Bal

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Go down

Bal

Pisanie by Catherine Farvardin on Pon Cze 22, 2009 11:01 am

Par powoli przybywało co raz więcej, drepcząc po ciemnozielonym dywanie przeplatanym srebrnymi nićmi. Sala zmieniła się do niepoznania. Pierwszą, najbardziej rzucającą się w oczy, zmianą był brak stołów. Jedynie jeden długi został postawiony przy ścianie ukazując pyszności, na których widok każdemu cieknie ślinka. Była tam czekoladowa fontanna, pistacjowe wieże, wiele przepysznych ciast i wielosmakowych napoi schładzających rozgrzane ciało. Podwyższenie zajmowała grupa muzyczna, dostrajając instrumenty. Po sali ożywieni paradowali nauczyciele wśród kolorowych sukien uczennic zamku. Okna zostały przysłonięte butelkowozielonym materiałem, przez co sala została oświetlona dużym kryształowym żyrandolem i tysiącami świeć. Sklepienie zamku również nie pozostało identyczne. Imitowało teraz prawdziwe rozgwieżdżone niebo.

_________________
avatar
Catherine Farvardin
Administrator

Age : 25
Liczba postów : 136
Join date : 13/06/2009

http://beauxbatons.withme.us

Powrót do góry Go down

Re: Bal

Pisanie by Raphael Catel on Pon Cze 22, 2009 11:05 am

Bal. Bal, bal, bal! Wszędzie mówi się tylko o nim, wszędzie tylko on! Co za radość, co za szczęście i euforia! Nie, tylko tym razem trybunom nie chce się szaleć i wylewać łez radości. Szkoda? Nie sadzę, nie ma po co topić ludzi w słonym bajorku. Ale wracając do balu... Raphael szykował się, pindrzył jak baba i ogólnie nie był sobą. Czy wpływ na jego zachowanie miała ta rudowłosa jędza? Nie, chyba nie. Chociaż z drugiej strony... Różnie to bywa. Lepiej dziewcząt do takich spraw nie mieszać, bo nie będzie wesoło. Najważniejsze, żeby wyglądać w miarę przyzwoicie, ażeby mieć z kim spędzić milutką noc. Przecież tylko o to chodzi, nie? Nie. w Wypadku panicza Catela chociaż również o to, żeby być zadowolonym i dać upust swoim emocjom, które nadal się w nim kumulują. Och, jak ja Jennifer na niego działa! Któż by pomyślał, że biedne, małe (aha...), rude dziewczę nie da na tak długo o sobie zapomnieć Raphaelowi? Toż to nienormalne, niemożliwe, niemoralne! On zapomniał nazwiska każdej laski maksymalnie po dwóch godzinach, a teraz? Teraz za nic w świecie jej imię kwitnie w jego myślach. Kwitnie, z korzonki zapuszcza coraz głębiej. Wredne, małe paskudztwo! Będzie się trzeba jej pozbyć czym prędzej!
Młody Catel wszedł do sali jako jeden z pierwszych osobników. Czemu tu się dziwić? Nie lubił się spóźniać, a na pewno nie na bale! I to takie! Musiał jako pierwszy znaleźć sobie najlepsza ofiarę, albo kilka najlepszych ofiar. Problemu jako takiego by z tym nie miał. W końcu z takim wyglądem i charakterem nie trudno o piękną zdobycz. Hu, hu, szykujemy się do tańców!
avatar
Raphael Catel

Age : 25
Liczba postów : 27
Join date : 21/06/2009

http://mors-ianua-vitae.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Bal

Pisanie by Go?? on Pon Cze 22, 2009 11:20 am

Smuga światła padła na postać dziewczyny oświetlając jej smukłą sylwetkę. Spędzony czas na przygotowaniach do balu nie poszedł na marne, bowiem wygląd jej dopracowany był w każdym calu. Rozpuszczone pasma brązowych włosów opadały delikatnie na blade, odsłonięte ramiona. Rozłożysta w dole, chabrowa suknia spływała po jej ciele aż do podłogi, utrzymywana jedynie na cieniutkich, jedwabnych ramiączkach. Kilkucentymetrowe obcasy wydłużały jej filigranową sylwetkę, zaś przydymione powieki podkreślały stalową barwę oczu. Véronique ruszyła przed siebie, podtrzymując w dłoniach poły marszczonego materiału.
Oprócz uczniów, których nie na codzień widzi się w szatach wyjściowych, wystrój sali także uległ zmianie. Wizerunki założycieli trzech domów akademii Beauxbatons zastąpiło sklepienie niebieskie, obsypane tysiącami srebrzystych gwiazd, zniknęły trzy stoły biegnące przez całą długość sali, a parkiet pokryto butelkowozielonym dywanem. Dziewczyna zatrzymała się przy zastawionym przekąskami stole, chwytając w dłoń złoty kielich wypełniony po brzegi ciemno różowym sokiem. Przechyliła naczynie, wlewając do ust nieco słodkiego płynu, następnie oblizując usta. Powoli pojedyncze dźwięki orkiestry rozbrzmiewały w uszach zgromadzonych. Rozejrzała się po pomieszczeniu, jednak nie dostrzegła nikogo znajomego. Podpierając się z tyłu dłońmi o blat stołu czekała na jakąś znajomą twarzyczkę. Na przykład panicza De Noir, który to zaprosił Panią Prefekt na tegoroczny bal w ostatniej chwili.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Bal

Pisanie by Chloé Lefèvre on Pon Cze 22, 2009 11:23 am

Jak już gdzieś tam wcześniej wspominałam panienki Lefèvre nie trzeba wcale poprawiać więc trochę szybciej niż inne dziewczątka pojawiła się na balu. Miała na sobie biała zwiewną sukieneczkę. Ślubną powiecie? A właśnie, że nie! Sięgała jej ledwie do kolan ukazując przy okazji pioruńsko długie nogi. Stópki przyozdobione były niskimi acz uroczymi szpilkami z malinową kokardka na czubku. Taak, bo malinowy był motywem przewodnim stroju. Kawałek materiału przepasany w tali także był tego uroczego koloru, mała kokardka na szczycie opaski tkwiącej w jaśniutkich włosach Chloe i usta, które zawsze tak wyglądały. Tak pewnie sobie teraz myślicie, że je malowała jakimiś tam specyfikami? Otóż nie! Naturalnie miały taki kolor. Serio. Nie kłamię.
Blondyneczka przepłynęła przez parkiet zatrzymując się przy jakże cudownie wyglądające czekoladowej fontannie. Złapała pośpiesznie jednego biszkopta leżącego nieopodal i zamoczyła jego czubek w tej cudownej substancji. Kiedy tylko pyszność wylądowała w ustach dziewczęcia brudząc jednocześnie kącik ust na jej twarzy pojawił się wyraz błogości. Ponownie już dzisiaj zagościł na niej anielski uśmiech. Tak dziewczyna przypominała coraz częściej aniołka. Teraz w tej białej sukieneczce zdawała sie unosić nad ziemią. A co z charakterem? Czy tez był anielski. Z jednej strony tak z drugiej nie. Zależnie, z której patrzysz. Jeśli jesteś jednym z tych panów co przychodzą wołając przeciągle ' Heeeej koleżanko' na pewno nie ugości cię miło. Może zaliczasz się do zwyczajnych? Nie podrywasz na tanie teksty? Podchodź śmiało.
avatar
Chloé Lefèvre

Age : 25
Liczba postów : 12
Join date : 21/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Bal

Pisanie by Jennifer Vanora on Pon Cze 22, 2009 11:34 am

Naprawdę nie rozumiem, poco być takim punktualnym. Zawłaszcza jeżeli chodzi o wszelkie bale. Przecież na początku zawsze jest drętwo, nudno, nikt nie tańczy. No, może prócz nauczycieli. Ale skoro wszyscy uczniowie podpierają ścianę, nie ma sensu przychodzić punktualnie i się do nich dołączać. Dlatego właśnie wyszłam z dormitorium dopiero o dziewietnastej. A droga przecież była taka dłuuuga. Poza tym w tych strasznie niewygodnych butach nie dało się chodzić. Piękna historyjka dla nauczycieli, których tak bardzo zapewne będzie interesowało, gdzie byłam.
To może teraz tradycyjnie przejdę do opisu swojego wyglądu. Och tak. Bo kogo nie interesuje, jak wyglądam? Zacznijmy od głowy. Chyba nie myśleliście, że ujrzycie mnie z tapetą na twarzy. Użyłam jedynie czarnej kredki do oczu, ciemnozielonego cienia do powiek oraz czerwonej szminki. Przy większej ilości kosmetyków, w tłumie tańczących ludzi, czułabym się jak wielki, włochaty pies w środku lata. A makijaż spływałby po mnie, czego starałam się unikać. Nie wiem jak wam, ale mnie nie podoba się uczucie, jakbym miała na twarzy mokrą szmatę. Ale zostawmy już ten temat. Z włosami nie zrobiłam nic. Z resztą, jakkolwiek bym nie próbowała i tak zawsze powracały do pierwotnego stanu. Zupełnie jakby miały własny rozum. A z resztą, niezbyt się tym przejmowałam. Jeżeli chodzi o perfumy, użyłam swój ostatni, gwiazdkowy prezent. Jeżeli ktoś podszedłby do mnie, mógłby wyczuć przyjemną, niezbyt słodką woń. Jednak opisanie zapachu było dość ciężkie, gdyż perfumy nie były zrobione z żadnych kwiatów czy owoców. Och, oczywiście, że z warzyw też nie.
A teraz główny punkt programu- sukienka. A, że jak dla mnie była zbyt fikuśna do opisania, to macie zdjęcie. Jeżeli miałabym ją omówić w skrócie- zielona, bufiasta, spódnica za kolana, bez ramiączek, cekiniasta. A najpiękniejsze jest to, ze mimo swojej dość prostej sylwetki, wyglądam w niej, skromnie mówiąc, idealnie.
Jako, ze buty także macie pokazane na zdjęciu powiem tylko, że mimo obcasów są niezwykle wygodne. No, to chyba tyle o wyglądzie.
Już z daleka słychać było muzykę dochodzącą z sali. Odbijała się echem od marmurowych ścian, by po chwili trafić do moich uszu. Przez chwilę zastanawiałam się, czy na pewno chcę tam iść. Och, bo jaki sens był w przychodzeniu do Sali, w której tłoczyło się mnóstwo osób, w powietrzu unosił się zapach jedzenia zmieszany z potem. I jeszcze głośna muzyka, dudniąca w uszach wiele godzin po balu. Żyć nie umierać, prawda? A jednak ruszyłam w stronę otwartych drzwi, z których dochodziła muzyka oraz ludzkie śmiechy. Dlaczego? Sama nie wiem. Pierwsze, co wpadło mi do głowy, to Raphael. Oj tak, spotkanie go na balu było spełnieniem moich marzeń. Jednak nie potrafiłam powiedzieć, czy chcę go spotkać aby popsuć mu imprezę, czy raczej w celach towarzyskich. O nie, jestem pewna, że chodziło o tą pierwszą opcję. I właśnie dlatego po chwili stałam w wejściu, opierając dłoń na biodrze. Nawet ja musiałam przyznać, że sala wyglądała niesamowicie. Żyrandol wraz ze świecami oświetlał salę, tworząc niesamowity nastrój. Sklepienie zamku, imitujące nocne niebo, wyglądało zupełnie, jakby ktoś „wyjął” je z bajki. Westchnęłam cicho, uśmiechając się pod nosem. Naprawdę dobra robota. Ale nie dane było mi długo zachwycać się widokiem- wystarczyło, abym opuściła wzrok, a od razu dostrzegłam Raphael’a. I znowu się zaczyna.
Kilka zdobyczy? Pogratuluję paniczowi Catel , jeżeli uda mu się dobrać do chociaż jednej dziewczyny. Może byłam mało spostrzegawcza, ale jakoś nie dostrzegłam, by oplatał go wianuszek umalowanych panienek. Jaka szkoda. Tak więc w szampańskim nastroju ruszyłam przed siebie, nie opuszczając ręki z biodra. Skoro w jakiś sposób się „wystroiłam” (chociaż pierwotnie nie miałam tego w planach), miałam prawo zaszaleć. Jednak dzisiaj nie obchodził mnie nikt inny, niż Raphael. Uła, co za wyznanie.-Szybko się pozbierałeś- powiedziałam obojętnym tonem, gdy tylko znalazłam się tuż przed chłopakiem. Uśmiechnęłam się złośliwie, a w moich szmaragdowych oczach pojawił się niebezpieczny błysk.
avatar
Jennifer Vanora

Age : 24
Liczba postów : 28
Join date : 20/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Bal

Pisanie by Diana Chevalier on Pon Cze 22, 2009 11:50 am

Już od dłuższego czasu Diana przyglądała się rudej dziewczynie, siedzącej na przeciwko niej i rozmawiającej o nowym nauczycielu, który w tym roku podobno miał się tutaj pojawić, gdy z rozmyśleń wyrwał ją pisk z parkietu. Przewróciła oczami i odwróciła głowę w kierunku hałasu, który przerwał jej refleksje, dotyczące przefarbowania swoich długich brązowych włosów na odcień czystej rdzy. Przygryzła wargę, zakładając nogę na nogę i oparła się łokciem o blat stołu. Kilka kolorowych bransoletek, z nadgarstku spadły w stronę jej łokcia. Zdecydowanie była jedną z najlepiej ubranych tu osób, chociaż jej budżet był dosyć skromny. Czerwona, krótka sukienka opinała jej talię i eksponowała jej dekolt. Wypatrywała chociaż jednego znajomego, którego zdołała zapoznać tamtego roku. Nie był to chyba najlepszy okres w krótkim życiu Diany. Zamknęła się w sobie, bo tajemniczym zaginięciu jej matki i zdarzały jej się często życie w samotności, nawet w tak wielkiej szkole. Nawet z Raymondem nie widziała się całe wakacje, nie pofatygowała się nawet, na wysłanie do niego żadnej wiadomości - skoro on też milczał. Na samo wspomnienie chłopaka, pojawił się nikły uśmiech na jej twarzy.Całe dwa miesiące spędziła razem z ojcem i młodszym bratem w małej wiosce nad morzem. Niewiele brakowało, a naprawdę zanudziła by się na śmierć, gdyby nie syn miejscowego rybaka. Niestety okazał się na tyle nierozważny, że zakochał się w Dianie, niestety bez wzajemności - panienka Chevalier potrzebowała go tylko jako wakacyjną przygodę i zabawkę. Szybkim ruchem ręki przeczesała sobie automatycznie włosy i wstała od stołu. Dobrze, że nie przyszła punktualnie, przynajmniej ominęły ją te drętwe rozmowy przy stołach. Pewnym krokiem ruszyła w kierunku parkietu. Starała nie wpaść na żadnego chłopaka z jej roku, bo według niej byli to najwięksi gówniarze w całej szkole. Nie, ona nie lubiła takiego towarzystwa. Najchętniej całe dnie spędzałaby wśród starszych. Jakiś pierwszak szybkim krokiem minął ją, potrącając ją delikatnie. Zmierzyła go wzrokiem i prychnęła, podchodząc do ściany obok parkietu, sięgając jeszcze szybkim ruchem po kieliszek szampana.
avatar
Diana Chevalier

Age : 25
Liczba postów : 7
Join date : 21/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Bal

Pisanie by Raphael Catel on Pon Cze 22, 2009 11:58 am

Ho, ho, ho! Jennifer nawet strojenie się wcale nie pomogło. Według Raphaela wyglądała... tak jak przedtem. Sukienka, owszem, była niczego sobie, ale poza tym? Raczej nic zachwycającego. Jeśli kieckę ubrałaby jakaś inna dama, o, wtedy można byłoby zacząć kontemplować jej urodę, walory i inne takie. Wiadomo - nie we wszystkim Vanorze do twarzy. Ale cii, ona nie musi o tym wiedzieć. Nie teraz. Teraz Rafałek może zacząć zacierać rączki. Jakoś nie specjalnie obraziłby się, gdyby przyszło mu dzisiaj ją poderwać. Trochę ruchu i swobody zrobi każdemu dobrze, a już na pewno Jen!
- W porównaniu do ciebie, kochanie, mi nie były potrzebne tony mazideł, by poprawić swoją urodę chociażby o kilka procent - odparł równie obojętnym tonem, kierując się w stronę stołów z napojami.
Oczywiście nie można było znaleźć tutaj nic mocniejszego, a szkoda! Raphael jednak to przewidział. Wyjął z kieszeni garnituru pękatą butelkę Ognistej Whisky i nalał sobie do kieliszka. Uniósł go w górę, mrugając okiem do Jennifer. Podziała na nią? Nie sadzę, ale to przecież nie jest najważniejsze! Z szerokim uśmiechem na ustach wypił kilka porządnych łyków, opierając się z nonszalancją o stół. czekał, aż dziewczyna do niego podejdzie, aż zacznie rozmawiać. On nie miał najmniejszej ochoty rozpoczynać konwersacji. Przynajmniej takiej bardziej normalniej. Bo tak mniej normalna już dawno się zaczęła. Ale czy to naprawdę takie ważne i pasjonujące?
- Och, nie mów, że znowu będziesz tak stała jak... - urwał, uśmiechając się jak wariat do jednej z nauczycielek. Przy gronie pedagogicznym trzeba zachować minimum kultury! Bo jeszcze tego brakowało, żeby go wyrzucili, tak po prostu i bezceremonialnie!
avatar
Raphael Catel

Age : 25
Liczba postów : 27
Join date : 21/06/2009

http://mors-ianua-vitae.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Bal

Pisanie by Elisée Maudit on Pon Cze 22, 2009 12:11 pm

Ach, jakież to było upokorzenie, idąc samotnie na bal! A już zwłaszcza dla Elis. Tak! Ona szła sama. To było przykre. Ale nie po to kupiła taką drogą sukienkę, żeby się zmarnowała.
Tak więc, ubrana była w kremową suknię. Nie byle jaką. Swobodnie falującą, rozkloszowaną nad podłogą. Zakrywała jej całe nogi, ale nie tykała się ziemi. Była wręcz długościowo idealna. Nie miała ramiączek, trzymała się na biuście i oczywiście dzięki ciasno, aczkolwiek bez przesady zawiązanemu tyłu sukni. Jak już wspomniałam, była jasno – kremowa. Na biuście miała wyhaftowane eleganckie ornamenty. Były one natomiast beżowego koloru, iskrzyły się delikatnie w świetle, ale w ciemności też było je dobrze widać. Brzegi sukni przy górze, były obszyte tymi samymi beżowymi błyskotkami. Wszystko to znajdowało się na osobnym, przezroczystym materiale, który „rozcinał” się od talii w dół. Jego brzegi również były obszyte beżowymi, eleganckimi akcentami. I to nie byle jak to było zrobione! I zresztą samych warstw przezroczystego materiału i wstawkami było kilka. Tak więc, wracając do opisu jakże niesamowitej i wyjątkowej sukni panny Elisée Vanory, to suknia i u dołu była ozdobiona. Tak, też tymi brązowymi, odblaskowymi, beżowymi drobiazgami. Cała suknia ślicznie współgrała z jaśniutką cerą płomienno – rudej Elis. Tak. Teraz czas na kochaną czuprynę El. Otóż włosy miała upięte w specyficzny kok, który jak właśnie ten kok nie wyglądał. Włosy miała zagładzone, i tak jakby zawinięte „do środka”. Grzywka jej delikatnie opadała na blade czoło, ale nie przysłaniała włosów. Kilka pojedynczych kosmyków opadało na jej ramiona, policzki. I o dziwo, nie było widać jej żadnej spinki, których miała we włosach chyba dziesięć. Makijaż? Druga panna Vanora nie potrzebowała go. Ale czymże by były te wszystkie przygotowania? Tak więc delikatnie zaznaczyła czarnym tuszem do rzęs bujny ich już i tak wachlarz. Delikatnie musnęła delikatnie różową szminką usta, a na powieki nałożyła brzoskwiniowy cień. I oczywiście delikatnie zaznaczyła policzki różem. Jeśli chodzi o nogi, miała na nich założone delikatnie, zabudowane buciki. Dziwne do opisana, no. Kremowe, ale i tak ich nie było widać, bo zasłaniała je dokładnie cudowna suknia. Nie miała na sobie żadnej biżuterii, ponieważ Elis uznała, że sukienka wystarczająco ją zastępuje. A co do sukienki, jakby ktoś nie miał wystarczającej wyobraźni, to TU macie proszę ja was zdjęcie. Taka więc jest sukienka naszej drobnej Elise. I ogólnie to już cały wygląd opisany, no. Męczące, ale cóż. Trzeba dbać o szczegóły.
Bawiąc się własnymi palcami, trzymając je na wysokości tali wychyliła pierwsze głowę zza drzwi, by starannie zobaczyć całe pomieszczenie, a później cała stanęła, w całej swojej okazałości, pomiędzy wielkimi drzwiami sali. Ręce teraz swobodnie spływały jej wzdłuż sukni, a sama Elisée stała z poważną miną, starając się skupić na jednym punkcie. Szkoda, że to Eli sprawiało tyle problemu. Westchnęła cicho i ruszyła na salę. Powoli, spokojnie. Majestatycznie i kobieco. Hura! Przekroczyła próg. To już jakiś postęp. Suknia jej swobodnie falowała, a ręce dobrze dostosowywały się do nich. Gdy była już wystarczająco daleko od wejścia, podeszła do pierwszej, najbliższej kolumny i przy niej stanęła. Przecież nie będzie od razu siadała. Odczeka chwilę, dwie. Rozejrzała się spokojnie i dyskretnie po sali, po czym jednym ramieniem oparła się o ową kolumnę. Co się będzie wysilać, ktoś coś będzie chciał od tej jakże uroczej i pomocnej (czasami, ale pomocnej) istotki, która spokojnie sobie stała i podpierała swoim kruchym (z pozoru) ciałem jedną z marmurowych kolumn. Znów zaczęła bawić się własnymi palcami, trzymając je tak samo, na tej samej wysokości, w talii. Ale cóż, to , zauważyła jakąś rudą istotę! Ba, nawet nie jakąś. To była jej siostra! O zgrozo, ona była w sukience! Cóż, ale można się było spodziewać, że dłuższa, niż do kolan nie będzie. Telepatia? I ona jeszcze na dodatek ... Nie. Ona się umalowała. Boże, trzeba jakieś święto narodowe ogłosić! Chociaż właściwie to nie. Szkoda marnować pięknych dni roku, na święta dla jej osoby. I to jeszcze takiej małpy. Elisée parsknęła śmiechem i wywróciła oczami. Zaczęła oglądać to rozmaite suknie rozmaitych uczennic. Jedne były śliczne, inne zaś okropne. Niektóre uczennice wyglądały niesamowicie, inne zaś – Obrzydliwie. Także ciekawe i twórcze było to zajęcie, że można to było zostawić bez komentarza . Znudzona, przeniosła wzrok na kapelę, która właśnie rozkładała instrumenty. Dużo uczniów jeszcze nie było, tylko garstka jakichś tam ludzi. I oczywiście, niesamowicie uradowani nauczyciele! Tak, w końcu, po jakże męczących dwóch miesiącach mogli zacząć denerwować swoich „ukochanych” uczniów. Tak, po prostu Eli kochała tych wszystkich profesorów i te wszystkie profesorki. Chociażby te fikuśne. Zerknęła teraz na sklepienie. Tak, „niebo” , było dziś spowite ciemnym granatem, i obsypane migoczącymi iskierkami, zwanymi gwiazdami. Chociaż właściwie sam żyrandol mógł zastąpić gwiazdy. Tak, miliony, ba, miliardy iskrzących się kryształków przecudownie odbijało światło i rzucało promiennie cienie to na ściany, to na meble. A nawet na twarze niektórych przybyszów. Tak, długa noc się zapowiada. A już zwłaszcza dla pani Elisy Vanory, która zamierzała ją spędzić w towarzystwie butelki Ognistej. No, ostatecznie jakiejś dziewczyny, na przykład Chloe. O ile ta nie będzie miała towarzysza. Jednak po dłuższej chwili po prostu wyszła. Jak to się mówi - Klaustrofobia dała znać po sobie powoli.


Ostatnio zmieniony przez Elisée Vanora dnia Wto Cze 23, 2009 4:11 am, w całości zmieniany 1 raz

_________________

Porcelanowy uśmiech
Na porcelanowej twarzy
Tak nie wiele potrafi wyrazić.
Porcelanowa lalka z pełnymi radości porcelanowymi oczami
Z pięknego materiału sukienka z falbankami
Blond włosy ze sztucznego tworzywa sprawiają, że lalka wygląda jak żywa
Nikt nie wie jednak co czuje porcelanowe serce,
Zamknięte jak w szklanej butelce
...
avatar
Elisée Maudit
Prefekt naczelny

Age : 24
Liczba postów : 95
Join date : 21/06/2009

http://corka-ciemnego-zla.blog.onet.pl/

Powrót do góry Go down

Re: Bal

Pisanie by Adrienne Prideux on Pon Cze 22, 2009 12:18 pm

Adrienne wcale nie miała dzisiaj ochoty na zabawę w towarzystwie wystrojonych i wypolerowanych od stóp do głów uczniów tej szkoły. Jeszcze nie odpoczęła po podróży, do jasnej cholery, a już organizowano bal. Bal, ludzie! Na balu się tańczy. A taniec to ruch. Ruch wymaga energii.
Energii Adzia w tej chwili nie posiadała. Co nie zmienia faktu, że jednak wypadałoby się na nim pojawić (i szybko z niego zniknąć).
Dlatego dziewczę w dormitorium wskoczyło w szyfonową, lekką sukienkę koloru przydymionej purpury (ha-ha) na grubych ramiączkach, uwiązaną pod biustem średniej wielkości kokardą. Materiał gładko opadał jej lekko przed kolanko, przez co czuła się pewniej, bo nie miała szans zaplątać się w sukienkę i wywrócić na oczach całego tłumu.
Adzia na Salę Balową wkroczyła szybkim krokiem, w dłoni trzymając fioletową kopertówkę. Uśmiechała się w powitaniu do znajomych jej osób, które mijała i skierowała się do stołu z jedzeniem.
O tak, główny punkt programu - żarcie.
Sięgnęła do półmiska z owocami i wpakowała sobie truskawkę do ust. No dobra - z niesamowitą gracją skonsumowała truskawkę. Muahaha. Rozejrzała się po sali z udawanym zainteresowaniem i oparła tyłkiem o stół.
Och, zapowiada się miły wieczór!

_________________

my love is a revolver
do you wanna be my target?
avatar
Adrienne Prideux

Age : 25
Liczba postów : 20
Join date : 18/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Bal

Pisanie by Michelle Maxwell on Pon Cze 22, 2009 12:32 pm

Bal. Wydarzenie ważne dla wszystkich z wyjątkiem panny Maxwell. Owszem bale były nawet fajne, ale nie dla Angielki. Od razu przychodziły jej na myśl te wszystkie wystawne kolacje, które miały miejsce u niej w odmu, a którcyh szczerze nienawidziŁA. Zresztą nie lubiła się stroic. Właściwie to nie musiała. Nawet gdyby przyszła w samym podkoszulku i spodniach i tak wyglądałaby olśniewająco. Ale w końcu to bal, więc trzeba się wystroic. Tak więc panna Maxwell wbiła się w długą do ziemi czaroniebieską sukinkę. Do tego czarne szpilki. Włosy rozpuściła i zakręciła w delikatne fale. Taki romantyczny look. No wiadomo o co chodzi. Na szyję włożyła śliczny srebrny łańcuszek z serduszkiem. Jeśli chodzi o makijaż to właściwie nie był jej potrzebny. Podkreśliła tylko oczy ciemną kredką i tuszem do rzęs. Wargi posmarowała bezbarwnym błyszczykiem. Paznokcie potraktowała odżywką i już była gotowa. Niestety wszystko robiła sama. Mel i Cat już poszły, a Mar i Lily były w innym domu. Powolutku zeszła po schodach, a potem ruszyła korytarzem na bal. Przez chwilę wachała się czy wejśc. W końcu nie miała nikogo do pary, ale to nic straconego. Popchnęła ciężkie wielki drzwi i już znalazła się w środku. Aż otworzyła oczy ze zdumienia. Sala wyglądała niesamowicie.
avatar
Michelle Maxwell

Age : 25
Liczba postów : 28
Join date : 17/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Bal

Pisanie by Diana Chevalier on Pon Cze 22, 2009 12:39 pm

Wiecie na co teraz Diana miała największą ochotę? Pozbyć się tych szpilek. Na cholerę jej szpilki? Matka natura nie obdarzyła jej krótkimi nogami, więc po co ubierała te szpilki? Może dlatego, że wszystkie dziewczyny, albo przynajmniej większość miała je na swoich stopach i męczyła się tak samo jak ona. Spojrzała po tańczących parach. A potem na wchodzącą do sali Elis. Znała ją doskonale z widzenia, jak połowę osób znajdujących się w tej sali. Nie odrywając wzroku za podążającą przez salę Elis, zanurzyła swe czerwone usta w szampanie i delikatnie napiła się małego łyczka tego oto napoju. Nie smakował jej. Zdecydowanie nie w jej typie. Może do końca wieczoru namierzy cos lepszego. Wino! Półwytrawne najlepiej. Jego powinno być pod dostatkiem, a nie zauważyła nawet jednej butelki. Mruknęła pod nosem, bliżej niezidentyfikowane słowo i zamyśliła się na chwilę nad tym wszystkim. A gdyby odkryć tutaj jakieś tajemnicze wyjście i wymknąć się niepostrzeżenie, unikając wzroku wścibskich nauczycielek i trochę już podpitych nauczycieli? Może wcale nie zauważono by jej nieobecności? Przebierała nogami w miejscu, przez kilka minut, ale stała cały czas w miejscu. Nie, nie opuści teraz balu. Nie po to, przyjechała do szkoły dzień wcześniej, żeby nie wyglądać jak trup po podróży jak polowa uczniów, którzy ledwo trzymali się na nogach. Nawet niziutka Lilliane wyglądała, jak zombie. No tak, ale żeby Raymonda nawet nie było? Zabije go przy najbliższym spotkaniu. Miał być. Chociaż miałaby się do kogo odezwać. Za dużo o nim myśli, prawda? Też tak uważam. Swoje myśli szybko skierowała, na wywijającą na parkiecie nauczycielkę, która szczerzyła swoje żółte ząbki do dyrektora. Ona naprawdę nie widzi jak wygląda, czy po prostu lubi taki styl? Nie była jedyną dziewczyną, która przybyła na bal sam. Na szczęście. Chociaż miała też nadzieję, że pod koniec nie stworzy się jakis klub samotnych czy coś w tym stylu, do czego byłaby skłonna gdy tylko za dużo się napije. Chociaż istnieje też inny wariant, że wtedy będzie nad wyraz odważna, podejdzie do jakiegoś faceta i po prostu go za sobą zaciągnie i znów zabawa na jedną noc. Musi się ograniczać, bo biedaczysko wyjdzie, na tą co szybko daje, łamaczkę męskich serc, czy coś w tym rodzaju. Nie jest to chyba miłe. Musi się zakochać. Tak, tak! Tylko w kim? Żadnych samotnych facetów, tylko same samotne baby wkraczają na bal. Czy po prostu inni wpadną później? Może. Jak na razie Diana nie zmieniła swojej pozycji i dalej podpierała ścianę, tuż przy parkiecie popijając tego ohydnego szampana.
avatar
Diana Chevalier

Age : 25
Liczba postów : 7
Join date : 21/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Bal

Pisanie by Jennifer Vanora on Pon Cze 22, 2009 12:41 pm

Bywają chwile, kiedy zaczynam zastanawiać się, po jaka cholerę Raphael nosił okulary na nosie? A to, że jego ideałem jest kobieta o piersiach Pameli Anderson i rozumie Paris Hilton, to już nie mój problem(nie ma to jak mugolskie czasopisma jako rozpałka do ogniska, nie?). Jaka szkoda, ze znałam swoją wartość i nie miałam ochotę oddawać swojego jakże pięknego ciała w ręce kogoś równie nieodpowiedniego, co panicz Catel.-Skarbie, ale to nie ja mam puder na twarzy- powiedziałam, krzyżując ręce na piersi. A co innego mogłam zrobić ze swoimi rączkami? Położyć je na Raphael’u? Nie dziękuję, są lepsze rzeczy do roboty. Należały do niech przede wszystkim odebranie chłopakowi tej jakże ślicznej butelki. Wystarczyła chwila, a stałam z kieliszkiem w ręce, nalewając do niego Ognistej. O tak, właśnie tego było mi dzisiaj trzeba- porządnego trunku przy dobrej muzyce. Szkoda, że z towarzystwem było znacznie gorzej. Ale cóż poradzić? Inne dziewczyny powinny być mi wdzięczne. Tak strasznie się męczyłam, prowadząc niezwykle „pasjonującą” rozmowę z Raphael’em, by żadna z pań nie dostała się przypadkiem w jego lepkie łapska. Dobrze, że przynajmniej miałam teraz Ognistą. Może ona zdoła ukoić mój, och, jakże wielki ból. Oddałam chłopakowi w połowie pustą butelkę, jednocześnie biorąc porządny łyk z kieliszka. W przeciwieństwie do mojej jakże idealnej siostrzyczki potrafiłam pić. Miałam tak zwaną, twardą głowę. I wiedziałam, kiedy przystopować. A to słodziutkie maleństwo za każdym razem kończyło uchlane, Bóg wie gdzie. A potem ja musiałam jej szukać. Ale poco niszczyć sobie humor rozmyślając o swojej idealnej siostrzyce?-Widzę, że nawet po chwili przerwy brakuje się ripostów- powiedziałam z udawanym żalem. A miałam taką nadzieję, że wieczór będzie ciekawy. Zawiodłam się Rapahel’u, zawiodłam!
Posłałam nauczycielce najsłodszy uśmiech, na jaki było mnie stać, jednocześnie biorąc łyk z kieliszka. To nic, proszę pani. Tylko woda mineralna. Przecież ja nigdy nie piję!

_________________
avatar
Jennifer Vanora

Age : 24
Liczba postów : 28
Join date : 20/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Bal

Pisanie by Raymond De Noir on Pon Cze 22, 2009 12:58 pm

Ależ proszę wybaczyć! To nie jego wina, że zaprosił ją w ostatniej chwili, w końcu nie widział jej aż całe dwa długie miesiące, a w zaczarowanym powozie nie wypadało pytać o takie rzeczy przy wszystkich tam przebywających. Według niego była to sprawa osobista, zresztą nie lubił, gdy w towarzystwie był ktoś trzeci. Raymond był strasznie podekscytowany, a zarazem zadowolony z tego, że nie musiał zapraszać kogoś innego na tegoroczny bal, gdyż w końcu jego prywatny plan, który knuł od bardzo dawna wszedł w życie. I nie, nie zamierzał dzisiaj zaliczyć nie wiadomo ile dziewczyn tak jak Gaspard czy też reszta zgrai z Morgue i Équilibre. Bo prawie wszyscy chłopacy byli tacy sami, uważali siebie za bogów seksu, jedynie on był inny, ale przecież to nie oznaczało tego, że nie mógł się z nimi przyjaźnić! Na dzisiejszą noc musiała mu wystarczyć tylko Véronique Moreau, będącej gdzieś w środku pomieszczenia, do którego zmierzał.
Idąc po ciemnozielonym dywanie przeplatanym srebrnymi nićmi podziwiał z zachwytem cały wystrój sali balowej. Wszystko było idealnie w każdym calu i pod względem kolorystycznym, i nie da się tego wyrazić żadnymi słowa, naprawdę! Zauważył Raphaela, rudowłose siostry Vanory, Adrienne i oczywiście Diane Chevalier, której chyba nie widział od bardzo dawna. Podszedł do niej spokojnie, a na jego bladą twarzyczkę wpełznął (można by tak powiedzieć) szczery uśmiech.
- Bardzo przepraszam, że się nie odzywałem przez całe wakacje, ale niestety tak wyszło - spuścił delikatne głowę w dół, po czym wcisnął dziewczynie karteczkę, szepcąc na pożegnanie coś w stylu 'miłej zabawy ci życzę, na pewno jeszcze dzisiaj się spotkamy' i ruszył na poszukiwania Véronique Moreau. Skąd wiedział, że tu będzie? Ano, po prostu raymondowa intuicja i tyle. Przecież znali się nie od dziś i wiedział doskonale co lubi, bo przecież owe dziewczę na pewno nie zrezygnowałoby z takiej zabawy, gdzie nie dość, że są piękni chłopcy to jeszcze jedzenie oraz… No, dokończcie sobie sami. Omiótł obojętnym wzrokiem całe towarzystwo, nie przejmując się wzrokiem nauczycieli, którzy zastanawiali się, do kogo zmierza Raymond. W końcu w szkole była jak na razie tylko jedna pani prefekt i martwili się o nią, no, bo taki ponoć niewinny chłopaczek może ją jeszcze zgorszyć i co wtedy będzie? Płacz i zgrzytanie zębów?
- Witaj, mam nadzieje, że się nie spóźniłem - szepnął melodyjnym głosem, kłaniając się w iście królewski sposób. Zasady savoir-vivre miał opanowane w małym paluszku, ale tak między nami to rzadko ich używał na co dzień. Od tego przecież były takie okazje jak np. tegoroczny bal czy też zabawa na zakończenie roku. Chociaż to ostatnie niekoniecznie, bo według niego przypominało to raczej dziką balangę.
- Uroczo wyglądasz, idealna w każdym calu pani prefekt - stwierdził. Nie kłamał tak jak zawsze, gdyż w tym momencie uważał to, co najwyżej śmieszne i niepotrzebne. W takich sytuacjach trzeba umieć się zachować, a Raymond zdecydowanie umiał. Wszystko umiał. - Zatańczymy, moja droga? - szepnął jej cicho do uszka, wyciągając grzecznie w jej stronę rączkę. Miał nadzieje, że jego partnerka umie tańczyć, bo to byłaby przecież hańba i wstyd dla niego! Oprócz Qudditcha interesował się poniekąd też tańcem, może nie za specjalnie, ale przecież nie można też stwierdzić, że był kompletną łamagą w tych sprawach! Co toto nie. W końcu rodzina De Noir była teraz w miarę bogata (nie to co kiedyś) i znanie takiej podstawy było podstawą podstaw. Właśnie! A gdzie jest jego ukochany braciszek Laurent? Znowu siedzi nad książkami? Zapewne tak, bo przecież większego mola książkowego od niego osobiście nie znał. W końcu tak zapowiadał przez całe wakacje, że będzie miał najprawdopodobniej z wszystkich przedmiotów W! Raymond wcale się nie dziwił, że ten kujon nie miał aż tak dużego powodzenia u płci przeciwnej. Rudzielec odwrócił na chwile głowę tylko w stronę Diany i puścił jej oczko, po czym odchrząknął cichuteńko.
- Więc jak będzie? - zapytał, wciąż nie zmieniając tonu głosu. Ha! Trzeba zmiękczyć panią prefekt, prawda?

Raymond De Noir
Prefekt

Liczba postów : 28
Join date : 17/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Bal

Pisanie by Madeline De La Cuesta on Pon Cze 22, 2009 1:16 pm

Jeszcze tylko jedna spinka i już. Mad spojrzała na siebie w lustrzanym odpiciu i… skrzywiła się. Wyglądała olśniewająco ale bynajmniej nie tak jak t sobie wyobrażała. Trudno jest połączyć luzackie z eleganckim. Zeszłego lata Mad otrzymała od ciotki piękną mieniącą się, fioletową sukienkę bez ramiączek z czarnym, koronkowym podszyciem i pasujące do niej szpilki idealne na bal, do którego właśnie się szykowała. Niestety różniły się one od przetartych jeansów, luźnego podkoszulka i pomazanych trampków. Mimo wszelkich starań kreacja nie straciła swojego bajkowego uroku. Panna De La Cuesta nie miała miała wiec wyboru musiała iść w tym stroju rodem z „królewny śnieżki”. Madeline była już nieźle spóźniona. Kroczyła korytarzem chwiejnym krokiem, gdyż nie przyzwyczaiła się do obcasów, rozglądając się dookoła. Najchętniej została by w swoim pokoju i nie pokazywała się ludziom. Doszła do drzwi sali balowej. Zatrzymała się i położyła drżące dłonie na wrotach. Pchnęła je delikatnie nabierając powietrza do płuc. Jej uszu dobiegały już głośne dźwięki rozmów i muzyki. Po chwili jej oczom ukazała się pięknie udekorowana sala balowa zapełniona już po brzegi uczniami. Madeline zachwiała się niebezpiecznie gdy tuż przed nią śmignęła jakaś zapatrzona w siebie tańcząca para. Dziewczyna przewróciła oczami i nieco speszona, co nie zdarza się jej zbyt często, podeszła do jednego ze stolików z przekąskami i usiadła na wolnym krześle, które z trudem wypatrzyła, i przyglądała się ludziom.
avatar
Madeline De La Cuesta

Age : 25
Liczba postów : 21
Join date : 17/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Bal

Pisanie by Diana Chevalier on Pon Cze 22, 2009 1:29 pm

Raymond! A więc wyrwał na bal jakąś panienkę! No tak, tak myślała.Na pewno tak pomyślała, chociaż wcale tego nie napisałam, bo stwierdziłam ten fakt za oczywisty! Spojrzała jeszcze raz po pomieszczeniu. Komu się chciało to robić? Ach tak, przecież są zaklęcia, nikt nie musi się zbytnio wysilać, by zapomniała. Dwa miesiące bez użycia magii jednak dają się we znaki. Diana chciała napić się znowu szampana, gdy zauważyła, że ma już pusta lampkę. Z tęsknotą pomyślała, o butelce wina schowaną pod pościelą. Może tutaj też, gdzieś, gdziekolwiek schował się ten boski napój? Wzrokiem omiotła, dosyć dokładnie każdy długi stół, przy którym tłoczyli się uczniowie. Sala była już prawie pełna, a ona wcale nie widziała nikogo, oprócz Raymonda., który w tej chwili tańczył. No tak, no to może kogoś czas poznać, panienko? Pewnie. Jesteś zbyt leniwa. Westchnęła cicho, obracając w palcach karteczkę od chłopaka. Gdy ją dostała, rzuciła szybko na nią wzrokiem i uśmiechnęła się.
- wiesz o tym, że nie marnowałam czasu, bez Ciebie czy z Tobą – udała obojętność na tłumaczenie się chłopaka. Przecież mu nie powie, że martwiła się, tydzień po tygodniu coraz bardziej , że przyjaciel o niej zapomniał? A może, to ona zapomniała, spędzając urokliwie wieczorki z synem rybaka? Nie, nie to niemożliwe. Nie w jej przypadku. Zmarszczyła lekko brwi, widząc kolejną samotną dziewczynę, wchodzącą na bal w długiej sukni. Jej zdecydowanie bardziej leżała jej króciutka, obcisła. Masz walory, to je pokaż, a nie ukrywaj pod tonami falbanek, kokardek i innych materiałach. Przemieściła się już nawet, odrywając się od ściany, gdyż jakiś stary znajomy wyłapał ją wzrokiem i zaprosił do wspólnego tańca. Wirowała więc na środku parkietu, nawet na moment wpadając na biednego Raymonda, na którego chyba czeka ochrzan, za to, że milczał . Chociaż nie. Pewnie już jej przeszło. Mruknęła tylko, będąc obok niego, że wisi jej gorącą czekoladę i uśmiechnęła się wesoło do Ver, mrugając porozumiewawczo, a mianowicie życząc jej miłego wieczoru. Muszą się poznać, bo Diana już rok temu zwróciła na nią uwagę. W koncu pani prefekt tak? A potem została wkręcona do zabawy i można było usłyszeć jej stłumiony, uroczy chichot ze środka parkietu.
avatar
Diana Chevalier

Age : 25
Liczba postów : 7
Join date : 21/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Bal

Pisanie by Pierre Le Brun on Wto Cze 23, 2009 2:44 am

Pierre wszedł na salę balową. Niby skeacik, ale potańcówy lubił. Panny nie miał, liczył, że wyrwie jakąś na miejscu. Znowu zaczęła mu przeszkadzac fryzura, więc roztrzepał sobie włosy i już wyglądał znowu jak on. Niby trzeba było się ubrac elegancko, ale on woli coś bardziej swojskie wdzianka. Zamiast spodni do garnituru założył jeansy, a błękitna koszula i czarny krawat wyglądały elegancko i zarazem luzacko. Ale dosyc o wyglądzie. Rozejrzał się po sali.
-Całkiem ładna sala- pomyślał.- Ale nie tylko sala jest całkiem niezła!
Nagle jego wzrok zatrzymał się na stole z przekąskami. O! Jakaś samotna dziewczyna. Chyba przyda jej się odrobina humoru. Podszedł wolnym krokiem kołysząc się lekko w rytm muzyki. Ale dawno nie tańczył! Ma ochotę zatańczyc wolny, ale z kim?
Kiedy już doszedł do ślicznej panny ukłonił się grzecznie, chwycił za jej drobną rączkę ucałował w dłoń i powiedział
-Bonjour. Śliczna fioletowa sukienka mademoisell.
Usiadł bez pytania na krześle obok nieznajomej i czekał na jej reakcję.
avatar
Pierre Le Brun

Age : 26
Liczba postów : 11
Join date : 22/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Bal

Pisanie by Raphael Catel on Wto Cze 23, 2009 4:27 am

Ręce Raphaela nieodpowiednie? No, chyba tylko i wyłącznie dla Jennifer! Ale o gustach się nie dyskutuje, dlatego też od niepotrzebnych komentarzy się pohamuję. Bo tak!
- Ja i puder? - zapytał, unosząc lewą brew w górę. - Daruj sobie, skarbeńku...
No bo niby z jakiej to okazji panicz Calet miałby sobie pudrować swój, jakże piękny, nosek? Dla tej rudej wywłoki? Ha ha, chyba ktoś tutaj resztki rozumu postradał! Owszem, trzeba przyznać, że od czasu do czasu zdarzy mu się użyć niektórych babskich mazideł, ale bez przesady! Na takie okazje wcale mu nie są one potrzebne.
Łypnął na nią groźnie, widząc, że teraz dobiera się do jego Ognistej. Najpierw fajki, teraz to?! Zdecydowanie za dużo, jak na jeden dzień! Ale tym razem nie będzie robił jej scen. Może i dziewczę miało mocna głowę, lecz czy na whisky zaprawione kokainą (a skąd u niego narkotyki?!) tez jest tak bardzo odporna? Nie sądzę. I Raphael też tak uważał. Ale mniejsza z tym. Z uprzejmym uśmieszkiem na twarzy przyglądał się, jak Vanora zachłannie pije alkohol. Jeśli będzie chciała więcej - bez słowa użyczy jej swojej butelki. Wiadomym faktem jest, że sok dyniowy na balach do dobrej zabawy nie wystarcza.
- Słowne gierki można zostawić na kiedy indziej - wymruczał, kolejny raz dzisiaj przygryzając jej płatek ucha.
Położył dłoń na jej talii, drugą ręką odstawiając na stół pusty kieliszek. Ze zniewalającym uśmiechem, skłonił jej się teatralnie.
- Zechcesz zatańczyć? - zapytał, mrugając do niej okiem.
Czy był pewien, że dziewczyna skusi się na jego propozycję - nie. W tym konkretnym przypadku, musiał przyznać przed sobą, że bał się, jak ona zareaguje. Wystarczyło mu popołudnie z nią spędzone, by stwierdzuić, że Jannifer jest nieprzewidywalna. Ale nie można się zniechęcać!
avatar
Raphael Catel

Age : 25
Liczba postów : 27
Join date : 21/06/2009

http://mors-ianua-vitae.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Bal

Pisanie by Jennifer Vanora on Wto Cze 23, 2009 4:55 am

Nie denerwuj się tak, kochanie. To żaden wstyd, że mężczyzna też czasem chce być tak piękny, jak kobieta. Bo komu nie podobają się tak idealne stworzenia? W bajkach zawsze opowiada się o pięknych księżniczkach, uroczych syrenkach i innych słodkich dziewuszkach. A odważny Książe z bajki? Nie, ci już dawno wymarli.
Kokaina? Panie Raphael’u, skąd u ciebie pomysł, by Ognista nie była wystarczająco idealna, by doprawiać ją jakimiś świństwami. Znowu się napiłam, nie patrząc na chłopaka. A warto było? Ciekawszym zajęciem od wpatrywania się w jakże „urodziwą” twarzyczkę panicza Catel, było obserwowanie tańczących par. Chociaż i to nie było zbyt ciekawe. Nie rozumiałam, jak można było tak źle tańczyć do tak dobrej muzyki?-A liczyłam na ciekawy wieczór- powiedziałam nadzwyczaj spokojnie. Czy znów zadrżałam? Ha, niedoczekanie! Raphael nie był godzien nawet spojrzenia z ukosa. No cóż, jednak zawsze wszystko robię po swojemu, tak więc gdy tylko poczułam rękę na talii, spojrzałam na chłopaka. Uniosłam delikatnie brwi, uśmiechając się złośliwie.-Czymże sobie na to zasłużyłam?- spytałam, odstawiając kieliszek na stół. Chociaż, szczerze mówiąc, wymiana Ognistej na Rafa wcale mnie zbytnio nie ucieszyła. To zupełnie tak, jakby wymienić psa na obrożę. O, coraz częściej zdarza mi się porównywać chłopaka do przeróżnych. rzeczy (ostatnio była to chyba brukselka). Tak więcej powracając do tematu, położyłam rękę na ramieniu chłopaka. W końcu po cos tutaj przyszłam. W prawdzie taniec nie górował na mojej liście, jednakże jeżeli miał być on w towarzystwie Raphael’a, to jak najbardziej. Ciekawe tylko czemu nie chciała mnie opuścić wizja nadepnięciu chłopakowi na stopę. Niedobra Jen, a fe.
Bał się? Czyżbym jako jedyna potrafiła odeprzeć ten jakże zniewalający urok osobisty panicza Catel? Cieszę się niezmiernie, że znowu udało mi się być inną. Jaka radość!

_________________
avatar
Jennifer Vanora

Age : 24
Liczba postów : 28
Join date : 20/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Bal

Pisanie by Pierre Valmont on Wto Cze 23, 2009 5:00 am

Korytarze były niemal puste, kiedy biegła co sił w nogach, by zdążyć na czas. Jak już ktoś wspomniał, na bal wypadało iść, mimo wszelakiej niechęci. Więc przywdziała szmaragdowo zieloną sukienkę i ruszyła w tany, mając nadzieję poznać greckiego boga i żyć długo i szczęśliwie. Z najgłębszych zakamarków zamku dobiegały tajemnicze szepty- to zakochane pary namiętnie kłamały w żywe oczy o wielkiej, szczęśliwej miłości. Prychnęła oburzona - przecież to stek bzdur! Tuż przed drzwiami sali balowej doprowadziła się do porządku. Poprawiła sukienkę, która jej zdaniem była nieco za krótka (warto wspomnieć, że Pierre jest bardzo konserwatywna). Niestety, na jej nieszczęście koronka zahaczyła o te nieszczęsne drzwi i biedna Pierre wpadła wprost w ramiona jakiegoś....
avatar
Pierre Valmont

Age : 25
Liczba postów : 7
Join date : 22/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Bal

Pisanie by Madeline De La Cuesta on Wto Cze 23, 2009 5:04 am

Czegoś takiego Mad raczej się nie spodziewała. Całkiem przystojny... - pomyślała, ale zamiast powiedzieć coś w stylu "tak jak twoje koszule falująca na wietrze" skrzywiła się tylko.
- yh... cześć? - przywitała się - lepiej nie komentuj.
Poprawiła sobie kieckę. Najchętniej założyła to co tajemniczy młodzieniec. Kontrast po między nim, a innymi wyelegantowanymi uczniami był dość spory, niestety Mad lubiła wyróżniać się z tłumu więc poważnie rozważała udanie się do łazienki i założenie jeansów. Dziewczyna kompletnie nie kojarzyła gościa. To dziwne, myślała, że sprawdziła już wszystkich osobników płci męskiej w tej szkole.
- a można widzieć jak się zwiesz? - spytała uśmiechając się lekko.
Mimo jej podłego humoru ten gość strasznie ją rozbawił swoim dziwnym zachowaniem. Z głośników popłynęły właśnie wolniejsze dźwięki. Romantyczna muzyka rozeszła się po sali i zakochane pary zaczęły kołysać się w rytm melodii. Mad przewróciła tylko oczami i poprawiła się na krześle.
avatar
Madeline De La Cuesta

Age : 25
Liczba postów : 21
Join date : 17/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Bal

Pisanie by Elisée Maudit on Wto Cze 23, 2009 7:05 am

Tak, teraz to wkroczyła na salę Balową druga panna Vanora, w towarzystwie równie niezwykłego Gaspard’a. Ach, a miała tu dziś być sama. No, kto by pomyślał, jak się wszystko obróci. Tak więc razem z chłopakiem weszli powoli na Salę Balową , która była przepełniona po same brzegi. Tak, uczniów to w tej szkole na pewno nie brakowało. Tylko , że jak byli zebrani w kupę, to było ich stanowczo za dużo.
Jedni obżerali się zamaszyście jedzeniem, inni zachłannie pili, a jeszcze inni po prostu siedzieli i tępo patrzyli na tańczących. A wśród nich była nasza cudowna siostra panny Elis z tym samym chłopakiem, z którym się ostatnio kłóciła . Och, wzruszamy się wszyscy.
El prychnęła i przesunęła się trochę na bok, robiąc miejsce Gas’owi. Stanęła spokojnie i znów zerknęła na niesamowity żyrandol. Dalej niezwykle odbijały jego kryształki światło, a później rzucały smugi kolorowego światła na wszystko wokoło . Zerknęła z półuśmiechem na Gaspard’a Dearneal’a i przeniosła wzrok na tańczące, inne pary. Jakie to wszystko było dziwne. Piękna melodia wydobywała się z instrumentów i odbijała się od wszystkiego czego mogła. I wszystko w ogóle to tu było magiczne.

_________________

Porcelanowy uśmiech
Na porcelanowej twarzy
Tak nie wiele potrafi wyrazić.
Porcelanowa lalka z pełnymi radości porcelanowymi oczami
Z pięknego materiału sukienka z falbankami
Blond włosy ze sztucznego tworzywa sprawiają, że lalka wygląda jak żywa
Nikt nie wie jednak co czuje porcelanowe serce,
Zamknięte jak w szklanej butelce
...
avatar
Elisée Maudit
Prefekt naczelny

Age : 24
Liczba postów : 95
Join date : 21/06/2009

http://corka-ciemnego-zla.blog.onet.pl/

Powrót do góry Go down

Re: Bal

Pisanie by Gaspard Dearneal on Wto Cze 23, 2009 7:23 am

Tuż przy sali dorównałem jej kroku i zatrzymałem się obok niej już w drzwiach. Muszę przyznać, ze wyglądało to na swój sposób magicznie. W końcu co tu się dziwić. Przez chwilę rozglądałem się dookoła a mój wzrok co chwilę wędrował w kierunku barku. Oczywiście nie mogłem opuścić takiej okazji. Ale to dopiero później. Teraz zjawiłem się tu z zupełnie innym zamiarem. Wśród tłumu dostrzegłem tę samą burzę rudych włosów i buzię podobną do tej, która stała obok mnie. Mogłem śmiało stwierdzić, że jest to siostra Elis. Wzruszyłem tylko ramionami i przeniosłem wzrok na panienkę Vanorę.
- Zatańczysz?
Zapytałem teatralnie trochę się pochylając tym samym też wyciągając ku niej dłoń. Też mi dżentelmen. Ale przecież czasami trzeba się postarać, albo też po prostu zrobić z siebie głupka. Posłałem Elis porozumiewawcze spojrzenie po czym razem z nią ruszyłem w kierunku par. Było ich zdecydowanie za dużo. Na dodatek wszyscy skupili się w jedną grupkę. Ostatecznie zatrzymałem swoją dłoń w tali dziewczyny, a drugą chwyciłem jej dłoń.
- Uprzedzam, że nie jestem w tym dobry.
Stwierdziłem wesoło ruszając się odpowiednio do rytmu piosenki.
avatar
Gaspard Dearneal

Age : 25
Liczba postów : 16
Join date : 22/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Bal

Pisanie by Elisée Maudit on Wto Cze 23, 2009 7:46 am

Ona podobna do siostry? Nigdy w życiu. Miały tylko podobne włosy. A twarz? Śmiało można przyznać, że Jen była mniej urodziwa od Eli. I oczywiście, bardziej wredna. Ale już na ten temat był wykładany wykład, więc po co strzępić jeszcze raz język? Panna Elis szybko przeniosła wzrok z żyrandolu na twarz Gaspard’a i posłała mu uśmiech. Zaśmiała się chwilę później, i położyła swoją dłoń na jego dłoni.
- Oczywiście – Odparła, spokojnie.
A po chwili już byli gdzieś przy środku Sali Balowej. Położyła swoją dłoń na wysoko „zamieszczonym” barku Gaspard’a, a drugą spokojnie pozwoliła mu pochwycić. Zaczęli się powoli bujać w rytm ślicznej, powolnej melodii. Na słowa chłopaka Elis parsknęła śmiechem i spojrzała mu w oczy.
- Najwyżej ja poprowadzę – Odpowiedziała, dalej gruchocząc.
Przysunęła się trochę bardziej do swojego partnera, w wyniku zderzenia z inną parą. Ach, podli! Jak można tak besztać niską dziewuszkę?

_________________

Porcelanowy uśmiech
Na porcelanowej twarzy
Tak nie wiele potrafi wyrazić.
Porcelanowa lalka z pełnymi radości porcelanowymi oczami
Z pięknego materiału sukienka z falbankami
Blond włosy ze sztucznego tworzywa sprawiają, że lalka wygląda jak żywa
Nikt nie wie jednak co czuje porcelanowe serce,
Zamknięte jak w szklanej butelce
...
avatar
Elisée Maudit
Prefekt naczelny

Age : 24
Liczba postów : 95
Join date : 21/06/2009

http://corka-ciemnego-zla.blog.onet.pl/

Powrót do góry Go down

Re: Bal

Pisanie by Gaspard Dearneal on Wto Cze 23, 2009 8:00 am

No najlepiej będzie jak uznamy temat siostry za zamknięty bo przecież nie po to się tutaj zjawiliśmy by was do siebie porównywać. Sam przez chwilą spoglądałem na żyrandol jednak szybko ponownie skupiłem swoją uwagę na panience Vanorze. Ukazałem na buzi delikatny, lecz pełen słońca i uroku uśmiech poruszając się tym samym powoli w rytm piosenki. Jak na pierwszy raz chyba nie było tak źle. Poza tym miałem doskonałą partnerką, która w razie W była w stanie mnie poprowadzić.
- Tak chyba będzie najlepiej.
Stwierdziłem wesoło i wyszczerzyłem zęby w delikatnym uśmiechu. Zerknąłem kątem oka na parę, która bezczelnie rozpychała się po parkiecie i wywróciłem teatralnie oczami. Nie miałem nic przeciwko minimalnej odległości pomiędzy nimi. Tak nawet tańczyło się lepiej. Stawiałem powoli krok po kroku i z każdym oddechem czułem woń delikatnych perfum dziewczyny. Uśmiechnąłem się sam do siebie po czym ni stąd ni zowąd obróciłem dziewczynę wokół osi i ponownie przyciągnąłem ją blisko siebie. Teraz mogę śmiało stwierdzić, że już nie jestem takim kiepskim tancerzykiem ot co. Wyszczerzyłem się do dziewczyny i dalej bujałem się w rytm piosenki.
avatar
Gaspard Dearneal

Age : 25
Liczba postów : 16
Join date : 22/06/2009

Powrót do góry Go down

Re: Bal

Pisanie by Elisée Maudit on Wto Cze 23, 2009 8:21 am

Tak, tak, szkoda zaśmiecać myśli jej osobą. A co do żyrandola, chyba na każdym robił wrażenie. Był wręcz wyjątkowo piękny. Kto by pomyślał, że można się tak ekscytować głupią lampą? Zerknęła na żyrandol ukradkiem, błyszczącymi oczyma, ale po chwili znów je przeniosła na Gaspard’a i zaśmiała się perlisto. Ach tak, czarujemy swoim śmiechem, prawda?
- Zobaczymy – Odpowiedziała, z tajemniczym uśmiechem.
Ale nie aż tak tajemniczym , co to, to nie, kochani. Tak, cały dzień dzisiaj się uśmiechamy, cieszymy i radujemy. Zerknęła ukradkiem na ową „parę”, która mnie tak perfidnie zbeształa. Parę? Pfy, rozwalali się jak słonie na puszczy afrykańskiej. Ale pozostawmy słonie w spokoju. Nie spodziewała się tego jakże wyszukanego ruchu, ale obróciła się w miarę z gracją, i przykleiła się do Gas’a. Oj tak, a za niedługo będzie mu siedziała na głowie, jak tak pójdzie. Uroczo. Ale panna Vanora też nie była kiepska w tańcu, co to, to nie. No, nie licząc tej wyczynowej ewolucji tanecznej, która miała miejsce przed chwilą, bo akurat była nie przewidziana. Dobrze jest mieć na wszystko wymówkę, prawda? Uśmiechnęła się do siebie delikatnie, i tak jak wcześniej, skupiła się na tym przyjemnym tańcu. Będąc otoczoną słoniami, oczywiście.

_________________

Porcelanowy uśmiech
Na porcelanowej twarzy
Tak nie wiele potrafi wyrazić.
Porcelanowa lalka z pełnymi radości porcelanowymi oczami
Z pięknego materiału sukienka z falbankami
Blond włosy ze sztucznego tworzywa sprawiają, że lalka wygląda jak żywa
Nikt nie wie jednak co czuje porcelanowe serce,
Zamknięte jak w szklanej butelce
...
avatar
Elisée Maudit
Prefekt naczelny

Age : 24
Liczba postów : 95
Join date : 21/06/2009

http://corka-ciemnego-zla.blog.onet.pl/

Powrót do góry Go down

Re: Bal

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach