się w ogrodach, nasza kochana Elisée Vanora uniosła ręce do góry, i odchyliła swoją głowę do tyłu, zamykając tym samym swoje oczy. Tak, naprawdę jej dziś delikatnie to ujmując odbijało. Po chwili okręciła się wokół własnej osi. Cudowna dziś była pogoda. Nie za ciepło, nie za zimno – idealnie. Słońce delikatnie muskało swoimi promieniami bladą twarz Elis, a liście drzew rzucały na nią migoczące cienie. Uśmiechnęła się, z dalej zamkniętymi oczami, z odchyloną do tyłu głową.
- Też mi się tak wydaje – Odpowiedziała, nie zmieniając swojej dotychczasowej pozycji.
Powietrze było świeże, a przez grube chmury słońce jednak co chwilę się przedostawało, by potańczyć z włosami Elis i pomuskać jej delikatną twarz. Po chwili jednak zerknęła z półprzymkniętej powieki na Gaspard’a i po raz kolejny wyciągnęła różdżkę. Machnęła obok niego i pojawił się tam niewielkich rozmiarów koc. No, przecież nie mogła zniszczyć sobie swojej sukni! Usiadła powoli na nim, a później zerknęła na chłopaka. Faktycznie, spędzili ze sobą dość trochę czasu, a nic o sobie nie wiedzieli. Parsknęła śmiechem i przymknęła powieki, oraz oparła głowę o drzewo, a raczej tak się jej zdawało, że to było drzewo. Prawdopodobnie położyła ją na barku Gaspard’a, ale jak to teraz wypadło – nie chciało się jej ruszać.
- Ja też o Tobie nic nie wiem. – Odparła beznamiętnie – Chociaż właściwie to nie. Wiem , że umiesz tańczyć i nazywasz się Gaspard – Dodała po chwili, i wybuchła już kolejny dziś raz śmiechem.
A dziwne, to dla Elis raczej nie było. Jej początki znajomości zazwyczaj tak wyglądały. No, może nie zawsze, ale zazwyczaj. A męczyć się przy Elis nie da. Pfy! Spróbowałbyś to powiedzieć na głos, a już byś tu sam siedział. Z czerwoną twarzą, oczywiście. Chociaż od czego była legilimencja? Tak, magia jest naprawdę przydatna.
- A co mam Ci powiedzieć? Czystokrwista jestem. I jestem prefektem. I kocham balet, fotografię, i rysować ... – Odparła, dławiąc się własnym śmiechem.
A smród? Jakbyś śmierdział, drogi Gaspardzie, to Elis na sto procent nie rozmawiałaby nawet z Tobą. To co dopiero, tańczyła!

_________________

Porcelanowy uśmiech
Na porcelanowej twarzy
Tak nie wiele potrafi wyrazić.
Porcelanowa lalka z pełnymi radości porcelanowymi oczami
Z pięknego materiału sukienka z falbankami
Blond włosy ze sztucznego tworzywa sprawiają, że lalka wygląda jak żywa
Nikt nie wie jednak co czuje porcelanowe serce,
Zamknięte jak w szklanej butelce
...
avatar
Elisée Maudit
Prefekt naczelny

Age : 24
Liczba postów : 95
Join date : 21/06/2009

http://corka-ciemnego-zla.blog.onet.pl/

Powrót do góry Go down

Re: Ogrody

Pisanie by Gaspard Dearneal on Sob Cze 27, 2009 6:36 am

W sumie to mogłem poprosić ją o pomoc, ale przecież takie bieganie po zamku było całkiem fajne. Bynajmniej tak wywnioskowałem. Dziewczyna co chwilę wybuchała śmiechem, a ja tylko patrzyłem na nią i sam zaczynałem się śmiać. Ale gdy w końcu doprowadziłem ja do wyjścia wyszczerzyłem buzię w dumnym uśmiechu i pognaliśmy czym prędzej na błonia. Po zielonych terenach jednak zbyt długo nie spacerowaliśmy bo jak nigdy szybko zdecydowałem gdzie chce usiąść. Pomimo tego, że w ogrodach były jeszcze dwie osoby rozsiadłem się wygodnie pod drzewem i tak jak mówiłem wodziłem wzrokiem w tę i w tę za dziewczyną. Przyglądałem jej się ze zdziwieniem gdy zaczęła kręcić się wokół własnej osi. Było by jeszcze fajniej gdyby się tak po prostu teraz przewróciła. Oczywiście nie życzyłem jej nic złego, ale skoro już się wygłupia to mogłaby dostarczyć mi jeszcze więcej rozrywki małym upadkiem. Pokiwałem lekko głową na jej pierwsza wypowiedź wzruszając też przy tym lekko ramionami po czym przymknąłem na chwile powieki. A pogoda? Rzeczywiście była idealna. Wcale się nie zdziwiłem gdy dziewczyna wyczarowała koc. Przyznam szczerze, że zapomniałem, że ma na sobie jeszcze tę balową suknię. Przysłuchiwałem się jej wypowiedzi i tylko kiwałem twierdząco głową. W sumie to jednym uchem wpadało drugim wypadało, ale bynajmniej wiedziałem o czym była mowa. Zerknąłem na nią kątem oka po czym zaśmiałem się cicho.
- Czyżby alkohol źle na Ciebie działał?
Zapytałem zaraz po jej wypowiedzi i uśmiechnąłem się lekko. Dopiłem do końca pierwszą butelkę a z moich ust wydobyło się ciche "ooh". Westchnąłem cicho i odłożyłem pustą butelkę na bok. Oczywiście miałem przy sobie zapas, ale jak na razie nie brałem się za kolejną. Znów zwróciłem wzrok na dziewczynę i podrapałem się lekko po głowie jeszcze bardziej mierzchwiąc przez to włosy.
- Tańcem bym tego nie nazwał.
Stwierdziłem wesoło i wydąłem usta w dzióbek przez chwilę się nad czymś zastanawiałem. Ocknąłem się gdy dziewczyna wypuściła na wiatr swoje kolejne słowa. Wysłuchałem jej z ciekawością i słysząc, że lubi fotografie uśmiechnąłem się. No proszę znamy się tak krótko, a już zaczynam mieć do niej słabość.
- Fotografia wrr..
Zamruczałem niczym dzikie zwierze i zaśmiałem się cicho. Po chwili jednak zabrałem się za kolejną butelkę bo zbyt długo nie miałem napoju w ustach. Upiłem łyka, a może nawet dwa i odłożyłem ją na bok. Dla sprostowania nie byłem żadnym pijakiem, nałogowcem czy coś w tym guście. Ale przecież jest okazja. Bal? No może dobiegł już końca, ale ja zawsze świętuje dłużej. Oparłem się jeszcze wygodniej na drzewo i przyglądałem się niebu, które dziś było nieco zachmurzone.
avatar
Gaspard Dearneal

Age : 25
Liczba postów : 16
Join date : 22/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Ogrody

Pisanie by Elisée Maudit on Sob Cze 27, 2009 12:02 pm

No oczywiście, że było fajne. W towarzystwie Elisée Vanory wszystko jest fajne, piękne i cudowne! Nawet martwa cisza. Och, jak to okropnie zabrzmiało. No, ale to przecież prawda! Spojrzała na niego spod byka, ze zdziwieniem na twarzy.
- Alkohol? Jeszcze nic nie wypiłam.
Burknęła, przymykając powieki. Nabrała teraz przez nos dużo powietrza, łaskocząc tym samym leśnym zapachem swoje nozdrza. Powietrze było świeże, przesączone wonią drzew, liści i żywicy. Słońce, które do tej pory nieśmiało wychodziło przez grube chmurska, teraz pokazało się światu w całej swojej okazałości. Elis delikatnie odchyliła głowę do tyłu, i cieszyła się pomarańczowym niebem. No, bo w końcu to dopiero teraz zaczął się prawdziwy zachód słońca! Momentalnie przysunęła się bardziej środka ogrodu, żeby móc lepiej widzeć kąpiel słońca w jeziorze Beauxbatons. Westchnęła i podparła się na rękach. Na razie nie chciało jej się pić; Cieszyła się pogodą i otoczeniem. I towarzystwem, w jakim się teraz znajdowała. No właśnie, Gaspard! Posłała mu delikatny uśmiech, odwracając się przy tym na chwilę do tyłu.
- Nie tańcem? To może zgrabnymi pląsami ciała, hm?
Spytała , z uśmiechem. A po chwili znów odwróciła się w stronę zachodu. Oparła teraz łokcie na zgiętych kolanach, i w tejże chwili zaczął wiać wiatr. Dość silny, ale zaś bez przesady. No ale na tyle silny, że rozczochrał do końca włosy Elis. Przeklęła cicho pod nosem i rozpuściła zwinnym ruchem ręki włosy. Potrząsnęła delikatnie głową i znów podparła się łokciami o kolana. Wiatr delikatnie unosił jej rude do ramion włosy i delikatnie tańczył z suknią. Prychnęła głośno na słowa pana Dearneal’a, ale nawet nie drgnęła.
- Nie lubisz fotografii?
Spytała, beznamiętnym tonem głosu. Posiedziała chwilę w bezruchu, a później drgnęła, jakby poparzona.
- A Ty czym się interesujesz?
Spytała, delikatnie przekręcając głowę. A bal? Pewnie jeszcze trwa. A dla Elis i Gaspard’a pewnie jeszcze długo. Albo raczej nie. Panna Vanora delikatnie potarła ramiona dłońmi i zerknęła przepraszająco na Gaspard'a. Chłodno się jej zrobiło, a poza tym, była zmęczona.
- Przepraszam, ja już pójdę. Mam nadzieję, że kiedyś to wszystko ... dokończymy
Odparła, ze zniewalającym uśmiechem. Ale żeby tak sprawę załagodzić, musnęła delikatnie policzek naszego Gas'a i ruszyła powoli w stronę zamku.

_________________

Porcelanowy uśmiech
Na porcelanowej twarzy
Tak nie wiele potrafi wyrazić.
Porcelanowa lalka z pełnymi radości porcelanowymi oczami
Z pięknego materiału sukienka z falbankami
Blond włosy ze sztucznego tworzywa sprawiają, że lalka wygląda jak żywa
Nikt nie wie jednak co czuje porcelanowe serce,
Zamknięte jak w szklanej butelce
...
avatar
Elisée Maudit
Prefekt naczelny

Age : 24
Liczba postów : 95
Join date : 21/06/2009

http://corka-ciemnego-zla.blog.onet.pl/

Powrót do góry Go down

Re: Ogrody

Pisanie by Chloé Lefèvre on Sob Cze 27, 2009 12:59 pm

Miłością Chloe było... no cóż można nazwać miłością fortepian? Jeśli tak to to jest właśnie jej miłość. Jeśli nie.. No cóż. W takim razie nikogo tudzież niczego nie kochała. Ona jednak zamierzała się z kimś 'krzyżować'... kiedyś. Na razie w zupełności wystarczyło jej samotne życie. Jednak jeśli jakiś się trafi to i nie pogardzi.
Chloe gitara za to kojarzyła się z lowelasami, że tak to ujmę. Taak. Każda dziewczyna miała nadzieję spotkać swojego cudownego muzyka. Nawet nie łączyła jej z dźwiękami czy ruchami nadgarstka. Dla niej był to nieodłączny element 'stylu bycia' macho i raczej wołami nawet nie przekonasz jej do zmiany zdania.
Cóż więc można powiedzieć? Że Blaise miał na pewno powodzenie u dziewcząt. Nie dość, że chłopak był niesamowicie przystojny to jeszcze miał gitarę. Co za ironia! Czas pokaże czy teoria dziewczyny zostanie obalona, czy chłopak okaże się podrywaczem. No już ! Wystarczy tech całych rozważań i w ogóle. Skupmy się może na tym co dziewczyna sobie myślała lub może co robiła? Aktualnie prostowała nogi tak, że jakby obciągnęła palce zapewne zdołała bu dotknąć podeszwy buta bruneta. Oparła się rękami z tyłu wpatrując się w chłopaka z błogim uśmiechem. Słonko świeciło, ptaszki dookoła śpiewały to jak tu się nie cieszyć?
Jej nie trzeba dwa razy powtarzać o szeptach i spojrzeniach zza kolumn czy drzew. U niej jednak wyglądało to trochę inaczej. No cóż chyba dziewczęta były subtelniejsze. Ona doznała niestety napalonych spojrzeń, otwartych ust. Czasem nawet płynęła z nich ślina. Obrzydliwe, prawda?
Wiaterek delikatnie rozwiewał puszyste włosy dziewczyny roznosząc dookoła zapach jakby świeżo skoszonej trawy w połączeniu z wonią pomarańczy. Ciekawe czy dziewczyna po prostu tak pachniała czy stworzyła sobie perfumy o tak szczególnej woni.
Dziewczyna zaraz jednak odpłynęła jakby wpatrując się w uśmiech chłopaka. To znaczy wpatrywała się w jego oczy, ale to rządek białych zębów wprowadził ją w taki stan. Potrzepała delikatnie srebrzystą grzywą powracając momentalnie do rzeczywistości.
- Wakacje już minęły i chyba nie warto ich wspominać- co się działo na wakacjach to tam zostaje. Najczęściej wraca sie do tych cudownych chwil pamięcią, ale w jej wypadku byłoby to chyba pogwałcenie jej osobistej pamięci. Dawno to z siebie wyrzuciła więc nie za miło by było powracać do tego jakże cudownego domu babci. Nie, nie będę tłumaczyła dlaczego nie chce do tego wracać. Może ta historia pozostanie na jakiś spokojny wieczór przy kominku? - Chyba, że ty masz mi do opowiedzenia jakaś ciekawą historię ....[/b]- tu zabrzmiało jak z jakiegoś mugolskiego filmu kiedy jakaś postać chciałaby poznać imię tej drugiej, bo chyba by się przydało prawda?
avatar
Chloé Lefèvre

Age : 25
Liczba postów : 12
Join date : 21/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Ogrody

Pisanie by Blaise Crebillon on Nie Cze 28, 2009 6:14 am

Oczywiście, że miłość do instrumentu też była miłością, gdyż nie itnieje jedna, konkretna definicja tego uczucia. On narazie nie zastanawiał się w ogóle nad żadnym parowaniem, po prostu nie dopuszał do siebie myśli, że mógłby się związać z drugą osobą, chyba w tym aspekcie jeszcze nie dorósł, pozostawał w pewnym stopiu dziecinny (?). Gdyby jednak go trafiło... Z pewnością starałby się bronić, ale co by mu z tego wyszło? Nie wiadomo.
No to się Chloe nieźle zdziwi, gdy dojdzie do wniosku, że Blaise nie ślini się na jej widok, ani nie stara się rzucać błyskotliwymi uwagami, aby wyjść na najfajniejszego, by się przypodobać. Ten blondyn nie miał w sobie nic z macho, po prostu był miły, a jeśli ktoś odbiera go tak, a nie inaczej, to już jego sprawa, czyż nie? I dziewczyny mogą mieć nadzieję, w końcu ta umiera ostatnia. A panicz Crebillon narazie świata nie widział poza muzyką. Czy to się zmieni? Szczerze - wątpimy.
Obrzydliwe, prawda?
Jak najbardziej! Blaise podczas obserwacji niektórych przedstawicieli płci tej samej, co jego, dochodził do wniosku, że niewiele różnią się od zwierząt z wścieklizną. Jedni i drudzy stają się agresywni, bądź aż nadto spokojni, miewają ataki szału, ślinotok i niedowład mięśni. Bo gdy taki facet znajdzie się w pobliżu wili, czy jest w stanie myśleć realnie? No nie, Darwin wiele się nie pomylił.
Blondyn z całą pewnością wyczuł delikatną woń pomarańczy w powietrzu, która z pewnością nie była spowodowana owocami. W końcu wokoło mieli tylko jabłonki i maliny. Chłopak nie odrywał wzroku od postaci swojej rozmówczyni, jego palce może i ślizgały się płynnie po strunach, ale wzrok wciąż był utkwiony w jasnych włosach i intensywnie błękitnych (?) tęczówkach.
On i ciekawa historia z wakacji? Jeśli ktoś lubi słuchać o rodzinnych wczasach po raz tysięczny w to samo miejsce, to proszę bardzo. Ale czy Peru jest takie ciekawe? No, mają gęste lasy, gdzie można się spokojnie zaszyć, nie narażąjąc na natarczywe oczy gapiów.
- Raczej nie - odparł z uśmiechem, po czym się zaśmiał.
On, gdyby chciał znać jej imię, po prostu by spytał. Teraz jednak nie było mu potrzebne. W pewnym momencie zmieniło się bicie i melodia. 'Joe le taxi' chyba każdy zna? Ostatnio była to piosenka fanatycznie grana przez Crebillona.
- Śpiewasz? Ja nie wyciągnę - spojrzał na blondynkę pytająco.
Co do opowieści o domu babci, to przecież mają w szkole Komnatę Kominkową, może pewnego dnia zimą z kubkiem gorącej czekolady?
avatar
Blaise Crebillon

Age : 26
Liczba postów : 42
Join date : 21/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Ogrody

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach