Regały

Go down

Regały

Pisanie by Catherine Farvardin on Pią Cze 19, 2009 11:49 am

Miejsce, w które zapuszczają się uczniowie, poszukujący interesującej ich pozycji książkowej; regały sięgają sufitu i są dość gęsto poustawiane, dlatego przejścia pomiędzy nimi są wąskie i mogą się w nich zmieścić góra dwie osoby. Jest tu stosunkowo ciemno, więc czytanie tytułów książek przysparza uczniom sporo kłopotów, dlatego w takiej sytuacji zaklęcie Lumos wydaje się być bardzo przydatne.

_________________
avatar
Catherine Farvardin
Administrator

Age : 26
Liczba postów : 136
Join date : 13/06/2009

http://beauxbatons.withme.us

Powrót do góry Go down

Re: Regały

Pisanie by Inès Noël on Sob Cze 27, 2009 4:51 am

Znikąd nagle Inès pojawiła się w bibliotece. Szła, szła aż doszła tutaj. To bardzo przytulne miejsce przyciągnęło ja tutaj na swój tajemniczy sposób. A tak naprawde to panianka Noël przybyła tu w poszukiwaniu jakiejś ciekawej lektury do poczytania w ciepłym lóżeczku. Nie szukała niczego konkretnego, chociarz lubiła stare dawno nie czytane księgi na zapomniane tematy. Dziewczyna przechadzała się pomiędzy wąskimi przejściami.
Kurzu było tu co nie miara. Widocznie zapuściła się w miejsce, które dawno nie zostało odwiedzone przez ludzi. Im dalej szła tym ciemniej robiło się w pomieszczeniu, aż w koncu nie obeszło się bez użycia czarów.
- Lumos - mruknęła Inès wykonujac charakterystyczny ruch swoją różdżką.
W pomieszczeniu od razu zrobiło się jaśniej i mozna było cos dostrzec. Dziewczyna zatrzymała się przed ogromnym regałem zapełnionym grubymi dawno zapomnianymi ksiegami. Zaczeła przejeżdżać różdżką po poszczególnych półkach szukając czegoś dla siebie.
avatar
Inès Noël

Age : 25
Liczba postów : 2
Join date : 26/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Regały

Pisanie by Diana Chevalier on Sob Cze 27, 2009 5:02 am

Diana siedziała tutaj już od dłuższego czasu. Usiadła na podłodze, pomiędzy regałami zaczytując się w grubej księdze o dziejach Albinusa Monestra , znanego i cenionego czarodzieja, którego panienka Chevalier wręcz uwielbiała i z którym była dosyć blisko spokrewniona. Jej rodzina choć nie bogata, miała wręcz wspaniałe znajomości i Diana często obracała się w kręgach najsłynniejszych czarownic i czarodziejów. Z lektury wyrwał ją odgłos kroków, które najwyraźniej dobiegały z regału obok bądź innego korytarzyka pomiędzy nimi. Zamknęła szybko księgę, robiąc przy tym huk, gdyż pomiędzy regałami dźwięk i tak rozchodził się wyjątkowo dobrze. Przymknęła oczy, gdy tuman kurzu wzniósł się nad nią. Delikatnie wolną ręką pomachała przed sobą, by cokolwiek widzieć i zręcznie wstała, trzymając księgę pod pachą. Podeszła cicho, zaglądając ciekawsko za regał sądząc chyba, że to jakiś skrzat czy inne stworzenie zaplątało się tutaj razem z nią, gdyż uczniowie rzadko przebywają tutaj o takich porach. – Ines! – wyrwało jej się, gdy zobaczyła sylwetkę dziewczyny. Warto wspomnieć, że były na tym samym roku i spędziły wiele chwil na pogawędkach w tamtym semestrze. – kochana! Nie było Cię nie balu! Rozglądałam się za Tobą! – zaśmiała się cicho i podeszła do dziewczyny, z lekkim uśmiechem na ustach.
avatar
Diana Chevalier

Age : 25
Liczba postów : 7
Join date : 21/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Regały

Pisanie by Marguerite Delgado on Sob Lip 25, 2009 11:18 am

Dochodziła godzina siedemnasta. Lekcje trzecioklasistów skończyły się jakieś dwie godziny temu. Dzisiejszy dzień był lekki i przyjemny – żadnych wykańczających umysłowo przedmiotów, żadnych testów, żadnych zadań domowych, prócz wypracowania z eliksirów, które zostało zadane tydzień temu. To właśnie ten powód skłonił naszą Margaritkę by udała się do jakże niewdzięcznego miejsca o znanej wszystkim nazwie – biblioteka. Koniecznym okazało się poszukanie jakiejkolwiek książki na temat trucizn, z której czarnowłosa będzie musiała spisać najważniejsze informacje. Oczywiście, przy drewnianym stoliku, na równie drewnianym, co i niewygodnym krzesełku, ponieważ ta jędzą, pani Brown, kategorycznie nie pozwala zabierać jej papierowych przyjaciół do dormitoriów, ponieważ niechlujna młodzież wszystko pomnie, poplami i potarga!
Burza intensywnie czarnych włosów układających się w idealne sprężynki, grzywka zawadiacko opadająca na czoło, błysk w ciemnych oczach, śniada karnacja i wulgarny uśmieszek. Któż inny, jak nie Marguerite mógłby przechadzać się korytarzem na trzecim piętrze prowadzącym prosto do szkolnej biblioteki? O dziwo, był kompletnie opustoszały, wszyscy zazwyczaj przepełniony gwarem żywej młodzieży. Zapewne wszyscy odpoczywali po sytym obiedzie. Dziewczyna przystanęła tuż przed wejściem i poprawiła sweterek, który idealnie podkreślał jej kształty. Kto wie, zawsze może spotkać nieoczekiwanego gościa choćby w takiej bibliotece. Ułożyła dłoń na złotej klamce i pociągła drzwi ku sobie. Ostrożnie zajrzała do środka, po czym śmiałym krokiem ruszyła po orzechowym parkiecie kierując się do działu, który ją interesował. Wzrokiem przeszukiwała każdy jeden tytuł, aż wreszcie odnalazła to, czego szukała. Sięgnęła dłonią na najwyższą półkę, lecz wzrost zwyczajne ją zawiódł – nie mogła dostać upragnionej książki. Różdżki także nie zabrała ze sobą. Fuknęła obrażona na podręcznik jakoby to miało sprawić, że zaraz wyląduje w jej dłoniach.

_________________
avatar
Marguerite Delgado

Age : 25
Liczba postów : 57
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Regały

Pisanie by Gaspard Williams on Sob Lip 25, 2009 11:22 am

Dzień słoneczny i dość ciepły, zważywszy na zbliżający się chłód, spowodowamy zmianą pory roku. Schyłek lata był zawsze dla ucznió Beauxbatons trudnym okresem - promienie słoneczne tak nęciły i kusiły, nie dając możliwości skupienia się na zajęciach, a profesorowie tym ostrzej traktowali swoich podopiecznych, by wyplenić im z mózgów ostatki wakacyjnych myśli. Jedną z osób wciąż myślami będącą wciąż w tym błogostanie, był siedemnastoletni blondyn o błękitnych tęczówkach, przechadzający się korytarzem trzeciego piętra. Przez witrażowe okna do wnętrza kamiennych przejść nieśmiało wdzierało się radosne słońce. Uczniowie zaś, pragnąc pozostać w okresie wakacyjnym choć odrobinę dłużej, zapewne chłonęli całymi swoimi postaciami świeże powietrze i promienie UV na zielonych trawach ogrodów. Ale nie panicz Williams. On jeden musiał się wybić z tłumu, musiał być inny. I gdzie poszedł? Oczywiście tam, gdzie nikt nie byłby skory go szukać - do biblioteki.
Miejsce w okresie początku roku szkolnego niezbyt oblegane, a wręcz przeciwnie, omijane szerokim łukiem za każdym razem zdawało egzamin, gdy tylko Gaspard zapragnął posiedzieć gdzieś w ciszy i samotności, zwłaszcza w czasie najwyższego prawdopodobieństwa, że spotka kogoś na zamku. Dziś nie było inaczej. Kiedy tylko nastoletni chłopach pochwycił błyszczącą klamkę, pchnąwszy drzwi wejściowe, usłyszał snajome skrzypnięcie, które pewnie posiadało uspokajające właściwości. Stukot spodniej powierzchni butów blondyna odbijał się echem po drewnianych panelach, wiszących na ścianach i leżących w już niezbyt zwartej kupie na podłodze. Williams ubrany zwyczajowo w proste, czarne spodnie i białą koszulę z podwiniętymi rękawami przemieszczał się leniwie między regałami, nie zaszczycając melancholijnym spojrzeniem dłuższym niż sekundę żadnej pozycji na zakurzonych półkach regałów podpisanych z pedantyczną dokładnością złotą czcionką. Dłonie miał wciśnięte głęboko w kieszenie spodni, muskając czubkami palców zaokrąglone brzegi galeonowych monet. Zawsze nosił przy sobie kilka drobnych, nigdy nie wiadomo na co się przydadzą.
W pewnym momencie receptory wzroku zarejestrowały w mózgu blondyna pewien ważny w życiu każdego heteroseksualnego chłopaka obraz. Gaspard zatrzymał się jak wyryty i cofnął o krok, wracając wzrokiem na owy obraz, utkwiony po drugiej stronie regału. Między książkami błękitne oczęta Williamsa dostrzegły dwa kuliste obiekty, otoczone delikatnie czarnym, obcisłym materiałem, który zdawał się wyciskać na zewnątrz oba obiekty. Zaintrygowany owym widokiem, mieszkaniec domu Morgue ruszył przed siebie w celu okrążenia szafki i poznania właściciela owych dwóch kulistych obiektów. Jakież było jego zdziwienie, kiedy spostrzegł, iż jego zainteresowanie przyciągnęły walory panny Delgado. Cóż, ja nie rozumiem co z tym dziwnego - w końcu od zawsze mu się podobała, od zawsze była niedostępna, niczym zakazany owoc. Tak, zakazany, który smakował mu najlepiej ze wszystkich, kiedy doświadczył go całego kilka dni temu. Widząc nieudolne starania Marguerite przy ściągnięciu z najwyższej półki pewnego tomu, sam wyciągnął jedną rękę z kieszeni spodni i sięgnął po opasłą książkę o truciznach. Kiedy dziewczyna natychmiast się odwróciła, nie czekając na jej reakcję zadał pytanie swoim niesamowicie niskim głosem:
- Możemy pogadać?
Nie patrzył na nią. Jego wzrok był nieobecny, utkwiony gdzieś w przestrzeni, zawieszony nawet ponad regałami.
avatar
Gaspard Williams

Age : 26
Liczba postów : 34
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Regały

Pisanie by Marguerite Delgado on Sob Lip 25, 2009 11:24 am

Być może jeszcze długo męczyłaby się z uporczywą książką, gdyby nie wybawiciel, który kilka minut wcześniej perfidnie wlepiał swoje niebieskie oczka w jej biust. Ba, ale jaki wybawiciel! Po dłuższym zastanowienia śmiało możemy stwierdzić, że wcale nie mamy mu tego za złe i wybaczamy. Dla takich jak On, cóż, warto żyć. Gdyby była aż tak bardzo zdeterminowana, pozwoliłaby by książką spadła jej na głowę. Może wtedy Gass słodko ucałowałby ją w czółko? Nie, nie, koniec z fantazjowaniem i samowolnym robieniem sobie kuku! Jeszcze jej się coś w głowie poprzestawia, dostanie amnezji czy Bóg wie, czego! Replantacja czaszki okaże się konieczna, a wtedy… Swoją drogą ciekawa byłaby reakcja Gass’a na wieść o tym, że Marguerite wylądowała w szpitalu i czeka ją poważna operacja. Martwiłby się? Odwiedziłby ją? Wspierałby ją dzielnie trzymając jej bezwładną dłoń?
Wyraźnie czując, że ktoś za nią stoi, zaraz ujrzała męską dłoń unosząca się ponad jej głową. Wraz z kolejnym oddechem przybył i znajomy zapach wody toaletowej, wody toaletowej Gass’a. Odwróciła się energicznie chłostając jego białą koszulę czarnymi włosami.
– Gass! – powiedziała to z tak wielkim entuzjazmem i z tak szerokim uśmiechem na twarzy, że na miejscu Gass’a czułabym się tym widokiem nieco przytłoczona. Biedna dziewczyna liczy na gruszki na wierzbie, że już za chwilę usłyszy „tak”, a sprawy będą mieć się niego gorzej, o wiele gorzej.
– Dziękuje. - przejęła od niego grubą książkę i szczelnie przycisnęła ją do piersi, obejmując obiema rękoma. Tylko dlaczego tak dziwnie się zachowywał? Dlaczego w ogóle na nią nie spojrzał, nie obdarował jej takim samym, serdecznym uśmiechem jak Ona jego? Przecież już za chwilę mieli być najszczęśliwszą parą w tej szkole. Chyba tak miało się stać… W tym momencie już niczego nie była pewna. Może tylko tak ją wrabia, chce by myślała, że powie „nie”, a już za chwilę się rozchmurzy i z całych sił ją wyciska. Nie ładnie tak żartować z cudzych uczuć, nieładnie!
– Oczywiście, że tak! Naprawdę długo czekałam na tę rozmowę. Wiesz już nawet miałam wysłać Ci sowę, ale sam mnie znalazłeś. Tylko gdzie? Wybierz miejsce, jak dla mnie jest to bez znaczenia. – czyżby paplanina wypływająca z ust Marguerite miała być doskonałym korektorem tuszującym to jak wszystko przedstawia się w brutalnej rzeczywistości? Czyżby przez natłok słów próbowała wbić sobie do głowy, że On naprawdę tylko tak się wygłupia? Mina automatycznie jej zrzedła i nerwowo oczekiwała aż chłopak coś powie.

_________________
avatar
Marguerite Delgado

Age : 25
Liczba postów : 57
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Regały

Pisanie by Gaspard Williams on Sob Lip 25, 2009 6:04 pm

Jak zachowałby się Gaspard na wieść o pobycie jego przyjaciółki w szpitalu na oddziale intensywnej terapii? Zapewne byłby niepocieszony i zgadza się, siedziałby przy niej długie godziny, oczekując jej powrotu do świata żywych, ale żeby popadać w depresje i inne takie, wciąż trzymając margerytkową dłoń? Nie, przecież on ją tylko lubi, a nie ślini się jak szalony.
Ta nazbyt entuzjastyczna reakcja dziewczyny nieco wybiła go z tropu. Przez moment już sam nie wiedział, co ma powiedzieć, jak się zachować. Jednak w chwilę później zaczął odzyskiwać równowagę, wysłuchując tej bezsensownej paplaniny panny Delgado. Oni najszczęśliwszą parą w tej szkole? Pewnie każda kolejna para myśłi w ten sposób i niestety ich uczucia opadają na miarę późniejszego wspólnego bycia, gdyż oboje dochodzą, że są za blisko, że muszą trochę odpocząć, co jest bądź co bądź trudne, w końcu są tuż obok siebie, albo po prostu brakuje im wolności. Różne są powody rozstań, ale w Beauxbatons te dwa należą do najpopularniejszych.
Tylko gdzie?
W tym momencie każde słowo, wydobywające się z krtani Marguerite działało niczym piekielne ostrza, okrutnie rozpruwające go z każdej strony. W tym momencie był bezsilny, bezradny, nie był sobą. Czuł się tak, jakby coś ciężkiego ułożono mu na sercu i nakazano nosić, póki nie zrozumie swoich błędów, póki ich nie naprawi, póki nie uszczęśliwi wszystkich, których skrzywdził, bądź ma zamiar skrzywdzić. Jednak w tym wypadku byłoby to naprawdę trudne, bo jak uszczęśliwić Marge? Zgodzić się z nią być, ale do tego nie mógł dopuścić, przecież nie chciał jej okłamywać.
Bez słowa odwrócił się i ruszył między regałami. Szli dłuższy czas w ciszy, mijając kolejne półki, regały, a nawet kilku zbłąkanych uczniów. Coraz bardziej zagłębiali się w potężny księgozbiór Akademii Magii. Wkrótce dotarli jednak do większej szczeliny między szafkami. Skoro Gaspard z łatwością się tamtędy wcisnął, Hiszpanka nie powinna mieć z tym większych kłopotów. Znaleźli się tuż obok okrągłęgo, zakurzonego okna bez klamki. Przez brudną szybę można było jeszcze wyjżeć na zewnątrz, obserwując jezioro i sporą część ogrodów. Tak też usadowił się WIliams, na najlepszym punkcie widokowym. Możnaby dojść do wniosku, że zapomniał, iż nie jest tu sam, ale w chwilę później odwrócił się frontem do dziewczyny i po raz pierwszy tego dnia utkwił spojrzenie w jej ciemnych oczach.
- Nie potrafię pięknie mówić, więc będzie prosto - zaczął spokojnie swoim niskim, uspokajającym głosem. - Nie kocham cię, Mar, nic z tego nie będzie, bo za bardzo cię szanuję i nie chcę, byś się ze mną męczyła. Wiesz, że nawet, gdy się naprawdę staram, szybko rezygnuję. Poza tym, nie chcę stracić dobrej przyjaciółki.
To się rozgadał i wszystko, co miał do powiedzenia, zamknął w kilku bezpośrednich zdaniach. Jakie to urocze! Blondyn cały czas wpatrywał się w oczy stojącej na przeciw niego dziewczyny. Teraz jej ruch, czekał na jakąkolwiek reakcję z jej strony.
avatar
Gaspard Williams

Age : 26
Liczba postów : 34
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Regały

Pisanie by Marguerite Delgado on Sob Lip 25, 2009 6:12 pm

Gdy ruszył posłusznie poszła za nim. Każdy krok przychodził jej bardzo ciężko, bo doskonale zdawała sobie sprawę, co zaraz usłyszy. Bynajmniej wcale nie były to żarty tak jak jej się na początku wydawało. Widząc uroczy widok za zamglonym oknem wbiła w brudne szyby parę czekoladowych oczu obserwując wesoło spędzającą czas młodzież. I stało się - Gass wypowiedział te bolesne słowa, których obawiała się odkąd powiedział, że się zastanowi, że przemyśli.
- Nie musisz mówić ani słowa więcej, już wszystko rozumiem. Domyśliłam się widząc jak się zachowujesz. Naprawdę nie było trudno. – odsunęła się od Gasparda kilka kroków w bok, tak, że teraz znalazła się z dala od popołudniowego światła słonecznego. Wychowanek domu Morgue wyciągnął ją w najdalsze zakamarki biblioteki, nieopodal działu Ksiąg Zakazanych, to i panował tu ciągły mrok i atmosfera grozy. Dzięki temu swobodnie mogła oddać się reakcji, której uporczywie żądał jej organizm, a mianowicie płaczu. Łzy niemiłosiernie cisnęły się do brązowych oczu czarnowłosej. Próbowała je powstrzymać, nie myślcie sobie, lecz przygryzanie dolnej wargi ani wmawianie sobie by powstrzymać płacz choćby do chwili, gdy nie opuści biblioteki nic nie pomogły. Tak, zdecydowanie się rozkleiła, lecz nie był to histeryczny płacz, tylko drobne łzy powoli spływające po śniadych policzkach Marguerite. Jak dobrze, że prawdopodobieństwo, iż Gass zobaczy to, co się z nią dzieje jest tak małe. Musiałby ją bacznie obserwować, a od chwili, gdy się pojawił spojrzał na nią raz, góra dwa. – Nie kochasz mnie? – wyraźnie zaakcentowała ostatnie słowo. – Gass, Ty nie kochasz nikogo, prócz siebie samego, seksu, alkoholu i dobrej zabawy! Zastanowiłabym się bardzo poważnie czy aby na pewno obdarzyłeś jakimkolwiek rodzajem miłości choćby swoich rodziców. I nie mów mi o żadnej przyjaźni! – powiedziała rozgoryczona podniesionym głosem. – Zawsze chciałeś bym poszła z Tobą do lóżka, a ja wciąż odmawiałam i to Cię mobilizowało do przebywania ze mną, prawda? Gdybyś mnie szanował nie zgodziłbyś się na tani, szybki seks w altanie! Przecież doskonale wiedziałeś, że nic do mnie nie czujesz, Gass, a jednak to zrobiłeś, więc, nad czym tu się rozwodzić? Ja tak bardzo Cię kocham i naprawdę zrobiłam to z miłości, nie dlatego, że jesteś przystojny czy po prostu jesteś niezły w te klocki, bo jesteś, co tu ukrywać. – otarła mokre oczy i policzki rękawem czarnego sweterka.
– Powiedział Ci ktoś kiedyś, że, gdy się uśmiechasz masz dwa urocze dołeczki w policzkach? – Margaritka opuściła ciemny kąt i stanęła tuż przed chłopakiem nie bacząc na łzy ani podobne okoliczności. Uśmiechnęła się delikatnie i lekko uniosła dłoń, które powędrowała do jednego z wyżej wspomnianych policzków powoli wędrując do drugiego. – Uwielbiam na Ciebie patrzeć, gdy jesteś szczęśliwy, radosny. Dlatego obiecaj mi, że zawsze taki będziesz i nigdy więcej nie zastanę Cię smutnego. – wciąż nie zdejmowała dłoni z policzka Gass’a. Niech dziewczyna sobie pourżywa, być może to jej ostatnia szansa. – Ja sobie poradzę. Musiałam sobie radzić przez ten cały rok, gdy wciąż słyszałam kolejne opowieści o Twoich nowych zdobyczach, gdy widziałam Cię każdego dnia z kolejną dziewczyną, gdy obściskiwaliście się na korytarzach, to i teraz też tak będzie. Ty przecież wcale nie musisz mnie kochać. Jeśli nie wyszło, widocznie to jest znak, że to nie ja jestem tą jedyną, na całe życie. – jej głos był dziwnie spokojny, opanowany i jakby bez wyczuwalnych emocji. Mówiła machinalnie, jak robot, który ma zrobić swoje i zejść ze sceny. – Obiecuje, że nigdy nie stanę na przeszkodzie Twojemu szczęściu, ale też nigdy nie przestanę Cię kochać. Jesteś czymś najwspanialszym, co mi się w życiu przytrafiło i nigdy tego nie zapomnę. – już całkiem nieświadomie ciałem Mar wstrząsnął nieopanowany szloch. – Życzę Ci szczęścia Gass, mam nadzieje, że nigdy nie zapomnisz tego, co Ci powiedziałam. Och, liczę na to, że kiedyś ujrzę Cię z gromadką dzieciaków. – cóż, zabrzmiało to co najmniej jak mowa pożegnalna, ale w pewnym sensie to było właśnie to. Koniec z jakąkolwiek czułością, wszystko zatrzymuje się na stadium przyjaźni, jako takiej przyjaźni. Mar odwróciła się na pięcie, swobodnie zdejmując dłoń z policzka panicza Williamsa. Ruszyła między regałami kierując się ku wyjściu. Za sekund kilka zniknęła z pola widzenia któregokolwiek którego kolwiek czytelników.

_________________
avatar
Marguerite Delgado

Age : 25
Liczba postów : 57
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Regały

Pisanie by Gaspard Williams on Nie Lip 26, 2009 5:57 am

Bynajmniej, nie zamierzał nic więcej dodawać, gdyż zdawał sobie sprawę z tego, że na miarę gadania byłoby im coraz trudniej.
Gdy dziewczyna odsunęła się w cień, odwrócił głowę w jej stronę, zastanawiając się, co będzie dalej. Nie widział jej łez, bo jej twarz została otulona przez ciemność. Aby zobaczyć te błyszczące plamy w okolicy oczu Hiszpanki, musiałby zbliżyć się do niej na odległość kilku cali.
Gass, ty nie kochasz nikogo, prócz siebie samego, seksu, alkoholu i dobrej zabawy!
Dokładnie tak to wyglądało. Bo kogo miał kochać? Z przyjaciółmi się przyjaźni, ze znajomymi tylko koleguje, a rodzina jest czymś na kształt bliższej przyjaźni. Nie kocha swoich rodziców? No, może trochę. Nigdy nie czuł się z nimi jakoś bardziej związany. Pozostawał z nimi na etapie tolerancji.
Kolejne zdania wbijały go coraz bardziej w podłoże. Spodziewał się takich słów, ale nie tego tonu. W jednym momencie stracił dech w płucach, odebrano mu mowę. Jego usta rozwarły się nieznacznie, jakby chciał jeszcze coś powiedzieć, ale nie wydobyły się z nich żadne dźwięki, choćby oddech.
Mowa pożegnalna, coś, czego Gaspard nie chciał usłyszeć. Liczył na to, że uda mu się jeszcze z panną Delgado utrzymać jakieś bliższe kontakty, choć zdawał sobie sprawę z tego, że nigdy już nie będzie tak, jak zawsze. Kiedy dotknęła jego twarzy, po całym ciele rozległ się gorąc, a w brzuchu pojawił się pewien uścisk. Nigdy nie doświadczył tego uczucia, ale wbrew pozorom było całkiem przyjemne, tak jakby coś mu tam latało, może motyle? I odeszła, a mina Williamsowi zrzedła. Nie chciał, by sobie poszła, dlaczego tak brutalnie?! To on miał odejść pierwszy, całość miała wyglądać kompletnie inaczej, a teraz i jemu łzy zaczęły cisnąć się do oczu. Blondyn potrząsnął głową, szczelnie zamykając oczy, by nie pozwolić słonym kroplom ujrzeć światła dziennego. I zrobił coś, czego się po sobie nigdy nie spodziewał - ruszył za nią pospiesznym krokiem. Złapał ją między pierwszymi regałami, przy wyjściu, gdzie siedziało kilkoro uczniów i szeptało między sobą coś zawzięcie, wskazując na otwartą książkę.
- Marguerite - odezwał się, zmniejszając odległość między nim a brunetką do minimum. Pochwycił jej nadgarstek i odwrócił w swoją stronę. - Nie chcę ci teraz pieprzyć o moralności i faszerować toną bzdur o miłości, ale wiem, że w końcu uda ci się znaleźć osobę, która jest dla ciebie idealna, bo teraz po prostu trafiłaś pod zły adres - powiedział spokojnie, starając się wymusić na swoich ustach lekki uśmiech, co skończyło się krzywym grymasem. - Ja i gromadka dzieci? Chyba mnie jeszcze nie znasz - zaśmiał się cicho.
O, i tu mu wyszło. Niepewnie puścił nadgarstek dziewczyny, znów się zastanawiając, co ma teraz zrobić. I znów coś, o co by siebie nie podejrzewał, bynajmniej nie w takim momencie. Po prostu nachylił się i po raz ostatni musnął wargami policzek zapewne już byłej przyjaciółki. Chciał jeszcze raz poczuć jej dotyk i smak, wiedząc, że na to nie zasługuje. Więc wyprostował się i, nie racząc Delgado żadnym spojrzeniem, wyszedł z biblioteki, kierując się do pokoju wspólnego.
avatar
Gaspard Williams

Age : 26
Liczba postów : 34
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Regały

Pisanie by Marguerite Delgado on Nie Lip 26, 2009 4:32 pm

Już tak dobrze jej szło, postanowiła odejść i o dziwo, zrobiła to z wielką łatwością zostawiając Gasparda sam na sam z wszystkimi słowami, które zdołała wypowiedzieć podczas tego krótkiego, a jakże bogatego w emocje spotkania. Nie przypuszczała, że tak spokojnie na to wszystko zareaguje. Obstawiała, że wybuchnie histerycznym płaczem i nie pozwoli mu odejść, a tymczasem, to Ona pierwsza zrobiła ten pierwszy krok. Tylko dlaczego ją zatrzymał? Dlaczego nie pozwolił pójść jej do dormitorium i w spokoju wypłakać się w poduszkę? Przecież widział, że tak bardzo cierpiała, że już całkowicie się rozkleiła. Tak bardzo potrzebowała samotności i ciszy, a zapewne, gdy wkroczy do dormitorium wszystkie jego mieszkanki rzucą się na nią z odsieczą zadając kłopotliwe pytania. Niech nie liczą na to, że im wszystko wyśpiewa, o nie! Skutki decyzji Gasparda na pewno najdotkliwiej odczuje wieczorem, gdy wszystkie koleżanki będą już spać, a Ona nie. Ona będzie myśleć i pogrążać się w marzeniach, które od tej chwili stały się nie możliwe do spełnienia. Często tak robiła. Często wyobrażała sobie siebie i Gass’a jako parę. Ba, nawet zdarzyło jej się fantazjować aż do tego stopnia, że wyśniła sobie ich idealny ślub i wesele. Cóż, byliby wspaniała młoda parą, bez wątpienia. Nie raz uroniła łezkę wymyślając sobie te wszystkie niestworzone elementy z ich życia. O, nawet pod poduszką w kształcie serduszka, które dostała na Walentynki, Bóg wie, od kogo, trzymała ich wspólne zdjęcie zrobione na jednej z imprez, tym razem były to urodziny Felixa. Cóż, byli już dość wstawieni, lekko mówiąc, gdyż ich poza na zdjęciu była bardzo odważna. Przynajmniej, gdy miała gorszy dzień miała się, do czego uśmiechać. Koniec z dawną Marguerite, koniec z rozgadaną, ironiczną dziewczyną. Teraz nadchodzi nowy czas. Czas smutku i milczenia. Być może jeszcze kiedyś wróci do normalności. Tylko wtedy,, gdy panicz Williams zmieni zdanie.
Odstawianie tejże sceny przy jakichkolwiek uczniach wcale nie było genialnym posunięciem. Chyba, że Gass’owi zależało na wiernej widowni i sensacji na całą szkołę Beauxbatons. Widok płaczącej Marguerite i przybitego Gass’a, który usilnie próbuje ją zatrzymać wcale nie pozostanie dla nich obojętny. Co mogą sobie pomyśleć? Zdrada, rozstanie czy właśnie nieszczęśliwa miłość? Wszystko wyjaśni się jutro podczas śniadania, na którym panna Delgado nie ma najmniejszego zamiaru się zjawić.
Przystanęła przy nim całkowicie posłusznie niczym marionetka, która steruje się za kilka sznurków, zmuszając ją do każdego ruchu. Pozwoliła sobą szarpnąć, przestawić w inne miejsce aż w końcu założyć żelazną pętlę na nadgarstku. Uniosła tylko głowę do góry i wlepiła w niego czekoladowe oczęta. Czy dostrzegł w nich miłość? Nie wiadomo. Jego słowa całkowicie zbiły ją z pantałyku i zdecydowanie oburzyły.
– Miałeś nie pieprzyć Gass, a tym czasem opowiadasz niestworzone rzeczy! Jaki zły adres?! W takim razie, kto jest dla mnie idealny?! Tylko błagam, nie chcę słyszeć, że ułożony chłopiec, który będzie mnie kochał, a nie wciąż zdradzał! Chcę Ciebie, tylko Ciebie i nikt inny mi Cię nie zastąpi, niech to wreszcie do Ciebie dotrze, sukinsynie! – szarpnęła ręką by natychmiast wyswobodził jej nadgarstek z uścisku, lecz On jak na niegrzecznego chłopca przystało zrobił to nieco później.
Gromadkę dzieci postanowiła sobie podarować, bo od razu jej mózg przytoczył widok czarnowłosej dziewczynki i chłopca o jasnych włosach. Oczywiście były to dzieciaki, które były ich wytworem. Powstały z cząstki Gass’a i jej samej. Wiele razy nie wyobrażała sobie siebie jako matki i nadal nie może tego pojąc, ale do tego podobno się dojrzewa i chęć posiadania potomstwa przychodzi z czasem.
Czując na swoim policzku najpierw delikatny dotyk skóry Gasparda, a dopiero potem jego wargi odruchowo przymknęła oczy, a z jej ust wydobyło się roztrzęsione, ciche westchnienie.
– Wiesz, że wykonując ten gest robisz mi jeszcze większą krzywdę, ale dziękuje. Jak się domyślam było to po raz ostatni? – zapytała, lecz jego już nie było. Niespokojnie rozejrzała się dookoła siebie, lecz jej uwagę przykuł tylko wzrok kilkoro uczniów perfidnie oglądających całą sytuację. Biorąc przykład ze swego niedoszłego mężczyzny również ruszyła do dormitorium tyle, że swojego.

_________________
avatar
Marguerite Delgado

Age : 25
Liczba postów : 57
Join date : 16/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Regały

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach